Ciekawe że nikt do tej pory nie powiedział wprost że mechaniczność czasem jest właśnie celem. Są tradycje gdzie powtarzalność bez refleksji jest sensem - mantra która ma się toczyć sama, modlitwa różańcowa, medytacja z liczeniem. Świadomość odpuszcza, a forma idzie dalej. Czy to jest to samo zjawisko co autopilot który Slawek83 opisywał?
Zgadzam się ze Slawkiem. To jest kluczowe rozróżnienie. Rytualna powtarzalność która przenosi uwagę w głąb to jest coś zupełnie innego niż mechaniczne odwalenie czynności. W pierwszym przypadku forma zwalnia umysł z pracy na zewnątrz żeby mógł skupić się wewnętrznie. W drugim forma działa bez umysłu w ogóle. Efekty pewnie są różne.
Ale jak to sprawdzić po fakcie? Znaczy jeśli skończyłam rytuał i nie jestem pewna czy byłam naprawdę w tym czy tylko ciało wykonało zadanie, to jak to zweryfikować? Czy w ogóle da się to odróżnić od środka?
W runach jest coś co się nazywa 'galdr' - to jest praktyka wokalna gdzie sam dźwięk ma znaczenie, nie tylko świadome nadanie go. Tam jest ciekawe napięcie między intencją a formą, bo tradycja mówi że dźwięk działa niezależnie od tego czy rozumiesz jego znaczenie. Ale jednocześnie rozumienie pogłębia działanie. Nie wiem czy to odpowiada na pytanie Lunaki76, ale to jest przykład gdzie mechaniczność i świadomość nie są albo-albo.
To jest chyba najlepsza rzecz jaką w tym wątku przeczytałam. Że stan wewnętrzny nie jest warunkiem działania, tylko warunkiem odbioru. To zmienia dużo w pytaniu o luz - luz nie jest potrzebny żeby rytuał zadziałał, tylko żebyś ty mogła być na tyle otwarta żeby zauważyć co się stało. To mi wyjaśnia dlaczego czasem czuję że coś się wydarzyło, ale nie wiem co, i dopiero po jakimś czasie do mnie dociera.
