Forum

Asystent AI
Gdy rytuał przestaj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Gdy rytuał przestaje działać - o dostosowywaniu praktyk do zmieniającego się życia

Strona 1 / 2

Wpisy: 1601
Rozpoczynający temat
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Mam ostatnio coś, z czym trochę się zmagam i ciekawa jestem, czy ktoś miał podobnie. Robiłam jeden rytuał regularnie przez dobre parę lat - zawsze w ten sam sposób, te same elementy, ta sama intencja. I przez długi czas czułam, że coś z tego wynika, że jest jakiś przepływ. Ale od jakiegoś czasu to po prostu... stoi. Wykonuję go mechanicznie, bez żadnego zaangażowania, a efektów brak. Nie wiem, czy to ja się zmieniłam, czy sam rytuał się "wyczerpał", cokolwiek to miałoby znaczyć. Zastanawiam się, czy to kwestia tego, że moje życie poszło w inną stronę i intencje, które kiedyś miały sens, teraz już mi nie odpowiadają. Ktoś przez to przechodził?


Odpowiedz
149 odpowiedzi
3 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Betalia Ja miałam dokładnie ten scenariusz, który opisujesz. I doszłam do wniosku, że problem leżał w tym, że trzymałam się formy, bo bałam się cokolwiek zmienić. Jakby zmiana miała zepsuć to, co kiedyś działało. A potem w końcu rozebrałam ten rytuał na części i zapytałam siebie przy każdym elemencie: czy to nadal ma dla mnie jakiś sens, czy tylko go powielam? Okazało się, że z pięciu składowych trzy straciły dla mnie znaczenie. Wyrzuciłam je. To co zostało, zaczęło znowu działać - albo przynajmniej znowu byłam przy tym obecna naprawdę.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Gituska A jak podchodziłaś do tych elementów, które wyrzuciłaś? Zastępowałaś je czymś nowym, czy po prostu zostawiałaś lukę? Bo mam wrażenie, że u mnie ten rytuał jest bardzo zintegrowany - każdy krok wynika z poprzedniego i nie bardzo wiem, jak zacząć go demontować bez poczucia, że to już będzie zupełnie coś innego.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Betalia Nie zastępowałam od razu. Zostawiałam to puste przez jakiś czas i obserwowałam, co się dzieje. Szczerze? Nic złego się nie stało. Ten strach przed "zepsuciem" czegoś przez zmianę jest chyba bardziej mentalną przeszkodą niż realnym ryzykiem. Choć rozumiem, że jak coś jest mocno zintegrowane, to trudniej to odczuć intuicyjnie. Może spróbuj zacząć od jednego elementu - nie wyrzucaj, tylko zawieś na próbę.


Odpowiedz
Wpisy: 891
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

To co opisujesz jest chyba jedną z tych rzeczy, o których rzadko się mówi głośno, bo większość dyskusji kręci się wokół tego jak zacząć, a nie co zrobić, gdy coś, co działało, nagle przestaje. Ja sam miałem podobnie z jedną praktyką - po kilku latach zrozumiałem, że kontynuuję ją z przyzwyczajenia, a nie z potrzeby. To był rytuał związany z ochroną, który zbudowałem w dość trudnym czasie swojego życia. Kiedy ten czas minął, rytuał jakby nie miał już do czego się odnosić. Pytanie, czy modyfikowałaś go kiedykolwiek w trakcie, czy przez lata robił dokładnie to samo?


Odpowiedz
Wpisy: 1587
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę swoje trzy grosze, bo to temat, który mnie od dawna zajmuje. Jest taka koncepcja w różnych tradycjach magicznych - że rytuał to nie przepis, który raz sprawdzony działa zawsze tak samo. Część praktyków porównuje to do języka: możesz mówić tym samym zdaniem latami, ale jeśli twoje rozumienie słów się zmienia, to i komunikat jest inny. Ciekawe jest to, że często to nie rytuał "się zużywa", tylko zmienia się osoba, która go wykonuje. I wtedy te same gesty, te same słowa trafiają w próżnię, bo już nie wyrażają tego, czym jesteś teraz. Miałem kiedyś rozmowę z kimś, kto praktykuje w tradycji haitańskiej, i mówił, że tam w ogóle nie ma pojęcia "stałego rytuału" - każde działanie jest żywe i reaguje na tego, kto je wykonuje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Sauwak Ale skąd właściwie wiadomo, że to kwestia zmiany osoby, a nie zwykłego wypalenia albo braku skupienia? Bo to co opisujesz brzmi ciekawie, ale równie dobrze można powiedzieć, że ktoś po prostu przestał przykładać do tego odpowiednią uwagę. Mam wrażenie, że czasem zbyt łatwo szukamy głębokich wyjaśnień dla czegoś, co może być po prostu zmęczeniem praktyką.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Taurus Masz rację, że to może być zwykłe zmęczenie. Ale jak odróżniasz jedno od drugiego? Bo zmęczenie praktyką zwykle mija po przerwie. Jeśli wracasz po miesiącu i dalej czujesz to samo - że rytuał nie trafia w żaden czuły punkt - to już chyba nie jest tylko kwestia skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy w ogóle warto trzymać się jednego rytuału przez wiele lat? Czy nie jest tak, że każdy etap życia potrzebuje własnej formy? Pytam serio, bo czytałem gdzieś, że w tradycjach szamańskich praktykujący regularnie "odnawia" swoje relacje z duchami czy siłami, z którymi pracuje, i że stare formy są celowo porzucane na rzecz nowych. Nie wiem, czy to ma zastosowanie w innych podejściach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Fanar To zależy bardzo od tradycji i od tego, czemu rytuał ma służyć. Są praktyki, które mają być niezmienne właśnie po to, żeby tworzyć ciągłość i zakorzenienie - to ma swój sens, szczególnie gdy pracujesz z konkretną linią przekazu. Ale są też praktyki, które z założenia są odpowiedzią na aktualną sytuację i nie mają być powtarzane w tej samej formie. Mieszanie tych dwóch podejść to chyba najczęstszy błąd, jaki popełniają ludzie zaczynający na własną rękę - biorą rytuał z jednej tradycji i traktują go jak szablon na całe życie.


Odpowiedz
Wpisy: 990
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Jest jeszcze coś, o czym nikt tu nie wspomniał. Rytuał może przestać działać nie dlatego, że ty się zmieniłeś albo on się "wyczerpał", ale dlatego, że już osiągnął swój cel. Brzmi banalnie, ale serio - jeśli przez lata robiłaś coś z myślą o konkretnej intencji, i ta intencja się spełniła albo stała się nieaktualna, to może to jest po prostu zamknięty rozdział. Nie każdą praktykę trzeba ratować ani zastępować. Niektóre można po prostu pożegnać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Rasphul To ciekawy punkt widzenia, bo rzeczywiście rzadko patrzymy na rytuał jako coś, co może mieć naturalny koniec. Ale jak to rozpoznać? Czy to jest po prostu odczucie, czy jest jakiś wyraźniejszy sygnał? Bo wyobrażam sobie, że łatwo można to pomylić właśnie z tym, co Taurus mówił - zwykłym zmęczeniem lub rozproszeniem.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Ismer U mnie zawsze jest różnica emocjonalna. Zmęczenie daje takie tępe, szare poczucie - po prostu nie chce mi się. Natomiast "domknięcie" rytuału wygląda inaczej - to bardziej spokój, brak napięcia wokół tematu. Jakby nie było już nic do przepracowania. Trudno to opisać słowami, ale kiedy to czujesz, to wiesz. Choć przyznam, że sam przez długi czas miałem problem z rozróżnieniem.


Odpowiedz
Wpisy: 1018
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Mam pewien opór wobec całej tej rozmowy i chcę to powiedzieć wprost. Dużo tu mówicie o odczuciach, o tym co czujesz, czy jest napięcie czy spokój. Ale czy to nie jest zbyt subiektywne, żeby na tym opierać decyzje o modyfikowaniu albo porzucaniu praktyk? Jak weryfikujecie, że wasza interpretacja własnych odczuć jest trafna, a nie jest po prostu racjonalizacją?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Taurus A jak inaczej miałbyś weryfikować cokolwiek w praktyce magicznej, jeśli nie przez własne odczucia i ich obserwację w czasie? Rozumiem sceptycyzm, ale pytanie brzmi - jaki obiektywny miernik byś tu zaproponował? Bo jeśli masz jakiś, chętnie posłucham.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Kobalt Nie twierdzę, że mam gotowy miernik. Mówię tylko, że oddawanie się zbyt głęboko własnej interpretacji odczuć bez żadnej zewnętrznej weryfikacji - czy to przez rozmowę z kimś innym, czy przez prowadzenie dziennika praktyki i porównywanie w czasie - może prowadzić do tego, że tworzymy narracje, które nam wygodnie pasują do chwilowego stanu. I wtedy modyfikujemy rytuały nie dlatego, że naprawdę tego potrzebujemy, tylko dlatego, że w danym tygodniu jesteśmy zmęczeni.


Odpowiedz
Wpisy: 1322
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Dziennik praktyki to akurat coś, o czym chciałam powiedzieć, bo właśnie przez niego zorientowałam się, że mój rytuał przestał mi dawać cokolwiek. Porównałam notatki z pierwszych miesięcy z tym, co pisałam po roku, i różnica była oczywista. Na początku były emocje, pytania, czasem coś nieoczekiwanego. Potem zaczęły się pojawiać wpisy w stylu "wykonane". Jedno słowo. To samo poczucie miałam patrząc na to z zewnątrz - rytuał stał się odhaczaniem pozycji z listy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Pajeczyna To jest świetny punkt. U mnie jest podobnie, choć dopiero teraz jak to słyszę, uświadamiam sobie, że moje notatki też od jakiegoś czasu są krótsze i bardziej zdawkowe. Właściwie bardziej rejestruję fakt wykonania niż samo doświadczenie. Może to jest właśnie ten sygnał, o którym mówił Rasphul - tylko że wyrażony nie przez jakieś wielkie wewnętrzne przeżycie, tylko przez prozaiczny brak czegokolwiek do napisania.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Pajeczyna Właśnie ta notatka o krótszych wpisach mnie uderzyła. Sam miałem przez jakiś czas coś podobnego - pisałem "zrobiłem, koniec", bez żadnego komentarza do tego, co czułem w trakcie. I przez długo traktowałem to jako dowód, że jestem coraz bardziej skuteczny, że nie potrzebuję opisywać każdego kroku. Dopiero jak spojrzałem wstecz na pół roku takich notatek, zrozumiałem, że to nie była efektywność - to było zobojętnienie. Zastanawiam się, czy jest jakaś granica między "wchodzę w to bez zbędnego gadania bo mam doświadczenie" a "już mnie to nie obchodzi".


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Ismer I właśnie to rozróżnienie jest chyba najtrudniejsze. Bo osoba z zewnątrz patrząc na te dwa stany może nie zobaczyć różnicy - w obu przypadkach rytuał jest wykonywany sprawnie, bez nadmiernego zamieszania. Ale od środka to musi być inne odczucie, nie? Jak ty to w końcu rozróżniłeś? Bo ja nadal nie jestem pewna, kiedy u mnie "spokój" zamienia się w "obojętność".


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ja się zastanawiam, czy nie ma tu też kwestii sezonowości. Nie mówię tylko o porach roku, ale o rytmach życiowych - zmiana pracy, przeprowadzka, jakaś ważna relacja, która się kończy albo zaczyna. Mam wrażenie, że rytuały, które budujemy w konkretnym kontekście życiowym, są trochę jak ubrania szyte na miarę - świetnie siedzą w tamtym czasie, ale po paru latach możesz być zupełnie inną sylwetką. I wtedy ani nie możesz w nich swobodnie oddychać, ani nie chcesz ich wyrzucić, bo mają dla ciebie wartość sentymentalną.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Habbia Dobre porównanie. I chyba właśnie ta wartość sentymentalna jest jednym z większych hamulców przed zmianą. Rytuał, który towarzyszył ci przez trudny okres, staje się trochę jak pamiątka - boisz się, że jak go zmienisz, to stracisz też tę część siebie albo tamtego doświadczenia. Ale to może być mylące założenie. Doświadczenie zostaje w tobie niezależnie od formy.


Odpowiedz
Wpisy: 1322
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Mam takie proste kryterium, które pewnie nie pasuje każdemu, ale mnie się sprawdza. Pytam siebie po rytuale: czy cokolwiek się we mnie poruszyło? Nie musi być wielkie przeżycie, nie musi być wzruszenie. Ale jakiś drobny moment, kiedy byłam choć chwilę bardziej obecna niż zwykle. Jeśli tego nie ma w ogóle - to dla mnie sygnał, że coś się zmieniło. Nie wiem jeszcze co, ale wiem, że warto to obejrzeć bliżej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Pajeczyna A jak długo czekasz z tym "oglądaniem bliżej", zanim zdecydujesz, że to nie chwilowe? Bo wyobrażam sobie, że można mieć gorszy tydzień, gorszy miesiąc - i każdy rytuał w tym czasie będzie chodził na autopilocie, bo człowiek jest po prostu przeciążony. To nie znaczy jeszcze, że praktyka się skończyła.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Taurus Minimum trzy, cztery tygodnie stałej obserwacji, zanim w ogóle zacznę coś zmieniać. I staram się w tym czasie też notować, co się dzieje poza rytuałem - bo masz rację, że kontekst życiowy ma ogromne znaczenie. Jak jestem po przeprowadzce albo po jakimś trudnym przejściu, to nie wyciągam z tego żadnych wniosków o samej praktyce. Ale jeśli wszystko jest w miarę stabilne i nadal jest ta sama szara płaskość - to już coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

A ja mam pytanie, bo czytam całą tę dyskusję i zastanawiam się nad czymś trochę z boku. Czy ktoś próbował celowo zawiesić rytuał - nie porzucić, ale po prostu zrobić świadomą przerwę - i zobaczyć, co się dzieje? Nie z powodu kryzysu, ale właśnie jako test? Czy jest taka praktyka, żeby co jakiś czas odejść od czegoś na jakiś czas, żeby sprawdzić, czy jeszcze tego potrzebujesz?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Habbia Jest coś takiego, przynajmniej w niektórych podejściach. Słyszałem o tym w kontekście medytacji vipassana, gdzie nauczyciele czasem zalecają odejście od konkretnej techniki po intensywnym okresie pracy - nie dlatego, że coś jest nie tak, ale żeby zobaczyć, co zostaje, gdy formy nie ma. To trochę jak sprawdzenie, czy struktura rytuału jest ci jeszcze potrzebna, czy już niosłeś ją z przyzwyczajenia. Ale to jest łatwiej powiedzieć niż zrobić, szczególnie gdy rytuał daje poczucie zakorzenienia.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Sauwak To jest ciekawe, bo poczucie zakorzenienia jest chyba jednym z trudniejszych do zrezygnowania aspektów. Nawet jeśli rytuał "nie działa" w jakimś pragmatycznym sensie, to może nadal pełnić funkcję stabilizującą - po prostu już nie tę, dla której był stworzony. I co wtedy? Modyfikujesz go, żeby odzyskać ten pierwotny cel, czy zostawiasz jako kotwicę i szukasz czegoś innego obok?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Ismer To jest właśnie ten moment, gdzie wiele tradycji się rozdziela. W niektórych podejściach - np. ceremonialnych - rytuał ma być precyzyjny i niezmienny, bo zmiana formy to zmiana znaczenia. W innych, bardziej animistycznych, praktykujący wręcz oczekuje się, że rytuał będzie ewoluował razem z osobą. Nie ma jednej odpowiedzi, ale myślę, że kluczowe jest to, skąd pochodzi dana praktyka i czy masz do niej jakiś żywy kontekst - tradycję, mistrza, wspólnotę - czy też jest to coś, co sam zbudowałeś.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Kobalt Właśnie ta kwestia kontekstu jest u mnie chyba sercem problemu. Mój rytuał budowałam sama, kawałek po kawałku, przez kilka lat. Nie ma żadnej zewnętrznej linii przekazu, do której mogłabym się odwołać. Z jednej strony daje mi to wolność - mogę zmieniać, co chcę. Z drugiej strony nie mam żadnego zewnętrznego punktu odniesienia, który powiedziałby mi, czy idę w dobrą stronę. I chyba właśnie to paraliżuje bardziej niż sama zmiana.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Betalia To brzmi jak sytuacja, gdzie dziennik i długie perspektywy czasowe są jedynym "zewnętrzem", jakie masz. Ale jest jeszcze jedna rzecz - rozmowy z innymi praktykami. Nie po to, żeby ktoś powiedział ci co robić, ale żeby zderzać swoje obserwacje z kimś, kto też ma własne doświadczenia. Ty to robisz tutaj, teraz, i to już jest jakiś rodzaj weryfikacji.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej dyskusji i mam takie podstawowe pytanie, bo nie do końca rozumiem. Czy gdy mówicie, że rytuał "nie działa", to chodzi o to, że nie ma żadnego efektu zewnętrznego - na przykład nic się nie zmienia w życiu - czy o to, że wewnętrznie nic nie czujecie podczas wykonywania? Bo to chyba są dwie różne rzeczy i może też wymagają różnych odpowiedzi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Fanar Bardzo dobre pytanie, bo rzeczywiście to są dwie osobne sprawy. Ale z mojego doświadczenia zwykle idą razem - najpierw znika wewnętrzne odczucie, a potem po jakimś czasie i efekty zewnętrzne zaczynają być niewyraźne. Choć nie jestem pewna, czy to dlatego, że jedno wynika z drugiego, czy po prostu oba znikają z tego samego powodu.


Odpowiedz
Wpisy: 1018
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale tu wchodzi jeszcze coś innego - efekty zewnętrzne zawsze można zracjonalizować. Coś się wydarzyło albo nie, można to przypisać rytuałowi albo przypadkowi. Wewnętrzne odczucia są trudniejsze do zignorowania, bo to jest twoje własne doświadczenie. Dlatego właściwie myślę, że jednak bardziej ufam temu wewnętrznemu wskaźnikowi niż efektom zewnętrznym, mimo całego mojego wcześniejszego sceptycyzmu.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Taurus To brzmi jak zmiana stanowiska w stosunku do tego, co mówiłeś wcześniej o subiektywności. Czy coś cię skłoniło do tej zmiany w trakcie rozmowy, czy miałeś to z tyłu głowy przez cały czas?


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Pajeczyna Trochę i jedno, i drugie. Myślę, że mój wcześniejszy opór był bardziej wobec traktowania odczuć jako jedynego kryterium, bez żadnej innej obserwacji. Jak doda się do tego dziennik, porównanie w czasie, rozmowę z kimś - to odczucia przestają być tylko subiektywne i stają się częścią jakiegoś szerszego obrazu. Wtedy mi to siedzi lepiej.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Taurus To jest właściwie to, o czym mówiłeś wcześniej, ale od innej strony. Odczucia plus czas plus zewnętrzna perspektywa - to jest chyba ta trójca, która sprawia, że decyzja o zmianie albo porzuceniu rytuału przestaje być impulsywna. Mnie też zawsze hamuje myśl, że mogę coś zmienić w złym momencie - za wcześnie, za późno, z niecierpliwości.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Sauwak Ale czy to nie jest też coś, co może całkowicie zablokować jakąkolwiek zmianę? Jeśli zawsze pytasz "czy to dobry moment" i zawsze znajdziesz powód, żeby jeszcze poczekać - to można tak tkwić latami. Znam to z siebie. Właśnie to mi się przydarzyło z tym rytuałem - odkładałam decyzję o zmianach, bo zawsze był jakiś powód, żeby jeszcze chwilę sprawdzić.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Betalia I to chyba jest sedno całej tej rozmowy - różnica między cierpliwością a prokrastynacją w podejmowaniu decyzji o praktyce. Jak ty teraz do tego podchodzisz, skoro to sobie uświadomiłaś? Masz jakiś plan, czy jesteś na etapie obserwacji?


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Mam jeszcze jedną myśl w temacie tej blokady. Czasem rytuał staje się czymś, do czego jesteśmy emocjonalnie przywiązani nie dlatego, że działa, ale dlatego, że reprezentuje jakiś dawny etap nas samych. I zmiana tego rytuału to trochę jak przyznanie, że tamten etap się skończył. To może być trudniejsze niż sama techniczna modyfikacja praktyki.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Kobalt No i właśnie o to chodzi. To, co napisałeś, siedzi mi w głowie od dłuższego czasu. Mój rytuał był budowany w pewnym konkretnym momencie życia, kiedy byłam kimś innym niż teraz. Nie w sensie dramatycznym, ale jednak innym. I może właśnie przez to tak trudno mi go puścić - bo puszczenie go to trochę jak powiedzenie tamtej sobie: "to już minęło". Nie wiem, czy to dojrzałość, czy po prostu strata.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Betalia To, co opisujesz, ma nawet swoją nazwę w psychologii - coś zbliżonego do "błędu utopionych kosztów", tylko bardziej emocjonalnej. Nie tyle pieniądze, co czas, intencja, wersja siebie, która to tworzyła. I teraz zmiana wydaje się jak dewaluacja tej pracy. Ale czy rzeczywiście tak to rozumiesz, czy to bardziej moje nakładanie ramy?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Rasphul Chyba po trochu i jedno, i drugie. Ale to "dewaluacja" - to słowo coś we mnie stuknęło. Może właśnie o to chodzi. Jakby porzucenie rytuału oznaczało, że tamten czas był "zmarnowany". Choć racjonalnie wiem, że nie był.


Odpowiedz
Wpisy: 1015
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale czy na pewno chodzi o dewaluację? Ja mam inne doświadczenie - u mnie porzucenie jednego rytuału zawsze czułam bardziej jako odejście od relacji niż od inwestycji. Jakby zostawić kogoś, z kim byłam blisko, ale drogi nam się rozeszły. Może to specyficznie moje podejście, ale ciekawi mnie, czy ktoś to rozumie podobnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Gituska To bardzo ciekawe ujęcie, bo relacja zakłada coś dwustronnego. Czyli czułaś, że rytuał coś ci dawał z siebie? Nie tylko że ty w niego wkładałaś?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Pajeczyna Tak, dokładnie to. Trudno to racjonalnie opisać, ale był etap, kiedy miałam wrażenie, że rytuał "odpowiada". Cokolwiek to znaczy. A potem to poczucie zniknęło i zostało tylko moje wykonywanie kroków. I to był ten moment, gdy wiedziałam, że coś się skończyło.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówisz o poczuciu, że rytuał "odpowiada" - czy to jest coś, co widać zewnętrznie, jakiś znak, czy to bardziej wewnętrzne odczucie, które po prostu masz albo nie masz?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Fanar Zdecydowanie wewnętrzne. Żadnych znaków z zewnątrz, które mogłabym pokazać innej osobie i powiedzieć: "patrz, to jest dowód". To jest po prostu pewna jakość obecności podczas praktyki. Kiedy jej nie ma, jest jak czytanie tekstu, który kiedyś cię poruszał, a teraz mija bez śladu.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Gituska Ale to, co opisujecie, to chyba niekoniecznie znak, że rytuał się "skończył", prawda? To może być też znak, że przeszedłaś na inny etap - i teraz potrzebujesz czegoś, co do tego etapu pasuje. Nie porzucenia, ale następnego kroku. Choć przyznam, że sam nie wiem, jak odróżnić jedno od drugiego.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Taurus To jest chyba jedno z najtrudniejszych pytań w tej całej rozmowie. Jak odróżnić moment, w którym rytuał wymaga zmiany, od momentu, w którym po prostu my wymagamy czegoś nowego - i żaden istniejący rytuał tego nie da, bo to zupełnie inne terytorium?


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Z perspektywy tradycji ceremonialnych - tam nie ma czegoś takiego jak "rytuał się skończył dla mnie". Jest albo rytuał odpowiedni dla danego etapu, albo nieodpowiedni. I zmiana rytuału to nie opuszczenie poprzedniego, tylko przejście do innego poziomu pracy. Ale to zakłada, że masz jakąś mapę tych poziomów, czego większość osób budujących własne praktyki nie ma.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Kobalt I właśnie tu leży problem ze ścieżkami solowymi. Nie ma mapy, więc nie wiadomo, czy się poruszasz, czy chodzisz w kółko. Czy zmieniasz rytuał dlatego, że czas, czy dlatego, że jesteś znudzony albo po prostu leniwy tego dnia. To jest ta niejednoznaczność, z którą chyba każdy z nas się kiedyś zmagał.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Kobalt A czy to naprawdę jest problem? Że nie ma mapy? Zastanawiam się, bo może właśnie brak zewnętrznej struktury sprawia, że człowiek musi bardziej słuchać siebie, a nie kroków narzuconych przez kogoś innego. Choć rozumiem, że to też może być sposób na samooszukiwanie.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Habbia Brak mapy jako zaleta - to brzmi sensownie, ale tylko jeśli masz już jakiś wewnętrzny kompas. Jeśli dopiero go budujesz, to brak zewnętrznej struktury może być po prostu dezorientującą przestrzenią. Mam wrażenie, że to kwestia etapu, nie zasady.


Odpowiedz
Wpisy: 1601
Rozpoczynający temat
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Ja przez długi czas myślałam, że właśnie brak mapy jest moją przewagą. Teraz mam mieszane uczucia. Z jednej strony - faktycznie nikt mi niczego nie narzuca. Z drugiej - nie mam żadnego punktu odniesienia, który powiedziałby mi, czy to, co czuję, to naturalny etap, czy sygnał do działania. I ta dyskusja trochę pomaga, ale nie rozwiązuje tego podstawowego problemu.


Odpowiedz
Wpisy: 1322
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że wracamy do wyjściowego pytania tej rozmowy, tylko od innej strony. Nie "co robić, gdy rytuał przestaje działać", ale "skąd wiesz, że naprawdę przestał". I może to jest ważniejsze pytanie niż to pierwsze.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Pajeczyna Dokładnie. Bo jeśli nie masz kryterium oceny, to każda decyzja - zmiana, porzucenie, kontynuacja - jest trochę na ślepo. I można to racjonalizować w dowolnym kierunku. Pytanie, jak budować to kryterium, skoro jest indywidualne dla każdego.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Taurus Może nie jest aż tak indywidualne. Wewnętrzne odczucia są różne, ale pewne mechanizmy są podobne. Np. to, co mówiła Gituska o zaniku "odpowiedzi" rytuału - coś podobnego opisują praktycy z zupełnie innych tradycji, używając różnych słów. Może to jest jakiś wspólny mianownik, którego szukamy.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Ismer To ciekawy trop, bo w literaturze dotyczącej praktyki kontemplacyjnej - nie tylko ezoterycznej, ale też np. ignacjańskiej czy zen - jest pojęcie "suchości". Etap, w którym praktyka nic nie daje, nie sprawia przyjemności, czujesz się odcięty. I różne tradycje mają różne odpowiedzi - jedne mówią "czekaj", inne "zmień technikę", jeszcze inne "to jest właśnie praca". Nie ma jednolitej odpowiedzi nawet w obrębie jednej tradycji.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Kobalt Właśnie - "Suchość" to termin, który znam głównie z mistyki chrześcijańskiej, ale faktycznie pojawia się w różnych kontekstach. I ciekawe, że u mistyków to często nie był sygnał, żeby zmienić praktykę, ale żeby w niej wytrwać. Jak to się ma do tego, o czym rozmawiamy? Czy "suchość" to zawsze powód do zmiany, czy czasem właśnie powód, żeby zostać?


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Sauwak No właśnie, to jest sedno. Bo u mistyków chrześcijańskich - Jana od Krzyża i całej tej linii - "suchość" była interpretowana jako coś, co się dzieje tobie, nie z rytuałem. Ciemna noc zmysłów, potem ciemna noc ducha. Cała teoria zakładała, że to jest etap oczyszczenia, który ma swój cel. Ale to działało w ramach konkretnej doktryny, która dawała sens tej suchości. Jak przenosić to na praktykę bez doktrynalnego zaplecza, to już nie jest takie proste.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Habbia I tu jest ta kluczowa różnica. Mistyk chrześcijański wiedział, że ta suchość ma sens, bo system mu to mówił. My nie mamy systemu, który nam to potwierdzi. Więc skąd masz pewność, że twoja suchość to "ciemna noc", a nie po prostu koniec czegoś? Nie pytam retorycznie - serio nie wiem, czy da się to rozróżnić bez zewnętrznego systemu odniesienia.


Odpowiedz
Wpisy: 1015
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

A może właśnie nie da się i trzeba to zaakceptować jako wpisane w ryzyko ścieżki solowej? Że nigdy nie będziesz mieć pewności? Dla mnie to nie jest komfortowe, ale jakoś z tym żyję. Choć przyznam, że momentami chciałabym mieć tę siatkę bezpieczeństwa, którą daje tradycja. Kogoś, kto powie: tak, to co czujesz, to jest to.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Gituska Ale to "kogoś, kto powie" - to jest guru, nauczyciel, przewodnik. I tu otwiera się zupełnie inne pole problemów. Bo autorytety bywają zawodne, a uzależnienie od potwierdzenia z zewnątrz ma swoje pułapki. Czy chciałabyś mieć tę pewność od konkretnej osoby, czy raczej od systemu jako takiego?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Taurus Raczej od systemu. Od osoby to za duże ryzyko projekcji i zależności. Ale system bez żywych ludzi, którzy go przekazują, to w sumie książka. A książka nie powie ci, czy akurat twój przypadek pasuje do opisanego wzorca.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

W tradycjach inicjacyjnych jest na to konkretne rozwiązanie - mistrz obserwuje ucznia i to mistrz decyduje o przejściu na następny etap. Nie uczeń. To zdejmuje z ucznia ciężar oceny własnego stanu. Wadą jest oczywiście to, że wymaga zaufania do mistrza, które może być nadużyte. Ale zaletą jest właśnie to, że wyrywa cię z pętli samoanalizy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Kobalt Czyli rozwiązanie jednego problemu tworzy inny. Samoanalizy jest za mało bez systemu, ale system z mistrzem wprowadza zależność. Mam wrażenie, że nie ma tutaj czystego wyjścia. I może właśnie dlatego to pytanie o rozpoznanie momentu zmiany rytuału jest tak trudne - bo jest strukturalnie niemożliwe do rozwiązania bez jakiegoś kompromisu.


Odpowiedz
Wpisy: 1601
Rozpoczynający temat
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Siedzę i czytam tę rozmowę i coraz bardziej myślę, że może stawiamy sobie złe pytanie. Może nie chodzi o to, czy rytuał "przestał działać", tylko o to, czy my przestaliśmy słyszeć, co chcemy mu powiedzieć. Bo wracam do tego, od czego zaczęłam - mój rytuał z księżycem przestał mi dawać cokolwiek. Ale teraz zastanawiam się, czy to dlatego, że rytuał się wyczerpał, czy dlatego, że ja od miesięcy nie wiem, o co właściwie proszę.


Odpowiedz
14 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Betalia To jest bardzo szczere i chyba zmienia trochę ramę całej tej dyskusji. Bo jeśli intencja była rozmyta, to żaden rytuał nie wyciągnie z niej czegoś konkretnego. I pytanie, czy modyfikacja formy cokolwiek by zmieniła, skoro problem nie jest w formie.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Pajeczyna Dokładnie. Forma rytuału to trochę jak słowa w modlitwie - możesz je zmieniać do woli, ale jeśli nie wiesz, do kogo ani po co mówisz, to zmiana słów nic nie da. Betalia, a kiedy ostatnio wiedziałaś wyraźnie, o co prosisz w tym rytuale?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Ismer To jest dobre pytanie i trochę mnie przytyka. Chyba rok temu, może półtora. Był konkretny kontekst - kończyłam pewien etap i wiedziałam, że chcę przejścia, zamknięcia. Rytuał temu służył i był wyraźny. Potem sytuacja się zmieniła, a ja kontynuowałam praktykę z przyzwyczajenia, nie z potrzeby.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Betalia Wracając trochę do tego, co mówiłaś - że kontynuowałaś z przyzwyczajenia. Zastanawiam się, czy to jest zawsze złe. Może są etapy, kiedy właśnie samo podtrzymywanie formy ma sens, nawet bez wyraźnej intencji za nią? Jak utrzymywanie ognia, który kiedyś może się znowu przyda. Albo może to jest autosugestia i po prostu trudno nam przyznać, że czas skończyć.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Taurus To zależy, co rozumiemy przez "utrzymywanie ognia". Jeśli to świadoma decyzja - ok, robię to, bo chcę utrzymać kontakt z praktyką, nawet jeśli teraz nie mam konkretnej intencji - to jest jedna rzecz. Ale jeśli robimy to na autopilocie i myślimy, że coś z tego wynika, to może być właśnie to samooszukiwanie, o którym mówił Sauwak wcześniej. Różnica jest w świadomości motywu, nie w samym działaniu.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Taurus To, co powiedziałeś o utrzymywaniu ognia, siedzi mi w głowie. Bo jest jeszcze trzecia opcja - robisz coś na autopilocie, myślisz że to jest to drugie (świadoma decyzja o podtrzymaniu), a tak naprawdę to pierwsze (ucieczka przed konfrontacją z tym, że nie wiesz, czego chcesz). I to jest chyba najtrudniejsze do rozpoznania od środka.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Rasphul No właśnie, skąd wiesz, które to jest? Serio pytam, bo mam wrażenie, że sama sobie tłumaczę, że "świadomie podtrzymuję", ale jak to weryfikować?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Habbia Jeden test, który mi działa - czy przed rytuałem jest choćby chwila, kiedy pytasz siebie, po co to robisz? Nie czy chcesz to robić, tylko po co. Jeśli nie ma tej chwili i po prostu "wchodzisz w procedurę", to jest sygnał, że jesteś na autopilocie. Oczywiście to nie jest żaden ostateczny wyrok, ale przynajmniej robi miejsce na pytanie.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Sauwak A jeśli pytasz i nie masz odpowiedzi - to co? Przerywasz? Czekasz? Bo to pytanie "po co" może nie mieć odpowiedzi nie dlatego, że jej nie ma, ale dlatego, że jest za głęboko.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Sauwak Słucham tej rozmowy i myślę, że właśnie tu leży coś ważnego. Mój problem z tym rytuałem nie był w autopilocie - ja wiedziałam, że robię to z przyzwyczajenia. Problem był w tym, że to przyzwyczajenie dawało mi jakieś poczucie porządku, które bałam się stracić. I to jest zupełnie inne niż autopilot - to było świadome trzymanie się czegoś, bo bałam się, co będzie bez.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Sauwak Wracam do twojego wątku z kanałem, który przestał działać. Mam wrażenie, że ta metafora kanału jest dość precyzyjna - sugeruje, że forma była sprawna, tylko coś się zatrzymało po drodze. Ale pytanie jest inne - czy to kanał się zablokował, czy może zmienił się cel i kanał prowadzi już nie tam, gdzie trzeba?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Kobalt To jest właśnie to, czego nie umiałem rozróżnić z zewnątrz. I dlatego przez jakiś czas działałem w obie strony jednocześnie - modyfikowałem formę i jednocześnie sprawdzałem, czy intencja nie wymaga korekty. Nieefektywne, ale nie wiedziałem, od którego końca zacząć.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Sauwak I co z tego wyszło? Znaczy - metodą eliminacji doszedłeś do czegoś, czy raczej samo się rozwiązało?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Rasphul Samo się nie rozwiązało nic. Okazało się, że problem był złożony - trochę formy, trochę intencji, trochę momentu życiowego. I kiedy jedno się zmieniło, reszta zaczęła się poruszać. Ale nie powiem ci, które "jedno" było tym pierwszym. To jest rekonstrukcja wsteczna i pewnie nie jest do końca dokładna.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę w to, ale czy to nie jest właśnie odpowiedź na pierwotne pytanie tego wątku? Że rytuał nie "przestaje działać" sam z siebie - to my przestajemy mieć dla niego cel. I wtedy problem nie jest w rytuale, tylko w tym, że nie zdefiniowaliśmy, co chcemy dalej.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Fanar To jest jedno wyjaśnienie, ale nie jedyne. Znam przypadki - własne zresztą - gdzie intencja była bardzo jasna, a rytuał i tak przestawał dawać jakikolwiek efekt. I to nie było rozmycie intencji, tylko coś innego. Jakby ten konkretny kanał przestał działać, mimo że wiedziałem dokładnie, czego chcę.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Sauwak A możesz powiedzieć więcej o tym, jak to wyglądało? Bo mówisz "kanał przestał działać" - co to znaczy w praktyce? Jak to zauważyłeś?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Fanar Brak odpowiedzi w sensie zewnętrznym - intencja była, działanie było, a rzeczy, które wcześniej po rytuałach się poruszały, stały w miejscu. Przez długi czas. I nie mówię o jednym czy dwóch razach, tylko o sekwencji, która trwała na tyle długo, że trudno to było tłumaczyć przypadkiem. Potem zmieniłem podejście i coś drgnęło znowu. Nie wiem, co to mówi o mechanizmie, ale efektywnie wyglądało to jak zużyty kanał.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Sauwak To, co opisujesz, przypomina mi coś, o czym pisał Austin Osman Spare w kontekście sigilizacji - że zbytnia znajomość formy może działać kontrproduktywnie, bo świadomość przejmuje kontrolę i blokuje głębsze procesy. On to nazywał "lust of result", czyli nadmierne skupienie na wyniku, które paradoksalnie go uniemożliwia. Jego rozwiązanie było radykalne - zapomnieć o sigilu po wykonaniu. Nie wiem, czy ta logika przekłada się na inne typy rytuałów, ale coś w tym jest.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Kobalt Spare'a znam, ale zawsze miałam problem z tą koncepcją zapomnienia. Jak masz zapomnieć o czymś, na co ci zależy? To brzmi jak instrukcja "nie myśl o różowym słoniu". Czy to jest w ogóle wykonalne, czy to raczej ideał, do którego można dążyć?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Habbia On proponował konkretne techniki - m.in. zakopywanie sigilu, niszczenie go, tworzenie wielu naraz żeby żaden nie był "wyjątkowy". Chodziło o to, żeby obniżyć emocjonalny ładunek przywiązania do konkretnego celu. To jest wykonalne, ale wymaga pewnego treningu. I nie wiem, czy to jest tak naprawdę "zapomnienie", czy raczej emocjonalne zdystansowanie.


Odpowiedz
Wpisy: 1015
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

To mi bardzo pasuje do tego, co Mircea Eliade opisywał w kontekście rytuałów jako osi czasu. Że rytuał tworzy punkt stały w chaosie zmieniającego się życia. I może dlatego tak trudno go odpuścić - bo to nie o sam rytuał chodzi, tylko o tę oś. A bez niej wszystko wydaje się bardziej nieuporządkowane.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Gituska Tylko że Eliade pisał głównie o rytuałach zbiorowych, religijnych. Czy to działa tak samo przy prywatnych praktykach solowych? Nie jestem pewna, czy mechanizm jest identyczny, bo tam jest wspólnota, która tę oś trzyma razem z tobą.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Pajeczyna Dobra uwaga. Przy solowej praktyce musisz być jednocześnie tym, kto rytuał odprawia, i tym, kto daje mu znaczenie. Nie ma zewnętrznej wspólnoty, która by to zakotwiczała. I to może tłumaczyć, dlaczego samotne praktyki są bardziej narażone na tę właśnie utratę sensu - bo jeśli ty sam tracisz intencję, nie ma nikogo, kto by ją trzymał za ciebie.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Gituska Tu mam trochę inne zdanie niż ty. W praktykach solowych właśnie brak wspólnoty może działać inaczej - nie jako słabość, ale jako coś innego. Kiedy nie ma zewnętrznej walidacji, to ty sam musisz być jej źródłem. I to zmusza do większej przytomności. Można oczywiście z tej przytomności zrezygnować i wpaść w autopilot, ale kiedy jesteś sam na sam z rytuałem, trudniej jest się okłamywać przez długi czas.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Ismer Czyli mówisz, że brak wspólnoty działa jak wymuszony audyt własnej praktyki? Ciekawe. Ale jednocześnie - bez tej wspólnoty nie masz informacji zwrotnej z zewnątrz, więc twój audyt może być stronniczy. Czy nie wpadasz w pętlę, gdzie oceniasz sam siebie własnymi kryteriami?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Fanar Wpadasz, jeśli twoje kryteria są sztywne. Ale jeśli jednym z kryteriów jest właśnie pytanie "czy te kryteria nadal mają sens" - wtedy pętla jest trochę otwarta. Nie całkowicie, bo zawsze jest jakaś perspektywa, której nie widzisz. Ale nie jest to hermetycznie zamknięte.


Odpowiedz
Wpisy: 273
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Słucham i myślę o czymś prostszym - czy ktoś z was po prostu kiedyś całkowicie zrezygnował z rytuału, bez modyfikacji, bez szukania nowej formy, i to było właściwa decyzja? Nie jako krok do czegoś, tylko jako zamknięcie?


Odpowiedz
15 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Vinta Tak. I to było trudniejsze niż jakakolwiek modyfikacja. Bo modyfikacja daje złudzenie ciągłości - że czegoś nie tracisz, tylko zmieniasz. A rezygnacja jest przyznaniem, że ten rozdział się skończył. Mam jeden rytuał za sobą, który po prostu przestał mieć sens i odpuściłam. Długo miałam z tym problem, bo czułam, że coś zostawiłam.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Betalia To, co mówisz, bardzo mi bliskie. Czy ktoś miał poczucie, że odpuszczając rytuał, zrywa jakiś kontakt, który tam był? Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Jakby ta forma była mostem do czegoś i bez niej ten most znika?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Habbia Miałam coś takiego. I z czasem doszłam do tego, że ten kontakt nie był w formie rytuału, tylko ja go sobie tam umieściłam. Kiedy forma zniknęła, musiałam znaleźć inny sposób na ten kontakt. Ale to wymagało przyznania, że forma była moja, nie że kontakt w niej mieszkał.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Pajeczyna To jest może najistotniejsza rzecz w tej całej rozmowie. Bo jeśli forma jest tylko naczynikiem, który sami napełniamy sensem, to kiedy przestajemy napełniać, naczynie jest puste - ale to nie znaczy, że sens zniknął. Tylko że jest gdzie indziej. Tylko pytanie, gdzie.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Gituska Ale to "gdzie indziej" jest chyba najtrudniejszą częścią. Bo kiedy forma znika, to zostaje taka próżnia i nie wiadomo, czy szukać aktywnie, czy poczekać, aż coś samo się pokaże. Masz jakieś doświadczenie z tym, co robić w tej próżni?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Rasphul Próżnia to dosyć trafne słowo. U mnie ta próżnia trwała dość długo i przez jakiś czas próbowałam ją wypełnić czymkolwiek - próbowałam nowych form, nowych rytmów. Ale to nie działo. Dopiero kiedy przestałam traktować tę pustkę jako problem do rozwiązania, zaczęło się coś poruszać. Tylko to jest trudne do przekazania, bo brzmi jak "po prostu poczekaj", a to nie to.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Gituska To, co mówisz o próżni, jest dla mnie ważne, bo wiąże się z czymś, co mnie od dawna zastanawia. Czy ta próżnia po rytuałe jest czymś, czego powinniśmy unikać, czy ona jest częścią procesu? Mam wrażenie, że próbujemy tę przestrzeń za szybko zapełnić, bo bez formy czujemy się jakoś bezbronni.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Taurus Właśnie to - bezbronność. To słowo trafia w sedno. Kiedy rezygnowałam z tamtego rytuału, to był nie tylko koniec pewnej formy, ale też koniec pewnej ochrony. I pytanie, które sobie zadawałam, było: czy ta ochrona była realna, czy tylko wyobrażona? I do dziś nie jestem pewna, czy to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Betalia To jest naprawdę ciekawe pytanie. Bo jeśli ochrona była wyobrażona, to znaczy, że ty ją tworzyłaś - a to przecież też coś realnego. Twoja intencja, twoja uwaga, twój czas. To nie jest zero.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Habbia To rozróżnienie między "realnym" a "wyobrażonym" w kontekście praktyk jest moim zdaniem trochę fałszywe. W psychologii mówi się o efekcie placebo jako o realnym efekcie - i nikt już poważnie nie twierdzi, że placebo "nie działa". Jeśli rytuał dawał ci poczucie ochrony, to to poczucie było realne i miało realne konsekwencje. To nie jest tylko semantyka.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Ismer Ale czy z tego wynika, że każdy rytuał, który działa tylko przez poczucie, jest tyle samo wart co taki, który działa przez coś poza nami? Bo to zmienia trochę podejście do całej praktyki, nie?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Fanar To zależy, co rozumiesz przez "coś poza nami". I szczerze - nie wiem, czy to rozróżnienie jest w ogóle dostępne z pozycji obserwatora własnej praktyki. Skąd wiesz, że coś pochodzi z zewnątrz, a nie z ciebie?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Betalia Wracając do tego, co mówiłaś o bezbronności - to mi przypomina coś z kontekstu rytuałów przejścia. Van Gennep pisał o liminalności jako o fazie pomiędzy, kiedy stara rola już nie obowiązuje, a nowa jeszcze nie istnieje. I właśnie ta faza jest zawsze najtrudniejsza, bo jesteś bez definicji. Może ta próżnia po rytuałe to jest dokładnie to - liminalna przestrzeń.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Kobalt Van Gennep pisał o rytuałach przejścia w kontekście zbiorowych ceremonii - inicjacje, pogrzeby, wesela. Czy to samo dotyczy prywatnej praktyki, gdzie nie ma tej struktury plemieniowej, która cię przez tę liminalność prowadzi?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Pajeczyna Sam się nad tym zastanawiam. Może w praktyce solowej rolę przewodnika przez liminalność musisz przejąć sam, ale nie masz zewnętrznej struktury, która by wyznaczała, kiedy ta faza się kończy. I to może być powód, dla którego ta próżnia trwa dłużej i jest bardziej dezorientująca.


Odpowiedz
Wpisy: 273
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy w praktyce solowej to naprawdę jest problem, że nie ma zewnętrznego wyznacznika końca? Może właśnie brak zewnętrznego sygnału powoduje, że kończysz tę fazę kiedy naprawdę jesteś gotowy, a nie kiedy obrzęd mówi, że powinieneś być.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Vinta Coś w tym jest. Ale też widzę ryzyko po drugiej stronie - bez zewnętrznego sygnału można w tej liminalności utknąć bardzo długo i myśleć, że się jest w procesie, podczas gdy tak naprawdę się po prostu kręci w kółko.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Gituska To jest właśnie to, przed czym ostrzegałaś wcześniej - pętla bez audytu zewnętrznego. Miałem okres, kiedy przez długi czas byłem przekonany, że jestem w fazie "między", a tak naprawdę po prostu nie chciałem podjąć decyzji. Próżnia była wygodna, bo nic od niej nie wymagała.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Sauwak I jak poznałeś, że to już nie jest próżnia potrzebna, tylko unikanie?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Taurus Szczerze? Ktoś mi to powiedział wprost. Sam bym pewnie jeszcze długo racjonalizował. I to jest chyba argument za tym, czego nie ma w praktyce solowej - ktoś z zewnątrz, kto widzi cię bez twoich historii o sobie.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Sauwak Ciekawe, że mówisz o zewnętrznej perspektywie jako o tym, co przerwało pętlę - bo to trochę przeczy temu, co Ismer mówił wcześniej, że samodzielność wymusza przytomność. Może to nie jest "albo-albo", tylko zależy od etapu?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 891

@Rasphul Nie powiedziałem, że samodzielność zawsze wystarcza. Powiedziałem, że wymusza pewien rodzaj uważności. Ale ta uważność ma swoje granice - i właśnie tam zewnętrzna perspektywa może być ważna. To nie jest sprzeczność, to jest dopełnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 1601
Rozpoczynający temat
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej wymiany i myślę, że wracamy do czegoś bardzo konkretnego, od czego zaczęłam. Czy rytuał przestaje działać, bo my się zmieniamy, czy dlatego, że tracimy tę zewnętrzną kotwicę - czy to ma być wspólnota, czy choćby jedna osoba, która nas widzi? I może to jest właśnie ten moment, kiedy praktyka solowa wymaga poszerzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Tylko że nie każdy ma dostęp do kogoś, kto zna ten kontekst i komu może powiedzieć wprost - słuchaj, mam wrażenie, że kręcę się w kółko z tym rytuałem. I wtedy co? Szukasz nowej formy sam, idziesz do kogoś obcego, czy po prostu czekasz?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Habbia To jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Sam przez długi czas robiłem to, co opisujesz - czekałem. I nie żałuję, bo w pewnym momencie odpowiedź przyszła sama, ale nie wiem, czy to zasługa czekania, czy po prostu zbieg okoliczności. Natomiast to, co mi pomogło zanim ta osoba powiedziała mi wprost, że kręcę się w kółko - to prowadzenie czegoś w rodzaju dziennika praktyki. Nie duchowego, patetycznego, tylko zwykłe notatki: co robiłem, co czułem przed i po, czy coś się zmieniło. I po kilku tygodniach widać było gołym okiem, że nie. Że wchodzę w ten sam stan, wychodzę z tego samego stanu, nic nie drga. To nie zastąpiło zewnętrznego głosu, ale przynajmniej miałem coś konkretnego, zamiast mglistego "chyba coś jest nie tak".


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Sauwak Dziennik praktyki to jedno, ale mam wrażenie, że sami sobie potrafimy pisać tak, żeby to wyglądało lepiej niż jest. To znaczy, że zapiszemy "brak zmiany", ale obok dopiszemy "ale to pewnie faza przejścia" albo "może potrzebuję więcej czasu" i w sumie nic z tej notatki nie wynika, bo wytłumaczyliśmy sami sobie, że to w porządku. Miałaś kiedyś tak, że coś zapisywałaś i wiedziałaś, że kłamiesz, tylko że na papierze to jakoś brzmiało inaczej?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Gituska Dotknęłaś czegoś, co mnie zatrzymuje. Bo tak - miałam tak. Pisałam "trudny okres, wyczekuję" i gdzieś wiedziałam, że to nie jest trudny okres, tylko po prostu strach przed tym, że bez tego rytuału nie wiem, co robić. Notatka niczego nie zmieniła, bo byłam jedynym czytelnikiem i jedynym sędzią. I wtedy właśnie ta zewnętrzna perspektywa, o której mówił Sauwak, jest niezbędna - nie dlatego, że jesteśmy głupi czy ślepi, ale dlatego, że nasze własne interpretacje są zbyt miękkie wobec siebie.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 990

@Betalia Tylko że ty i Sauwak mówicie teraz o czymś, co mocno zależy od tego, kto jest tym zewnętrznym obserwatorem. Bo jeśli to ktoś, kto w ogóle nie rozumie praktyki ezoterycznej, to jego komentarz będzie albo "no przestań w końcu z tym" albo "idź do terapeuty". Żadna z tych opcji niekoniecznie trafia w meritum. Skąd wziąć kogoś, kto naprawdę może zobaczyć, czy tkwisz w pętli, a nie po prostu zrealizować własne zdanie o tym, że to w ogóle bez sensu?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Rasphul To jest właśnie problem strukturalny. W tradycjach, gdzie jest mistrz, nauczyciel, starszyzna, ten problem nie istnieje - jest ktoś, kto zna kontekst, zna cię i ma prawo powiedzieć: jesteś na złej ścieżce. W praktyce solo, i szczególnie tej, którą większość z nas tu uprawia - różnorodnej, eklektycznej, nie związanej z jedną tradycją - tego nie ma. I nie wiem, czy to jest luka do załatania, czy po prostu warunek brzegowy tej formy praktyki, który trzeba zaakceptować.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Pajeczyna Ale czy forum nie pełni trochę tej funkcji? Nie w sensie hierarchicznym, bo tu nikt nie jest mistrzem niczyim, ale w sensie właśnie zewnętrznej perspektywy. Mówię to poważnie - to, że Sauwakowi ktoś powiedział wprost, że kręci się w kółko, mogłoby się wydarzyć tutaj tak samo. Pytanie, czy ktoś by to napisał.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Taurus Szczerze? Wątpię, że byłby to taki sam efekt. Tamta rozmowa była twarzą w twarz, ta osoba znała mój kontekst od miesięcy, widziała zmiany. Tu każdy widzi tylko fragment, wycinek, to co sam napisałem. Nie mówię, że forum jest bezużyteczne, bo to nieprawda, ale to inny rodzaj lustra. Bardziej rozmyte.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: