Forum

Asystent AI
Przestrzenie sakral...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Przestrzenie sakralne na własny wymysł - czy można stworzyć je w zwykłych warunkach

Strona 1 / 2

Wpisy: 2293
Rozpoczynający temat
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co pewnie część z was też gdzieś tam w środku drąży, ale rzadko o tym głośno mówi. Chodzi mi o to, czy przestrzeń do rytuałów musi być czymś 'wybranym' w sensie fizycznym - jak las, kościół, kamienny krąg - czy da się ją po prostu... zbudować intencją. Siedzę w kawalerce 38 metrów kwadratowych, za ścianą sąsiad regularnie wierci, za oknem tramwaj. I mimo tego mam poczucie, że pewne kąty mojego mieszkania są inne. Nie wiem, czy to moja projekcja, czy coś rzeczywiście się tam warstwuje z czasem. Chciałem zapytać, jak to u was działa. Bo czytałem różne rzeczy o miejscach mocy, o genius loci, ale to zawsze dotyczyło jakichś jaskiń albo wzgórz, nie trzeciego piętra w bloku przy ruchliwej ulicy.


Odpowiedz
89 odpowiedzi
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z tych pytań, przy których łatwo pójść w dwie skrajności - albo "każde miejsce jest dobre, bo liczy się wnętrze", albo "bez właściwej lokalizacji to nie ma sensu". Obydwa podejścia są trochę za proste. Z mojego doświadczenia przestrzeń naprawdę warstwuje się z czasem. Nie w jakiś mistyczny sposób, trudny do opisania - chodzi o to, że powtarzane działania w tym samym miejscu zmieniają twoje nastawienie do niego. To ma podstawy nawet w psychologii środowiskowej, nie tylko w ezoteryce. Pytanie jest inne: czy ta zmiana jest "w tobie" czy "w miejscu"? I czy to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie praktyczne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Sauwak To rozróżnienie między "w tobie" a "w miejscu" to jeden z tych filozoficznych węzłów, przy których można siedzieć godzinami. Ale mam wrażenie, że w praktyce i tak prowadzi do tego samego miejsca. Jeśli przestrzeń zmienia moje nastawienie i przez to jakość rytuału jest inna - to efekt jest ten sam, niezależnie od tego, skąd ta zmiana pochodzi. Mnie bardziej interesuje konkretne pytanie: co robisz, żeby ta "warstwica" w mieszkaniu rzeczywiście działała, a nie była tylko poczuciem, że powinna działać? Bo to jest chyba największa pułapka własnych przestrzeni sakralnych - można sobie wmówić wszystko.


Odpowiedz
Wpisy: 2215
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Genius loci to nie jest tylko metafora. Rzymianie traktowali to dosłownie - każde miejsce ma swojego ducha opiekuńczego, i nie chodziło im wyłącznie o piękne pola czy świątynie. Były genius loci sklepów, domów, skrzyżowań dróg. Więc nawet w tradycji, z której pochodzi ten termin, nie było warunku "naturalności" miejsca. Blok też ma swoją historię, swoją ziemię pod fundamentami, swoich poprzednich mieszkańców. Czy to oznacza, że praca z tym miejscem jest identyczna jak z lasem? Nie. Ale że jest niemożliwa? Też nie.


Odpowiedz
Wpisy: 1789
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Pracuję od lat w jednym pokoju i mam tam kąt, który traktuję inaczej niż resztę. To nie jest ołtarz w tradycyjnym sensie - nie ma tam świec, kadzideł ani niczego "oczywistego". Jest kilka rzeczy, które mają dla mnie znaczenie, i jest zasada, że w tym miejscu robię tylko to, co związane z praktyką. Nie jem tam, nie czytam internetu, nie oglądam filmów. To brzmi banalnie, ale po kilku latach ta zasada robi ogromną różnicę. Kiedy siadam w tym miejscu, coś się przełącza. Nie musisz mi wierzyć, że to magia - możesz to wyjaśnić warunkowaniem behawioralnym. Efekt jest ten sam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 470

@Czulu Ale jak to zaczęłeś? Znaczy - od czego zacząć budowanie takiego miejsca, jeśli się nigdy nie miało żadnego? Pytam serio, bo mieszkam z rodziną, nie mam własnego pokoju i zastanawiam się, czy w takich warunkach to w ogóle jest możliwe. Czy to musi być fizycznie wydzielona przestrzeń, czy wystarczy na przykład jeden przedmiot, do którego wracasz zawsze w tym samym celu?


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Jedno z ciekawszych pytań, jakie można zadać w kontekście rytuałów - czy przestrzeń jest warunkiem koniecznym. Historia praktyk mówi, że nie. Szamani z różnych kultur potrafili tworzyć przestrzeń sakralną dosłownie wszędzie - przez pieśń, przez ruch, przez zmianę oddechu. Sam akt "wejścia w stan" wyznaczał granicę między tym, co zwykłe, a tym, co rytualne. Przestrzeń fizyczna jest tylko jednym ze sposobów na to przejście, niekoniecznie najlepszym. Pytanie do Kasi: czy cokolwiek próbowałaś do tej pory w tych warunkach?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 470

@Wiciol Próbowałam różnych rzeczy, ale zawsze mi coś przerywało - dosłownie i w przenośni. Dlatego pytam. Bo mam wrażenie, że jak mi coś przerwie w połowie, to całość nie ma sensu. Ale może to błędne myślenie?


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

To błędne myślenie 🙂 Rytuał przerwany to nie rytuał zniszczony. To jest jeden z tych mitów, które chyba biorą się z wyobrażeń o magii z filmów, gdzie jak świeca zgaśnie, to koniec świata. W różnych tradycjach jest coś w rodzaju "zawieszenia" - możesz wyjść, coś zrobić, wrócić. To nie jest wyścig z timerem. Inna sprawa że, wracając do tematu Whispera, przerwania mogą być po prostu znakiem, że nie jesteś jeszcze w stanie wystarczająco odciąć się od kontekstu otoczenia. I tu wchodzi pytanie: czy to problem z miejscem, czy z praktyką?


Odpowiedz
Wpisy: 2140
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek zaczyna się od bloku, a zmierza w stronę kwestii, która jest chyba głębsza: co sprawia, że cokolwiek jest sakralne. Nie chcę wchodzić w wykład, bo to nie o to chodzi, ale mam jedno spostrzeżenie z własnej praktyki. Przestrzeń jest sakralna, kiedy istnieje rozróżnienie. Kiedy jest "tutaj robię to i tylko to". Może to być kąt mieszkania, może być konkretna mata, może być gest, który zawsze zaczynasz i kończysz. Granica nie musi być murowana. Ale musi istnieć. Bez niej wszystko zlewa się w jedno i nic nie ma ciężaru.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Bylica "Musi istnieć rozróżnienie" - to mnie zatrzymało. Myślę o tym, jak ta granica działa w przestrzeni publicznej. Bo Whisper wspominał blok, ale co z miejscem pracy? Mam kolegę, który wykonuje krótkie rytuały przy biurku w otwartym biurze. Nikomu nie przeszkadza, nikt nie widzi, bo to są dosłownie dwie minuty z zamkniętymi oczami i konkretna intencja. Czy to jest przestrzeń sakralna? Czy może to w ogóle nie jest rytuał, tylko medytacja?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Taurus To jest właśnie sedno. Definicja rytuału opiera się na powtarzalności i intencji, nie na dekoracjach. Van Gennep pisał o obrzędach przejścia - i ta struktura: oddzielenie, liminalność, włączenie powrotne - pojawia się zarówno w wielkich ceremoniach, jak i w prywatnych, codziennych gestach. Twój kolega robi to samo, co kapłan w świątyni, tylko bez świadków i bez rekwizytów. Przestrzeń sakralna w jego przypadku istnieje w czasie, nie w miejscu. Co jest szczególnie ciekawe w kontekście tego wątku, bo Whisper pyta o fizyczne miejsce, a tu wychodzi, że fizyczność może być opcjonalna.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Simma To mnie uderza. Ale chcę doprecyzować - czy uważasz, że przestrzeń fizyczna w ogóle nie ma znaczenia? Bo mam poczucie, że jest jakaś różnica między robieniem czegoś w miejscu, w którym coś się warstwuje przez lata, a robieniem tego na świeżo w każdym innym miejscu. Nawet jeśli ta różnica jest tylko w głowie - to "tylko w głowie" to nie jest mała rzecz.


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Medytacja i rytuał to nie są antagoniści. Ale rozumiem, skąd ta wątpliwość. Rytuał tradycyjnie zakłada jakiś element formalny - sekwencję działań, symbole, może formuły słowne. Medytacja może być nieskończenie prosta. Ale w praktyce granica jest płynna. Japońska herbata w ceremonii cha-no-yu to technicznie parzenie i picie napoju. Wszystko zależy od ramy, którą nadajesz działaniu. Twój kolega z biura - jeśli ma swoją sekwencję, swoje "wejście" i "wyjście" ze stanu, to jak to nazwiesz, nie zmienia funkcji tego, co robi.


Odpowiedz
Wpisy: 1412
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Miejsca rzeczywiście coś w sobie kumulują. Nie wiem, jak to opisać, żeby nie wpaść w banał, ale jest różnica między rytuałem w przestrzeni, która ma za sobą lata praktyki, a tym samym rytuałem w przypadkowym miejscu. W tradycji kabalistycznej mówi się o kelipoth - skorupach, warstwach - ale też o tym, że intensywna praca w miejscu zostawia w nim ślad. To nie jest wyłącznie psychologiczne. Chociaż mechanizm może być trudny do oddzielenia od psychologii. Ja nie próbuję rozdzielać tych dwóch rzeczy, bo w praktyce jedno napędza drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 316
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z takim pytaniem, ale jak to warstwowanie w miejscu wygląda w praktyce? Znaczy - jak rozpoznać, że jakieś miejsce "coś ma" albo że praca, którą w nim wykonałeś, zostawiła ślad? Czy jest jakaś metoda, żeby to sprawdzić, czy to jest bardziej intuicja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Sura Dla mnie to jest zmiana w tym, jak łatwo mi wejść w stan skupienia. W miejscu, które traktuję jako praktyczne od lat, ten próg jest niższy - dosłownie szybciej się uspokajam, szybciej wchodzę w to, co chcę zrobić. W nowym miejscu muszę pracować więcej. Czy to jest dowód na "obiektywny" ślad w przestrzeni? Nie wiem. Ale funkcjonalnie działa jak dowód, bo efekt jest powtarzalny.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@loreta-5)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek i mam jedno pytanie, może głupie - czy jest sens zaczynać budowanie takiego miejsca, jeśli wiem, że za rok się przeprowadzę? Czy coś, co się warstwuje w mieszkaniu, jest przywiązane do miejsca czy do osoby?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Loreta.5 Nie głupie. I jest kilka odpowiedzi. Pierwsza: to, co się w tobie kształtuje przez praktykę, przeprowadza się razem z tobą. Umiejętność wchodzenia w stan, twój osobisty rytm, twoje rozróżnienia - to nie zostaje przyklejone do ściany. Druga: niektórzy robią celowy "zamknięcie" przestrzeni przed wyjazdem. Coś w rodzaju podziękowań i rozwiązania tego, co zostało stworzone. Trzecia, która może być kontrowersyjna: może to, że tworzysz przestrzeń świadomy jej tymczasowości, nauczy cię, że to ty jesteś centrum tej praktyki, a nie konkretny kąt w określonym mieszkaniu. Co nie jest złym wnioskiem.


Odpowiedz
Wpisy: 1259
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Przy całej tej rozmowie o miejscach i warstwowaniu brakuje mi jednego wątku: przestrzeń publiczna. Whisper wspomniał ją na początku, ale poszliśmy w stronę prywatnych mieszkań. A co z parkiem, cmentarzem, konkretnym skrzyżowaniem w mieście? Są kultury, gdzie praktyka w przestrzeni publicznej jest normalna i niewymagająca żadnej izolacji. Japońskie hokora - małe przydrożne kapliczki - są używane przez przechodniów bez żadnych przygotowań. Nikt nie zamienia się w kapłana, nie tworzy kręgu ochrony. Podchodzi, kłania się, idzie dalej. Czy to jest sakralne?


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Kobalt To jest właśnie to, co mnie interesuje w tym temacie. Japońskie hokora działają, bo są zakorzenione w ciągłości społecznej - są tam od pokoleń, cała okolica je uznaje, mają zbiorowe znaczenie. To jest zupełnie inna dynamika niż tworzenie czegoś od zera w bloku na własny użytek. Ale z drugiej strony - właśnie to jest pytanie Whispera, prawda? Czy da się zbudować coś z niczego, bez ciągłości, bez zbiorowego uznania? I myślę, że da się, tylko to działa inaczej i trzeba mieć świadomość, że się pracuje bez tej sieci wsparcia, którą daje tradycja.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Wiciol A myślisz, że ta ciągłość społeczna jest absolutnie niezbędna, czy można ją czymś zastąpić? Bo słuchaj, hokora to jedno, ale ludzie zakładali sanktuaria w miejscach, które sami wybrali, bez żadnej lokalnej tradycji za plecami. Tylko własna intencja i powtarzalność.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Gabka Nie sądzę, żeby była niezbędna - ale jej brak to dodatkowe obciążenie dla praktykującego. Musisz budować wszystko sam, od podstaw, i to wymaga konsekwencji przez dłuższy czas. Kiedy jest ciągłość społeczna, część pracy jest już zrobiona. Bez niej - całe to "warstwowanie", o którym rozmawialiśmy wcześniej, spada na jedną osobę.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Kobalt Wracając do tego, co rzucił Kobalt o przestrzeni publicznej - cmentarze to ciekawy przypadek, bo mają wbudowaną sakralność kolektywną. Nie musisz nic "nakładać", bo ta warstwa jest już tam od dawna i to przez zbiorową intencję wielu pokoleń. Ale co z parkiem albo skrzyżowaniem? Tam nie ma żadnego gotowego tła.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Sauwak A czy skrzyżowanie musi mieć gotowe tło? Sporo tradycji crossroads magic, dosłownie magia skrzyżowań, bazuje na energii miejsca styku i ruchu, nie na sakralności rozumianej przez zbiorowe uznanie. To całkowicie inna logika niż cmentarz.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Czulu Właśnie o to mi chodziło. Skrzyżowanie nie jest sakralne "dla wszystkich", ale ma pewną symboliczną gęstość - miejsce wyboru, kierunki, przecięcie dróg. I to wystarczy jako punkt zaczepienia. Nie potrzebujesz lokalnej tradycji, jeśli ta symbolika już coś robi w twojej głowie.


Odpowiedz
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 316

@Kobalt Przepraszam, że ciągle pytam o rzeczy podstawowe, ale ta "symboliczna gęstość" którą Kobalt wspomniał - jak ona w ogóle działa? Czy chodzi o to, że miejsce ma jakieś fizyczne właściwości, czy tylko o to, jak my je interpretujemy?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Sura To jest jedno z tych pytań, przy których odpowiedź zależy od tego, skąd na to patrzysz. Z perspektywy antropologicznej to kwestia interpretacji - miejsce staje się sakralne, bo kultura tak mówi albo indywidualnie to tak odczytujemy. Z perspektywy niektórych tradycji - miejsce ma właściwości niezależne od obserwatora. Obie odpowiedzi są wewnętrznie spójne.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Simma Ale to rozróżnienie ma praktyczne konsekwencje. Jeśli sakralność jest tylko interpretacją, to każde miejsce może nią być i nie ma żadnych "lepszych" lokalizacji. Jeśli jednak miejsce ma własne właściwości - to niektóre są po prostu trafniejsze do pewnych praktyk niż inne. I wybór lokalizacji ma znaczenie samo w sobie.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Taurus Obie wersje mogą być prawdziwe jednocześnie. Miejsce ma jakieś właściwości - geologiczne, historyczne, związane z tym, co w nim się działo - a my to odczytujemy i nakładamy na to własną warstwę intencji. Nie są to wzajemnie wykluczające się opcje.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Taurusa i Bylicy - skoro mówimy o "właściwościach miejsca", to jak to się przekłada na mieszkanie w bloku? Blok ma za sobą historię czyichś narodzin, śmierci, codziennych dramatów. Czy to jest rodzaj właściwości, o którym mówicie?


Odpowiedz
Wpisy: 2293
Rozpoczynający temat
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie coś, co mnie nurtuje od początku tego wątku. Mieszkanie w bloku ma za sobą historię, owszem, ale zupełnie nieznaną. Nie wiem, co działo się w moim mieszkaniu przed dwudziestu laty. Czy to utrudnia pracę z tym miejscem, czy jest obojętne?


Odpowiedz
Wpisy: 1412
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

W tradycji żydowskiej mamy pojęcie mezuzy i tego, co ona robi z przestrzenią - wyznacza próg, wprowadza intencję w miejsce. Ale nie zakłada, że musisz znać historię miejsca. Pracujesz z tym, co jest tu i teraz, i z tym, co w nie wnosisz. Historia jest, ale nie jest warunkiem.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 470

@Cohen Ale jak to wygląda, kiedy mieszkasz z rodziną, która nie jest zainteresowana żadnymi praktykami i traktuje każde twoje "zaaranżowanie" jako dziwactwo? Pytam całkiem serio, bo to jest moja codzienność i nie wiem, czy da się cokolwiek budować w takich warunkach.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Kasia_W Miałam podobnie przez jakiś czas. Przeszłam przez różne podejścia. Najlepiej działało to, co było niewidoczne dla domowników - konkretna pora, konkretny kubek kawy, konkretne siedzenie. Żadnych wyjaśnień, żadnych dekoracji. Samo powtórzenie schematu tworzyło granicę, której nikt nie widział, ale ja ją czułam.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Gituska To, co Gituska opisuje, to w gruncie rzeczy rytuał w pełnym sensie - powtarzalny schemat z intencją, który wyznacza różnicę między "przed" a "w trakcie". Brak fizycznych atrybutów nie pozbawia go tej struktury. To jest coś, co pojawia się w opisach praktyk chińskiej szkoły Chan - cała przestrzeń może być przestrzenią praktyki, jeśli umysł jest odpowiednio ustawiony. Herbata staje się rytuałem nie przez naczynie, ale przez powtórzenie i uwagę.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Zengui Ale czy nie ma tutaj ryzyka, że "wszystko może być rytuałem" sprawia, że nic konkretnie nim nie jest? Bo jeśli każda czynność może mieć wymiar sakralny, to gdzie jest granica, którą Bylica wcześniej wymieniała jako kluczową?


Odpowiedz
Wpisy: 2215
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobre pytanie i myślę, że odpowiedź tkwi w intencji i wyraźnym wejściu. W tradycjach nordyckich, przy blotach czy seansach sejdu, bardzo wyraźnie zaznaczano moment otwarcia - pieśnią, specyficznym gestem, czymś, co oznaczało "teraz zaczynamy". Bez tego zaznaczenia nie ma rytuału, jest tylko czynność. Granica nie musi być fizyczna, ale musi być wyraźna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Seid I to jest chyba sedno całego tematu - Whisper pytał o przestrzenie sakralne w zwykłych warunkach, ale może pytanie powinno brzmieć inaczej: co tworzy wyraźność tego wejścia, jeśli nie masz dedykowanego miejsca ani czasu? Jak to robić w biurze albo w rodzinnym mieszkaniu, gdzie nikt nie śpi?


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@loreta-5)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy jest jakaś różnica między rytuałem, który wykonujesz w sekrecie przed domownikami, a takim, który jest znany i akceptowany przez wszystkich? Intuicyjnie czuję, że jest, ale nie wiem, jak to opisać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Loreta.5 Jest, i to całkiem wyraźna. Rytuał wykonywany w ukryciu nie ma możliwości wciągnięcia zewnętrznego świadka, a to zamknięcie zmienia dynamikę. Ale nie sprawia, że jest gorszy ani "mniej prawdziwy". Po prostu inna topologia - bardziej wewnętrzna. W tradycjach szamańskich zresztą część praktyk była celowo ukryta nawet przed własną społecznością. To nie był defekt, ale warunek.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Bylica To, co mówisz o topologii - mam wrażenie, że to nie jest tylko metafora. Rytuał bez zewnętrznego świadka rzeczywiście zamknięty jest w innej strukturze. Ale zastanawiam się, czy to nie jest akurat zaleta w warunkach bloku. Mniej przenikania z zewnątrz, bardziej czytelna granica "wewnątrz".


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Sauwak Tak, to jest jedna z możliwości. Ale chcę doprecyzować - mówiłam o "zewnętrznym świadku" niekoniecznie ludzkim. W wielu tradycjach chodzi o obecność, która przyjmuje świadectwo praktyki. To może być miejsce samo w sobie, określony kierunek, altar. Brak ludzkiego obserwatora nie wyklucza tej funkcji.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mnie ta kwestia zewnętrznego świadka zawsze trochę uwierała. Bo w domu sama dbam o to, żeby nikt nie wchodził, gdy pracuję, i jakoś nigdy nie czułam, że czegoś brakuje. Nie mam porównania do rytuału grupowego w otwartej przestrzeni, więc może po prostu nie wiem, co tracę.


Odpowiedz
Wpisy: 470
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to mi trochę otwiera oczy. Czyli jak rozstawiam swoje rzeczy na parapecie i traktuję to poważnie - to jest ten "świadek"? Czy muszę rozumieć przez to coś bardziej konkretnego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Kasia_W To zależy, co dla ciebie robi ten parapet. Czy to jest punkt, do którego wracasz z intencją? Czy coś w sobie zmienia twoje nastawienie, gdy na niego patrzysz? Bo jeśli tak - to pełni jakąś funkcję, niezależnie od tego, jak to nazwiemy.


Odpowiedz
Wpisy: 2215
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że w tej rozmowie trochę gubimy wątek przestrzeni jako takiej. Mówimy dużo o intencji, świadkach, rytmie - ale czy fizyczne właściwości miejsca w ogóle nas nie interesują? W tradycjach nordyckich miejsca do blotów wybierano często przy wodzie, kamieniach narzutowych, na skrzyżowaniu ścieżek. To nie był przypadek estetyczny.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Seid I co z tego wynika dla kogoś w bloku na trzecim piętrze? Serio pytam, bo rozumiem logikę wyboru miejsc w terenie, ale jak to przełożyć, gdy twoje opcje to kuchnia, łazienka albo balkon wychodzący na ulicę?


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2215

@Czulu Nie wiem, czy da się przełożyć bezpośrednio. Ale być może chodzi o zasadę, nie o dosłowność. Woda - bliskość czegoś płynącego, zmiennego. Kamień narzutowy - coś, co ma ciężar i historię. Czy w mieszkaniu nie ma odpowiedników tych jakości? To nie musi być dosłowny głaz.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Seid Właśnie - ta zasada zamiast dosłowności to jest klucz. Ale mam wątpliwość: jeśli za bardzo idziemy w metaforę i analogię, to czy nie gubimy w pewnym momencie kontaktu z tym, co konkretne? Bo dla mnie ważne jest, żeby rytuał miał zakotwiczenie w czymś materialnym, nie tylko w mojej głowie.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Taurus I tu jest napięcie, które ciągnie się przez cały ten wątek. Materializm rytualny kontra intencja. Ale myślę, że patrzysz na to jako na dwa bieguny, a nie spektrum. Konkretny przedmiot może być zakotwiczeniem bez tego, że automatycznie nadajesz mu znaczenie metafizyczne - sam fakt, że jest fizyczny i powtarzalnie obecny, robi już coś ze strukturą praktyki.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Simma Ale żeby wrócić do początku - Whisper pytał o przestrzenie, nie przedmioty. Czy da się w ogóle mówić o przestrzeni sakralnej w mieszkaniu, czy zawsze sprowadza się to do ołtarza albo konkretnego przedmiotu? To różnica, bo przestrzeń ma pewne cechy, których przedmiot nie zastąpi - na przykład kierunek, skalę, to, że jesteś w niej a nie tylko przed nią.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Faddi Dokładnie o to mi chodziło od samego początku. Jak siedzę przy swoim małym stoliku, to jestem przed nim, a nie w nim. W sensie, że jest to punkt skupienia, ale nie przestrzeń z prawdziwego zdarzenia. Zastanawiam się, czy da się cokolwiek z tym zrobić bez fizycznego przeorganizowania mieszkania.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Faddi To rozróżnienie jest słuszne, ale nie jestem pewien, że da się je utrzymać w praktyce. Przestrzeń sakralna historycznie rzadko była po prostu obszarem - to była konfiguracja punktów orientacyjnych, osi, granic. Shimogamo-jinja w Kioto to nie jest "budynek", to układ wejść, drzew, ścieżek, które razem tworzą orientację. Jeśli w mieszkaniu budujesz taką orientację - to jest przestrzeń, nie tylko przedmiot.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Zengui Ale do tego potrzebna jest skala, prawda? Trudno zbudować "układ wejść i osi" na piętnastu metrach kwadratowych. Albo - da się, ale tylko symbolicznie, co znowu wraca do pytania Taurusa o zakotwiczenie w czymś materialnym.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Kobalt Skala to nie to samo co proporcja. Wewnętrzne sanktuaria w tradycji shinto, zwane haiden, mogą być zaskakująco małe - liczy się wyraźność osi i progu, nie metraż. Coś podobnego można powiedzieć o japońskich tokonoma - wnęka w ścianie jako punkt skupiony przestrzeni, wyraźnie oddzielony od reszty pokoju.


Odpowiedz
(@loreta-5)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Zengui, a co to jest konkretnie ta tokonoma? Słyszałam tę nazwę, ale nie wiem, czy dobrze rozumiem, jak ona działa w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Też mnie to ciekawi. Bo jeśli dobrze kojarzę, to tokonoma to wnęka, w której stawia się jakiś obiekt - kaligrafię, gałązkę, naczynie. I cała reszta pokoju jakby się do niej odnosi. Ale czy to nie jest po prostu bardzo elegancki odpowiednik "rogala ze świecą"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Gituska Nie zupełnie. W tokonoma nie chodzi o dekorację, ale o wyznaczenie centrum przestrzeni niemieszkańczej wewnątrz przestrzeni domowej. Goście siadają plecami do niej, co jest gestem honorowania, a nie ignorowania. Zmienia to topografię całego pokoju, a nie tylko jednego kąta. To, czy masz kaligrafię czy "rogala ze świecą", jest w zasadzie drugorzędne.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To jest konkretne. Czyli to kwestia tego, jak cała przestrzeń "orientuje się" wobec jednego punktu, a nie co ten punkt zawiera. Zastanawiam się, czy można to świadomie zastosować w zwykłym pokoju - wybrać jeden punkt i konsekwentnie traktować go jako centrum, bez żadnych zewnętrznych oznaczeń.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Sauwak Żydowska tradycja modlitwy ma coś podobnego - mizrach, dosłownie "wschód", oznaczony na ścianie, w kierunku Jerozolimy. To nie musi być żadna tabliczka ani ornament. Wystarczy, że wiesz, gdzie jest wschód i dajesz temu kierunkowi funkcję. Przestrzeń się organizuje wokół osi, której nikt inny nie musi widzieć.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Cohen Mizrach to dobry przykład, bo pokazuje, że wystarczy wyznaczony kierunek - nie obiekt, nie ołtarz, tylko orientacja. Ale zastanawiam się, czy to działa bez praktyki, która za tym stoi. Jeśli ktoś wie, gdzie jest wschód, ale nigdy nie odwrócił się w tym kierunku z żadną intencją, to czy ściana jest już nacechowana? Bo w tradycji żydowskiej ten kierunek jest żywy przez powtarzane modlitwy, nie przez sam fakt wyznaczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie pytanie, które gdzieś nam umyka - czy przestrzeń buduje się przez ciągłość użycia, czy przez jednorazowy akt? Bo jeśli przez ciągłość, to każdy kąt, w którym regularnie siadasz i robisz cokolwiek z uwagą, z czasem staje się czymś więcej. A jeśli przez akt - to potrzebna jest jakaś forma inicjacji miejsca, może poświęcenie, może wyznaczenie. Te dwa modele dają bardzo różne wnioski co do mieszkania w bloku.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Wiciol No właśnie, bo jak patrzę na swój stolik, to przez ostatnie może dwa lata robi za biurko, za stół do jedzenia, za miejsce do kart i za powierzchnię roboczą przy świecach. Różne funkcje, ale mam wrażenie, że coś się jednak w tym miejscu skumulowało - w sensie, że jak coś ważnego chcę zrobić, to instynktownie tam siedzę. Czy to znaczy, że samo przez się stało się przestrzenią w tym sensie, o którym tu mówicie?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Gituska Mam podobnie z jednym fotelem, który stoi niemal zawsze w tym samym miejscu. Nigdy go nie wyznaczyłem jako sakralnego, ale jest jakiś opór, żeby cokolwiek tam robić poza siedzeniem i myśleniem. Pytanie, czy to jest przestrzeń czy nawyk. Bo może to nie miejsce się "naładowało", tylko mój mózg skojarzył je z określonym trybem.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Czulu Ale to rozróżnienie ma znaczenie? W sensie - jeśli ten fotel skutecznie przełącza cię w określony tryb, to z punktu widzenia praktyki osiąga to samo co przestrzeń celowo wyznaczona. Czy musi być różnica między skojarzeniem a tym, co nazwiemy naładowaniem miejsca?


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2215

@Taurus Dla mnie ma znaczenie, bo skojarzenie jest kruche. Wystarczy, że kilka razy zrobisz w tym miejscu coś innego, i asocjacja się rozmywa. A przestrzeń, którą coś wyznaczyło - rytuał, akt, ciągła praktyka z intencją - wydaje się bardziej stabilna. Ale to tylko moje odczucie, nie mam dowodów.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Seid Mówiłeś wcześniej o miejscach przy wodzie i kamieniach narzutowych. A jak masz fotel przy oknie, za którym nic szczególnego nie ma - blok naprzeciwko, samochody - to czy brakuje ci tego zewnętrznego kontekstu w praktyce? Ciekawi mnie, czy fizyczne otoczenie za oknem w ogóle coś robi ze świadomością miejsca wewnątrz.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2215

@Kobalt Szczerze? Tak. Mam miejsce przy oknie, z którego widać tylko inne okna. I nigdy tam nie ćwiczę, mimo że przestrzeń jest wygodna. Jakoś nie mogę się skupić. Czy to jest kwestia fizycznych właściwości widoku, czy po prostu presji społecznej - poczucia bycia obserwowanym - nie wiem.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Seid To co Seid opisuje jest znane - w psychologii środowiska jest coś takiego jak "prospect and refuge theory", czyli że człowiek lepiej funkcjonuje tam, gdzie ma wgląd w przestrzeń przed sobą i poczucie ochrony z tyłu. Może dlatego kąty i wnęki tak naturalnie ciągną do siebie praktykujących. To nie jest magia, to jest architektura spotykająca się z fizjologią.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Simma Ale to jest właśnie interesujące, bo jeśli mamy instynktowne preferencje co do przestrzeni - kąty, wnęki, ochrona z tyłu - to może nie wszystko jest kulturowym konstruktem. Może część tego, co różne tradycje wyznaczały jako miejsca sakralne, po prostu trafiała na to, co ludzkie ciało i tak preferuje jako bezpieczne.


Odpowiedz
Wpisy: 2140
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Tylko że to nie wyjaśnia wszystkiego. Wiele świętych miejsc jest otwartych, na wzniesieniach, bez żadnego schronienia z tyłu. Chartres stoi na wzniesieniu, Newgrange jest wbudowane w ziemię ale wejście skierowane na zewnątrz. Teorię o kątach i ochronie obalają przykłady, gdzie odwrotnie - otwartość była warunkiem, nie zagrożeniem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Bylica Ale Newgrange to specyficzny przypadek - tam cała logika to wejście światła w określony dzień roku, więc otwartość była celowa i czasowa, nie stała. To chyba inny typ sacrum niż to, o czym Simma mówiła.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Faddi Zgadzam się, ale myślę, że Bylica ma rację w szerszym sensie - nie ma jednego wzorca. Prospect and refuge działa na poziomie codziennego użycia przestrzeni, ale miejsca rytualne mogą celowo łamać ten wzorzec, żeby wywołać inny stan. Dezorientacja, otwartość na wiatr, brak schronienia - to też może być projektowane.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

I tu wracamy do bloku. W bloku masz de facto dużo elementów z teorii refuge - ściany z każdej strony, sufit nisko, widok ograniczony. Według tej logiki blok powinien być idealny do rytuałów. A jednak większość osób tu mówi, że ma problem z tą przestrzenią. Więc co jeszcze brakuje?


Odpowiedz
Wpisy: 470
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że się wtrącę, bo to mnie dotyczy bezpośrednio - mieszkam w kawalerce i od dawna staram się jakoś to ogarnąć. I chyba wiem, czego brakuje: przerwy. W bloku wszystko jest wielofunkcyjne i ciągłe. Nie ma momentu, kiedy wchodzisz i jesteś "gdzie indziej". Nie ma progu w sensie mentalnym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Kasia_W Próg to jeden z najbardziej niedocenianych elementów architektury rytualnej. W japońskiej tradycji shinto torii nie jest bramą, która zamyka - to marker przejścia. Zmienia twój status, nie twoje otoczenie. Wejście w świątynię zaczyna się na długo przed wejściem do budynku. Czy da się coś podobnego zbudować mentalnie w kawalerce - moment, od którego jesteś "za progiem"?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Zengui Działam z czymś podobnym - jest jedna konkretna czynność, którą robię zawsze przed, niezależnie od miejsca. Coś prostego, fizycznego. I ta czynność robi za próg. Nie obchodzi mnie, czy siedzę przy biurku, czy na podłodze - po tej czynności jestem gdzie indziej. Bardziej wierzę w próg jako sekwencję niż jako miejsce.


Odpowiedz
Wpisy: 1412
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

W Kabale jest pojęcie tzimtzum - "skurczenia się", stworzenia miejsca przez wycofanie. Nie przez dodanie czegoś, ale przez usunięcie. Zastanawiam się, czy przestrzeń sakralna w mieszkaniu nie działa podobnie - nie przez dekorację czy wyznaczenie, ale przez to, że coś z niej usuwasz. Hałas, wielofunkcyjność, obecność innych rzeczy. Akt oczyszczenia jako tworzenie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Cohen To mnie uderza, bo ja zawsze zaczynałam od dodawania - świeca, kamień, tkanina, coś tam jeszcze. I właśnie o to mi trudno w małym mieszkaniu, bo szybko robi się chaos. Ale jeśli chodzi o usuwanie... to zupełnie inna optyka. Zasłonięcie okna, wyciszenie telefonu, sprzątnięcie blatu. Czy to naprawdę może wystarczyć?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Gabka Myślę, że to jest pytanie, które każdy musi sprawdzić sam, bo zależy od tego, jak reagujesz na przestrzeń. Są osoby, dla których puste, oczyszczone miejsce daje skupienie od razu. I są takie, które potrzebują punktów orientacyjnych - coś, co mówi "tu". Nie sądzę, żeby była jedna odpowiedź dla wszystkich.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Czulu A właśnie to rozróżnienie mnie zatrzymuje - punkty orientacyjne kontra puste miejsce. Bo chyba zależy też od tego, co się robi. Przy medytacji może wystarczyć mi puste, oczyszczone. Ale jak pracuję z kartami albo robię coś bardziej złożonego, to potrzebuję tych punktów. Jakby puste miejsce nie wystarczyło za ramy.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Taurus To co Taurus mówi ma sens, ale mam wrażenie, że wciąż kręcimy się wokół jednego założenia - że przestrzeń musi być albo wyznaczona, albo pusta, albo jakoś odrębna. A co z przestrzenią, która jest po prostu stale używana do jednego i tego samego, bez żadnego wyznaczania? Mam na myśli coś, co jest sakralne przez powtórzenie, nie przez intencję wyjściową.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2215

@Wiciol To jest właśnie pytanie o to, czy intencja musi być w punkcie startowym, czy może się akumulować. Bo jeśli przez trzy lata wracasz w jedno miejsce bez żadnego aktu założycielskiego, ale to miejsce zaczyna robić robotę - czy to jest inny rodzaj przestrzeni sakralnej, czy po prostu nawyk z głęboką asocjacją?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: