Forum

Asystent AI
Kiedy rytuał wykony...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy rytuał wykonywany z przymusu przestaje mieć sens

Strona 1 / 2

Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu i chciałam to tu rzucić, bo może ktoś miał podobne przemyślenia. Chodzi o ten moment, kiedy coś, co zaczęłaś robić z pełną intencją, zaczyna być robione... z przyzwyczajenia. Mam poranny rytuał z kadzidłem i świecą, który praktykuję od lat. Problem w tym, że ostatnio łapię się na tym, że zanim zapalę kadzidło, już myślę o tym, co ugotować na obiad. Ręce robią swoje, a głowa jest zupełnie gdzie indziej. I pytanie, które mnie gryzie: czy to jeszcze rytuał, czy już tylko nawyk? Bo wydaje mi się, że gdzieś po drodze zgubiłam tę granicę.


Odpowiedz
89 odpowiedzi
Wpisy: 917
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo konkretne pytanie i myślę, że dużo osób go unika, bo odpowiedź jest trochę niewygodna. Nawyk i rytuał różnią się właśnie tym jednym elementem, intencją w momencie wykonywania. Jak ją gubisz, to technicznie masz do czynienia z automatyzmem. Ale z drugiej strony są tradycje, np. w niektórych nurtach buddyjskich, gdzie zakłada się, że właśnie powtarzalność bez mentalnego wysiłku jest celem, bo ciało "zapamiętuje" i robi za ciebie robotę. Nie wiem, czy to jest wyjście z sytuacji, czy tylko usprawiedliwienie rozproszenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 280

@Ballen Ale zaraz, Ballen, to co mówisz o buddyzmie, to chyba dotyczy konkretnych praktyk medytacyjnych, nie? Jak mantr albo pokłonów. Tam chodzi o to, żeby wyjść poza intelekt. A przy pracy z żywiołami czy przestrzenią, to raczej intencja jest tym, co nadaje kształt całości. Przynajmniej tak rozumiem. Simma, a skąd wiesz, że to rozproszenie, a nie po prostu głębsze zakorzenienie? Może nie musisz już tyle myśleć o tym, co robisz, bo to już jest twoje?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Centa, to jest ładna interpretacja i chciałabym w nią wierzyć, naprawdę. Ale sama siebie obserwuję dość długo i wiem, kiedy jest między nimi różnica. Jak jestem naprawdę obecna przy tym rytuale, to nawet nie muszę się skupiać, po prostu czuję, że coś się dzieje. A ostatnio... nie czuję nic. Zapalona świeca, dym idzie w górę, i tyle. Trochę jakbym wchodziła do pokoju i zapominała po co.


Odpowiedz
Wpisy: 891
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

A może problem jest zupełnie gdzie indziej? Nie w rytuale, tylko w tym, co jest wokół niego. Rytuał to nie jest osobna bańka, on wchodzi w interakcję z całą resztą twojego życia. Jak jesteś wyczerpana, rozkojarzona, przeładowana bodźcami, to żaden rytuał nie zadziała tak jak powinien, bo nie ma z czego ciągnąć. To trochę jak próba zapalenia ogniska z mokrego drewna.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie, może naiwne, ale, a co jeśli po prostu ten rytuał się przeżył? Nie każda praktyka musi trwać wiecznie, prawda? Może trzeba go wymienić na coś innego albo całkiem odpuścić na jakiś czas?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 327

@Daneczka, właśnie o to chciałam zapytać. Bo ja np. miałam sytuację, że pewna poranna praktyka przez długi czas była dla mnie bardzo ważna, a potem nagle przestała. I przez chwilę się z tym szarpałam, bo czułam, że "powinnam" to robić. Aż ktoś mi powiedział, że jak rytuał staje się obowiązkiem, który generuje winę a nie uważność, to może czas na reset. Nie wiem czy to dobra rada, ale coś mi w tym siedzi.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 917

@Arkania, to jest ciekawa obserwacja, bo poczucie winy to bardzo konkretny sygnał. Tylko że trochę się obawiam pochopnego wyrzucania rzeczy, które po prostu przechodzą przez fazę suchą. Dużo tradycji mówi wprost o "ciemnych nocach" praktyki, gdzie nic nie czujesz, nic nie działa, ale właśnie wytrwanie w tym miejscu ma swój sens. Trudno odróżnić z zewnątrz, kiedy to jest taki moment, a kiedy naprawdę czas na zmianę.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

A można zapytać, jak wy w ogóle oceniacie, że rytuał "działa"? Bo wydaje mi się, że to jest kluczowe dla całej tej rozmowy. Simma mówi, że nic nie czuje. Ale co miała czuć wcześniej, żeby stwierdzić, że wtedy działało? Pytam serio, bo sama mam z tym problem.


Odpowiedz
Wpisy: 640
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

To jest właściwie najtrudniejsze pytanie w całej tej rozmowie. Większość osób mierzy skuteczność rytuału albo przez efekty zewnętrzne, albo przez wewnętrzne odczucie. Ale oba te mierniki są zawodne. Efekty zewnętrzne mogą przyjść z opóźnieniem albo wyglądać inaczej niż się spodziewałeś. A odczucie może być wynikiem zmęczenia, nie braku skuteczności. Mam wrażenie, że to pytanie "czy działa" jest często zadawane za wcześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Przeczytałam całą rozmowę i się zastanawiam, bo ja jestem na początku swojej drogi z rytuałami. Czy to znaczy, że jak zaczynam budować jakąś praktykę, to powinienam od razu się zastanawiać, co zrobię jak przestanie mi "smakować"? To brzmi jak planowanie końca zanim cokolwiek się zaczęło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Karia.0, nie, nie tak to działa. Nie chodzi o planowanie końca, tylko o to, żeby być uczciwa wobec siebie przez cały czas. Rytuał to nie umowa na czas nieokreślony, którą trzeba honorować bez względu na to, co czujesz. To żywa praktyka. Jak coś odżyło, to dobrze. Jak umarło, to też jest informacja. Ja nie mówię, że rzucam to, co robię, tylko pytam, czy jestem w stanie "ciemnej nocy", o której Ballen pisał, czy może naprawdę potrzebuję czegoś nowego.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

A ja mam inne pytanie, może trochę z boku. Te poranne rytuały, zapalanie świecy, kadzidło, różne rzeczy, czy to w ogóle musi mieć jakiś "sens" z zewnątrz? Moja mama codziennie rano robi herbatę w dokładnie taki sam sposób, ta sama kolejność, ta sama filiżanka. Nigdy by nie powiedziała, że to rytuał. Ale dla niej to jest coś ważnego, widzę to. Gdzie jest granica między zwykłą rutyną a rytuałem, który komuś z zewnątrz można by tak nazwać?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Oliczka, to jest naprawdę dobre pytanie i wcale nie z boku, ono jest w samym środku tego tematu. Anthropolog Victor Turner pisał o tym, że rytuał ma "liminalność", czyli moment przejścia, gdzie normalny porządek jest zawieszony. Twoja mama może nie wiedzieć, że robi rytuał, ale jeśli ten poranny sposób parzenia herbaty jest dla niej jakimś progiem do reszty dnia, to funkcja rytualna tam jest. Intencja nie musi być świadoma.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Ismer Ale tu wchodzi kolejna komplikacja. Bo jeśli każda powtarzalna czynność może być rytuałem, to pojęcie traci ostrość. I wtedy to pytanie Simmy, czy mój rytuał ma jeszcze sens, robi się jeszcze trudniejsze do rozstrzygnięcia. Bo może jest rytuałem właśnie dlatego, że jest powtarzalna. Ale czy powtarzalność bez świadomości wystarczy? W tradycjach, z którymi pracuję, mówi się wprost, że forma bez zawartości to pusta skorupa.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Cohen, a co to znaczy "zawartość" w twoim rozumieniu? Bo mam wrażenie, że każdy przez to rozumie co innego. Jeden powie, że to uczucie, drugi, że intencja, trzeci, że konkretna wiedza o tym co i dlaczego robisz. Ja miałam przez lata praktykę, którą robiłam automatycznie, ale kiedy zaczęłam studiować jej symbolikę, nagle wróciła do życia. Nie zmieniłam nic w formie, tylko dodałam warstwę rozumienia.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie dużo o rytuale jako czymś, co "działa" albo nie. Ale czy rytuał musi działać w jakimś konkretnym kierunku? Może jego rola jest czysto porządkująca, strukturuje czas, wyznacza ramy dnia. I wtedy pytanie o to, czy "czujesz" coś przy zapalaniu świecy jest może pytaniem o co innego niż o sam rytuał.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Fanar, ale to chyba zależy od tego, po co ktoś w ogóle ten rytuał wprowadził. Jeśli ktoś zaczął od intencji magicznej, tzn. chciał żeby ta praktyka coś robiła w sensie energetycznym czy duchowym, to sama rama dnia to za mało. Przynajmniej dla tej osoby.


Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 640

@Nastie I tu wracamy do pytania Nastie, które zostało trochę przykryte. Jak mierzyć, że coś działa? Bo metodologicznie to jest koszmar. Nie masz grupy kontrolnej, nie wiesz co by się stało bez rytuału, czas mija i tak czy siak, a umysł szuka wzorców i połączeń tam, gdzie ich może nie być. Nie mówię tego, żeby podważać sensowność praktyki, ale to uczciwe pytanie. Może warto zaakceptować, że nie możemy tego zmierzyć i skupić się na czymś innym, np. na tym, co się dzieje z nami podczas rytuału, niezależnie od efektów.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Vladi To co Vladi mówi o braku grupy kontrolnej to jest sedno problemu. Ale ja bym to odwróciła. Może zamiast pytać "czy rytuał działał", lepiej zapytać co by się stało, gdybyś przez ten trudny czas nie miała żadnego punktu stałego. Tego też nie wiesz. I może właśnie dlatego tak trudno to ocenić.


Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 309

@Gebda, no i właśnie to sobie myślałam. Nie wiem, jak by wyglądał ten czas bez tych praktyk. Może tak samo. Może gorzej. Nie mam porównania i nigdy nie będę miała.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Helena82 Ale to jest trochę jak mówić, że szczepionka zadziałała, bo nie zachorowałaś, i nie możesz udowodnić, że nie zachorowałabyś bez niej. Rozumiem ten tok rozumowania, tylko że on trochę sprawia, że rytuał jest nieweryfikowalny z zasady. Co w sumie stawia nas w ciekawym miejscu.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 917

@Nastie, ale to dotyczy całej sfery wewnętrznej, nie tylko rytuałów. Jak zmierzysz, czy medytacja pomogła, czy spokój i tak by przyszedł? Jak ocenisz, czy modlitwa miała znaczenie, czy po prostu czas zrobił swoje? W pewnym momencie albo akceptujesz, że część rzeczy jest poza mierzalnością, albo rezygnujesz z całej dziedziny.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Ballen, zgadzam się, ale to nie zwalnia z myślenia krytycznego. Nieweryfikowalność nie jest zaletą, ona jest ograniczeniem. Można to zaakceptować i z tym pracować, ale nie można udawać, że nie istnieje. Właśnie dlatego to pytanie Simmy jest szczere i ważne, bo ona nie udaje.


Odpowiedz
Wpisy: 309
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Ja wejdę z trochę innej strony. Miałam okres, kiedy wykonywałam kilka praktyk regularnie, z pełnym skupieniem, wszystko jak trzeba. I to był czas paradoksalnie bardzo trudny w moim życiu, dużo stresu, wszystko się sypało. Rytuały dawały mi jakiś punkt stały, ale nie czułam żadnego efektu poza tym. Minęło kilka miesięcy i zaczęłam je robić dużo mniej uważnie, bardziej z przyzwyczajenia. A rzeczy zaczęły się układać. Nie mówię, że jedno z drugim nie ma związku, ale może to, co czujemy przy rytualne, to zły miernik skuteczności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Helena82, to jest ciekawe, bo to odwraca moje założenie. Zakładałam, że brak odczucia równa się brak skuteczności. Ale twój przykład pokazuje, że może być zupełnie inaczej. Chociaż nadal mam wątpliwość, czy w twoim przypadku rzeczy się ułożyły dzięki rytuałom, czy po prostu z biegiem czasu i niezależnie od nich. Jak można to w ogóle rozróżnić?


Odpowiedz
Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i widzę, że zeszliśmy na teren, gdzie każda odpowiedź rodzi kolejne pytanie. Co nie jest złe, ale ja wciąż mam ten sam problem co na początku. Rytuał, który wcześniej czułam, teraz nie czuję. I nie wiem, czy to jest informacja o rytuale, czy o mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 891
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

A czy próbowałaś go kiedyś rozebrać na czynniki? Tzn. nie modyfikować, tylko zobaczyć co tak naprawdę w nim jest. Jaki jest jego szkielet, jakie są elementy, które pierwotnie miały sens. Bo czasem przy długich praktykach forma obrasta nawykiem i człowiek już nie pamięta, dlaczego akurat w tej kolejności, akurat te rzeczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Ismer, tak, robiłam to. I wiesz co, to jest akurat ciekawe, bo kiedy to zrobiłam, odkryłam, że część elementów straciła kontekst, tzn. pamiętam że je dodałam, ale nie pamiętam już dlaczego. To jest dziwne uczucie, robić coś bez dostępu do własnej intencji, która to stworzyła.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz o utracie dostępu do własnej intencji to brzmi bardzo znajomo. Miałam coś podobnego z jedną praktyką, gdzie wiedziałam mechanicznie co robię, ale to było jak czytanie notatek z innego okresu życia. Jakbym wykonywała instrukcję kogoś, kto kiedyś był mną.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 444

@Arkania, i co z tym zrobiłaś? Dalej to robiłaś, zmodyfikowałaś, zostawiłaś?


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 327

@Daneczka, zostawiłam. Ale nie od razu. Przez jakiś czas się z tym szarpałam, bo miałam poczucie, że odpuszczam. A potem zaczęłam od nowa, ale z zupełnie innym podejściem i z mniejszą ilością elementów.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to i zastanawiam się nad jednym. Wy mówicie o rytuale jako o czymś, co można modyfikować, zostawiać, wracać do niego. Ale czy to nie zmienia jego natury? Tzn. czy coś, co jest płynne i się zmienia, to dalej jest rytuał, czy już coś innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Karia.0, chyba zależy od tradycji. W wielu systemach rytuał ma stałą formę właśnie po to, żeby nie zależał od nastroju wykonawcy. Ale są też takie, gdzie forma jest żywa. To dwie różne filozofie i obie mają swoją logikę.


Odpowiedz
Wpisy: 640
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

To jest naprawdę stare napięcie w religioznawstwie. Frits Staal, holenderski językoznawca, napisał kiedyś kontrowersyjny artykuł, że rytuały są bezsensowne, tzn. że ich siła pochodzi właśnie z tego, że forma jest sztywna i nie niesie treści. Brzmi dziwnie, ale chodziło mu o to, że znaczenie jest w powtórzeniu, nie w rozumieniu. Co Simma odczuwa jako problem, Staal uważałby za właściwość.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Vladi, znam ten tekst i zawsze mnie irytował, szczerze mówiąc. Bo to jest opis pewnego typu rytuału, ale Staal universalizuje go na wszystkie. A tradycje, gdzie intencja i rozumienie są centralnym elementem, po prostu nie mieszczą się w tym modelu.


Odpowiedz
Wpisy: 953
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

I właśnie tu jest sedno problemu Simmy, moim zdaniem. Jeśli jej rytuał należy do tych, gdzie intencja jest rdzeniem, to utrata dostępu do intencji jest poważną sprawą. Ale jeśli form jest ważniejsza, to może po prostu ma robić dalej i nie szukać odczuć.


Odpowiedz
Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Problem w tym, że nie wiem, do którego typu należy mój rytuał. Albo raczej, czułam to kiedyś intuicyjnie, a teraz nie czuję nic. I nie wiem, czy mam ufać temu dawnemu poczuciu, że intencja była kluczowa, czy może to tylko moje wyobrażenie o tym, jak to działało.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

To jest może najtrudniejsza rzecz w tym co opisujesz. Nie tylko nie wiesz, czy rytuał działa, ale nie wiesz też, jak go dobrze czytać. To jest podwójna niepewność.


Odpowiedz
Wpisy: 917
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

I może to jest właśnie ta "sucha faza", o której wspominałem wcześniej. Nie chodzi o to, że coś jest zepsute, tylko że jesteś w miejscu, gdzie stare mapy nie działają i jeszcze nie masz nowych. To jest nieprzyjemne, ale niekoniecznie złe.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 309

@Ballen, ale jak długo można być w tej "suchej fazie" zanim to przestaje być faza, a zaczyna być po prostu stan? Pytam serio, bo sama się z tym zmagałam i w pewnym momencie przestałam czekać na powrót i po prostu zaczęłam od nowa, jakby od zera.


Odpowiedz
Wpisy: 309
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

To jest właśnie to pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Bo ja zaczęłam od nowa i po kilku miesiącach to nowe podejście też się trochę wypłowiło. I zaczęłam się zastanawiać, czy problem leży w praktykach, czy we mnie. Czy jest jakiś punkt, w którym trzeba po prostu zaakceptować, że nie wszystko będzie zawsze żywe?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Helena82, to jest chyba jedno z lepszych pytań w tym wątku. Bo jeśli każde nowe podejście po jakimś czasie też blednie, to może faktycznie to nie jest kwestia konkretnego rytuału, tylko czegoś głębszego. Ale z drugiej strony, może tak po prostu działa długotrwała praktyka? Że okresy intensywności przeplatają się z płaskimi odcinkami?


Odpowiedz
Wpisy: 891
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Mam wrażenie, że wy obie mówicie o dwóch różnych rzeczach i trochę to miesza. Jedna sprawa to naturalne cykle w praktyce, druga to moment, kiedy forma przeżyła swoją treść. To nie jest to samo. W pierwszym przypadku wracasz do tego samego miejsca. W drugim wracasz do miejsca, którego już nie ma.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Ismer, ładnie to rozróżniłeś, ale jak to odróżnić w praktyce? Bo z zewnątrz i z wewnątrz wygląda podobnie, przynajmniej w środku tego doświadczenia. Masz jakiś sposób na to, żeby się zorientować, w którym miejscu się jest?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Gebda, szczerze? Nie mam pewnej metody. Ale jest jedna rzecz, którą zauważyłem u siebie. Kiedy to jest cykl, to mimo że praktyka jest sucha, mam gdzieś z tyłu głowy poczucie, że wiem, po co to robię. Nawet jeśli tego nie czuję. Kiedy forma przeżyła treść, tego poczucia nie ma w ogóle. Jest działanie i cisza za nim.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Ismer To co Ismer opisuje brzmi jak rozróżnienie między brakiem doświadczenia a brakiem sensu. I to jest naprawdę inne. Brak doświadczenia można przeczekać. Brak sensu to inny problem, bo tu czekanie nic nie zmienia.


Odpowiedz
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 347

@Cohen Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do tego co Cohen napisał. Skąd wiadomo, że brak sensu to brak sensu, a nie właśnie głębszy etap, gdzie sens jest, ale jest niewidoczny? Bo czytałam gdzieś, że w kontemplacyjnych tradycjach jest coś takiego jak "ciemna noc duszy" i to też wygląda jak brak sensu, a rzekomo nim nie jest.


Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 640

@Karia.0, to jest trafne nawiązanie, ale "ciemna noc duszy" u Jana od Krzyża to bardzo specyficzny kontekst, mistyczny i chrześcijański. Nie wiem, czy da się go bezpośrednio przenosić na dowolną praktykę ezoteryczną. Chociaż rozumiem, dlaczego ta analogia się nasuwa.


Odpowiedz
Wpisy: 917
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

I tu jest pułapka, bo każdy kryzys w praktyce można sobie wytłumaczyć jako "głębszy etap" albo "próbę". To jest narracja, która zamyka każdą krytyczną refleksję. Więc albo wszystko jest zawsze sensowne, bo "to część ścieżki", albo mamy jakiś inny kryterium, żeby to oceniać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Ballen, ale czy to nie jest trochę tak, że właśnie dlatego te tradycje mają nauczycieli? Żeby ktoś z zewnątrz mógł powiedzieć: to jest kryzys do przejścia, albo: to jest sygnał do zmiany. Samodzielna interpretacja własnego doświadczenia ma ograniczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Problem z nauczycielem jest taki, że trzeba mu zaufać, a to jest znowu kolejna warstwa. Ja przez długi czas pracowałam z kimś, kto mi powtarzał, że moje wątpliwości są właśnie tym "głębszym etapem". W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest wygodna odpowiedź na każde pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 309
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

O, to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Że czasem środowisko, w którym praktykujemy, ma interes w tym, żebyśmy nie odchodzili. Nie musi to być złośliwe, po prostu każda wspólnota ma tendencję do zatrzymywania członków.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 327

@Helena82, to właśnie jeden z powodów, dla których doszłam do momentu, że wolę praktykować samodzielnie. Mniejsza dynamika grupowa, nikt mi nie mówi, jak interpretować własne doświadczenia. Ale za to nie mam żadnego punktu odniesienia z zewnątrz, więc to też ma swoje koszty.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Czyli wychodzi na to, że i z grupą jest problem, i bez grupy jest problem. To co, nie ma dobrego rozwiązania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Daneczka, chyba nie chodzi o to, że nie ma dobrego rozwiązania, tylko że każde ma swoje ograniczenia. To jest trochę jak pytanie, czy lepiej mieć mapę, czy kompas. Mapa jest konkretna, ale może być nieaktualna. Kompas jest zawsze aktualny, ale nie mówi, co jest po drodze.


Odpowiedz
Wpisy: 953
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do Simmy, bo trochę zeszliśmy na bok. Ona mówiła o rytuale, który wykonuje z przymusu, i o tym, że dawne poczucie zniknęło. I mam wrażenie, że przez ostatnie posty kręcimy się wokół diagnozy, ale nie dotykamy tego, co ona może z tym zrobić. Nie w sensie gotowej odpowiedzi, ale w sensie: jakie ma opcje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Gebda Doceniam, że Gebda to wyciągnęła, bo rzeczywiście. Słucham tej rozmowy i widzę, że jest tu dużo diagnoz, ale mało konkretów. Moje opcje jak je teraz widzę to: jedno, robię dalej i czekam, dwa, rozkładam na czynniki i próbuję zrozumieć, trzy, zostawiam na jakiś czas, cztery, zostawiam na stałe. I nie wiem, jak ocenić, która droga jest dla mnie właściwa.


Odpowiedz
Wpisy: 891
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Czy te opcje muszą się wykluczać? Bo zostawienie na jakiś czas i rozkładanie na czynniki to nie jest to samo co porzucenie. Można zawiesić wykonywanie i jednocześnie w tym czasie przyglądać się temu, czym ten rytuał dla ciebie był, skąd przyszedł, co w nim było twoje, a co przejęte.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 560

@Ismer Właśnie to jest dla mnie kluczowe w całej tej rozmowie. To "co w nim było twoje, a co przejęte". Większość rytuałów, które znamy, nie wymyśliliśmy sami. Przyszły z jakiejś tradycji, od kogoś, z książki, ze wspólnoty. I to jest okej. Ale po jakimś czasie zaczyna się pytanie, czy ta forma jest nadal twoja, czy tylko ją pożyczasz.


Odpowiedz
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 347

@Magicwoman, ale czy rytuał zapożyczony może kiedyś stać się "swoim"? Czy granica między pożyczonym a własnym to w ogóle coś stałego, czy raczej się przesuwa?


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 917

@Karia.0, to zależy, co rozumiesz przez "swój". Jeśli chodzi o to, że czujesz z nim połączenie, że wiesz dlaczego każdy element jest właśnie taki, to tak, myślę, że może się stać twój. Ale jeśli pytasz, czy przestaje być zapożyczony, to nie. Pochodzenie zostaje. I pytanie, czy to w ogóle jest problem.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: