Forum

Asystent AI
Rytuały w pracy - j...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w pracy - jak się nie wygłupić przed kolegami

Strona 1 / 3

Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Pracuję w otwartym biurze, z czego wynika, że mam przy sobie dosłownie zero prywatności. A jednak od jakiegoś czasu mam swoje małe rzeczy, które robię codziennie zanim zacznę pracę i - nie wiem jak to nazwać - po prostu działa na mnie uspokajająco. Zastanawiam się, czy ktoś tu ma podobnie, bo mi trudno o tym mówić ze współpracownikami. Nie dlatego, że się wstydzę, tylko dlatego, że wiem jak to brzmi: 'a teraz będę przez chwilę patrzeć na swój kamień i oddychać'. Śmiech byłby murowany. Jak wy to ogarniecie w pracy?


Odpowiedz
154 odpowiedzi
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Dokładnie o tym samym myślę od dłuższego czasu. Mam kilka rzeczy na biurku, ale nikt nie wie co to jest ani po co. Tygrysie oko stoi przy monitorze i ludzie myślą, że to po prostu ozdoba. Czasem ktoś pyta skąd mam 'ten ładny kamień' i mówię, że z Egiptu, i na tym koniec. Nie kłamię, bo kupiłam go na bazarze w Hurghadzie. Po prostu nie rozwijam tematu.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

A co właściwie robicie w tej pracy, żeby to nie wyglądało dziwnie? Bo ja rozumiem, że masz kamień i nikt nie wie, ale jeśli np. coś szepczesz albo piszesz coś na kartce i chowasz - to już ludzie zauważają, nie? Pytam szczerze, bo sam pracuję w magazynie i tam niby jest luźniej, ale i tak mam wrażenie, że jak coś 'dziwnego' robię, to ktoś będzie gadał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Roch No właśnie, tu jest ten problem. Moje 'rytuały' to głównie chwila skupienia z kamieniem w dłoni zanim zacznę pierwszego maila, ewentualnie zapisanie intencji na małej karteczce, którą wkładam do portfela. To wszystko da się zrobić tak, że nikt nie widzi. Ale mam koleżankę, która robi afirmacje na głos w aucie przed wejściem do firmy i mówi, że to jej wystarcza. Każdy chyba musi znaleźć ten punkt, w którym rytuał jest możliwy bez tłumaczenia się całemu open space'owi.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Sprawa kamieni to jedno, ale ja bym tu powiedziała o czymś innym. Rytuał w pracy nie musi być widoczny w ogóle. Ja np. przez kilka lat robiłam coś, co wyglądało jak zwykłe przewracanie długopisu w palcach - a to był mój sposób na uziemienie przed ważnym spotkaniem. Nikt nie wiedział. Myślę, że to jest właśnie sedno: nie musisz mieć świeczki ani kadzidła, żeby rytuał był rytuałem. Intencja wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie traci sensu, jeśli jest tak ukryte i skrócone do minimum? Mam wrażenie, że rytuał ma działać właśnie dlatego, że angażuje całe ciało i uwagę, a jak siedzisz na open space i 'w myślach' coś robisz, to jednak trochę połowicznie, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Kabalistka05 Nie do końca się z tym zgadzam. Antropolodzy od lat badają tzw. rytuały prywatne i nie wymagają one zewnętrznej oprawy, żeby miały efekt na poziomie psychologicznym. Są badania, które pokazują, że nawet krótkie, powtarzalne sekwencje zachowań redukują lęk przed stresującym zadaniem - niezależnie od tego, czy ktoś to widzi. To nie jest kwestia spektaklu, tylko powtarzalności i intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dorzucę coś z zupełnie innej strony, bo akurat czytałem ostatnio o rytuałach zawodowych w różnych kulturach i to jest temat, który niewielu ludzi u nas porusza. W Japonii np. do dziś w wielu firmach zaczyna się dzień od tzw. chorei - wspólnych ćwiczeń, okrzyku motywacyjnego, czasem modlitwy do bóstw patronów firmy. To jest rytuał zbiorowy i nikt tam nie czuje się z tym dziwnie, bo to jest norma. U nas brakuje takiej zbiorowej otoczki, więc ktokolwiek robi coś 'swojego' - od razu sterczy. Zastanawiam się, czy to jest kwestia kultury pracy, czy może czegoś głębszego w podejściu do sacrum i profanum w przestrzeni publicznej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 214

@Tobiasz75 To bardzo ciekawe z tą Japonią, ale u nas chyba nie ma szans na coś takiego. Wyobraź sobie, że szef mówi: 'dobra, zaczynamy od wspólnego rytuału'. Połowa biura by wyszła albo zgłosiła do HR. Mnie bardziej interesuje właśnie ta prywatna strona - jak to robić tak, żeby w ogóle nikt nie wyczuł.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam pytanie do wszystkich, bo mnie to dotyczy bardzo konkretnie. Pracuję w szkole i tam naprawdę trudno o jakikolwiek moment ciszy. Czy są rytuały, które można robić 'w ruchu', pomiędzy lekcjami, na korytarzu? Bo te, o których czytam, wymagają zazwyczaj jakiegoś skupienia, a tam jest chaos non stop.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Pola_N To akurat znam. Kiedyś pracowałam w placówce medycznej i miałam podobny problem. Weszłam w nawyk robienia jednej rzeczy przy wejściu do każdego pomieszczenia - dotykałam klamki w określony sposób i to było moje 'wejście w przestrzeń'. Głupio brzmi, ale po czasie to naprawdę zaczęło działać jak reset między sytuacjami. Nie wiem czy to jest technicznie rytuał, ale traktowałam to właśnie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja myślę, że to jest właśnie bardzo dobre podejście - przywiązanie rytuału do czegoś, co i tak robisz. Wtedy nie musisz wykrajać osobnego czasu. Dotknięcie klamki, trzy oddechy przed odebraniem telefonu, wypiciem kawy z intencją. To się wtapia w normalny rytm dnia i nikt nie pyta.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Powiem wam, że to o czym mówicie to jest w zasadzie to, co różni tradycje nazywają 'uświęcaniem codzienności'. W kabale jest pojęcie kawwana - intencji, którą wkłada się w zwykłe czynności. W sufizmie też to się pojawia. To nie jest wymysł New Age'u. Chodzi o to, żeby zwykła czynność stała się nośnikiem czegoś więcej przez samą świadomość z jaką jest wykonywana. Więc technicznie rzecz biorąc, jeśli pijesz kawę 'z intencją' to jest to bliższe prawdziwemu rozumieniu rytuału niż niejedno spektakularne odprawianie z kręgiem i świecami.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Symeon75 Kawwana - tak, słyszałam o tym. Ale czy to nie wymaga jednak jakiegoś treningu, żeby naprawdę to czuć, a nie tylko udawać, że masz intencję bo tak sobie powiedziałaś? Bo mi się zdarza, że 'robię intencję' i wiem, że to puste.


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Kabalistka05 Szczere pytanie. Myślę, że to nie jest zero-jedynkowe. Możliwe, że przez długi czas to jest puste i stopniowo coś się zmienia. Nie znam nikogo, kto od pierwszego razu to czuł w pełni. To trochę jak z medytacją - pierwsze tygodnie to głównie siedzenie i myślenie o zakupach.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracając do tego co powiedziała Pola - szkoła to jest specyficzne miejsce, bo tam jest jeszcze jeden wymiar. Nauczyciel w wielu tradycjach to figura, która sama w sobie powinna być uziemiona i wycentrowana, bo ma wpływ na dużą grupę ludzi. Rytuały przed lekcją mają w różnych kulturach długą historię - nie tylko religijną. W Indiach nauczyciel (guru) tradycyjnie zaczyna dzień od porannej sadhany, czyli zestawu praktyk, które przygotowują go do przekazywania wiedzy. To jest normalizowane kulturowo. U nas tego nie ma i dlatego Pola stoi przed korytarzem pełnym dzieci i pyta jak to zrobić bez zwracania uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

A mi się nasuwa inne pytanie - czy jeśli ktoś z pracy zobaczy, że robisz coś 'dziwnego' i zapyta wprost, to co mówić? Bo jedno to ukrywać, a drugie to jak już nie wyjdzie i musisz coś powiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 577
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Dobra, bo sama przez to przeszłam. Koleżanka zobaczyła jak tasowałam karty przed ważną rozmową z szefem - miałam je w torebce i wyciągnęłam w kiblu, myślałam że jestem sama. Nie byłam. Zapytała co to. Powiedziałam, że to karty do medytacji i że to pomaga mi się skupić przed stresującymi sytuacjami. Przyjęła to bez mrugnięcia okiem. Myślę, że kluczem jest żeby nie tłumaczyć za dużo i nie przepraszać za to co się robi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Malgosia87 'Karty do medytacji' - to jest naprawdę sprytne sformułowanie. Nie kłamstwo, a jednocześnie nie otwiera drzwi do przesłuchania. Chyba zapamiętam.


Odpowiedz
Wpisy: 72
(@stefciaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słucham całej tej rozmowy i trochę się zastanawiam - czy to nie jest tak, że te wszystkie 'ukrywanie', 'kamień w szufladzie', 'nie mówię co to' to jest trochę smutne? Rozumiem, że środowisko pracy jest jakie jest, ale czy to nie sprawia, że czujemy się jak z czymś wstydliwym? Nie mówię, że trzeba tłumaczyć się każdemu, ale ta konieczność chowania mnie trochę boli.


Odpowiedz
Wpisy: 72
(@stefciaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

To znaczy, rozumiem argument o dyskrecji, ale chyba coś mnie tu gryzie. Jakby to powiedzieć... czy nie robimy sobie krzywdy, kiedy przez tyle lat ćwiczymy się w ukrywaniu? Bo z jednej strony 'kamień w szufladzie jest mój i niczyj inny', a z drugiej - ile to kosztuje energetycznie, żeby ciągle pilnować, co kto widzi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Stefciaa Mnie to pytanie też nie daje spokoju, ale patrzyłabym na to inaczej. Ukrywanie a dyskrecja to jednak dwie różne rzeczy. Dyskrecja jest celowa - robię coś dla siebie i nie potrzebuję tego ogłaszać, bo to po prostu nie jest niczyja sprawa. Ukrywanie z lęku przed oceną to inna dynamika i tam faktycznie może być jakiś koszt.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Ale jak odróżnić jedno od drugiego u siebie? Bo jak siedzę w kiblu i tasuje coś żeby kolega nie widział, to nie wiem szczerze czy to dyskrecja czy lęk. Może jedno i drugie naraz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 577

@Roch No właśnie, myślę że to nie musi być zero-jedynkowe. U mnie chyba zależy od dnia i od miejsca. Są momenty, że robię coś dyskretnie bo po prostu nie chcę tłumaczyć, a są takie, kiedy mam poczucie że się chowam i to jest nieprzyjemne uczucie.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dorzucę do tego coś, co trochę zmienia perspektywę. W tradycjach szamańskich, szczególnie w syberyjskich i środkowoazjatyckich, rytuały miały dwa poziomy - publiczny i prywatny. Szaman robił część pracy jawnie, część w sobie. Nie dlatego, że się wstydził, tylko dlatego, że pewne rzeczy po prostu nie są dla oczu postronnych - nie ze względu na ocenę, tylko na samą naturę tych działań. To nie jest to samo co ukrywanie się.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Tobiasz75 To ciekawe rozróżnienie, ale czy to przekłada się na biuro w 2025 roku? Szaman miał swoją społeczną rolę i wszyscy wiedzieli, że robi 'swoje'. My w pracy nie mamy takiej pozycji. Więc to chyba trochę inna sytuacja?


Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Kabalistka05 Tak, kontekst jest inny, zgadzam się. Ale samo rozróżnienie między tym co jawne a tym co prywatne zostaje. Chodzi mi o to, że robienie czegoś cicho niekoniecznie znaczy robienie tego ze wstydu. To może być po prostu właściwa forma.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Stefciaa - bo ono mi siedzi - ja mam wrażenie, że w szkole to jest jeszcze bardziej skomplikowane. Nauczyciel jest obserwowany cały czas, przez uczniów, rodziców, innych nauczycieli. Tam nie ma przestrzeni na żaden znak zapytania w zachowaniu. Więc jakkolwiek to nazwać - dyskrecja czy ukrywanie - nie mam wyboru.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 235

@Pola_N A czy próbowałaś kiedyś robić coś, co wygląda jak gest neutralny, ale dla ciebie ma znaczenie? Mówisz, że jesteś obserwowana - ale obserwują czynność, nie intencję. Dotknięcie biurka przed wejściem do klasy, ułożenie kredy w określony sposób - to nic nie zdradza.


Odpowiedz
(@pola_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 153

@Ulka_56 No właśnie to próbuję robić od kiedy ktoś wspomniał o klamce. Ale zastanawiam się, czy jak robiłam to z kruchą intencją - bo się spieszyłam albo byłam zestresowana - to czy to w ogóle coś 'robi', czy to tylko ruch ręki?


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie o intencję wraca w tej rozmowie kilka razy i chyba jest kluczowe. Pomyślałem ostatnio o tym tak: może nie intencja musi być kompletna za każdym razem, tylko gest ma torować drogę. Coś w rodzaju priming - ciało pamięta, głowa nadąża. Brzmi behawiorystycznie, ale w kabale jest podobna logika - działanie poprzedza i wzmacnia świadomość, nie odwrotnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Symeon75 Czekaj, to odwraca to, co intuicyjnie czuję. Zawsze myślałam, że najpierw musi być intencja, a potem gest. A ty mówisz, że może być odwrotnie?


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Kabalistka05 W pewnym sensie tak. W chasydzkich tekstach pojawia się idea, że regularne działanie - nawet bez pełnej kawwany - stopniowo ją buduje. To nie jest przyzwolenie na pusty mechanizm, raczej opis procesu. Nie wiem czy to prawda, bo sam z tym się zmagam.


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

Hej, ale ja mam tutaj bardzo przyziemne pytanie. Powiedzmy, że ktoś w pracy pyta wprost co robisz i nie wystarczy mu 'karty do medytacji' bo widział za dużo. Co wtedy? Jak przeprowadzić taką rozmowę żeby nie być ani kłamcą ani dziwadłem biurowym?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 577

@Roch Byłam w takiej sytuacji i mówię ci - szczerość częściowa działa lepiej niż wymyślona historia. Powiedziałam koleżance, że to mój rytuał przed stresującymi sytuacjami i że pomaga mi się skupić. Nie powiedziałam nic o kartach jako przepowiedni, tylko o rytualne skupieniu. Ona to przyjęła normalnie, bo sama ma coś podobnego - modlitwa przed wyjściem z domu.


Odpowiedz
(@stefciaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 72

@Malgosia87 O, to jest ciekawe co mówisz o tej koleżance. Bo ona pewnie by nie nazwała modlitwy 'ezoteryczną praktyką', a ty swoich kart pewnie też nie. I nagle okazuje się, że ludzie w biurze mają swoje rzeczy, tylko ich nie pokazują. To trochę zmienia obraz.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

To co mówi Stefciaa jest ważne. Mam wrażenie, że mamy w głowie obraz biura jako przestrzeni zero-duchowej, a to często nie jest prawda. Ktoś ma różaniec w kieszeni, ktoś nie zaczyna dnia bez kawy palonej o konkretnej porze bo to 'jego rytuał', ktoś przestawia długopisy na biurku zanim zacznie pracę. Rytuał jest wszędzie, tylko różnie nazwany.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, a co z runicznym fehu na karteczce przyklejonej do monitora? Mnie chodzi konkretnie o to - czy to jest zbyt oczywiste? Mam je małe, napisane własnoręcznie, ale ktoś może zapytać co to za znaczek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Nebularia Miałam coś podobnego - mały symbol na wewnętrznej stronie okładki notesu. Widoczny tylko dla mnie. Ale na monitorze to ryzyko, ktoś ciekawski na pewno zapyta. Zależy też jakie masz środowisko - w kreatywnych branżach nikt by nie mrugnął, w korporacyjnym biurze rachunkowym to już inna bajka.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, mam otwarte środowisko, graficy i copywriterzy, więc może nie jest tak strasznie. Ale wciąż - co mówić jak ktoś zapyta o 'ten znaczek'? Że to runa? Że to literka z jakiegoś alfabetu? Że to symbol szczęścia?


Odpowiedz
Wpisy: 214
 Roch
(@roch)
Połączone: 1 rok temu

No dobra, to powiem wam jak ja to zrobiłem raz. Kolega zapytał co mam na biurku, bo leżał u mnie mały kamień - czarny turmalin. Powiedziałem, że to taki mój talizman, że babcia mi dała i że przyzwyczaiłem się go mieć przy sobie. Część prawdy, część... nie kłamstwo, ale nie cała historia. I wiesz co? On kiwnął głową i tyle. Nawet nie drążył.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Roch O, to może właśnie tak - kamień jako wyjście awaryjne, bo kamień jest bardziej 'normalny' niż runa na karteczce. Nikt nie pyta czemu ktoś ma kamyk na biurku. Ale runa to jednak symbol i wygląda jak coś celowego. Zastanawiam się czy nie przepisać go gdzieś mniej widocznie.


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Nebularia Ale właśnie - czy mniej widocznie to nie wracamy do tej kwestii wstydu albo lęku? Nie mówię że źle, tylko że warto sobie odpowiedzieć na pytanie: chcę to ukryć bo to moje i nie muszę tłumaczyć, czy chcę ukryć bo mi wstyd? Te dwie rzeczy prowadzą do zupełnie innych decyzji.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy o fehu i myślę o jednej rzeczy - runa na widoku to jednak deklaracja, świadoma czy nie. W przeciwieństwie do kamienia na biurku albo gestu przed spotkaniem, symbol jest skończony, nieruchomy i można go wyguglować. To inna kategoria obecności w przestrzeni biura.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Sabineczka62 To jest celna obserwacja. Znak odczytany przez innych przestaje być prywatny, nawet jeśli jego znaczenie jest osobiste. W tradycji nordyckiej runy były używane publicznie i prywatnie - ale w tamtym kontekście społecznym wszyscy znali kod. Dzisiaj ktoś z biura zamiast odczytać fehu jako dobrobyt, wpisuje w Google 'dziwny znaczek na biurku kolegi' i ląduje nie wiadomo gdzie.


Odpowiedz
Wpisy: 728
Rozpoczynający temat
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Dokładnie to miałam na myśli mówiąc o środowisku. U grafików może ktoś powiedzieć 'o fajny znak, jest z jakiegoś projektu?' i na tym się skończy. W korporacji prawnej albo w dziale finansów ktoś może to potraktować jako coś do skomentowania na korytarzu. Znam obie te przestrzenie i to naprawdę różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 577
(@malgosia87)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale czy to nie jest też kwestia tego jak sama do tego podchodzisz? Mam wrażenie, że jak ktoś pyta pewnie, to ludzie rzadziej drążą. Jak ktoś się tłumaczy albo wygląda na spłoszoną, to pytają dalej. Nie wiem czy mam rację, ale u mnie tak to działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Malgosia87 Pewność siebie to jasne, ale czy to naprawdę wystarczy? Mam koleżankę z pracy, bardzo pewna siebie, i właśnie dlatego jak powiedziała o swoich praktykach to zrobiło się długie 'biurowe śledztwo'. Bo wszyscy pomyśleli, że jak jest pewna siebie, to można dopytywać.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Myślę że za bardzo skupiamy się na tym co powiedzieć kiedy ktoś zapyta, a mniej na tym jak w ogóle to robić żeby się nie stresować przy tym. Jeśli mam kamień w kieszeni i co jakiś czas go dotykam - nikt tego nie widzi. Jeśli mam symbol na monitorze - jest stale w polu widzenia innych. To kwestia formatu rytuału, nie tylko kwestia tłumaczenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@stefciaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 72

@Ulka_56 A to jest właściwie pierwsze konkretne rozwiązanie w tej rozmowie, nie filozoficzne. Chować w kieszeń zamiast eksponować. Mam pytanie - czy to co niewidoczne działa tak samo jak to co widoczne? Bo jak mam coś schowanego, to czy dla mnie samej ma tę samą siłę?


Odpowiedz
(@symeon75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 338

@Stefciaa To pytanie mnie zatrzymuje. Intuicyjnie bym powiedział, że tak - bo to twoja intencja i twoja świadomość, a nie obecność przedmiotu w cudzym polu widzenia. Ale mam też wątpliwość: czy przedmiot który jest schowany zaczyna tracić dla ciebie 'charakter', bo go nie widzisz i przestajesz o nim pamiętać?


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: