Forum

Asystent AI
Kiedy rytuał trzeba...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy rytuał trzeba porzucić całkowicie - o rozstaniu się z praktykami

Strona 2 / 2

Wpisy: 296
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest dla mnie bardzo trafne. Miałam taką sytuację kiedy przez długi czas robiłam pewne czynności każdego ranka i one były jakby rusztowaniem dla całego dnia. Kiedy przestałam, pierwsze tygodnie były dziwne, nie dlatego że tęskniłam za samą praktyką, ale dlatego że nie wiedziałam co z tym miejscem zrobić. Jak gdyby nagle było za dużo otwartej przestrzeni.


Odpowiedz
17 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Leontyna65 I co zrobiłaś z tą przestrzenią? Zostawiłaś ją pustą, wypełniłaś czymś innym, czy sama się z czasem zagospodarowała?


Odpowiedz
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 296

@Hellan Przez jakiś czas zostawiłam. Trochę z przekory, trochę dlatego że nie wiedziałam co chcę. Potem samo się zaczęło coś wchodzić, ale nie narzucałam sobie żadnego konkretnego kształtu. Nie wiem czy to dobra metoda czy nie, ale jakoś zadziałało.


Odpowiedz
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 289

@Leontyna65 To ciekawe co Leontyna65 pisze o przestrzeni. Ja to rozumiem, bo sam kilka razy próbowałem coś porzucić i zawsze szybko próbowałem to zastąpić czymś nowym. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale ta pustka była dla mnie nieznośna.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Czarodziej A skąd wiesz że to było porzucenie a nie po prostu zamiana? Pytam bez złośliwości, bo to jest subtelna granica. Jeśli od razu wchodziło coś nowego, to ta stara praktyka mogła nigdy nie dostać swojego właściwego zakończenia.


Odpowiedz
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 289

@Sauwak Nie wiem. Szczerze, to nie wiem. Może właśnie dlatego te "porzucenia" wracają i nigdy nie czuję że naprawdę skończyłem. Coś mnie siedzi z tyłu głowy.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Czarodziej To co Czarodziej opisuje - że wraca - jest chyba jednym z bardziej wyraźnych znaków że coś nie zostało domknięte. Słyszałam kiedyś takie porównanie, że niezamknięta praktyka działa jak otwarta zakładka w przeglądarce, zużywa zasoby nawet jak jej nie widać. Nie pamiętam skąd to, ale utkwiło mi.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Dagma Otwarta zakładka - to jest dobre porównanie, bo ja tak mam. Kilka rzeczy, o których niby nie myślę, a jednak gdzieś tam działają i robią szum. Ale jak je zamknąć skoro nie wiesz od czego zacząć?


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Tosia93 dotknęła czegoś, o czym jeszcze nie mówiliśmy wprost. Bo przez cały wątek rozmawiamy o tym jak rozpoznać moment porzucenia, jak to domknąć, co po tym zostaje. Ale czy ktoś zastanawiał się nad tym co jest minimum, od czego zacząć kiedy w ogóle nie wiesz jak podejść do zamknięcia? Nie co robić kiedy jesteś gotowy, tylko co robić kiedy nie wiesz od czego zacząć.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Arbogi dotknął czegoś co mnie od dawna siedzi w głowie. To minimum. Bo przez lata obserwowałem że ludzie albo próbują zrobić wielkie zamknięcie z całą ceremonią, albo nie robią nic i liczą że samo przejdzie. Ani jedno ani drugie zwykle nie działa. Ale co jest między tym? Nie wiem czy mam gotową odpowiedź, pytam serio.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Hellan Ja bym zaczął od jednej rzeczy. Dosłownie jednej. Nie od planu, nie od ceremonii, tylko od momentu kiedy sobie powiedzisz wprost: "to się skończyło". Nie w głowie, ale na głos albo na papierze. Brzmienie własnego głosu coś zmienia. Nie twierdzę że to załatwia sprawę, ale to jest punkt zero od którego można cokolwiek ruszyć.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Sauwak Ale co jeśli nie jesteś pewna czy to się skończyło? Bo właśnie o tym pisałam wcześniej. Nie mogę powiedzieć "to się skończyło" skoro nie wiem czy tak jest. Wydaje mi się że to błędne koło.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Tosia93 Może właśnie nie musisz być pewna żeby to powiedzieć? Zastanawiam się nad tym. Jak decydujesz że kończysz czytać książkę, nawet jeśli nie jesteś do końca nasycona? W pewnym momencie odkładasz. To nie jest pewność, to jest decyzja. Może z praktykami jest podobnie.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Tosia93 Wracam do pytania Tosia93 o to jak zacząć kiedy nie wiesz od czego. Sauwak powiedział o powiedzeniu tego na głos. Hellan wskazał na powrót jako test. Ale jest jeszcze jeden aspekt który tu nie padł. Fizyczny porządek. Mam na myśli konkretne przedmioty, miejsca, układy które były związane z praktyką. Znam przypadki gdzie sama zmiana fizycznego otoczenia, dosłownie przeniesienie czegoś albo uprzątnięcie jakiegoś kąta, robiła więcej niż najpiękniejsza ceremonia domknięcia. Ciało reaguje na przestrzeń inaczej niż umysł.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Arbogi To ciekawe co Arbogi pisze o przestrzeni, bo ja mam taką szufladę. Doslownie. Są tam rzeczy z jednej praktyki którą niby skończyłam. I za każdym razem jak ją otwieram to jest jakiś dyskomfort. Nie wielki, ale jest. Zastanawiam się czy to właśnie o to chodzi.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Tosia93 Myślę że masz sama odpowiedź. Ten dyskomfort to sygnał, nie przypadek. Ale co cię powstrzymuje żeby to ruszyć? Bo widzę że piszesz "zastanawiam się" jakbyś czekała na pozwolenie.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Dagma Chyba tak. Czekam na jakiś znak że to dobry moment. Albo na pewność że jak to wyrzucę to nie pożałuję.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Tosia93 Pewność że nie pożałujesz nie przyjdzie przed działaniem. To jest jeden z tych przypadków gdzie pewność jest po drugiej stronie decyzji, nie przed nią. Słyszałem kiedyś że porzucenie praktyki jest jak wyjście z pokoju, nie możesz wiedzieć co jest za drzwiami dopóki nie wyjdziesz.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku. Czy wy w ogóle rozróżniacie porzucenie od przerwy? Bo ja kilka razy myślałem że coś porzucam, a po kilku miesiącach wracało. I nie wiem czy to znaczy że nigdy tego nie porzuciłem, czy po prostu potrzebowałem czasu.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Czarodziej To jest bardzo konkretne pytanie. Moim zdaniem różnica jest w tym czy wracasz do dokładnie tego samego czy do czegoś zmienionego. Jeśli po przerwie robisz to identycznie, jakbyś nigdy nie skończył, to raczej była przerwa. Jeśli wracasz i coś jest inne, ty jesteś inny w tym, to może być nowe otwarcie a nie kontynuacja.


Odpowiedz
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 296

@Hellan O, to co Hellan pisze jest dla mnie ważne. Ja właśnie tak miałam. Wróciłam do jednej rzeczy po długim czasie i naprawdę byłam inną osobą w tym. To samo działanie, ale z zupełnie innym środkiem ciężkości. Wcześniej nie umiałam tego opisać ale teraz widzę że to była nowa praktyka, nie stara.


Odpowiedz
(@wandalena)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 374

@Leontyna65 Ale jak wy rozpoznajecie ten "środek ciężkości"? Bo ja to rozumiem metaforycznie ale nie wiem jak to sprawdzić u siebie. Czy to jest intuicja czy cos co można jakoś zbadać? Pytam bo często sie łudzę ze coś sie u mnie zmieniło a potem okazuje sie ze wcale nie.


Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Wandalena Dla mnie to się sprawdza przez to jak reaguję na trudność. Jeśli wracam do czegoś i przy pierwszej przeszkodzie odpada mi motywacja tak samo jak kiedyś, to nic się nie zmieniło. Jeśli przy tej samej przeszkodzie reaguję inaczej, nawet nie wiem czemu, to coś się jednak ruszyło. Ale to nie jest metoda, to obserwacja.


Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 969

@Mediumka, a skąd wiesz że to nie jest tylko dobry dzień albo dobry nastrój? Że akurat teraz jesteś w lepszym miejscu i to sprawia że trudność mniej boli, ale za tydzień będzie tak samo jak kiedyś?


Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Nibir Nie wiem. I to jest szczera odpowiedź. Nie ma tu żadnej pewności. Ale myślę że jeśli o to chodzi, to nic w tej dziedzinie nie daje pewności. Pracujesz z tym co masz i obserwujesz. Jeśli po kilku tygodniach ta "różnica" się utrzymuje, to może coś w tym jest. Może.


Odpowiedz
Wpisy: 393
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Patrzę na tę rozmowę i zastanawiam się czy nie ma tu też wymiaru czasu który pomijamy. Mówimy o decyzjach, o znakach, o fizycznych przestrzeniach, ale mam wrażenie że część tych "utknięć" ma swój wyczucie czasu i żadna decyzja nie przyspieszy czegoś co po prostu nie dojrzało. To nie jest wymówka żeby nic nie robić, ale może warto się zapytać kiedy coś ciągnie do działania a kiedy ciągnie dlatego że nie możemy usiedzieć z niepokojem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Celestyna.ka A jak odróżnić jedno od drugiego? Bo to jest dla mnie sedno całej tej dyskusji. Działanie z gotowości kontra działanie z niepokoju. Z zewnątrz wygląda tak samo.


Odpowiedz
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 393

@Hellan Z zewnątrz tak. Ale od środka jest ta różnica napięcia. Działanie z gotowości ma w sobie jakieś rozluźnienie nawet jeśli jest trudne. Działanie z niepokoju jest napięte, szybkie, chce żebyś był zajęty. Przynajmniej u mnie tak to działa, nie twierdzę że to reguła.


Odpowiedz
Wpisy: 476
(@begonia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Weszłam w połowie tej dyskusji i chcę się zapytać o coś co mnie nurtuje. Czy wy w ogóle rozmawialiście o tym co zostaje po porzuconej praktyce? Bo widzę dużo o tym jak porzucać, jak rozpoznawać, co robić z przestrzenią. Ale to co zostaje, jakiś ślad, nawyk, wzorzec myślenia, to chyba też jest część tej całości. I co z tym?


Odpowiedz
14 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Begonia Dobre pytanie o ślad. Ja mam wrażenie że to jest właśnie to co najdłużej zostaje i najtrudniej to opisać. Nie chodzi o wiedzę, bo wiedza to osobna sprawa. Chodzi o coś w rodzaju... odruchu? Przez długi czas po tym jak przestałem pracować z pewnym systemem, łapałem się na tym że wchodzę w stary sposób myślenia o trudnej sytuacji. Jakby ciało pamiętało zanim głowa zdążyła zareagować.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Hellan To co Hellan opisuje to jest coś co w różnych tradycjach traktuje się bardzo różnie. W niektórych podejściach ten ślad jest pożądany, jest dowodem że praktyka weszła głębiej niż poziom intelektualny. W innych jest traktowany jako przywiązanie które trzeba rozluźnić. Nie ma jednej odpowiedzi, ale warto się zapytać siebie po której stronie tego chcesz być.


Odpowiedz
(@begonia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Arbogi No właśnie, bo ja pytałam trochę z niepokojem, a ty to odwróciłeś. Nie pomyślałam że ten ślad może być neutralny albo nawet dobry. Zazwyczaj jak coś zostaje po czymś co "skończyłam", to automatycznie zakładam że coś poszło nie tak. A może po prostu jest i tyle?


Odpowiedz
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 393

@Begonia Ale to zależy co zostaje, nie? Jeśli zostaje jakiś refleks, skojarzenie, sposób patrzenia, to jedno. Jeśli zostaje poczucie winy albo niespełniony obowiązek wobec tej praktyki, to zupełnie inna historia. Mnie bardziej interesuje to drugie, bo to jest moim zdaniem to co blokuje prawdziwe porzucenie.


Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 969

@Celestyna.ka A skąd wiesz że to poczucie winy a nie po prostu tęsknota? Bo mi się wydaje że to może być bardzo podobne w odczuciu, przynajmniej z zewnątrz.


Odpowiedz
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 393

@Nibir Tęsknota ciągnie do czegoś, ma jakiś kierunek. Poczucie winy odpycha i jednocześnie nie pozwala odejść. Jakbyś stał tyłem do drzwi i nie mógł zrobić kroku w żadną stronę. Przynajmniej tak to u mnie wygląda kiedy próbuję to rozróżnić.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Celestyna.ka Czytam to i mam wrażenie że moje coś z tą szufladą to jednak bardziej poczucie winy. Bo jak Celestyna.ka pisze o tym staniu tyłem do drzwi, to mnie to uderzyło. Nie tęsknię za tą praktyką. Naprawdę nie. Ale coś mi nie pozwala po prostu zamknąć tematu.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Tosia93 I to jest może ważniejsze pytanie niż "czy mam to porzucić". Skąd to poczucie winy? Wobec kogo albo czego czujesz ten obowiązek? Bo sama szuflada jest tylko szufladą. Pytanie co ona reprezentuje.


Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Celestyna.ka Ja to widzę bardzo konkretnie w swojej pracy. Są ludzie którzy przychodzą z poczuciem że zdradzili coś, nauczyciela, system, samych siebie, tylko dlatego że przestali. Jakby sama decyzja o odejściu była czymś czego trzeba się wstydzić. I to jest dokładnie to o czym Celestyna.ka mówi, tylko w bardziej wyraźnej formie.


Odpowiedz
(@wandalena)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 374

@Mediumka Ale czy nie ma też czegoś takiego że praktyka sama w sobie ma cos co nie pozwala odejść? Pytam nie metaforycznie, ale dosłownie. Niktore systemy są zbudowane tak, że jak tylko zaczniesz to jesteś w pewnym sensie związany. Spotkałam sie z tym, ze były jakies zobowiązania które trzeba bylo formalnie zakończyć inaczej ta energia czy cokolwiek to jest, po prostu wisała.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Wandalena To jest całkiem poważny temat. Niektóre tradycje, szczególnie inicjacyjne, mają jasne procedury wyjścia właśnie dlatego że traktują to serio. Nie chodzi o straszenie, chodzi o domknięcie. Problem jest gdy ktoś zaangażował się w coś co miało takie założenie ale nikt mu tego nie powiedział.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Hellan trafił w sedno. Znam kilka takich przypadków gdzie ktoś wchodził w system nie wiedząc że ma on określoną logikę wyjścia. I potem to "poczucie winy" czy "dyskomfort" które opisuje Tosia93 może mieć bardzo konkretne źródło, nie psychologiczne, tylko po prostu niedomknięty proces. Szuflada to objaw, nie przyczyna.


Odpowiedz
(@begonia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Mediumka Wracam do tego co Mediumka powiedziała o poczuciu zdrady. Bo to mnie zatrzymało. Czy to jest zawsze problem, czy czasem to poczucie zdrady jest właśnie sygnałem że odchodzimy od czegoś co naprawdę miało dla nas znaczenie, a nie że coś robimy źle?


Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Begonia Dobra uwaga. Myślę że tak, może być jedno i drugie. Tyle że jeśli odejście od czegoś ważnego zostawia smutek albo żal, to jest inaczej niż to poczucie obowiązku wobec systemu. Smutek po czymś ważnym jest ludzki. To poczucie że "nie można" albo "nie wolno" odejść to już coś innego, bardziej jak uwięzienie.


Odpowiedz
Wpisy: 375
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

To mnie trochę niepokoi. Jak miałabym sprawdzić czy coś takiego dotyczy mojego przypadku? Czy mówicie o jakichś konkretnych tradycjach czy to może być coś bardziej popularnego, takiego do którego człowiek może trafić przez internet?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Tosia93 Nie musisz się bać na zapas. Zależy o czym mówimy. Większość tego co jest dostępne "przez internet" nie ma takiej struktury, bo żeby system miał logikę wyjścia, musi mieć też dużo bardziej skomplikowaną strukturę wejścia. Ale powiedz więcej o tej praktyce, bez nazwy jeśli nie chcesz, ale czego dotyczyła. Wtedy można coś sensowniejszego powiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej części rozmowy i mam pytanie może naiwne, ale nie potrafię go nie zadać. Czy jeśli ktoś wchodzi w coś bez świadomości tych zobowiązań, to te zobowiązania i tak działają? Bo to by było trochę niesprawiedliwe.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Czarodziej To nie jest naiwne pytanie, to jest jedno z poważniejszych pytań w tym obszarze. Różne tradycje odpowiadają różnie. Są takie które mówią że intencja i świadomość są kluczowe, więc bez nich nie ma zobowiązania. I są takie które mówią że sam akt, nawet nieświadomy, angażuje. Nie ma jednej odpowiedzi która pasuje do wszystkiego.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest tak ważne co piszecie. Ja przez długi czas myślałam że mi jest smutno po skończeniu jednej rzeczy bo tęsknię. A jak teraz czytam tę rozmowę to zaczynam się zastanawiać czy nie było w tym też czegoś z tego poczucia obowiązku. Może jedno nakładało się na drugie i dlatego tak długo nie mogłam wyjść z tego stanu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Leontyna65 I może dlatego tak trudno to rozplątać od środka. Bo jeśli smutek i poczucie winy są wymieszane, to każda próba ruszenia jednego rusza też drugie. Ciekawi mnie czy był jakiś moment kiedy poczułaś że jedno się oddziela od drugiego, albo że jedno odpuściło pierwsze.


Odpowiedz
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 296

@Dagma Nie wiem czy był jeden taki moment. Raczej to było powolne. Najpierw przestałam czuć ten ucisk kiedy myślałam o tej praktyce, a dopiero potem zorientowałam się że to co zostało to jest coś spokojniejszego. Ale czy to oznacza że smutek był tylko poczuciem winy? Nadal nie jestem pewna.


Odpowiedz
Wpisy: 393
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zastanawiam się czy w ogóle to musi być jedno albo drugie. Bo może poczucie winy potrafi przykleić się do czegoś co naprawdę straciłaś i wtedy naprawdę nie wiadomo gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie. Jak ból zęba który promieniuje w całą żuchwę, nie wiesz dokładnie skąd pochodzi.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 969

@Celestyna.ka Ale jeśli nie można tego rozróżnić, to jak w ogóle podjąć decyzję? Bo rozumiem że rozplątanie tych dwóch rzeczy ma jakiś cel praktyczny, żeby wiedzieć co zrobić dalej. A jeśli nie da się tego rozplątać?


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Nibir Może cel nie jest w tym żeby rozplątać przed decyzją, tylko żeby decyzja pomogła to rozplątać. Czyli nie czekasz aż zrozumiesz, tylko robisz ruch i potem widzisz co zostaje. Mnie to przynajmniej tak działa.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Dagma To co Dagma pisze ma sens, ale jest w tym pewne ryzyko jeśli mówimy o tradycjach które mają tę swoją logikę zobowiązań. Bo tam decyzja podjęta bez rozumienia tego co się porzuca może zostawić coś niezamkniętego. I wtedy nie jesteś ani w środku ani na zewnątrz.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Arbogi Okej ale ja wciąż siedzę z tym swoim pytaniem praktycznym. Mówiłam o tej szufladzie. To nie jest żadna tradycja inicjacyjna, to były rzeczy zebrane przez kilka lat, trochę z internetu, trochę z książek. Czy tu w ogóle jest co zamykać formalnie?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Tosia93 Powiedz mi jedno: czy kiedy do tej szuflady trafiały te rzeczy, towarzyszyło temu coś co mogłabyś nazwać obietnicą? Nie musi być wypowiedziana na głos, może być coś w stylu "będę to robić regularnie" albo "to jest moja praktyka". Bo to ma znaczenie.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Sauwak Dokładnie o to chodzi. Intencja wypowiedziana albo pomyślana jako zobowiązanie, nawet wobec siebie samej, ma inną wagę niż po prostu zbieranie ciekawych rzeczy. To nie jest kwestia tradycji, to kwestia tego co ty sama w to włożyłaś.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Hellan Chyba tak było. Pamiętam że jak zaczynałam, to miałam poczucie że to jest coś co będę robić zawsze. Nie powiedziałam tego nikomu, ale sama sobie tak to ułożyłam w głowie.


Odpowiedz
(@wandalena)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 374

@Hellan Hej, wchodze w te watek bo mi Hellan odpisał wcześniej i chciałam go dopytać. Mówiłes o tradycjach inicjacyjnych które mają procedury wyjscia. Znasz jakis przykład konkretny? Bo niekoniecznie musi być ezoteryczny, może być w ogóle jakiś system który to poważnie traktuje?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Wandalena Kilka przychodzi mi na myśl. Na przykład niektóre szkoły hermetyczne mają rytuały demisji, dosłownie formalne odejście gdzie oddaje się symbole przynależności i wypowiada intencję wyjścia. W bardziej tradycyjnych liniach szamanistycznych też bywa coś podobnego, rozstanie z duchem opiekuńczym następuje przez konkretny akt, nie przez samo zaprzestanie praktyki. Ale to są systemy z dużo bardziej skomplikowaną strukturą niż to o czym mówi Tosia93.


Odpowiedz
Wpisy: 445
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

I tu właśnie jest sedno. To zobowiązanie wobec siebie bywa twardsze niż jakikolwiek rytuał inicjacyjny, bo jest wewnętrzne i nie ma zewnętrznej procedury żeby je zamknąć. Widziałam to wielokrotnie. Ludzie szukają jakiegoś gestu na zewnątrz, a rozwiązanie jest zupełnie gdzie indziej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@begonia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Mediumka A gdzie według ciebie jest to rozwiązanie? Pytam konkretnie, bo mam wrażenie że często w takich rozmowach dochodzimy do diagnozy ale potem ucinamy.


Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Begonia To jest uczciwe pytanie. Powiem jak to widzę, bez udawania że mam jedną odpowiedź. Moim zdaniem to wymaga rozmowy z samą sobą, takiej naprawdę świadomej, w której mówisz na głos albo piszesz: "wtedy obiecałam sobie to i to, teraz rozumiem dlaczego to się zmieniło i zwalniam siebie z tej obietnicy". Brzmi banalnie, ale działa inaczej niż tylko myślenie o tym.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tego i zastanawiam się nad czymś. Czy ta różnica między "zobowiązaniem wobec siebie" a "zobowiązaniem wobec systemu" jest zawsze oczywista? Bo mam wrażenie że kiedy ktoś wchodzi w jakąś praktykę przez dłuższy czas, to ta granica może się zacierać.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Czarodziej Bardzo dobre pytanie i właściwie dotyka jednej z ciekawszych kwestii w tym temacie. System który praktykujesz długo zaczyna kształtować twoje myślenie od środka. I w pewnym momencie jego logika staje się twoją własną logiką, bez żadnej wyraźnej granicy. Więc poczucie zobowiązania może być twoje albo może być zinternalizowane z zewnątrz, ale z perspektywy wewnętrznej wygląda tak samo.


Odpowiedz
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 393

@Arbogi I to jest chyba jeden z powodów dla których porzucenie długiej praktyki bywa takie trudne. Nie tylko porzucasz czynności, porzucasz też pewien sposób interpretowania rzeczywistości który zdążył się wbudować. Pytanie czy to jest coś czego chcesz się pozbyć, czy może wolisz to zatrzymać nawet bez samej praktyki.


Odpowiedz
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 296

@Celestyna.ka To co pisze Celestyna.ka bardzo do mnie przemawia. Bo ja chyba właśnie to zrobiłam nieświadomie. Porzuciłam czynności, ale ten sposób patrzenia na pewne rzeczy mi został i teraz nie wiem czy to jest moje czy zapożyczone. Chociaż z drugiej strony, po kilku latach, czy w ogóle ma sens to rozróżniać?


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Leontyna65 Mnie bardziej interesuje inne pytanie. Czy ten sposób patrzenia który ci został jest dla ciebie użyteczny albo przynajmniej neutralny, czy ciągnie cię gdzieś gdzie nie chcesz iść? Bo jeśli to pierwsze, to może właśnie o to chodziło od początku i sama praktyka była tylko drogą do niego.


Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 969

@Arbogi Słuchajcie, cofam się trochę do tego o czym Arbogi pisał wcześniej, o tym stanie "ani w środku ani na zewnątrz". Czy macie jakiś sposób żeby sprawdzić u siebie czy się w nim jest? Bo jak słyszę opis, to wydaje mi się że mogę to rozpoznać, ale nie jestem pewien czy to właśnie to czy po prostu zwykłe zawieszenie między jedną praktyką a drugą.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Nibir To pytanie Nibira o sprawdzenie czy się jest w tym stanie - nie mam gotowej odpowiedzi, ale jak to u siebie rozpoznawałem, to był taki sygnał: kiedy myślałem o praktyce, to nie pojawiało się ani "chcę to robić", ani "nie chcę tego robić", tylko coś w rodzaju "powinienem". I to "powinienem" nie miało żadnego źródła które mógłbym wskazać. Ani radość, ani lęk, ani zobowiązanie wobec kogoś konkretnego. Taki bezkształtny ciężar bez adresu.


Odpowiedz
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 393

@Arbogi Ja bym to inaczej podzieliła. Jest faza kiedy czujesz że coś jest nie tak, ale jeszcze nie wiesz co. Potem faza kiedy zaczynasz rozumieć ale nie możesz się ruszyć. I dopiero trzecia kiedy ruszasz się w jakąś stronę. Ten opis Arbogiego to dla mnie brzmi jak ta środkowa. Ruch jest zablokowany, rozumienie niepełne. I tam właśnie można siedzieć bardzo długo.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Celestyna.ka Ale ta środkowa faza to może być kwestia tygodni albo lat, nie? Mnie interesuje czy da się z niej wyjść celowo czy ona sama się rozwiązuje w jakimś momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 969
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

To jest naprawdę precyzyjny opis. Bo "powinienem" bez źródła to coś zupełnie innego niż "powinienem bo obiecałem" albo "powinienem bo to ma dla mnie sens". Zastanawiam się tylko czy to jest stan "pomiędzy" o którym mówiłeś, czy może coś wcześniejszego, zanim w ogóle dojdzie do decyzji o porzuceniu.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Z mojego doświadczenia to zależy od tego skąd ta blokada pochodzi. Jeśli wynika ze strachu przed tym co będzie po - to można ją ruszyć świadomie, przez konfrontację z tym co się boisz stracić. Ale jeśli wynika z tego że nie ma jeszcze gotowej narracji na to czym było to co porzucasz, to żadna praca wolitarna nie pomoże. Potrzebujesz po prostu więcej czasu żeby ta narracja dojrzała.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 296

@Hellan To co Hellan pisze o narracji - to jest coś co mi się mocno odezwało. Kiedy skończyłam z moją poprzednią praktyką, przez długi czas nie umiałam opowiedzieć co to było. Nie w negatywnym sensie, po prostu nie miałam słów. I teraz jak o tym myślę, to chyba właśnie dlatego czułam się tak dziwnie zawiązana z czymś czego już nie robiłam. Narracja w końcu przyszła sama, ale zajęło to naprawdę dużo czasu.


Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Leontyna65 I kiedy ta narracja przyszła, to poczułaś że coś się zamknęło? Pytam bo słyszałam podobne opisy od kilku osób i za każdym razem to właśnie ten moment opowiedzenia sobie czym coś było wydawał się kluczowy, nie samo zaprzestanie praktyki.


Odpowiedz
(@leontyna65)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 296

@Mediumka Tak, dokładnie tak to wyglądało. Chociaż nie wiem czy "zamknięte" to dobre słowo. Raczej jakby dostało kontury i przestało być mgłą. Mgła przy tym była bardziej uciążliwa niż myślałam.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Mediumka Wracam do swojego przypadku, bo mam teraz inne pytanie. Mówiłam o tej szufladzie i o tym że sama sobie obiecałam. Mediumka pisała o rozmowie z sobą, o powiedzeniu na głos co się obiecało i co się teraz zmienia. I chciałam zapytać - czy to musi być jakieś uroczyste, czy może być zwykłe? Bo mam wrażenie że jak próbuję coś robić z namaszczeniem, to od razu zaczynam się czuć sztucznie.


Odpowiedz
(@begonia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 476

@Tosia93 Dobre pytanie i myślę że odpowiedź jest prostsza niż się wydaje. Uroczystość nie jest warunkiem. Warunkiem jest że ty sama uznasz to za wystarczające. Możesz powiedzieć to rano przy kawie w piżamie i to będzie tak samo ważne jak przy świecach, jeśli sama uznasz że tak jest. Przynajmniej tak to widzę.


Odpowiedz
(@wandalena)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 374

@Hellan Mam pytanie trochę z boku ale związane z tym co Hellan pisał o tych formalnycch procedurach wyjścia w różnych systemach. Wspominałeś o hermetycznych szkołach i szamanizmie. Ale co z tradycjami które nie mają żadnej strikturyzowanej ściezki wyjscia, czy to znaczy że się z nich nie wychodzi oficjalnie, czy że każdy musi to jakoś sam wymyśleć?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Wandalena Większość tradycji nie ma skodyfikowanego wyjścia i to jest o tyle ciekawe, że w wielu z nich odejście bywa traktowane jako coś czego się nie przewiduje, nie bo to zakaz, ale bo sama logika tradycji zakłada że jest się wewnątrz na stałe albo nie jest się wcale. Niektóre linie sufickie mają coś w rodzaju ceremonii pożegnania z nauczycielem, ale to nie jest to samo co formalne zamknięcie zobowiązania wobec systemu. W praktyce więc rzeczywiście dużo osób musi to wymyślić samodzielnie, często sięgając po formy z innych kontekstów.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Hellan To co Hellan mówi jest ważne, bo ujawnia coś co wiele osób omija w tym temacie. Brak procedury wyjścia w tradycji nie znaczy że wyjście jest zakazane albo niemożliwe. Znaczy często tyle, że twórcy tej tradycji po prostu nie myśleli o tym scenariuszu, bo ich horyzont był inny. I stąd ta konieczność improwizowania, która dla wielu osób jest właśnie najtrudniejsza - nie wiedzą czy "robią to dobrze", bo nie ma wzorca.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Słuchajcie, mam takie wrażenie że rozmawiamy o porzucaniu praktyk jakby to zawsze był proces rozciągnięty w czasie. Ale czy nie zdarza się tak że ktoś po prostu przestaje z dnia na dzień i to mu wystarczy? Nie pytam złośliwie, zastanawiam się czy to co opisujecie jest regułą czy jedną z możliwości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Czarodziej Zdarza się, ale to zależy od głębokości zakorzenienia. Jeśli praktyka była głównie proceduralna, bez tej warstwy zobowiązania o której mówiła Mediumka wcześniej, to tak, można po prostu skończyć i tyle. Ale jeśli było to coś co kształtowało sposób myślenia przez lata, to rzadko kiedy zatrzaśnięcie drzwi na raz cokolwiek rozwiązuje. Zwykle po prostu przesuwa problem w czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 969
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

No i to chyba jest odpowiedź na pytanie które zadałem wcześniej, z tym sprawdzaniem czy się jest w stanie pomiędzy. Część tego zawieszenia może właśnie brać się z tego że szukasz potwierdzenia które nigdzie nie istnieje. Nie ma kto powiedzieć "tak, wyszedłeś poprawnie", bo nikt tego nie przewidział.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

To jest smutne i jednocześnie wyzwalające jeśli się to odwróci. Brak procedury oznacza też że nikt nie może powiedzieć że wyszedłeś niepoprawnie. Forma którą sobie wymyślisz jest tak samo legalna jak każda inna, bo punkt odniesienia nie istnieje. Nie wiem czy to kogoś uspokaja, ale mnie by.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mediumka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 445

@Dagma Zgadzam się z Dagmą, chociaż dodałabym jedno zastrzeżenie. Brak zewnętrznego wzorca nie znaczy że każda forma jest tak samo skuteczna dla ciebie konkretnie. Można wymyślić coś co formalnie zamknie sprawę, ale emocjonalnie i psychicznie w ogóle tego nie dotknie. I wtedy masz zamknięte na papierze i otwarte w sobie. Więc kwestia formy to jedno, ale kwestia tego czy ta forma w ogóle dociera do miejsca gdzie siedzą te zobowiązania, to osobne pytanie.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: