To jest jedno z najtrudniejszych pytań, jakie można zadać. Szczerze? Nie ma prostego testu. Ale są pewne sygnały - jeśli masz wiedzę milczącą, to po fakcie, gdy ktoś ci opisze, dlaczego dany składnik pasował lub nie pasował, coś w tobie mówi 'tak, to znałam' albo 'tak, to czułam'. Jeśli odpowiedź brzmi 'wow, nie wiedziałam tego w ogóle', to raczej nie była wiedza milcząca, tylko skojarzenie. Kaja, jak ty teraz reagujesz na to, co Paprotka powiedziała o rozmarynie w tradycji śródziemnomorskiej?
Może warto by tutaj postawić pytanie, które gdzieś w tej rozmowie gdzieś się kręci, ale nie było powiedziane wprost - czy rytuał, który nie jest w pełni rozumiany przez wykonującego, może w ogóle działać tak jak powinien? Bo to nie jest pytanie tylko o zmianę składnika w połowie, to jest pytanie o to, czym jest intencja i świadomość w całym tym procesie.
Pytanie Kai jest właściwie centralnym pytaniem tej rozmowy - czy rytuał, który nie jest w pełni rozumiany przez wykonującego, może działać zgodnie z intencją? I zanim ktokolwiek odpowie, chciałbym doprecyzować: czy mówimy o rozumieniu systemu, z którego rytuał pochodzi, czy o rozumieniu konkretnych elementów tego konkretnego rytuału? Bo to są dwie różne rzeczy.
Ja chyba rozumiałam ogólnie to co robię, ale nie rozumiałam tego jednego elementu - mety. I właśnie dlatego nie wiedziałam czy mogę ją zamienić, bo nie wiedziałam, co ona robiła w tym kontekście. Gdybym to wiedziała, to albo bym zamieniła świadomie jak Paprotka, albo zatrzymała. Zamiast tego zrobiłam coś pomiędzy.
To co opisuje Kaja to jest naprawdę powszechny problem - przejmujemy rytuały z różnych źródeł, nie zawsze z pełnym kontekstem, i potem stajemy przed decyzją, nie mając wszystkich informacji. Mam pytanie do Kaji - skąd w ogóle brałaś ten rytuał? Był z jakiegoś systemu, książki, czy raczej złożony z różnych elementów?
No ale to jest chyba bardzo częsta praktyka, nie? Że ludzie łączą elementy z różnych systemów. I to prowadzi do następnego pytania - jeśli rytuał jest eklektyczny, to jakie w ogóle masz reguły dotyczące zamiany składników? Bo każdy system ma swoje zasady, a przy eklektycznym nie ma żadnego nadrzędnego.
Wracam do pytania Kosmy, bo ono nadal wisi bez odpowiedzi. Moje zdanie - rytuał bez rozumienia może działać, ale nie będziesz wiedzieć dlaczego ani kiedy nie zadziała. I to jest problem właśnie przy decyzjach w połowie. Rozumienie daje ci możliwość korekty. Bez niego działasz na ślepo i każda korekta jest zakładem.
A czy w ogóle 'działanie' rytuału to nie jest trochę subiektywna ocena? Pytam szczerze, bo zastanawiam się, jak można stwierdzić że rytuał zadziałał albo nie, zwłaszcza jeśli nie rozumiałaś wszystkich elementów. Skąd wiesz, że to co nastąpiło po rytuale to skutek właśnie tego rytuału?
Mam takie naiwne pytanie - czy ktoś w ogóle prowadzi jakiś dziennik rytuałów, żeby porównać co zadziałało a co nie? Bo wydaje mi się że bez tego ciężko powiedzieć cokolwiek konkretnego o efektach.
Ja prowadzę notatki od dłuższego czasu i właśnie dlatego mogę powiedzieć, że po tym rytuale z rozmarynową zamianą coś było inaczej niż przy poprzednich podobnych rytuałach. Nie wiem czy to przez zamianę, ale odczucie było inne - mniej zamknięte, bardziej zawieszone. Dlatego w ogóle zadałam to pytanie.
To 'zawieszone' jest ciekawym określeniem. Masz na myśli że rytuał nie doszedł do jakiegoś punktu końcowego, który normalnie czujesz? Że brakło czegoś co zamknęłoby całość?
To co mówi Kaja to brzmi jak brak zakończenia ceremonialnego - rytuał ma zwykle jakiś punkt zamknięcia, który sygnalizuje że przestrzeń wraca do normalności. Jeśli zmiana składnika zaburzyła strukturę, to może nie tyle rytuał 'nie zadziałał', co nie dobiegł końca w rozumieniu samej ceremonii. To jest inny problem niż efektywność.
No i tu wróciłyśmy do początku - gdyby Kaja wiedziała co meta robi, wiedziałaby też co straci zamieniając ją na rozmaryn. Może właśnie meta była tym elementem zamykającym, a rozmaryn nie ma tej samej funkcji. Ale żeby to sprawdzić, trzeba by wiedzieć, skąd pochodzi użycie mety w tym kontekście i co symbolizuje.
No i tak sobie myślę o tym co napisał Wolchw - że rytuał może nie dobiec końca strukturalnie, a mimo to coś zadziałać. Czy to nie jest trochę jak z przepisem bez ostatniego kroku? Danie jest gotowe, ale nie wiadomo, czy się uda, bo nie dopiekłaś.
Właśnie to miałam na myśli mówiąc o tym zawieszeniu. Nie wiedziałam, gdzie się kończy. Przy poprzednich rytuałach był taki moment - dosłownie czułam że gotowe. Tym razem nie. I teraz retrospektywnie zastanawiam się, czy ta zamiana rozmarynowa zmieniła nie tyle skuteczność, co właśnie tę granicę. Że coś co zamykało, zostało wymienione na coś, co otwiera albo przedłuża.
to jest naprawdę konkretna obserwacja. Mam pytanie - czy rozmaryn pojawia się u ciebie w innych rytuałach i też daje to poczucie 'otwartości'? Czy to może być specyfika rozmaryny jako składnika w twoim osobistym systemie?
Tu jest coś ważnego - że ciało 'wie'. To nie jest irracjonalne twierdzenie, to jest właśnie ta somatyczna pamięć praktyki. Jeśli przez długi czas używasz rozmaryny w konkretnym kontekście, to ona niesie ze sobą ten kontekst. I włożenie jej w inne miejsce struktury może po prostu nie pasować, bo masz już zbudowane skojarzenie. To nie jest magia rozmaryny jako takiej, to jest twoja historia z nią.
A może po prostu rozmaryn nie ma tej samej energii co meta w kontekście zamykania? Nie chodzi o to co Kaja robi z nim prywatnie. Mety są tradycyjnie stosowane w rytuałach ochronnych i zamknięciach właśnie, rozmaryn nie ma tej specjalizacji.
I tu wracamy do problemu, o którym mówiła Kaja od początku - nie wiedziała co meta robiła w tym konkretnym rytuale. Nawet jeśli Dzikitaurus ma rację co do jakichś tradycji, to w rytuałach eklektycznych składnik robi to, co zostało mu przypisane w tej konkretnej strukturze. Skąd ten rytuał pochodzi, to nadal otwarte pytanie.
Ale czy Kaja w ogóle wie teraz, skąd pochodzi ta meta w jej rytuale? Bo wcześniej powiedziała że podstawa z jednego źródła, składniki z drugiego. Czyli meta była ze źródła składników, nie z podstawy?
'zioło przejścia' - co to znaczy w tej książce? Przejście między czym a czym? Bo to brzmi jak coś co mogłoby właśnie zamykać albo otwierać, zależy od kierunku.
To jest właśnie ta różnica, o której mówiłam wcześniej - między funkcją a skojarzeniem. Meta jako 'zioło przejścia' ma konkretną funkcję w tej strukturze. Rozmaryn może być oczyszczający w wielu miejscach, ale nie jest ziołem przejścia w tej samej tradycji. Kaja zamieniła funkcję, nie tylko składnik.
I to odpowiada na pytanie z tytułu, tylko w nieoczekiwany sposób. Nie tyle 'czy zmianę w połowie trzeba dokończyć', co 'czy zmiana w połowie zmieniła sens'. Kaja nie zamieniła jednej rośliny na drugą, zamieniła rolę dramaturgiczną rytuału.
Nie wiem czy 'nieważny' to właściwe słowo w ogóle. Rytuał zaistniał, coś się wydarzyło, Kaja to czuła. Pytanie o 'ważność' trochę sprowadza to do kategorii zero-jedynkowej, a tu jest bardziej skala. Coś się zdarzyło, ale może nie to co miało, albo nie do końca.
Mam pytanie do Rodis, bo ona tu jest chyba najbardziej twardo na ziemi - czy w praktyce, kiedy ktoś uzna, że rytuał 'nie doszedł do końca strukturalnie', to co się wtedy robi? Jest jakiś sposób żeby go zamknąć po fakcie, czy po prostu się odkłada jako niedokończone i tyle?
To zależy od tego, co rozumiemy przez 'zamknięcie po fakcie'. Jeśli masz na myśli jakiś formalny gest - tak, są tradycje, które mają coś takiego. W różnych systemach ceremonialnych, kiedy coś przerwano albo nieumyślnie zmieniono, robi się coś w rodzaju domknięcia: świadome powtórzenie ostatniego elementu albo oddzielny krótki rytuał wyłącznie z intencją zakończenia. Ale szczerze? Nie wiem, czy Kaji to jest potrzebne. Zależy co teraz faktycznie czuje - czy jest jakiś 'ogon', który ją ciągnie, czy to bardziej intelektualna wątpliwość bez fizycznego śladu.
Mam podobne pytanie, bo to rozróżnienie jest kluczowe dla całego problemu z tytułu wątku. Kaja od początku mówi o poczuciu zawieszenia - ale czy to zawieszenie dało jakiś konkretny objaw poza samym odczuciem? Coś, co trwało po rytuale, zmieniło się, nie zadziałało tak jak wcześniej?
