Mam pytanie, które mnie ostatnio mocno zajmuje i chciałem zapytać ludzi, którzy mają jakieś doświadczenie z rytuałami. Chodzi o to, że mam niekiedy problem z tym, co określiłbym jako zbyt płynną granicę między tym, co wewnętrzne, a tym co zewnętrzne. Psychiatra mówi o spektrum psychotycznym, u mnie to nie jest pełnoobjawowa psychoza, ale cos w tym stylu. I zastanawiam się, czy w ogóle mogę robić rytuały, medytacje z intencją, pracę z symbolami i tym podobne. Czy ktoś ma jakieś przemyślenia w tym temacie? Nie chodzi mi o opinię lekarza, bo to mam, chodzi mi o to, jak wy to widzicie od strony praktyki.
To naprawdę ważne pytanie i cieszę się, że je zadałeś wprost. Zacznę od tego, że rytuały same w sobie nie są neutralne psychicznie. Praca z głębokimi symbolami, transem, intensywną intencją, a już zwłaszcza niektóre techniki szamanistyczne czy ewokacyjne, realnie zmieniają stan świadomości. U osoby z tak zwaną elastyczną percepcją rzeczywistości to może pójść w kilku kierunkach i nie wszystkie są przyjemne. Mam na myśli głównie ryzyko nasilenia myślenia magicznego do stopnia, który trudno kontrolować. Ale to nie znaczy automatycznie "nie rób nic". Co konkretnie chciałeś robić? 😉
Dobre pytanie na końcu bo to naprawdę zależy od rodzaju rytuału. Inne ryzyko niesie cicha medytacja z intencją, inne praca z wywołaniem stanów odmiennych, a jeszcze inne rytuały zbiorowe, gdzie dochodzi presja grupowa i sugestia. Wolchw, czy masz jakieś konkretne praktyki na myśli, czy pytasz ogólnie?
Z runami jest tak, że to nie jest technika do biernego obserwowania. Aktywujesz skojarzenia, symbole mają działać jako coś w rodzaju klucza do nieświadomości, przynajmniej tak to interpretuję. Jeśli twoja percepcja jest "elastyczna", jak to ująłeś, to praca z mocnymi archetypami może otworzyć rzeczy, które potem trudno zamknąć. Sama miałam okres, kiedy po intensywnej pracy z Hagalaz przez kilka dni nie mogłam sie ustabilizować, a nie mam żadnych diagnoz. Nie mówię, żebyś rezygnował, ale pytam: masz kogoś, kto mógłby być obecny albo przynajmniej dostępny, kiedy pracujesz?
To chyba warto porozmawiać z nim konkretnie o tym. Nie dlatego, że rytuały są czymś złym, ale dlatego, że on zna twój przypadek i może powiedzieć, jakie mechanizmy są u ciebie najbardziej wrażliwe. Wiem, że pytałeś o perspektywę praktyczną, a nie kliniczną, ale myślę, że w tym przypadku jedno nie może istnieć bez drugiego.
Zakorzenione rytuały to takie, które nie mają na celu wprowadzenia cię w stan odmieniony ani nie odwołują się do archetypów wymagających głębokiej pracy psychicznej. Mówię o prostych czynnościach, które dają poczucie sprawczości i ciągłości. Zapalone świece o konkretnej porze, umycie rąk jako świadome zakończenie dnia, regularne zapisywanie intencji w notatniku. Coś, co ma stały kształt i nie wymaga od ciebie wchodzenia "głębiej". Różnica jest w tym, że w takim rytuale ty jesteś cały czas sobą, nie próbujesz sięgać do czegoś poza siebie.
Ten strach przed reakcją specjalisty jest zrozumiały, ale chcę powiedzieć jedną rzecz: dobry psychiatra nie ocenia treści przekonań, ocenia funkcjonowanie. Jeśli powiesz mu, że rytuały świec i afirmacje pomagają ci się skupić i dają strukturę, i jeśli to prawda, to nie ma powodu, żeby zakazywał. Ale jeśli powiesz, że nie wiesz, co jest rzeczywistością, i chcesz robić rzeczy, które mogą tę granicę dodatkowo rozmazać, to powinien powiedzieć: poczekaj, porozmawiajmy o tym. I to byłoby właściwe.
Chcę dodać perspektywę, o której jeszcze nie było. Rytuały z przedmiotami, a konkretnie z kamieniami, świecami, ziołami, mają jedną cechę, która moim zdaniem odróżnia je od pracy z symbolami wewnętrznymi: sa ugruntowane w materii. Masz do czynienia z czymś fizycznym, co możesz dotknąć, co ma ciężar, zapach, temperaturę. To samo w sobie może być formą zakorzeniania w rzeczywistości, nie oddalania się od niej. W tradycjach, które znam, proste rytuały z przedmiotami służyły właśnie temu, żeby poczuć sie bardziej obecnym, nie mniej. Natomiast zgadzam się z tym, co pisano wcześniej że jest różnica między takim podejściem a poszukiwaniem doświadczeń ekstatycznych.
Jeśli tak reagujesz na dotyk i zapach, to praca z kamieniami i ziołami może być naprawdę dla ciebie czymś, co pomaga a nie szkodzi. Kamień w dłoni podczas prostej intencji, to jest coś bardzo konkretnego. Znam osoby, które uzywaja tego jako techniki uziemienia, nawet nie w sensie ezoterycznym, ale dosłownie jako zakorzenienie w ciele i chwili. To oczywiście nie zamiast rozmowy z lekarzem, ale jako kontekst, o czym chciałbyś z nim rozmawiać, może być użyteczne.
Ten opis z ręką brzmi jak depersonalizacja, nie mówię, że diagnozuję, ale to jest termin który możesz sprawdzić i z którym możesz pójść do lekarza. I właśnie dlatego myślę, że konkretna rozmowa z psychiatrą jest tu naprawdę potrzebna, nie dlatego żeby zakazał ci rytuałów, ale żeby wiedzieć, przy jakim nasileniu objawów nie zaczynasz żadnej praktyki. To jest podstawa bezpieczeństwa. ^^
Nie chce być nie na miejscu, ale czy ktoś wie jak to jest z medytacją u osób z psychozą? Bo czytałem gdzieś że medytacja może też wywoływać podobne efekty jak depersonalizacja, i że nie dla każdego jest bezpieczna. A rytuały często mają ten element skupienia i wyciszenia, czyli trochę medytacyjny.
To jest ważna uwaga, bo akurat przy runach mam z tym konkretne doświadczenie. Galdr, czyli śpiewanie run, jest zdecydowanie bardziej zewnętrzny i ugruntowujący niż praca z runą przez jej kontemplację przy zamkniętych oczach i wchodzenie w jej "przestrzeń". Uczę się tego rozróżnienia na własnych błędach, bo przez długi czas myślałam, że wszystkie metody są równoważne, a nie są.
Wiecie co, trochę to wszystko przesadzacie z tym zagrożeniem. Znam parę osób, które mają różne stany psychiczne i praktykują od lat bez żadnych problemów. Rytuały są dla nich jak kotwica, właśnie stabilizują. Myślę, że tu chodzi bardziej o to, żeby nie robic czegoś ekstremalnego na sam początek, ale normalna praca z kamieniami czy świecami to nie jest żadne niebezpieczeństwo.
Chcę tylko powiedzieć, że ta rozmowa jest dla mnie naprawdę pomocna. Nie szukałem tu odpowiedzi, którą powinienem dostać od psychiatry. Szukałem rozeznania, co w ogóle istnieje jako opcje i jak to rozumieją ludzie, którzy praktykują. I to tutaj dostałem. Mam teraz konkretne pytania do lekarza i konkretne rzeczy, o których wiem, że mogę o nich rozmawiać. 😛
hmm dobra, to ważna informacja. Sekundy to zupełnie inna kategoria niż minuty. Mam jeszcze jedno pytanie, może troche boczne, ale czy te momenty zdarzają się częściej w konkretnych sytuacjach? Na przykład przy zmeczeniu, przy silnych emocjach, przy głodzie? Bo jeśli masz jakiś wzorzec, to możesz z niego korzystać jako wskaźnika, kiedy nie wchodzić w żadną praktykę. 😉
Mnie zastanawia jedna rzecz w tym wszystkim. Czy przy psychozie, nawet tej stabilizowanej, jest jakaś różnica między rytuałem robionym samemu a robionym w grupie? Bo intuicyjnie myślę, że obecność innych ludzi mogłaby być albo kotwicą, albo dodatkowym źródłem bodźców, i nie wiem w którą stronę.
Mam takie wrażenie, że przez całą tę rozmowę skupiliśmy się bardzo na tym, czego nie robić albo z czym uważać. A mnie zastanawia, czy jest coś, co byłoby wręcz wskazane. Nie w sensie "bezpieczne bo neutralne", tylko aktywnie pomocne dla kogoś, kto ma tendencję do tej elastyczności percepcji. Coś, co zakorzenia?
To jest coś, o czym nie myślałem w tych kategoriach, ale słyszę w tym sens. Mam kamień, który trzymam czasem bez zadnego powodu, po prostu siedząc. I właśnie on mnie jakoś skupia. Być może takie rzeczy są już częścią mojej praktyki, tylko nie nazywałem ich rytuałem. Może to jest dobry punkt wyjścia, coś, co już działa, i rozbudowywać od tam. 😉
Kamień, który trzymasz bez powodu, to jeden z najbardziej niedocenianych elementów pracy z materią. Jest w tym coś, czego nie da się zastąpić abstrakcją. Kamień ma wagę, temperaturę, fakturę, jest zawsze sobą. Nie zmienia się w zależności od tego, w jakim jesteś stanie. To jest właśnie ta stałość, ktorej szukasz przy chwiejnej percepcji. Gdybym miał cokolwiek zaproponować jako punkt startowy, to właśnie to: idź od tego, co już masz, i co juz działa. Nie buduj nowego systemu, tylko rozejrzyj się po tym, co istnieje. xD
Ten kamień to jest zresztą coś, co mam od bardzo dawna. Dostałem go od kogoś bliskiego i nigdy nie traktowałem go jako czegoś "magicznego", po prostu leżał. a potem zauważyłem, że sięgam po niego w momentach, kiedy coś jest nie tak. Jakby ręka sama wiedziala.
To jest ciekawe, bo opisujesz coś, co wyprzedzało twój świadomy wybór. Ręka sięga zanim głowa zdecyduje. Czy to się dzieje też wtedy, kiedy jesteś w tym trudniejszym stanie, czy raczej zanim do niego dojdzie?
swoją drogą, wcale nie brzmi abstrakcyjnie. To jest bardzo konkretny mechanizm somatyczny. Ciało przetwarza informacje o stanie układu nerwowego szybciej niż świadomość jest w stanie je zinterpretować. To nie jest magia, to fizjologia, ale to nie znaczy, że nie można tego używać celowo w praktyce rytuałowej. 😀
Ale czy to nie jest ryzyko że jak ktoś ma problemy z percepcją to akurat rytuał może sprawić że zacznie bardziej ufać tym sygnałom somatycznym niż powinien? Pytam bo nie każdy sygnał z ciała jest wiarygodny, no nie? 😀
Jeśli chodzi o konkretne rzeczy do opisania psychiatrze, to ta różnica między introspekcją a zaangażowaniem zewnętrznych zmysłów wydaje mi się czymś, co da się wyjaśnić bez żadnego ezoterycznego kontekstu. można po prostu powiedzieć: 'Robię coś, co angażuje ręce i skupia uwagę na fakturze obiektu.' To jest neutralne i prawdziwe zarazem.
Warto to zrobić, szczególnie jeśli to jest coś, po co sięgasz w momentach trudniejszych. Psychiatra powinien wiedzieć, jakie masz mechanizmy radzenia sobie, bo to jest informacja klinicznie ważna, bez względu na to, jak to nazwiemy. I jeśli on wie, że taki mechanizm masz, może też lepiej ocenić, co działa, a co ewentualnie trzeba wspomóc.
A propos tej rozmowy z psychiatrą, to mi przyszło do głowy coś innego. Czy jest jakaś różnica między tym że rytuał uspakaja a tym że odwraca uwagę? Bo jedno i drugie może działać, ale chyba nie tak samo.
To jest bardzo istotne rozróżnienie, które zrobiłeś. Coś inaczej działa kiedy wybierasz to z pozycji względnego spokoju, a inaczej kiedy jesteś już w środku trudniejszego stanu. To nie znaczy, że to złe, ale może wpływać na to, co ten rytuał faktycznie robi z układem nerwowym w danym momencie.
