Forum

Asystent AI
Luz przy rytuałach ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Luz przy rytuałach - czy trzeba być sztywny czy można przystosować moment

Strona 3 / 5

Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale właśnie tu mam pytanie - czy ten stan podczas rytuału nie jest po prostu efektem przyzwyczajenia do konkretnej formy? Tzn. jeśli zawsze robiłem coś w ten sam sposób, to ten sposób będzie mi się 'czuł' lepiej tylko dlatego że jest znajomy. To nie musi znaczyć że jest lepszy.


Odpowiedz
Wpisy: 368
Rozpoczynający temat
(@rezeda)
Połączone: 12 miesięcy temu

Celestyn, to jest dokładnie to o czym myślę od jakiegoś czasu. Mam pewien rytuał który robię od lat w tej samej formie i szczerze mówiąc nie wiem już czy ta forma jest dla mnie dobra dlatego że jest dobra, czy dlatego że ją znam na pamięć. I nie bardzo wiem jak to odróżnić od wewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

A próbowałaś kiedyś tej samej intencji w zupełnie innej formie - chociażby żeby zobaczyć czy coś się zmienia? Nie na stałe, tylko jako test?


Odpowiedz
Wpisy: 368
Rozpoczynający temat
(@rezeda)
Połączone: 12 miesięcy temu

Lunaki, próbowałam raz, ale wybrałam moment kiedy byłam już zmęczona i wyniki były takie że nie dało się nic z nich wyczytać. Więc ani nie potwierdziło ani nie zaprzeczyło. Trochę zmarnowany eksperyment przez kiepski dobór momentu.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

A to nie jest przypadkiem odpowiedź na pierwotne pytanie z tego wątku? Że dobór momentu jest w ogóle ważniejszy niż forma? Że można mieć luz przy strukturze, ale nie można mieć luzu przy tym kiedy i w jakim stanie się to robi?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Gozdzika Hmm, nie wiem czy to takie jednoznaczne. Bo są tradycje gdzie czas jest kluczowy - fazy księżyca, dni tygodnia, godziny planetarne. I tam dobór momentu jest częścią formy, nie czymś osobnym. Pytanie czy to jest ten sam 'moment' o którym mówisz.


Odpowiedz
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Pelagia Nie, ja mówię o czymś innym - o wewnętrznym momencie, nie astronomicznym. O tym czy jesteś gotowa, skupiona, nierozkojarzona. To jest inny wymiar niż faza księżyca.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@zenith)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawe że oba te wymiary można zrównać w praktyce - jeśli pracujesz z godzinami planetarnymi na przykład, to sam fakt że musisz zaplanować konkretny czas sprawia że wychodzisz z trybu 'zrobię kiedy przyjdzie ochota'. Jest w tym swego rodzaju dyscyplina przez kalendarz, nie przez wysiłek woli.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadlarz56)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 169

@Zenith To jest interesujące podejście. Ale co jeśli akurat ta godzina planetarna wypadnie kiedy jesteś kompletnie rozkojarzony albo po prostu masz zły dzień? Czy lepsza jest dyscyplina przez kalendarz czy przez stan?


Odpowiedz
(@zenith)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 119

@Wahadlarz56 To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Znam osoby które mówią że właśnie wtedy - kiedy nie masz nastroju - rytuał robi coś innego niż kiedy robisz go w idealnych warunkach. Nie lepiej ani gorzej, po prostu inaczej. Jakby pracował na innym poziomie.


Odpowiedz
Wpisy: 448
(@slawek83)
Połączone: 4 miesiące temu

Jest jeszcze jedna rzecz której nikt tu nie powiedział wprost - czasem 'zły moment' to jest właśnie ten właściwy moment, tylko że nie w sensie astrologicznym. Jeśli robisz rytuał wokół czegoś trudnego i jesteś w środku tego trudnego, to może być akurat wtedy kiedy ma największy sens. Nie komfort, ale trafność.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marchewka94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Slawek83 To jest ciekawa myśl, ale czy nie otwiera to drzwi do racjonalizowania wszystkiego? Tzn. każdy moment można uzasadnić jako 'właściwy' z jakiegoś powodu. Skąd wiesz że nie szukasz retrospektywnego uzasadnienia?


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 448

@Marchewka94 Szczerze? Nie zawsze wiesz. Ale pytanie 'czy szukam retrospektywnego uzasadnienia' jest zdrowsze niż pytanie 'czy zrobiłem to idealnie'. To pierwsze przynajmniej zmusza cię do uczciwości wobec siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 543
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

I tu chyba wracamy do sedna tego wątku - że luz przy rytuałach nie polega na tym żeby nic nie miało znaczenia, tylko żeby mieć dość świadomości żeby wiedzieć co faktycznie ma znaczenie. A to jest zdecydowanie trudniejsze niż trzymanie się sztywnej formy.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@marchewka94)
Połączone: 2 lata temu

To co Reginka napisała na końcu - że luz to nie jest 'wszystko jedno' tylko świadomość co ma znaczenie - to mnie zatrzymało. Bo to jest chyba właśnie ta granica której szukamy przez cały ten wątek. Tylko nadal nie wiem jak ją praktycznie wyznaczyć. Mam na myśli że w teorii brzmi sensownie, ale w konkretnym momencie przy konkretnym rytuale jak mam to rozpoznać?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Marchewka94 A co masz na myśli mówiąc 'rozpoznać'? Bo mi się wydaje że to jest właśnie to co się buduje przez kolejne powtórzenia - nie wiedza o tym co jest ważne, tylko pamięć mięśniowa rozróżnienia. To nie jest coś co możesz zastosować na zimno.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Pyromantka82 Zgadzam się z tym o pamięci mięśniowej, ale to mnie trochę wraca do problemu Rezedy - ona właśnie ma tę pamięć mięśniową, tyle że zbudowaną na konkretnej formie. I teraz ta pamięć może ją blokować przed oceną czy forma jest wciąż dobra. Czy widzisz tam jakieś wyjście?


Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Reginka Widzę. Ale jest mało eleganckie. Czasem trzeba celowo zaburzyć formę nie po to żeby ją zmienić, ale żeby sprawdzić co z niej zostaje kiedy zniknie nawyk. Coś jak ta próba którą robiła Rezeda, tylko lepiej przygotowana. Nie kiedy jest się zmęczoną.


Odpowiedz
Wpisy: 368
Rozpoczynający temat
(@rezeda)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słyszę o tej próbie i wiem że macie rację że mój eksperyment był źle przeprowadzony. Ale jest jedno 'ale' - jak zaburzam formę celowo, to skąd wiem że to co czuję podczas tej zmienionej wersji jest odpowiedzią na intencję, a nie po prostu dyskomfortem ze zmiany? Bo moje ciało i głowa mogą protestować przeciwko nowości niezależnie od tego czy ta nowość jest dobra czy zła.


Odpowiedz
Wpisy: 448
(@slawek83)
Połączone: 4 miesiące temu

Rezeda dotyka tu czegoś co w sumie jest klasycznym problemem każdej praktyki medytacyjnej - jak odróżnić opór ego od autentycznego sygnału że coś nie gra. I to nie jest pytanie na które jest prosta odpowiedź, bo oba stany fizycznie potrafią wyglądać bardzo podobnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Slawek83 No właśnie, to jest chyba ta pułapka. Jak nie wiesz czy czujesz opór przed zmianą czy autentyczny sygnał, to możesz się zatrzymać przy złej formie i uzasadniać to 'sygnałem'. Albo odwrotnie - zmienić coś co działało i uznać dyskomfort za 'stary nawyk który trzeba przepracować'. Jak w ogóle można to rozgryźć?


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Mnie się wydaje że klucz jest w tym żeby nie oceniać po jednej próbie. Jeśli zmienisz coś i przez kilka razy z rzędu czujesz że coś jest nie tak, to to jest już informacja. Jednorazowy dyskomfort to za mało żeby wyrokować w którąkolwiek stronę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marchewka94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Gozdzika Ale to zakłada że masz cierpliwość i konsekwencję żeby powtarzać zmienioną formę mimo dyskomfortu. Nie każdy to ma, nie w każdym momencie życia. I co wtedy - rezygnujesz z testu bo jesteś zbyt rozkojarzony żeby przeprowadzić go rzetelnie?


Odpowiedz
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Marchewka94 No może właśnie tak. Jeśli nie masz warunków żeby przeprowadzić test uczciwie, to lepiej go nie przeprowadzać i nie wyciągać fałszywych wniosków. Zaczekać na lepszy moment.


Odpowiedz
Wpisy: 169
(@wahadlarz56)
Połączone: 11 miesięcy temu

A czy w ogóle jest 'idealny moment' na taki eksperyment? Bo mi się wydaje że zawsze będzie jakiś powód żeby poczekać. Albo jesteś zmęczony, albo za dużo się dzieje, albo 'lepiej nie ryzykować teraz'. To może być nieskończona pętla odkładania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Wahadlarz56 Mam dokładnie ten problem. Odkładam różne rzeczy bo 'moment nie jest dobry' i potem się okazuje że minął rok. Chociaż z drugiej strony... nie wiem czy na siłę robione eksperymenty w rytuałach mają sens. Może odkładanie to nie jest tchórzostwo tylko intuicja?


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Ciekawe bo w numerologii jest takie podejście do cykli osobistych - rok osobisty, miesiąc osobisty - i idea jest właśnie taka że pewne działania mają swój naturalny czas. Nie wszystko jest dobre do robienia w każdym momencie. Nie mówię że to rozwiązuje problem Rezedy, ale to jest pewna rama myślenia o tym kiedy warto testować a kiedy nie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenith)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 119

@Pelagia To jest interesujące nawiązanie, bo runy też mają podobną logikę - nie każde pytanie zadaje się w każdym czasie, nie każda zmiana inicjuje się w każdym cyklu. Ale tam chodzi o coś innego niż tylko stan emocjonalny. Chodzi o to co jest 'otwarte' energetycznie. Pytanie tylko czy Rezeda pracuje w jakimś konkretnym systemie który ma taką ramę, czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 368
Rozpoczynający temat
(@rezeda)
Połączone: 12 miesięcy temu

Zenith, nie pracuję w żadnym konkretnym systemie który by mi narzucał cykle. To jest chyba część problemu - mój rytuał jest trochę z różnych tradycji sklecony przez lata i nie mam jednej spójnej ramy żeby oceniać czas. Może to jest właśnie ta luka.


Odpowiedz
Wpisy: 543
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

A może to jest też trochę odpowiedź? Że jak nie masz narzuconej ramy zewnętrznej, to jedyną ramą jest twój własny stan. I wtedy pytanie o 'dobry moment' staje się pytaniem o samoobserwację. Co akurat może być trudniejsze niż sprawdzenie fazy księżyca, ale też bardziej osobiste.


Odpowiedz
Wpisy: 448
(@slawek83)
Połączone: 4 miesiące temu

No i tu jest paradoks który mnie trochę bawi - im bardziej eklektyczna praktyka, tym więcej odpowiedzialności za ocenę własnego momentu. Tradycja daje ci zewnętrzne kotwice. Bez niej musisz rozwinąć wewnętrzne. To nie jest ani lepsze ani gorsze, ale jest inne obciążenie.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam że się wtracam bo trochę zgubiłam się w tej rozmowie - mówimy o tym że luz przy rytuałach zależy od tego czy masz tradycję czy nie? Czy ja to dobrze rozumiem? Bo to brzmi jakby osoby bez konkretnej ścieżki miały trudniej z oceną kiedy coś zmienić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@marchewka94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Hortensja Mniej więcej tak, ale nie chodzi o to że jest trudniej w sensie gorszej jakości praktyki. Chodzi o to że eklektyzm daje więcej swobody i więcej odpowiedzialności jednocześnie. Nie ma zewnętrznego autorytetu który powie 'teraz jest czas na zmianę'. Musisz to wiedzieć sama.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

I to chyba jest najuczciwsza odpowiedź na pierwotne pytanie Rezedy z tego wątku. Luz jest możliwy, ale wymaga że sam wypełnisz to czego nie wypełnia tradycja. Albo masz tradycję i masz zewnętrzne kotwice, albo nie masz jej i musisz zbudować wewnętrzne. W obu przypadkach coś cię trzyma - pytanie tylko co i skąd to pochodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 448
(@slawek83)
Połączone: 4 miesiące temu

Celestyn56 powiedział to dobrze, ale mi się wydaje że trochę upraszczamy ten podział na 'masz tradycję / nie masz tradycji'. Bo są osoby które mają bardzo konkretną ścieżkę i mimo to są kompletnie zagubione przy decyzji o zmianie. I są eklektycy z doskonałą samoobserwacją. Więc może to nie jest kwestia tradycji, tylko... umiejętności słuchania siebie? Której zresztą też można się uczyć niezależnie od tego czy masz ramę czy nie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 338

@Slawek83 Słuchanie siebie brzmi prosto, ale to jest jedna z trudniejszych rzeczy do zrobienia w praktyce. Szczególnie kiedy masz latami wyuczone reakcje. Bo wtedy nie słyszysz siebie, słyszysz schemat. I to jest problem Rezedy który cały czas tu krąży - ona chce wiedzieć czy słyszy siebie czy słyszy nawyk.


Odpowiedz
Wpisy: 368
Rozpoczynający temat
(@rezeda)
Połączone: 12 miesięcy temu

Pyromantka82 trafia w sedno. Dokładnie tak to czuję. Jakbym nie była pewna czy to jest mój sygnał czy po prostu wyuczone oczekiwanie że 'tak ma być'. I co gorsza - oba czują się tak samo. Przynajmniej ja nie potrafię ich rozróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

A próbowałaś robić rytuał zupełnie w ciszy, bez żadnych elementów które masz zazwyczaj? Nie żeby zmienić, tylko żeby zobaczyć co zostaje kiedy zniknie wszystko co rozpoznawalne. Czasem rozebranie czegoś do zera mówi więcej niż modyfikowanie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marchewka94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Gozdzika To jest radykalne i trochę ryzykowne jako eksperyment. Jeśli cały rytuał opiera się na synergii elementów, to wyzerowanie go nie pokaże co 'działa' - pokaże co jest kiedy nic nie ma. To nie jest ta sama informacja.


Odpowiedz
(@goździka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 257

@Marchewka94 Nie twierdzę że to ma być nowy rytuał. To ma być jednorazowe doświadczenie zerowe. Punkt odniesienia. Jak chcesz wiedzieć czy coś daje ci energię, to musisz wiedzieć jak czujesz się bez tego czegoś.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanie może naiwne, ale... jeśli rytuał jest zbudowany z wielu elementów przez lata, to jak w ogóle wiadomo który element robi co? Czy to ktoś testuje po kawałku czy po prostu działa całość i nikt nie zawraca sobie tym głowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Hortensja Szczerze? Większość osób nie testuje po kawałku, bo to wymagałoby lat eksperymentów i żelaznej dyscypliny metodologicznej. Pracujesz z całością i masz poczucie że coś idzie albo nie idzie. Czasem element wypadnie przez przypadek i wtedy masz dane. Rzadko kiedy ktoś to planuje.


Odpowiedz
Wpisy: 448
(@slawek83)
Połączone: 4 miesiące temu

To właściwie trochę odpowiada na pytanie o luz - luz nie musi oznaczać że ciągle coś testujesz i analizujesz. Luz może po prostu znaczyć że nie panikujesz kiedy coś się zmieni przez przypadek, tylko obserwujesz co z tego wynika. To jest inna pozycja niż kontrolowane eksperymenty.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

To mi się podoba bardziej. Obserwacja zamiast eksperymentowania. Bo eksperymentowanie zakłada że chcesz wynik, a obserwacja zakłada że chcesz zrozumieć. To jest inne nastawienie i myślę że daje inne dane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 523

@Pelagia Tylko że to wymaga czasu i cierpliwości, a ludzie zazwyczaj chcą wiedzieć szybko. Dlatego wolą eksperyment z jasnym wynikiem. Obserwacja przez miesiące brzmi mało sexy jako metoda, nawet jeśli jest lepsza.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@lunaki76)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy w takim razie luz przy rytuałach to jest coś co się ma od początku, czy coś co się wypracowuje? Bo słuchając tej rozmowy mam wrażenie że to jest efekt dużego doświadczenia, a nie punkt startowy. Jak ktoś zaczyna, to skąd ma wiedzieć co jest nawykiem, a co sygnałem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@marchewka94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Lunaki76 Nie wiem czy na początku w ogóle jest ta różnica, szczerze mówiąc. Na początku wszystko jest świeże, więc nie ma nawyku do odróżnienia. Problem z nawykiem pojawia się dopiero po czasie. Więc może luz na początku jest łatwiejszy niż po latach, bo nie masz czego bronić.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@pyromantka82)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest interesująca obserwacja. Nowicjusz może być bardziej elastyczny nie dlatego że wie więcej, ale dlatego że nie ma jeszcze przywiązania do formy. Przywiązanie do formy to coś co buduje się z czasem. Czasem jest to cenne, bo forma nie jest przypadkowa. Ale czasem blokuje.


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: