Obserwuję tę rozmowę i mam pytanie może trochę z innej strony - czy ktoś tu ma porę do rytuałów nie dlatego że sam to wypracował, tylko że tak go nauczono albo tak wyczytał i nigdy tego nie podważył? Bo zastanawiam się ile z tych przekonań o 'właściwych porach' pochodzi z własnego doświadczenia, a ile z przejętych schematów.
Ja mam pytanie może naiwne, ale czy w astrologii nie ma czegoś co mówi o porach dnia? Godziny planetarne? Bo słyszałam o tym, że każda godzina jest pod wpływem innej planety i to miało znaczenie dla magii. Ale nie wiem czy to w ogóle pasuje do tej rozmowy.
To co Ravenna powiedziała o godzinach planetarnych trochę mnie zaskoczyło, bo nie kojarzyłem tego z rytmem dobowym. Ale teraz myślę - czy taki system zewnętrzny mógłby paradoksalnie pomagać w skupieniu, nie dlatego że planety 'robią coś' o tej godzinie, ale dlatego że masz wyznaczony moment i psychicznie się na niego nastawiasz? Że to działa jak rodzaj kotwicy czasowej?
To jest zresztą teza którą można obronić czysto psychologicznie. Jeśli wiesz że robisz coś o konkretnej godzinie, twój mózg zaczyna się do tego przygotowywać wcześniej. Podobnie jak przed snem - zasypiasz lepiej jeśli masz stały rytuał wieczorny, nawet świecki, bo ciało i umysł dostają sygnał. Wyznaczony czas zewnętrzny robi to samo.
I to zamyka pewien krąg w tej rozmowie. Zaczęliśmy od pytania czy pora ma znaczenie, potem zastanawialiśmy się czy chodzi o stan a nie porę, a teraz wychodzimy na to że zewnętrzna pora może wywoływać stan - przez nawyk, anticipację, rytm. Więc pora ma znaczenie, ale nie sama z siebie, tylko przez to co uruchamia w tobie.
To co Mimoza napisała o anticipacji mnie trochę zaskoczyło. Czyli właściwie pora ma znaczenie nie sama z siebie, tylko przez to że mózg się przyzwyczaja i sam zaczyna wchodzić w odpowiedni stan przed? To brzmi bardziej jak warunkowanie niż magia.
Czyli de facto można by powiedzieć że pytanie z tytułu ma dwie odpowiedzi jednocześnie - zależy co rozumiesz przez 'znaczenie'. Jeśli pytasz o obiektywy wpływ pory na coś zewnętrznego, to to jest jedna dyskusja. Jeśli pytasz czy pora pomaga tobie wejść w odpowiedni stan, to to jest inna dyskusja. I ja miałem na myśli to drugie, ale chyba nieświadomie.
I to jest może najciekawszy moment tej rozmowy - że pytający sam odkrywa że pytał o coś innego niż myślał. To się często zdarza przy pytaniach o rytuały, bo są one tak wielowarstwowe że ciężko zadać jedno proste pytanie które obejmuje wszystko.
A czy to możliwe żeby obie warstwy - i ta obiektywna i ta nawykowa - działały jednocześnie i wzmacniały się? Znaczy, jeśli robisz coś w porę która jest 'właściwa' według jakiegoś systemu i dodatkowo masz nawyk żeby o tej porze wchodzić w skupienie, to czy nie dostajemy efektu podwójnego?
Zastanawia mnie jedno - czy ta cała rozmowa nie prowadzi do wniosku że najlepsza pora to ta w której zbiegają się twój osobisty rytm, ewentualnie jakiś zewnętrzny system jeśli w niego wierzysz, i regularność nawyku? I że żaden z tych elementów sam w sobie nie wystarczy? Bo tak jakoś to słyszę po przeczytaniu wszystkiego od początku.
