Forum

Asystent AI
Rytuały dla ludzi u...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla ludzi uzależnionych - czy mogą być pomocne

Strona 1 / 4

Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Siedzę od jakiegoś czasu z tym tematem w głowie i w końcu się decyduję napisać, bo nigdzie nie znalazłam sensownej rozmowy na ten temat. Chodzi mi o uzależnienia - alkohol, papierosy, ale też te trudniejsze do nazwania, jak uzależnienie od internetu, od relacji, od jedzenia. Czy rytuał w ogóle ma tu jakiś sens? Bo z jednej strony patrzę na to od lat i widzę, że rytuał ma tę właściwość, że zmienia to, co dzieje się w środku - nadaje jakiś porządek w chaosie. Z drugiej strony mam wrażenie, że spora część ludzi podchodzi do tego jak do magicznego skrótu: zapali świeczkę, odmówi coś i oczekuje, że nałóg zniknie. A to tak nie działa. Ciekawi mnie, czy ktoś miał kontakt z rytuałami, które faktycznie coś przesunęły w kontekście uzależnienia - u siebie albo u kogoś bliskiego. Nie mówię o cudach, mówię o jakimś realnym przesunięciu.


Odpowiedz
156 odpowiedzi
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest temat, który leży mi na sercu od dawna. Moja siostra miała poważny problem z alkoholem, byłam przy tym przez kilka lat. W pewnym momencie sama zaczęłam szukać czegoś, co mogłoby jej pomóc - nie zamiast leczenia, ale obok. Trafiłam na pracę z progami, takie rytuały przejścia, które mają symbolizować oddanie czegoś, czego już nie chcesz. Nie wiem, czy siostrze to pomogło bezpośrednio, ale ona sama powiedziała, że jeden wieczór, kiedy napisała na kartce wszystko, co alkohol jej zabrał, i to spaliła przy świecach - coś się w niej kliknęło. Czy to był rytuał? Nie wiem jak to nazwać. Ale coś było w tym akcie fizycznym, w tym geście, którego nie da się zrobić w głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Słuchajcie, ale czy wy nie mieszacie tutaj dwóch różnych rzeczy? Bo jest rytuał jako praktyka duchowa i jest rytuał jako coś w stylu terapii przez symbol. To chyba nie jest to samo? Pytam serio, bo jeśli ta siostra spaliła kartkę i poczuła ulgę, to czy to jest rytuał w sensie magicznym, czy po prostu technika terapeutyczna, którą stosują psycholodzy? Bo w terapii ACT czy w pracy z traumą są podobne ćwiczenia - piszesz coś, niszczysz, symbolizujesz koniec. Nie zarzucam nic, po prostu zastanawiam się, gdzie leży granica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Domowik ta granica to moim zdaniem jest bardziej pytanie akademickie niż praktyczne. W praktyce rytuał działa przez symbol, intencję i ciało - i dokładnie tym samym posługuje się terapia somatyczna. Różnica jest w oprawie i w przekonaniu osoby, która to robi. Dla kogoś, kto pracuje w paradygmacie duchowym, jest różnica. Ale efekt w układzie nerwowym może być ten sam - bo mózg reaguje na symbole i gesty tak samo niezależnie od etykietki.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@ewaryst)
Połączone: 11 miesięcy temu

Jest coś, o czym mało się mówi w tym kontekście - rytualność jako struktura dnia. Osoby uzależnione bardzo często mają rozłożoną wewnętrzną strukturę czasu. Nałóg daje fałszywą ramę - jest coś, do czego się wraca, coś co wyznacza rytm. Rytuał może tę funkcję przejąć, ale żeby to działało, musi być codziennie i musi być zakorzeniony w ciele. Nie wystarcza cotygodniowe medytowanie w pełnię. Pytanie do Was - czy ktoś próbował budować taki codzienny rytuał świadomie, jako alternatywną strukturę?


Odpowiedz
Wpisy: 510
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

To co pisze Ewaryst bardzo do mnie trafia. Znam osobę, która po wyjściu z odwyku zaczęła robić codzienny rytuał poranny - herbata, kadzidełko, kilka minut z dziennikiem. Mówi, że to nie był żaden wielki obrządek, ale ten moment dawał jej poczucie, że dzień ma jakiś fundament. Wcześniej, przez wiele lat, fundament był jeden - butelka wieczorem. To się powoli zamieniało. Ale ona też chodziła równocześnie na terapię, więc trudno oddzielić co zadziałało bardziej. Mnie to nie przeszkadza - jak cos działa to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@zorza69)
Połączone: 1 rok temu

Pytanie mam - jak w ogóle zacząć takie coś budować? Mówicie o rytuałach codziennych, ale czy jest jakaś zasada, co ma być w środku? Czy to musi być coś związanego z duchowością, czy wystarczy że jest powtarzalne i świadome? Mam bliską osobę z problemem i próbuję zrozumieć czy mogłabym jej jakoś zasugerować coś takiego, nie wprost, bo ona by to odrzuciła jako 'ezoterykę'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Zorza69 to bardzo ważne pytanie i myślę, że właśnie tu leży sedno. Nie musisz tego nazywać rytuałem. Możesz powiedzieć: 'wychodzę rano na 10 minut na zewnątrz z kawą i stoję w ciszy'. To jest rytuał. Mózg nie pyta jak to nazywamy, reaguje na powtarzalność i intencję. To co pisała siostra na kartce nie wyglądało na 'ezoterykę' z zewnątrz - wyglądało jak pisanie listu. Opakowanie możesz dostosować do człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

A co z rytuałami ochronnymi? Bo patrzę na to z innej strony - nie tyle rytm i struktura, ile praca z tym, co stoi za nałogiem. Uzależnienie to często sposób na zaśmiecenie czegoś, co boli. I zastanawiam się czy rytuały, które mają działać z poziomiu energetycznego, jak praca z czakrami, z polem energetycznym - mają sens w takim kontekście. Czy ktoś zna przypadki, gdzie to był element większej pracy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Novaria78 znam i owszem. Ale mam tu zastrzeżenie - praca energetyczna przy uzależnieniu wymaga bardzo dużej ostrożności, bo uzależnienie często idzie w parze z tym co się nieładnie nazywa 'dziurą w aurze', czyli takim miejscem, przez które wchodzi wszystko. Osoba nałogowa jest zazwyczaj bardzo otwarta energetycznie, ale nie w dobrym sensie - nie ma granic. Wchodzić z silną praktyką energetyczną bez równoległego wzmacniania psychicznego to może być za dużo naraz. Miałam kontakt z kilkoma takimi przypadkami i widziałam, że to musi iść razem.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

to co mówisz o 'dziurze w aurze' - rozumiem o co chodzi intuicyjnie, ale czy możesz to bardziej rozwinąć? Bo z jednej strony to brzmi jak metafora, z drugiej czuję że mówisz o czymś konkretnym. Czy chodzi o to, że taka osoba słabiej radzi sobie z energiami z zewnątrz? Albo że jest bardziej podatna na wpływ otoczenia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewaryst)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 311

@Domowik w tradycji pracy z polem energetycznym uzależnienie bywa opisywane jako rodzaj 'wycieku' z dolnych czakr - korzeń, sakralna. To są obszary związane z bezpieczeństwem, przyjemnością i podstawowym poczuciem siebie w ciele. Kiedy te miejsca są długo zaburzone, pole traci spójność. To nie jest metafora w sensie poetyckim - w pracy z bioenergią to są odczuwalne jakości. Ale zgadzam się ze Stefcią że przy uzależnieniu nie zaczynasz od środka, zaczynasz od zewnętrznych granic. Najpierw uziemienie, potem reszta.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wchodzę z boku, bo to nie jest moja specjalność, ale słuchałam i nasuwa mi się pytanie - czy ktoś patrzył na to przez pryzmat numerologii, konkretnie cykli życiowych? Bo rok dziewiąty w cyklu to rok zamknięcia i odpuszczania, i słyszałam od różnych osób, że właśnie w dziewiątkach robiły przełomowe kroki jeśli chodzi o uzależnienia. Nie mówię, że to determinuje, ale może być pomocna świadomość że 'teraz jest dobry czas na taki rytuał', bo coś i tak w człowieku się chce kończyć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Pelagia to mnie ciekawi - jak liczysz ten rok dziewiąty? Bo znam kilka systemów i dają różne wyniki.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Novaria78 stosuję klasyczną numerologię pitagorejską - rok urodzenia plus rok bieżący, sprowadzony do jednej cyfry. Rok osobisty dziewięć to ostatni etap dziewięcioletniego cyklu. Osoby, które robiły jakieś przełomy w 'dziewiątkach', często same mówiły że coś je ciągnęło do zakończenia pewnych historii. Czy to jest efekt placebo, świadome działanie? Nie wiem. Ale zauważam to dość konsekwentnie.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@judytka72)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam ten temat od początku i mam wrażenie, że brakuje mi w tej rozmowie jednego głosu - kogoś, kto sam przez to przeszedł, nie przez bliskich. Mam na myśli - czy ktoś tutaj robił rytuały w kontekście własnego uzależnienia i może powiedzieć jak to wyglądało od środka? Bo ja wiem jak to wygląda z zewnątrz, ale nie mam pojęcia jak osoba w tym stanie w ogóle daje radę cokolwiek praktykować.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

To nie jest łatwe pytanie do odpowiedzenia publicznie, ale powiem tyle - miałam przez jakiś czas problem z jedzeniem, nie alkohol, ale mechanizm podobny. I w tym czasie nie byłam w stanie robić żadnych rozbudowanych rytuałów, bo chaos wewnętrzny był zbyt duży. To co mi pomogło to był jeden bardzo prosty gest, który robiłam każdego wieczoru - zapalałam małą świeczkę i siedziałam przy niej pięć minut bez telefonu. Nic więcej. I to nie dlatego, że 'świeczka leczy', tylko że ten gest był mój, był stały i wymagał ode mnie, żebym przez chwilę była tu, a nie gdzieś w głowie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorza69)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Wieszczka dziękuję że to napisałaś, serio. To zmienia moje myślenie o tym. Myślałam, że rytuał musi być jakiś rozbudowany, że trzeba wiedzieć co robić. A to co opisujesz to jest bardzo ludzkie i osiągalne.


Odpowiedz
Wpisy: 510
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

I właśnie to mnie uderza w całej tej rozmowie - że robimy z rytuałem coś bardzo skomplikowanego, a tymczasem rdzeń jest bardzo prosty. Powtarzalność, ciało, obecność. Uzależnienie też jest rytuałem - złym rytuałem, ale rytuałem. Ma swój scenariusz, swoje rekwizyty, swój czas. Żeby go zastąpić, potrzebujesz innego rytuału, który będzie co najmniej tak samo przewidywalny i zakorzeniony cieleśnie. Czy ktoś myślał o tym w ten sposób - że walczysz rytuałem z rytuałem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Konwalia dokładnie tak to rozumiem i myślę, że to jest jeden z najważniejszych punktów tej rozmowy. Nałóg ma strukturę rytualną - i to dlatego jest tak trudny do przerwania, nie tylko dlatego że jest biochemiczny. Jest też symboliczny i społeczny. Papieros z kawą rano to nie jest tylko nikotyna - to jest rytuał powitania dnia. Piwo po pracy to nie jest tylko alkohol - to jest rytuał oddzielenia czasu. Kiedy zabierasz sam produkt, zostaje dziura po rytuale. I ta dziura woła.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@ewaryst)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co napisała Stefcia to jest w zasadzie to samo, co opisuje antropolog Arnold van Gennep pisząc o rytuałach przejścia - każdy rytuał ma fazę separacji, liminalności i reagregacji. Uzależnienie utknęło w fazie liminalnej - człowiek jest między, nie może wyjść, krąży. Dobry rytuał wyjścia musi przeprowadzić przez wszystkie trzy. Dlatego samo 'odpuszczanie' bez fazy wejścia w coś nowego często nie działa. To nie jest kwestia wiary, to jest kwestia struktury.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

To co napisał Ewaryst o van Gennepie i fazie liminalnej mnie dosłownie zatrzymało przy ekranie. Czyli uzależnienie to taki rytuał, który utknął w połowie? Nie ma końca, nie ma przejścia do czegoś nowego? To by tłumaczyło dlaczego tak trudno z tego wyjść nawet kiedy człowiek chce - bo nie ma struktury domknięcia.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Domowik i właśnie tu numerologia może coś wnieść, bo te cykle nie są tylko symboliczne. Rok dziewiąty kończy, ale żeby skończyć, najpierw trzeba uznać co się zamyka. To nie jest automatyczne. Znam osoby, które miały dziewiątkę i zupełnie ją przegapiły, bo nie były gotowe nic puścić.


Odpowiedz
(@ewaryst)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 311

@Pelagia to ciekawe zestawienie z tym co mówiłem, bo van Gennep pisał też o tym, że rytuał przejścia nie działa bez świadka. Nie możesz przejść sam, ktoś musi ten próg razem z tobą 'zobaczyć'. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie to, czego brakuje przy próbach wyjścia z nałogu bez wsparcia - ten brak świadka.


Odpowiedz
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 510

@Ewaryst to jest naprawde cos - ten swiadek. Bo przy uzaleznieniu czesto jest tak ze osoba chce wyjsc, ale robi to w ukryciu, ze wstydu. I wtedy nawet jezeli jakis rytuał robi, robi go sama, bez nikogo. A ty mówisz, że to może być strukturalny brak?


Odpowiedz
(@ewaryst)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 311

@Konwalia dokładnie to mam na myśli. Anthropolodzy kultury, jak Victor Turner rozwijający prace van Genneppa, pisali o 'communitas' - tej szczególnej wspólnocie, która tworzy się w przestrzeni liminalnej. Bez niej przejście jest niepełne. Grupy takie jak AA działają właśnie na tej zasadzie - są świadkami nawzajem dla siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@judytka72)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i myślę sobie - czy rytuał zrobiony dla kogoś bliskiego, kto jest uzależniony, ale o tym nie wie, ma jakiś sens? Pytam serio, bo sama stałam przed tym dylematem. Czułam że chcę coś zrobić, ale nie miałam zgody tej osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

To bardzo trudne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Rytuały intencyjne robione za kogoś bez jego wiedzy - jedni uważają, że działają niezależnie, inni mówią że bez zgody osoby wchodzi się w jej przestrzeń wbrew niej. Ja osobiście trzymam się zasady, że robię intencję życzliwości, ale bez kierowania energii bezpośrednio 'w' kogoś. To subtelna różnica, ale dla mnie istotna.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

a jak to wyglądałoby praktycznie? Bo rozróżnienie między życzliwością a kierowaniem energii brzmi logicznie, ale co konkretnie robisz inaczej w jednym i drugim przypadku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Novaria78 powiem tak - przy intencji życzliwości wyobrażam sobie osobę w otoczeniu światła i mówię coś w stylu 'niech ma siłę do tego co potrzebuje'. Nie mówię co ma zrobić ani w którą stronę ma pójść. Przy kierowaniu energii ktoś by powiedział 'wyzwól się od nałogu' - to już jest ingerencja w wolę. Jedna forma to życzenie, druga to próba sterowania.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

To rozróżnienie, które robi Stefcia, jest mi bliskie. Kiedy sama byłam w trudnym miejscu, czułam kiedy ktoś 'chciał mnie naprawić' a kiedy po prostu był obok. Energetycznie to się czuje inaczej. Nie wiem czy to był rytuał, ale było kilka osób, które po prostu modliły się za mnie po swojemu i to jakoś docierało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorza69)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Wieszczka a jak to czułaś? Że modliły się czy coś innego? Bo to brzmi jakbyś miała jakieś fizyczne odczucie z tym związane.


Odpowiedz
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 236

@Zorza69 trudno to opisać słowami, ale tak - coś w rodzaju ciepła albo poczucia że nie jestem sama, które przychodziło bez wyraźnego powodu. Mogę to tłumaczyć psychologicznie albo energetycznie, obie interpretacje są dla mnie otwarte. Ale fakt był.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@polcia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie trochę z boku - czy kamienie mogą tu mieć jakieś zastosowanie? Czytałam że ametyst historycznie był związany z trzeźwością, sam rdzeń słowa w grece to 'a-methystos' czyli 'nie-pijany'. Czy ktoś to stosował praktycznie w tym kontekście?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Polcia nie wiedziałem o tym etymologicznym rodowodzie, serio. Ale to pasuje do tego co tu rozmawiamy - kamień jako fizyczny punkt zakotwiczenia rytuału. Żeby był obecny, żeby przypominał. Nie chodzi chyba o samą energię kamienia, tylko o to że jest materialnym świadkiem intencji?


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Ametyst i trzeźwość - tak, to jest bardzo stara zależność, nie tylko etymologiczna. W tradycji esejów i różnych nurtach hellenistycznych przypisywano mu działanie związane z jasnym umysłem, nie urojeniami. Ale Domowik dobrze to ujął - kamień jako kotwica, nie jako 'lekarstwo'. To ważne rozróżnienie, żeby nie popaść w myślenie magiczne w złym sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wracam do tego co mówiłam o cyklach, bo chcę dodać jedną rzecz. Nie twierdzę, że numerologia 'wyleczy' z uzależnienia. Ale obserwuję że momenty przełomów często zbiegają się z przejściami cyklicznymi. To może oznaczać tylko tyle, że pewne okresy są bardziej sprzyjające decyzji. Sama decyzja musi być człowieka.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@judytka72)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 254

@Pelagia ale skąd wiedzieć, że to cykl sprzyja, a nie po prostu zbieżność? Pytam poważnie, bo sama dwa razy miałam momenty gdzie coś się chciało zmienić i nic z tego nie wyszło. Może byłam w złym roku, może po prostu za słaba wola, nie wiem.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Judytka72 właśnie to jest trudne - nie możesz wiedzieć z góry. Dopiero patrząc wstecz widać wzór. Ale jeśli chodzi o to co mówisz - rok osobisty trójka albo piątka to czas zmian, ale też rozproszenia. Jedynka to nowy start, ale bywa przytłaczająca. Nie wszystkie lata są tak samo otwarte na zakorzenianie nowych nawyków.


Odpowiedz
Wpisy: 510
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam takie odczucie po całej tej rozmowie - ze rytuał to tak naprawde proba stworzenia sytuacji, w której człowiek moze sie zobaczyc inaczej. Nie z zewnatrz, nie przez diagnozę, tylko przez to co sam zrobi, dotknie, powie. I przy uzaleznieniu to moze byc jedyna droga do czegos co psychiatria nazywa 'poczuciem sprawczosci'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Konwalia to mi przypomina coś z psychologii narracyjnej - że zmiana zaczyna się od innej historii o sobie samym. Rytuał może być sposobem na 'przepisanie' tej historii w języku, który nie jest słowny, tylko symboliczny i cielesny. Czy ktoś z was miał doświadczenie takiego przełomu przez symbol, nie przez słowa?


Odpowiedz
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Konwalia to co piszesz o przepisywaniu historii przez rytuał - masz może jakiś konkretny przykład? Bo to brzmi jak coś, co można poczuć dopiero w praktyce, nie z opisu.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@wieszczka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja miałam takie doświadczenie - nie wiem czy to był rytuał w sensie ścisłym, ale robiłam coś w rodzaju ceremonii pożegnania. Napisałam na kartce wszystko co chciałam zostawić za sobą, i spaliłam ją przy świecy. Brzmi banalnie, ale fizyczne działanie coś zrobiło. Jakby ciało to zapamiętało inaczej niż samo postanowienie w głowie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@konwalia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 510

@Wieszczka właśnie o to mi chodziło. Nie trzeba wiedzieć skąd to działa, żeby poczuć że działa. Ja też robiłam coś podobnego - nie przy uzależnieniu, ale przy wyjściu z bardzo złego miejsca emocjonalnie. I to palenie, albo zakopywanie, albo wyrzucanie do wody - to ma w sobie coś co samo postanowienie nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

A czemu akurat ogień? Bo i Wieszczka i Konwalia to wymieniają. Zakopywanie rozumiem - ziemia wchłania. Woda też. Ale ogień niszczy nieodwracalnie i może dlatego bardziej przerabia niż odkłada?


Odpowiedz
Wpisy: 945
Rozpoczynający temat
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Domowik dobrze to czuje. W wielu tradycjach ogień jest jedynym żywiołem, który transformuje, a nie tylko przenosi. Woda oczyszcza, ziemia przechowuje, powietrze rozsiewa - ogień zmienia stan. To nie jest tylko symboliczne, to jest fizyczne i chyba dlatego ciało to inaczej rejestruje.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@zorza69)
Połączone: 1 rok temu

ale czy przy uzależnieniu takie jednorazowe palenie czegoś może naprawdę coś zmienić, czy to tylko chwilowy efekt emocjonalny? Pytam, bo słyszałam że takie 'wielkie postanowienia' często działają przez kilka dni i potem wracasz do punktu wyjścia.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@ewaryst)
Połączone: 11 miesięcy temu

To ważne pytanie i myślę że odpowiedź jest w tym jak ten rytuał jest zbudowany. Jednorazowy akt może dać impuls, ale sam w sobie rzadko tworzy trwałą zmianę. Badania nad nawykowym zachowaniem - Wendy Wood, jej praca z University of Southern California - pokazują że zmiana kontekstu sensorycznego jest jednym z niewielu skutecznych sposobów na przerwanie automatyzmu nawyku. Rytuał może być właśnie tym nowym kontekstem, ale musi być powtarzalny albo powiązany z codzienną strukturą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorza69)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Ewaryst czyli rozumiem że pojedynczy rytuał to za mało, ale jak go zrobić powtarzalnym bez tego że staje się mechaniczny i pusty?


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: