Hmm. Nie patrzyłem na to tak. Że pora jest skrótem myślowym dla 'stan który typowo w tej porze masz'. To by tłumaczyło dlaczego dla jednych świt działa a dla innych nie - bo nie wszyscy mają o świcie ten sam stan wewnętrzny.
To co Edytka opisała jest bliskie temu jak w ajurwedzie patrzy się na cykl dniowy - dosha aktywne o różnych porach dnia przekładają się na inną jakość uwagi i inny rodzaj dostępnej energii. To nie jest wiara w magię godziny, tylko obserwacja że ludzka fizjologia ma rytm. I rytuał dostrojony do tego rytmu ma inny 'nośnik' niż rytuał zrobiony wbrew niemu. Czy to decyduje o skuteczności - nie wiem. Ale decyduje o jakości skupienia, a to jest mierzalne po sobie.
Wraca tu pytanie z początku wątku tylko w innej formie. Jeśli pora jest zmienną biologiczno-psychologiczną a nie kosmologiczną, to jak to się ma do rytuałów prewencyjnych kontra interwencyjnych? Bo prewencja wymaga regularności, a regularność w kontekście chronotypów oznacza że musisz znaleźć swoją cykliczną porę a nie narzuconą z zewnątrz. Inaczej regularność jest tylko pozorna - robisz o tej samej godzinie ale w kompletnie różnych stanach.
Jaromir trafnie to ujął. I to jest miejsce gdzie wiele osób odpuszcza prewencję - bo próbują dostosować się do jakiegoś zewnętrznego harmonogramu który im nie pasuje, a potem mówią że 'nie potrafią być regularne'. Tymczasem regularność w rytuałach to regularność stanu, nie godziny. Mary Douglas w 'Purity and Danger' pisała że rytuały ustanawiają porządek - ale ten porządek jest porządkiem symbolicznym, nie zegarowym. Zegarowość to cywilizacyjny naddatek.
A właściwie wracam do tej kwestii prewencja kontra interwencja, bo chyba jeszcze tego nie rozstrzygnęłyśmy. Jaromir na początku mówił że nie możemy wybrać wyłącznie jednego. Chalcedonka mówiła o woli i relacji jako dwóch modelach. Teraz wyszło że pora jest zmienną stanu a nie zegara. Ale dalej nie wiem co to znaczy dla kogoś kto robi rytuał 'żeby coś nie wróciło'. Czy taki rytuał jest prewencją, interwencją czy czymś pomiędzy?
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam jedno konkretne pytanie - jeśli rytuał 'żeby coś nie wróciło' jest hybrydą, to jak ją intencjonalnie ustawić? Tzn. czy masz świadomie nazywać oba cele w intencji, czy lepiej skupić się na jednym żeby nie rozbijać skupienia?
Modest zadał dobre pytanie, ale myślę że jest jeszcze jedna kwestia którą tu pomijamy. Przy hybrydowym rytualne - prewencja plus przetwarzanie - emocjonalne domknięcie przeszłości i zabezpieczenie na przyszłość mają inne kierunki uwagi. Jedno wymaga że patrzysz wstecz i kończysz, drugie że patrzysz do przodu i otwierasz nową ramę. Czy można to naprawdę robić w jednym rytuale bez poczucia że jeden ruch przeczy drugiemu? Nie retoryczne pytanie, naprawdę nie wiem.
To co opisałam w poprzednim poście z tymi dwoma kierunkami uwagi - wstecz i wprzód - jest moim zdaniem kluczowe właśnie dla tej rozmowy o prewencji i interwencji. Bo hybryda nie jest zła, ale wymaga że wiesz co robisz i kiedy. Jeśli wchodzisz w rytuał z intencją 'zamknięcia' czegoś przeszłego i jednocześnie chcesz 'otwierać' coś nowego, to są dwa różne tryby skupienia. Miałam sytuację gdzie próbowałam połączyć przetwarzanie po bardzo trudnym czasie z budowaniem czegoś nowego i po prostu nie dałam rady utrzymać obu intencji jednocześnie. W pewnym momencie jedna dominowała.
Sekwencyjność o której Konstancja mówi pojawia się dość wyraźnie w tradycji LBRP i w ogóle w zachodnim ceremonializmie - tam rytuały oczyszczające i rytuały budujące są odrębnymi formami, nawet jeśli wykonywane w jednej sesji. To nie przypadek. Idea jest taka że czyszczenie przestrzeni i intencja konstruktywna interferują ze sobą jeśli nałożone. Ale przyznam że nie spotkałam jednoznacznych uzasadnień dlaczego dokładnie tak jest - to raczej zasada praktyczna niż opisana teoria.
Chalcedonka, to co mówisz o LBRP jest trafne, ale chcę dopytać - czy ta separacja jest tam podyktowana typem intencji, czy typem energii którą operujesz? Bo to różnica. Jeśli chodzi o energię to ma sens że 'rozpraszające' i 'budujące' nie idą razem. Jeśli chodzi o intencję, to wchodzi w grę to co Konstancja opisała - zdolność do utrzymania skupienia.
szczerze? Myślę że oba, ale różni autorzy kładą akcent inaczej. Crowley i jego następcy mówią bardziej o typie operacji - clearing versus invocation. Natomiast w nowszych podejściach psychomagicznych, np. u Jodorowsky'ego, to jest bardziej język intencji i stanu emocjonalnego. Te dwa języki opisują coś podobnego z różnych stron.
Przepraszam że wchodzę, ale nie znam LBRP. Czym to jest dokładnie? I czy to coś do czego trzeba specjalnego przygotowania czy można po prostu spróbować?
A wracając do tego co Konstancja mówiła o dwóch kierunkach uwagi - to ma sens też w kontekście run. Np. Hagalaz jest runą chaosu ale też przejścia, i kiedy pracujesz z nią po czymś trudnym, to masz dokładnie ten problem: czy chcesz zamknąć chaos który był, czy otworzyć się na transformację. To nie jest to samo nastawienie nawet jeśli runa ta sama.
To co Dzikitaurus opisuje to jest coś o czym rzadko się mówi wprost. Że rytuał - szczególnie ten z wyraźną intencją - może działać diagnostycznie zanim zadziała kierunkowo. I to jest argument za tym że nawet rytuał prewencyjny może zaczynać od odsłaniania, nie tylko utrwalania.
Jaromir, to mnie zatrzymuje. Mówisz 'diagnostycznie' - czy masz na myśli że sam rytuał zmienia twoją percepcję sytuacji, czy że jest jakiś zewnętrzny feedback który dostajez? Bo to dwie różne rzeczy i nie jestem pewna czy mówicie o tym samym co Dzikitaurus.
Tak, o to mi chodziło. Nie było żadnego zewnętrznego znaku w sensie omenalnym. Po prostu w skupieniu pojawiło sie coś co normalnie zagłuszają codzienne myśli. Nie wiem czy to jest 'magia' w sensie dosłownym czy po prostu efekt skupionej uwagi. Dla mnie różnica nie jest kluczowa.
Ten diagnostyczny aspekt rytuału jest blisko temu co w tradycji jungowskiej rozumie się jako rytuał jako kontener dla materiału psychicznego. Moore i Gillette pisali o tym że forma rytualna umożliwia kontakt z treściami które na co dzień nie mają dostępu do świadomości. To nie wyklucza interpretacji 'magicznej', tylko dodaje drugą warstwę rozumienia. I w kontekście prewencja kontra interwencja - to ciekawe, bo diagnostyczny rytuał jest w tym schemacie czymś trzecim.
Edytko, ja bym powiedział że to 'coś trzeciego' to jest właśnie eksploracja - ale nie w sensie bezcelowego dryfowania, tylko świadomego wchodzenia w przestrzeń bez z góry ustalonego wyniku. Moore pisał o tym w kontekście rytuałów inicjacyjnych że ich funkcja nie jest ani prewencyjna ani interwencyjna - jest tranzytywna. Przekraczasz coś, nie wiedząc do końca co zastaniesz po drugiej stronie. I to jest chyba najbliższe temu co Dzikitaurus opisał.
Zastanawiam się czy intencja i kierunek to nie są dwie różne rzeczy. Możesz mieć intencję wejścia w proces bez narzucania wyniku. Sama to robiłam przy pracy z czakrami - intencja brzmiała mniej więcej 'chcę zobaczyć co jest' a nie 'chcę żeby coś konkretnego się stało'. I efekt był wtedy inny niż kiedy szłam z precyzyjnym celem.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne - mówicie o rytuałach z intencją otwartą, z intencją zamkniętą, tranzytywnych... ale czy w ogóle da się sensownie robić rytuał bez żadnej intencji? Jak to miałoby w ogóle wyglądać?
Mara, to wcale nie jest naiwne pytanie. Tradycja zen na przykład ma pojęcie 'mushin' - umysł bez zawartości, bez celu. I część praktyk rytualnych w buddyzmie jest właśnie tak pomyślana - forma jest, ale intencja jest celowo zawieszona. Problem polega na tym że europejski mózg bardzo nie lubi takiej próżni i zazwyczaj ją wypełnia samoczynnie.
A to co Jaromir mówi o mushin to jakoś łączy się z nordycką seiðr? Bo tam chyba też chodziło o wejście w stan bez kontroli - völva nie 'kierowała' wizją, tylko ją odbierała. Przynajmniej tak to rozumiem, mogę się mylić.
Ale to nie jest sprzeczne z tym co mówił Jaromir o diagnostycznym aspekcie rytuału? Jeśli wyłączasz wolę i wchodzisz bez intencji, to rytuał może sam 'wybrać' o czym jest. Tak właściwie to brzmi bliżej temu co ja przeżyłem z hagalaz niż jakikolwiek zaplanowany rytuał.
Trochę nas tu poniosło w stronę klasyfikacji tradycji, a myślę że warto zostać przy tym co powiedział Dzikitaurus o efekcie diagnostycznym - bo to bezpośrednio odpowiada na pytanie z tytułu wątku. Jeśli rytuał może ujawniać to czego jeszcze nie widzisz, to on nie jest ani prewencją ani interwencją - on jest rozpoznaniem. I to chyba wcześniej nie było powiedziane wprost.
Edytka, zgadzam się że to rozróżnienie jest ważne. Prewencja, interwencja, rozpoznanie - to trzy różne tryby. Ale mam pytanie do całej grupy: czy te tryby są przypisane do konkretnych typów rytuałów, czy do momentu w którym je wykonujesz? Bo ten sam rytuał mógłby pełnić różne funkcje zależnie od tego kiedy do niego sięgasz.
Właśnie to mnie też zastanawia. Jakiś czas temu robiłem dość prosty rytuał oczyszczający, który pierwotnie traktowałem jako prewencję - robię go regularnie bo lubię mieć to zrobione. Ale raz zrobiłem go w momencie kiedy byłem już w środku jakiegoś trudnego okresu i to był zupełnie inny materiał który się pojawił. Więc ten sam rytuał, ale zupełnie inny tryb.
Wracam do tego co mówiliście o porze dnia - bo chyba ktoś na początku wątku to poruszał i jakoś nam umknęło. Czy to że wykonujesz rytuał rano albo wieczorem też wpływa na ten tryb? Intuicyjnie czuję że wieczór to bardziej 'zamykanie', a poranek to 'otwieranie', ale nie wiem czy to ma podstawy w praktyce.
