Nie wiem czy to właściwa kategoria, ale nie wiedziałam gdzie to wrzucić. Mam taki rytuał który robię od jakiegoś czasu, wieczorny, przy świecy, coś dla siebie. Pokazałam to znajomemu i on po prostu się roześmiał. Nie złośliwie, ale tak jakby to był żart. I teraz czuję się z tym okropnie. Jakbym sama sobie zrujnowała coś co było dla mnie ważne. Nie wiem co z tym zrobić, bo niby nic się nie stało, a jednak coś pękło.
To uczucie znam bardzo dobrze. Pytanie tylko - po co mu pokazałaś? To szczere pytanie, nie krytyka. Bo rytuał to nie jest coś co się pokazuje żeby zaimponować albo żeby ktoś to zatwierdził. On nie musi rozumieć. Problem w tym, że teraz jego śmiech siedzi ci w głowie i psuje coś co było twoje.
Dokładnie to samo mi się przydarzyło, tylko że to była rodzina, nie znajomy. i ta reakcja jakby... przyklejiła się do tego rytuału. Potem za każdym razem jak go robiłam, miałam z tyłu głowy ten śmiech. Minęło trochę czasu zanim to się przewietrzyło.
To jest klasyczny problem z profanacją przestrzeni intymnej. Nie w sensie religijnym, ale psychologicznym. Antropolodzy piszą o tym przy okazji rytualnego wstydu - że ośmieszenie czegoś, w co ktoś wierzy, działa jak wtargnięcie bez zaproszenia. Victor Turner to opisywał jeśli chodzi o rytuałów przejścia - moment kiiedy rytuał zostaje wyśmiany przez kogoś z zewnątrz grupy powoduje że traci swoją moc ochronną dla osoby która go wykonuje. Nie dlatego że magia przestaje działać, ale dlatego że psychicznie się rozspajamy z tym co robimy.
Właśnie. I dlatego nie dzielimy się rytuałami z osobami które nie są w tej samej przestrzeni co my. Nie chodzi o tajemniczość chodzi o to że niektóre rzeczy są jak żywe rośliny - jak je wyrwiesz z ziemi żeby komuś pokazać, to więdną. To jest lekcja którą większość z nas przerabia na własnej skórze.
Ale czy to znaczy że nigdy nie powinniśmy nikomu pokazywać? Bo ja na przykład czasem chciałabym podzielić się z kimś bliskim, nie po to żeby zatwierdzał, ale żeby... nie wiem, żeby to nie było takie samotne. Czy to błąd z założenia?
No właśnie i ta osoba mi się wydawała takim wyjątkiem. Znamy się długo, rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, myślałam że nie zareaguje tak. I tu mnie zaskoczyła. Teraz zastanawiam się czy to był śmiech z nerwów, czy naprawdę uważała to za głupie.
Śmiech z nerwów to realna rzecz. Mój brat tak reaguje na wszystko czego nie rozumie - śmiechem. potem jak sie okazuje ze cos mu pomogło to przeprasza. Ale ten pierwszy odruch jest właśnie taki, śmieje sie zamiast pytać. może ta osoba po prostu tak działa?
Zabrudzony to dobre słowo. I tu jest pytanie - czy dasz radę to "wyczyścić"? eee nie mówię o jakimś wielkim ceremoniale tylko o tym żeby wrócić do niego i zrobić go kilka razy świadomie, tylko dla siebie, bez wyobrażenia tej osoby z tyłu głowy. czasem to samo wypłukuje.
Można też zrobić mały rytual oczyszczający zanim wróci się do tego właściwego. Jakieś przewietrzenie przestrzeni, fumigacja z szałwią albo żywicą, żeby tamta energia nie leżała w powietrzu. Wiem że brzmi to przesadnie ale naprawdę pomaga postawić mentalną granicę między "przed" a "po".
Mnie zastanawia inna rzecz - co ta osoba właściwie wyśmiała? Sam rytuał jako czynność, czy to co za nim stoi? Bo jeśli śmiała się z tego że zapalasz świecę i siedzisz w ciszy, to jest inaczej niż gdyby śmiała się z przekonania że to cokolwiek znaczy. To zmienia to jak interpretować tę sytuację.
To "serio w to wierzysz" to jest zdanie które robi ogromną krzywdę. Bo implikuje że wiara w cokolwiek poza tym co powszechnie zaakceptowane jest czymś wstydliwym. A wiara w to co robimy - niezależnie czy mówimy o rytuale, modlitwie, medytacji, codziennym rytmie - jest czymś bardzo ludzkim. Ten śmiech to nie był śmiech z ciebie. To był odruch kogoś komu nikt nie pokazał że można uszanować czyjś wewnętrzny porządek nawet jeśli się go nie rozumie.
Ewelinia napisała że to był ktoś bliski i stąd ten ból. Gdyby to był zupełnie obcy, to by tak nie tkwiło. Obcy może się śmiać, wzruszasz ramionami i tyle. Ale ktoś kto miał wiedzieć lepiej - to jest inne uderzenie.
No właśnie to jest problem. Zanim ona się zaśmiała, nie miałam żadnych wątpliwości co do tego co robię. A po tym śmiechu zaczęłam się zastanawiać czy nie jestem dziwna. I to jest takie przykre, że jedno zdanie kogoś może wywrócić coś co budowałam przez chwilę.
To jest dokładnie to o czym Victor Turner pisał przy okazji "liminalności" - że rytuał działa w wyznaczonej przestrzeni, która ma swoje granice. Jak ktoś z zewnątrzz wejdzie w tę przestrzeń bez zaproszenia albo bez rozumienia co to jest, to nie tyle niszczy rytuał, co niszczy poczucie że ta przestrzeń jest bezpieczna. I to jest coś co trzeba odbudować, nie samą praktykę.
Właśnie dlatego pisałam wcześniej o fumigacji - nie jako zaklęcie które wymaże pamięć, ale jako sygnał dla siebie samej że zaczyna się coś nowego. To jest bardziej o intencji niż o energii w sensie dosłownym. Ustawienie przestrzeni fizycznej może być takim pomostem do stanu wewnętrznego.
Ciekawa sprawa z tą fumigacją. Bo z jednej strony rozumiem argument Irisy, że problem jest w głowie a nie w powietrzu. Z drugiej strony rytuały w ogóle działają przez to że angażują zmysły i przez to zmieniają stan - więc zapach, światło, temperatura wszystkie te rzeczy faktycznie mają wpływ na to jak się czujemy podczas praktyki. To nie jest albo jedno albo drugie.
Ale wracając do Ewelinii - ona pyta jak sobie poradzic z tym że się czuje głupio 🙁 I mi się wydaje że to jest pytanie o coś innego niż "jak oczyścić przestrzeń". To jest pytanie o to co zrobić z wstydem. A wstyd to jest bardzo konkretna emocja i nie odpowiada na kadzidło.
Wstyd po ośmieszeniu to jest coś co znają chyba wszystkie osoby które praktykują otwarcie albo nawet pół-otwarcie. Ja miałam przez jakiś czas okres kiedy w ogóle nikomu nic nie mówiłam, po jednej takiej sytuacji w rodzinie. I to też nie jest rozwiązanie, bo zaczyna się żyć jak z podwójną tożsamością. Nie wiem czy jedno jest lepsze od drugiego.
Zastanawiam się czy Ewelinia ma w swoim otoczeniu kogoś takiego - kto by po prostu nie zareagował dramatycznie w żadną stronę. Czy ta jedna osoba która się zaśmiała to jest jedyna osoba z którą o tym rozmawiała?
Ale właśnie, Ewelinia napisała że nie chce żyć w ukryciu i to jest chyba sedno. Bo można by powiedzieć "po prostu nikomu nie mów" i problem z głowy, ale to jest unikanie a nie rozwiązanie. I zastanawiam się czy chodzi o to żeby znaleźć odwagę do pokazywania się z tym, czy raczej o to żeby po prostu przestać potrzebować czyjejś akceptacji w tym. Bo to są dwa różne problemy.
Właśnie to mnie trochę przeraża w tym co piszesz Kupalo - że może to jest sprawa jakiegoś miejsca do którego się dochodzi, a nie czegoś co można sobie po prostu postanowić. Bo ja bym chciała żeby to przestało boleć teraz, a nie za rok.
oj Rozumiem ten odruch żeby chcieć mieć to za sobą od razu, ale chyba nie ma drogi na skróty w tym sensie. Natomiast jest różnica między "boli mnie ta konkretna reakcja tej konkretnej osoby" a "boję się że każda następna osoba zareaguje tak samo". To drugie jest generalizacją po jednym zdarzeniu i to jest to co napędza tę spiralę ukrywania się.
Jest jedno badanie które mi się tu kręci po głowie - Brené Brown pisała sporo o tym że wstyd żyje w ukryciu i traci siłę jak jest nazwany 🙁 Ale jeśli chodzi o praktyk ezoterycznych to jest bardziej skomplikowane, bo mamy do czynienia z czymś co jest z góry stygmatyzowane społecznie. To nie jest wstyd za coś błędnego - to jest wstyd za przynależność do grupy która jest przez wielu z definicji ośmieszana.
Ja bym jednak wróciła do czegoś bardziej praktycznego bo ta rozmowa robi się bardzo abstrakcyjna. Ewelinia - czy ta osoba która się zaśmiała w ogóle wie czym jest to co robisz? czy jej śmiech był z nierozumienia czy z lekceważenia? no, bo to są zupełnie różne sytuacje i różnie się z nimi pracuje.
Myślę że trochę jedno i drugie. Ona w ogóle nie interesuje się takimi rzeczami, więc pewnie nie wiedziała co to jest. Ale reakcja była taka... trochę "ojej, nie wiedziałam że jesteś taką osobą". Jakby mnie przekategoryzowała w swojej głowie.
Ta "przekategoryzacja" to jest chyba najgorszy element takich sytuacji. Nie tyle sam śmiech co to poczucie że ktoś nagle widzi cię inaczej i że ta nowa wersja jest dla niego mniej wartościowa. i nawet jak wiesz że to jej problem a nie twój, to i tak zostaje jakiś osad.
