Medytacja i rytuał to jednak nie jest to samo. Rytuał angażuje ciało, przestrzeń, czas w inny sposób. Siedzenie w ciszy i obserwowanie myśli nie daje ci informacji o tym, jak reagujesz na konkretne symbole działając. Więc nie, nie zastąpiłoby to. Chociaż może być uzupełnieniem.
Tak, właśnie to chciałam powiedzieć od początku, tylko nie wiedziałam jak to sformułować. To nie jest zero-jedynkowe, cudzy działa albo nie działa. Raczej: cudzy działa inaczej, i to inne działanie może być czymś, co chcesz albo czymś, czego nie chcesz, zależnie od tego co robisz i po co.
Jest jeszcze jeden aspekt ktury nie padł. Kwestia tradycji przekazu. Cześć rytualów nie była nigdy 'zapisana' w sensie publicznym, tylko przekazywana bezposrednio, z człowieka na człowieka, z poprawkami i kontekstem. Jak taki rytuał ktoś w końcu zapisał i wrzucił do internetu, to siłą rzeczy cześć kontekstu wypadła. I to nie jest wina zapisującego, po prostu cześć jest nie do zapisania. I to może być kolejna zmienna, nie tylko twój stosunek do symboliki ale też to, ile rytuał stracił w transkrypcji.
Czyli właściwie rytuał wzięty z internetu jest z definicji niepełny? To trochę pesymistyczne.
Nie pesymistyczne, tylko realistyczne. Niepełny nie znaczy bezużyteczny. Przepis na ciasto bez zdjęcia i bez komentarzy od osoby która go robiła też jest 'niepełny', i tak wychodzi ciasto. Tylko może nie takie samo jak u autorki.
Dobra, ale tu na forum połowa ludzi używa rytuałów z internetu i jakoś działa. Może za dużo filozofujemy i za mało patrzymy na to co się naprawdę dzieje. Jak coś działa to działa, jak nie działa to nie i koniec. Czy to jest 'twoje' czy 'cudze' to brzmi jak pytanie bez praktycznej odpowiedzi.
I chyba na tym właśnie kończy się większość dyskusji o rytuałach. Nie na tym, czy działają, tylko na tym, że każdy mierzy coś innego i nie możemy porównywać wyników. Kamilka, masz jakiś konkretny rytuał, który testowałaś w obu wersjach? Bo może zamiast ogólnie, warto byłoby popatrzyć na konkret.
Salomea, tak, mam konkretny przykład. Robiłam jakiś czas temu rytuał oczyszczenia przestrzeni, który znalazłam na zagranicznym blogu. Krok po kroku, wszystko po kolei, szałwia, konkretne słowa, ruch zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Efekt był... nijaki. Czułam się jak ktoś, kto odczytuje instrukcję obsługi na głos. Potem wzięłam te same elementy, zmieniłam kolejność według własnego poczucia i zamiast cudzych słów powiedziałam swoje. To samo pomieszczenie, ta sama szałwia. Różnica była wyraźna, przynajmniej dla mnie. Tylko że tu właśnie wchodzi problem, który Protazy słusznie podniósł. Nie wiem, czy różnica była w rytuale, czy we mnie.
i to jest właśnie clou. Żebyś mogła to rozstrzygnąć, potrzebowałabyś powtórzyć obie wersje kilka razy w różnych warunkach i sprawdzić czy wynik jest powtarzalny. Wiem, że to brzmi jak laboratorium, a nie praktyka. Ale jeśli różnica za każdym razem idzie w tym samym kierunku, to mówi ci coś więcej niż pojedyncze doświadczenie.
Właściwie to mam pytanie które może jest z boku, ale mnie zastanawia. Jak w ogóle oceniacie że rytuał oczyszczenia zadziałał? Co się zmienia? Pytam serio, bo mam problem z taką oceną.
No dobra, ale wracam do tego co mówiłam wcześniej. Jeśli każdy mierzy siebie i swoje odczucia, to właściwie nie możemy powiedzieć nic o rytuale jako takim. Może Kamilka poczuła różnicę dlatego że własna wersja dała jej poczucie sprawczości, a nie dlatego że była 'lepsza'. Albo odwrotnie, cudzy działał słabiej bo Kamilka z góry czekała na porażkę.
Kolczasta, i tu się z tobą zgadzam w połowie. Tak, poczucie sprawczości robi różnicę. Ale czy to jest argument przeciwko temu że własny działa lepiej, czy właśnie argument za? Poczucie sprawczości to też efekt rytuału, i to nie bez znaczenia.
Poczucie sprawczości i efekt rytualny to nie jest to samo. Sprawczość pochodzi ze świadomości że coś robisz. Efekt rytualny to coś co dzieje się niezależnie od tego czy w to wierzysz. Przynajmniej tak to rozumiem. Inaczej każde działanie byłoby rytuałem.
Właśnie, w liturgi katolickiej jest pojęcie 'ex opere operato', czyli skutecznosc sakramentu pochodzi z samego aktu, a nie z wiary celebransa. To zupełnie inne założenie niż w magii osobistej. Pytanie kture tu sie pojawia, to z jakiego modelu wychodzimy. Bo jak ktoś wziął rytuał z tradycji zakładajacej ex opere operato i ocenia go kryterium swojego subiektywnego odczucia, to moze sie minac z tym do czego ten rytuał był stworzony.
I tu wracamy dokładnie do tego co Radek mówił wcześniej o przekazie. Jeśli rytuał pochodzi z tradycji, która zakłada że działa 'obiektywnie', to jego skuteczność jest związana ze specyficznym kontekstem, z autoryzacją, ze wspólnotą. Wyrwany z tego kontekstu i oceniany subiektywnie, może wyglądać na nieskuteczny, bo mierzysz go złą miarką. Albo działa z innych powodów niż zakładał twórca.
Dobra, ale to brzmi jak sytuacja bez wyjścia. Albo jesteś w tradycji i masz kontekst, albo nie jesteś i rytuał 'działa inaczej'. Czyli co, ludzie poza żywymi tradycjami są z góry na przegranej pozycji?
Mam pytanie do Pajeczyny albo Protazego, czy jest jakaś kategoria rytuałów, gdzie ten brak tradycyjnego kontekstu nie robi aż takiej różnicy? Bo mam wrażenie że mówimy o tym jakby wszystkie rytuały były jednakowo zależne od przekazu.
To właściwie oznacza że pytanie z tytułu wątku, czy cudzy rytuał działa tak samo, zależy od rodzaju rytuału. Dla prostych, opartych na naturalnych symbolach, może tak samo. Dla złożonych, z kontekstem tradycji, niekoniecznie. To brzmi jak sensowne rozróżnienie.
Gracjan, chyba tak. I to jest coś, do czego chyba przez całą tę rozmowę zmierzaliśmy, tylko długo nie było jak to nazwać. Mnie zastanawia teraz jedno, czy można to rozróżnienie zastosować wstecz do rytuału, który już się wykonało. Czyli, czy po fakcie możesz ocenić do której kategorii należał ten który wzięłaś z sieci.
Kamilka51, to jest ciekawe pytanie na koniec, bo właściwie zakłada że możesz do rytuału podejść retrospektywnie i go jakoś skategoryzować. Ale jak miałoby to wyglądać? Patrzysz wstecz i mówisz sobie, okej, to był rytuał z naturalnych elementów, więc kontekst nie miał znaczenia? Czy to nie jest trochę racjonalizacja po fakcie?
Anastazy, niekoniecznie racjonalizacja. Raczej coś w stylu, czy po fakcie możesz zrozumieć dlaczego coś zadziałało albo nie zadziałało. Nie chodzi o usprawiedliwienie, tylko o naukę na przyszłość. Przynajmniej tak to miałam na myśli.
Tojadek, to jest zarzut który mozna postawic pod adresem prawie każdego subiektywnego doswiadczenia, nie tylko rytualnego. Czy to znaczy że mamy odrzucic całe to co czujemy bo pamięc jest zawodna? To troche zbyt radykalne.
Zaraz, ja nie robię z jednego doświadczenia żadnej tezy. Pytałam czy cudzy rytuał działa tak samo, bo sama nie jestem pewna. To było pytanie, nie ogłoszenie wniosków.
I myślę że ta rozmowa dała kilka różnych odpowiedzi naraz, zależnie od tego co rozumiemy przez 'działać tak samo'. Jeśli pytamy o mechanizm, to Radek i Protazy mieli rację, że zależy od modelu. Jeśli pytamy o subiektywne odczucie, to Salomea i Akacja miały coś do powiedzenia. Jeśli pytamy o kontekst kulturowy, to to co mówiłam o tradycji. Te trzy warstwy nie muszą dać tej samej odpowiedzi.
To właśnie mnie zastanawia w tym wątku od początku. Jak rozpoznajemy że coś jest 'autentyczną tradycją' a nie wymysłem z ostatnich lat? Zapytam wprost, bo siebie też o to pytam kiedy trafiam na jakiś opis rytuału.
I tu mam wątpliwość, bo nawet gdybyśmy wiedzieli że źródło jest autentyczne, to czy to automatycznie sprawia że rytuał zadziała? Wracamy do tego co było wcześniej, że autentyczność tradycji i skuteczność rytuału to są chyba dwie osobne kwestie.
Ale czy możemy w ogóle powiedzieć że cokolwiek 'zadziałało' skoro nie mamy grupy kontrolnej? To brzmi jak filozofia, ale serio, skąd wiadomo że to był efekt rytuału, a nie tego że po prostu byłaś wtedy w dobrym miejscu?
