Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób kt...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób które mają zaburzenie osobowości narcystycznej - praktyki dla pokory


Wpisy: 532
Rozpoczynający temat
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

hmm..., dobra, bo temat mnie zatrzymał przy przewijaniu. Mam wrażenie, że to pytanie jest szczere i wymaga czegoś więcej niż listy ziół i świeczek. Zaburzenie osobowości narcystycznej to jednak konkretna kwestia psychologiczna, nie tylko "czasem czuję się lepszy" - chociaż rozumiem, że mogłeś to uprościć, zeby nie pisać wypracowania na wstępie. Ale chcę dopytać - czy to diagnoza od specjalisty, czy raczej sam rozpoznajesz u siebie te tendencje? Bo podejście do pracy byłoby inne.


Odpowiedz
73 odpowiedzi
Wpisy: 146
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Zatrzymałam się na tym temacie, bo rzadko ktoś tu pyta o coś takiego wprost. Większość ludzi szuka rytuałów na przyciąganie, na kasę, na miłość. A tu ktoś pyta o pracę nad własną pychą. To już samo w sobie jest jakimś krokiem, niezależnie od tego, czy diagnoza formalna jest, czy nie. Ciekawi mnie tylko jedno - czy ta wyższość pojawia się w konkretnych sytuacjach, przy konkretnych ludziach, czy to bardziej taki stały szum w tle?


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

ojej też na to zwróciłam uwagę. Rytuały same w sobie nie "leczą" niczego w sensie klinicznym, ale mogą pełnić funkcję zakotwiczenia - powtarzalna czynność, która zmusza do zatrzymania się i spojrzenia na siebie inaczej. W tradycjach szamańskich jest sporo praktyk związanych z umniejszaniem ego, na przykład rytualne wyjście z pozycji centrum, dosłowne kłanianie się ziemi, ziołom, wodzie. Nie jako gest religijny, tylko jako ćwiczenie ciała w pokorze. Ciało często uczy się szybciej niż umysł.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Fraida A to jest ciekawe, bo w wielu tradycjach właśnie chodzi o to, zeby zmienić pozycję fizyczną wobec czegoś większego. W rytuałach szintoistycznych jest element misogi - oczyszczenia przez wodę - ale też harae, które dotyczy oczyszczenia z win i pychy. Nie jako kara, ale jako nowy początek. Zastanawiam się, czy autor tematu szuka czegoś, co jest powtarzalne codziennie, czy raczej jednorazowego, głębszego doświadczenia. 😀


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

no moim zdaniem to kwestia czakry solarnej - jak jest przeładowana, człowiek zaczyna widzieć siebie jako centrum wszechświata. Praca z manipurą przez oddech i wizualizację powinna to wyważyć. można też pracować z czakrą serca, żeby otworzyć empatię.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Nikodem71 Hm, ale to nie jest takie proste. Przeładowana manipura to jedno, ale jeśli ktoś ma głębiej zakorzeniony wzorzec, to samo siedzenie z wizualizacją żółtego kółka raczej nie wystarczy. Poza tym skąd wiadomo, że akurat ta czakra jest problemem, a nie na przykład zablokowana czakra korony, przez co ktoś nie może zobaczyć czegoś poza sobą? Jak to diagnozujesz?


Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Romcia03 No właśnie przez energię jak ktoś siedzi w ego i w kontroli, to klasyczna manipura. Czakra korony to raczej odcięcie od wyższego, nie pycha.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę w środek, ale mam inną perspektywę na to wszystko. Pycha i narcyzm to nie jest to samo, co za dużo energii w jednym miejscu. Psychologicznie narcyzm często jest przykrywką dla bardzo głębokiego poczucia niskiej wartości - to jest paradoks, który opisuje się od lat 70. To znaczy, że rytuał, ktory by robił kogoś "mniejszym", mógłby nawet zaszkodzić, jeśli pod spodem jest jakaś rana. Może zamiast szukać pokory, warto by szukać rytuałów związanych z połączeniem - z innymi, z naturą, z czymś poza sobą. Nie umniejszanie, ale rozszerzanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Hania_W To jest ważna uwaga. Sama znam osoby, które robiły różne praktyki umartwienia, jakieś posty, ograniczenia, symboliczne gesty pokory, i wychodziły z tego bardziej zamknięte w sobie niż wcześniej. Jakby ego tylko się schowało i czekało. Mam pytanie do ciebie - co rozumiesz przez rytuał połączenia? Coś konkretnego ci się nasuwa?


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

a wiesz konkretnie to na przykład praktyki z tradycji rdzennych Amerykanów, gdzie istotną rolę odgrywa bycie częścią kręgu - dosłownie, siadasz w kręgu z innymi i jesteś jednym z wielu, nie środkiem. Jest też praktyka dawania bez oczekiwania czegokolwiek, ale robiona rytualnie, z intencją, nie przy okazji. To nie jest jałmużna ani dobry uczynek na pokaz, tylko celowe działanie bez widowni. Coś, o czym nikt nie wie. Mnie to mocno uderzyło kiedy pierwszy raz o tym czytałam.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Hania_W To co mówi przypomina mi sufi koncepcję fana - rozpuszczenia ego w czymś większym. W rytuałach derwiszów obroty nie są po to, żeby osiągnąć trans, tylko właśnie po to, żeby przestać być centrum. Obracasz się, a środkiem staje się coś innego. Ale to wymaga bardzo długiej praktyki i najlepiej prowadzącego. Nie jest to coś, co się robi samemu z YouTube'a.


Odpowiedz
(@mlecznia66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 73

ojejku ojej, tyle tu mądrości, dziękuję wszystkim za te wypowiedzi! @Hania_W Mam pytanko - czy te rytuały bez widowni, o których pisała, można robić regularnie, codziennie? Czy muszą być jakieś specjalne dni czy okazje? Pytam bo sama staram się robić afirmacje codziennie i zastanawiam się, czy tu podobnie.


Odpowiedz
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

@Mlecznia66 Afirmacje to jednak coś innego niż rytuał pokory, bo afirmacja zazwyczaj mówi ci coś o sobie - jesteś wystarczająca, jesteś wartościowa, zasługujesz. To ma sens przy niskiej samoocenie. Ale przy pracy z ego chodzi raczej o wyjście z siebie, nie o budowanie lepszego obrazu siebie. Te dwie sciezki idą w przeciwnych kierunkach i warto nie mieszać ich w jednym tygodniu, bo można się po prostu pogubić.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@martynka00)
Połączone: 5 miesięcy temu

hmm, wchodzę tu bo numerologicznie to też ma jakiś sens - dziewiątka jako liczba zakończenia cyklu, oddania, poświęcenia. Osoby z silną dziewiątką w układzie często uczą się przez całe życie, żeby nie trzymać się własnego ego. Ale to tylko jeden wątek i nie mówię, że zastępuje cokolwiek innego. Bardziej jako kontekst. Co do samego rytuału - ktoś wspomnial o działaniu bez widowni i mnie to bardzo bliskie, bo ja tak właśnie próbuję pracować z oddawaniem. Ale jest jeden haczyk - kiedy działasz bez widowni, to i tak wiesz, że działasz. Ego się tylko przenosi. Jak się z tym mierzysz?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Martynka00 To jest naprawdę celna obserwacja i nie ma na to prostej odpowiedzi. W tradycji zen jest coś, co można by przetłumaczyć jako działanie bez aktora - mushin - czyli stan, w którym działasz, ale bez poczucia, że to ty działasz. Ale to jest wynik lat medytacji, nie coś, co ustawisz sobie jako intencję przed rytuałem. Może jednak bardziej praktycznie - sam proces powtarzania, nawet jeśli ego jest obecne, z czasem zmienia nawyk. Jak z każdym ćwiczeniem.


Odpowiedz
(@lawendowa_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Zengui A czy ten stan mushin da się jakoś wywołać przez rytuał, czy to raczej efekt uboczny długiej praktyki? Bo jeśli ktoś zaczyna od zera, to jak w ogóle ma wiedzieć, czy idzie w dobrym kierunku?


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

matko czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że rozmawiamy o czymś ważnym, ale trochę okrężnie. Bo jeśli osoba, która założyła temat, mówi że czasem czuje się lepsza od innych, to nie musi od razu oznaczać klinicznego narcyzmu. To może być zwykła ludzka pycha, z którą większość z nas się zmaga. I tu rytuały mają sens nawet bez diagnozy i bez lat medytacji. Na przykład w wielu tradycjach chrześcijańskich jest rachunek sumienia jako codzienny rytuał - nie jako biczowanie się, tylko jako uczciwe spojrzenie na dzień. Co zrobiłem, gdzie byłem nieżyczliwy, kiedy postawiłem siebie ponad innych. Proste, codzienne, bez ozdóbek.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@jasminowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Pelargonia80 Zgadzam się, że to może nie być kliniczne, ale właśnie dlatego warto podejść do tego z szacunkiem, bo granica między zdrową samooceną a mechanizmem obronnym bywa bardzo cienka. Mnie osobiście dużo dało ćwiczenie tonglen z tradycji tybetańskiej - wdychasz cudzy ból, wydychasz ulgę. Brzmi prosto, ale kiedy robisz to regularnie wobec kogoś, kogo nie lubisz albo kto ci podpada, to zaczyna się dziać coś nieoczekiwanego w środku. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej niż że zmieniają się priorytety.


Odpowiedz
(@lawendowa_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Jasminowa A wróćcie do tego tonglen, bo wspominała wczesniej - to jest buddyjska praktyka, ale co konkretnie się w niej robi? Czy to jest rytuał w sensie że ma jakiś ustalony schemat, czy raczej medytacja? 😉


Odpowiedz
(@jasminowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Lawendowa_H Tonglen to dosłownie dawanie i branie. Wdychasz czyjeś cierpienie, wydychasz ulgę. Ale to uproszczenie - chodzi o odwrócenie naturalnego odruchu bo naturalnie chcemy brać to co przyjemne i odpychać to co trudne. A tu robisz odwrotnie. To ma konkretny schemat - najpierw pracujesz ze sobą, potem z kimś bliskim, potem z kimś obojętnym, potem z kimś trudnym dla ciebie. Pema Chödrön opisuje to szczegółowo i jej tłumaczenie jest chyba najlepsze dla zachodniego czytelnika.


Odpowiedz
(@lawendowa_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Jasminowa I to ma cos wspólnego z pokorą? Bo nie do końca widzę połączenie - wdychanie czyjegoś bólu to jest gest empatii, ale jak to przekłada sie na zmniejszenie poczucia wyższości?


Odpowiedz
(@jasminowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Lawendowa_H Bo jak realnie wyobrażasz sobie ból konkretnej osoby - i nie jest to gest ani teatr - to przestaje ona być dla ciebie figurą. Staje się równie złożona jak ty. A poczucie wyższości żyje dokładnie na tym skrócie myślowym, że inni są prostsi, mniej czujący, mniej głęboki. Tonglen to rozbija od środka, jeśli jest robiony serio.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Lawendowa_H Chcę wrócić do pytania, które zadała - o to, jak wogóle człowiek wie, że idzie w dobrym kierunku, bo to mi zostało w głowie. myślę że w kontekście tego tematu dobrym sygnałem jest wzrost tolerancji na bycie zwykłym. Jeśli po jakimś czasie praktyki mniej przeszkadza ci że ktoś inny błyszczy w towarzystwie, że coś ci nie wyszło, że ktoś cię nie zauważył - to jest znak. Nie jakiś wielki wgląd, tylko mniejszy dyskomfort przy codziennych rzeczach.


Odpowiedz
(@mlecznia66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 73

@Zengui O, to jest bardzo konkretne i to rozumiem! Ale jak długo trzeba praktykować żeby takie zmiany w ogóle zauważyć? Pytam bo czasem robię różne rzeczy i nie wiem czy w ogóle działa czy może po prostu jest dobry okres w życiu. 🙂


Odpowiedz
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Mlecznia66 Szczerze? To nie ma jednej odpowiedzi. Ja swoje ćwiczenie z wypisywaniem robiłam kilka miesięcy zanim poczułam że coś drgnęło. I to nie był moment olśnienia - tylko nagle zorientowałam się że reaguję inaczej na coś, co wcześniej by mnie zdenerwowało. Takie retroaktywne spostrzeżenie.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, muszę zapytać szczerze, bo nie rozumiem - tonglen, mushin, harae... czy to wszystko da się jakoś zastosować bez wchodzenia głęboko w konkretną tradycję? Bo mam wrażenie, że żeby to miało sens, to trzeba być w jakimś kontekście, nie można po prostu wziąć oddechu z buddyzmu i dodać obracania z sufizmu i powiedzieć, że to rytuał. Albo można? Serio pytam, nie czepiam się. 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Magini59 To jest jedno z podstawowych napięć w całej tej dziedzinie. Są szkoły myślenia, które mówią że technika jest techniką i działa niezależnie od kontekstu kulturowego. I są takie które twierdzą że wyrwana z kontekstu traci coś istotnego. Moja praktyka pokazuje że obie mają rację, tylko w różnych momentach. Jeśli ktoś dopiero zaczyna i czuje się lepszy od wszystkich, to może ważniejsze jest żeby w ogóle zaczął robić cokolwiek, niż żeby robił to w pełnej ortodoksji. Ale mam pytanie do wątku - ktoś tu próbował czegoś i może powiedzieć jak to wyglądało w praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Ja próbowałam kilka lat temu czegoś, co sama sobie wymyśliłam, na podstawie różnych rzeczy które czytałam. Raz dziennie, wieczorem, wypisywałam trzy rzeczy, które ktoś inny zrobił lepiej ode mnie danego dnia. Dosłownie - nie jako samobiczowanie, tylko jako ćwiczenie uważności na innych. I wiesz co, to było trudniejsze niż myślałam. Szczególnie w złe dni, kiedy człowiek jest zmęczony, to pierwszy odruch to szukać w sobie, nie w innych. Robiłam to przez jakiś czas i miałam wrażenie, że coś się zmienia, ale nie potrafię powiedzieć co dokładnie.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

To co opisałam wyżej z tymi trzema rzeczami dziennie - po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że to ćwiczenie zmienia coś w sposobie patrzenia na ludzi w ogóle. Przestajesz ich traktować jako tło dla swojego życia, a zaczynasz widzieć jako osobnych. To brzmi banalnie, ale dla mnie nie było. Pytanie tylko, czy to jest rytuał, czy po prostu zapis w dzienniczku. Bo sama nie wiem jak to sklasyfikować.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

@Utopca To ciekawe pytanie, bo granica między rytuałem a nawykiem jest naprawdę płynna. Myślę, że rytuałem staje się wtedy, gdy robisz to z intencją i uwagą, a nie automatycznie. Jak zapisujesz te trzy rzeczy i myślisz przy tym przez chwilę, to już jest jakiś akt skupienia. A jak to wchodzi w rutyną i robisz to na autopilocie, to traci sens właśnie tego przekierowania uwagi.


Odpowiedz
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Przylaszczka66 Ale skąd wiadomo że się nie robi tego na autopilocie? serio pytam, bo mam wrażenie że sama siebie latwo przekonam, ze jestem skupiona, nawet jeśli w środku tylko odfajkowuję.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Magini59 I właśnie to jest sedno. Ego jest bardzo sprawne w przybieraniu postaci duchowości. Możesz przez rok zapisywać te trzy rzeczy i być przekonana, że pracujesz nad pokorą, a tak naprawde budujesz nową tożsamość osoby-która-pracuje-nad-pokorą. Co tez jest formą wywyższania się, tylko subtelniejszą.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Hania_W To co mówi to klasyczna pułapka, którą opisuje się w różnych tradycjach - w buddyzmie nazywają to czasem ego duchowe albo złudzenie postępu. Ale to prowadzi do absurdu, bo jak w takim razie w ogóle cokolwiek robić? Jeśli każda praktyka może stać się nową pożywką dla ego, to gdzie jest wyjście?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Romcia03 Nie twierdzę, że nie ma wyjścia, tylko że samo wykonywanie czynności to za mało. Kluczowe jest to, co dzieje się po. Czy po roku takiej praktyki inaczej zachowujesz się wobec konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach? Czy mniej przerywasz rozmowy? Czy mniej oceniasz? To są mierzalne rzeczy, tylko że nie w kategoriach duchowych, tylko zwykłych ludzkich.


Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Romcia03 Wracam do tematu czakr bo mnie wcześniej zakwestionowała i chcę doprecyzować. Nie twierdziłem że sama wizualizacja wystarczy. mówiłem o pracy z manipurą jako punkcie wyjścia. Jeśli ktoś ma chroniczne poczucie wyższości, to praca z czakrą serca równolegle ma sens - właśnie żeby otworzyć ten kanał empatii, o którym Jasminowa mówi. To nie są oddzielne systemy.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Nikodem71 Dobrze, rozumiem, co masz na myśli, ale moje zastrzeżenie było inne. Mówiłaś o przeładowanej manipurze jak o przyczynie. Ja kwestionuję to wnioskowanie przyczynowe. Narcyzm albo pycha nie bierze się z nadmiaru energii w jednym miejscu - to jest wzorzec myślowy i emocjonalny, który ma swoje źródła w historii człowieka. System czakr to jeden z języków do opisywania stanu, nie wyjaśnienie dlaczego.


Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Romcia03 Ale te języki nie muszą się wykluczać. Wzorzec myślowy i energetyczny to dwie warstwy tego samego 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 532
Rozpoczynający temat
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

a wiesz, właśnie, to wychodzi na to, że najlepszym sprawdzianem jest nie to jak czujesz się w trakcie rytuału, tylko co się dzieje w relacjach. Ale to jest trudne do obserwowania na sobie. Bo jak masz tendencję do widzenia siebie jako lepszego, to tez pewnie masz tendencję do interpretowania sytuacji na swoją korzyść.


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Dlatego w niektórych tradycjach praktyki pokory były zawsze robione z kimś - świadkiem albo nauczycielem, który miał prawo powiedziec, ze nic nie widzisz. W sufi masz szejcha, w chrześcijańskim monastycyzmie masz ojca duchowego, w zen masz mistrza. Solowa praktyka pokory to trochę oksymoron. 🙂


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Fraida No ale co ma zrobić osoba, która nie jest w żadnej tradycji i prawdopodobnie do żadnej nie dołączy? bo mam wrażenie, że większość osób na takim forum jak to robi wszystko samodzielnie i szuka czegoś co może zastosowac w praktyce bez guru i bez wspólnoty.


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Pelargonia80 Masz rację i to jest wazne zastrzeżenie. Powiem tak - w takim przypadku tym sprawdzianem może być po prostu informacja zwrotna od bliskich. Nie pytasz ich czy jesteś pokorny, bo to absurdalne. Ale zauważasz, czy relacje się zmieniają. Czy ktoś zaczął bardziej ci ufać, czy ktoś mniej chodzi na paluszkach wokół ciebie. To są sygnały z zewnątrz, których nie możesz sfabrykować.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

o rany, no właśnie, bo u mnie też nie był to żaden przełom. Przez długi czas myślałam, że nic się nie zmienia, a potem ktoś bliski powiedział mi że inaczej reaguję na krytykę. Nie byłam w stanie tego sama zauważyć. 😉


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mlecznia66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 73

@Utopca O właśnie, to jest to co mnie zastanawia - czy w ogóle można pracować nad czymś takim bez informacji zwrotnej z zewnątrz? Bo jeśli sama siebie nie widzę dobrze, to skąd wiem że rytuał w ogóle ma sens? 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

To jest pytanie które wraca w tej rozmowie w roznych wersjach i myślę ze nie ma na nie jednej odpowiedzi. Natomiast jest coś co mnie uderza - większość praktyk które tu padły, tonglen, wypisywanie, wizualizacja, mają jedną wspólną cechę. Wszystkie polegają na skierowaniu uwagi na kogoś poza sobą. I to chyba nie jest przypadkowe


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Zengui Ale czy to nie jest za proste? Uwagę na innych można skierować z bardzo różnych powodów i nie zawsze to coś zmienia w tym jak się postrzegamy na tle tych innych.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Romcia03 Masz rację, samo przeniesienie uwagi to za mało. Chodzi chyba bardziej o jakość tej uwagi. Tonglen działa nie dlatego że patrzysz na kogoś, ale dlatego że aktywnie wyobrażasz sobie ich wewnętrzną złożoność. To jest różnica między patrzeniem a widzeniem.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wtrącę się do tego wątku z tonglen, bo mam z nim pewne doświadczenie i chcę powiedzieć coś czego się nie spodziewałam - ta praktyka potrafi być naprawdę nieprzyjemna. Nie w złym sensie, ale wymaga pewnego rodzaju zgody na dyskomfort. I myślę, że to jest właśnie ta część która ma sens w kontekście pokory - bo pycha jest między innymi ochroną przed dyskomfortem. 🙂


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jasminowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Hania_W To bardzo trafne. Poczucie wyższości to jest w dużej mierze bufor. Jak jesteś najlepszy, to nie musisz się bać że cię odrzucą albo że nie wystarczasz. Tonglen ten bufor tymczasowo zdejmuje i to jest właśnie dlaczego jest trudne.


Odpowiedz
(@lawendowa_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Jasminowa Czyli mówisz że narcyzm albo pycha mogą być odpowiedzia na lęk? Że to nie jest taka prosta arogancja tylko jakiś mechanizm obronny?


Odpowiedz
(@jasminowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Lawendowa_H Tak to rozumiem, i to dość powszechna interpretacja zarówno w psychologii jak i w niektórych tradycjach duchowych. Buddyjski termin "mana" - który obejmuje pychę w sensie duchowym - jest opisywany jako wzorzec porównywania siebie z innymi, który płynie z tego samego korzenia co lęk przed nicością. Że jeśli nie jestem lepszy, to kim właściwie jestem.


Odpowiedz
Wpisy: 532
Rozpoczynający temat
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

I to by wyjaśniało dlaczego same rytuały pokory mogą być nieskuteczne albo wręcz przynosić odwrotny skutek jeśli nie dotykają tego co jest pod spodem. Można przez rok wypisywać rzeczy które podziwiasz w innych i nadal mieć w sobie ten sam lęk tylko przykryty grubszą warstwą pozornej skromności. 😉


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

no i dlatego w wielu tradycjach mówi się że pokora to nie jest cel tylko efekt. Że nie osiąga się jej przez ćwiczenie pokory jako takiej, tylko przez głębsze rozumienie własnej natury. W Kabale jest pojęcie bittul - anulowania ego - ale to nie jest gest, to stan który wynika z kontaktu z czymś większym od siebie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Fraida I tu znów wracamy do problemu dla osób które nie są osadzone w żadnej tradycji. Bo jesli pokora to efekt kontaktu z czymś większym, to co jest tym "czymś" dla kogoś kto nie ma gotowej odpowiedzi na to pytanie?


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

a wiesz moze natura? Serio mówię - niektóre badania nad zmniejszeniem ego po doświadczeniach w dziczy, to jest cos co opisuje Keltner z Berkley w kontekście poczucia grozy i zachwytu, po angielsku "awe". Mówi że doświadczenie czegoś co jest ogromne i przekracza naszą skalę dosłownie zmniejsza aktywność w rejonach mózgu odpowiedzialnych za narrację o sobie.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Nikodem71 O tym czytałam i to jest ciekawe. Ale jak to przełożyć na praktykę rytualną? Nie każdy może co tydzień wychodzić w góry albo patrzeć na ocean.


Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Romcia03 Właśnie to jest pytanie. Keltner mówił że można to wywoływać też przez muzykę, sztukę, nawet czytanie. Ale czy rytuał może to zasymulować? Może chodzi o to żeby rytuał był projektowany tak żeby człowiek poczuł się mały, nie symboliczne ale realnie.


Odpowiedz
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

Ale to jest trochę problem z rytuałami w ogóle - są zaplanowane, a więc kontrolowane. @Nikodem71 A poczucie grozy, o którym mówi, działa właśnie dlatego że nie jest kontrolowane. Jak za bardzo zaprojektujesz moment w którym masz się poczuć mały, to ego prawdopodobnie będzie tam i to obserwowało.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Przylaszczka66 To jest bardzo celna uwaga. Myślę że dlatego skuteczniejsze mogą być praktyki które mają strukture ale nie cel. Czyli wiesz co robisz, ale nie wiesz co z tego wyniknie. contemplatio w tradycji chrześcijańskiej jest dokładnie tym - siedzisz i nie próbujesz niczego osiągnąć. Samo to działa przeciwko ego.


Odpowiedz
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Nikodem71 Wracając do tego co mówił o doświadczeniu grozy - mam pytanie do wszystkich. Czy ktoś próbował zamiast chodzić w góry po prostu regularnie czytać, nie wiem, kosmologię albo historię głębokiego czasu? Bo Keltner mówił też, że ten zachwyt można wywołać przez konfrontację ze skalą której nie ogarniamy umysłem. I zastanawiam się czy rytuał czytania, świadomego, z intencją, mógłby działać podobnie. 🙂


Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Pelargonia80 Sam próbowałem czegoś takiego z astronomią, czytanie o odległościach w latach świetlnych celowo wieczorami, i faktycznie jest coś w tym co opisujesz. Ale mam wątpliwość czy to działa tak samo jak bezpośrednie doświadczenie. W badaniach Keltnera to właśnie fizyczna obecność, bycie w środku czegoś ogromnego, robiła największą robotę. czytanie może uruchamia wyobraźnię ale nie do końca to samo co ciało które stoi pod niebem i nie ma gdzie uciec wzrokiem.


Odpowiedz
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

@Nikodem71 Ale wlasnie to "nie ma gdzie uciec" jest według mnie kluczem. I tu wracam do tego co mówiłam wcześniej o planowaniu rytuałów. Może rytuał dla pokory powinien zawierać element w którym celowo nie masz kontroli? Nie co robisz, ale że nie wiesz co się wydarzy. Siedzenie na zewnątrz przy zmieniającej się pogodzie, chodzenie nieznaną trasą bez mapy. Ciało w sytuacji lekkiej niepewności.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Przylaszczka66 To mi się podoba ale mam pytanie praktyczne - jak to odróżnić od zwykłego chodzenia na spacer? Co sprawia że to jest rytuał a nie po prostu wyjście z domu?


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Romcia03 Intencja i struktura, ale taka minimalna. W wielu tradycjach rytuał to nie jest magia w dekoracji, tylko czynność otoczona świadomą ramą. Możesz wyjść z domu codziennie i to będzie nawyk. Możesz wyjść z domu z pytaniem, które nosisz jako temat spaceru, i wrócić żeby coś zapisać. Ta sama czynność, ale z innym statusem w głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

no ale czy to w ogóle jest do zrobienia dla kogoś kto ma naprawdę silne poczucie wyższości? Bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że większość tych praktyk wymaga pewnej dozy pokory zeby w ogóle zacząć. Jak ktos naprawdę jest przekonany że jest lepszy od wszystkich, to czy w ogóle sięgnie po tonglen albo usiądzie do contemplatio?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Magini59 To jest chyba najostrzejsze pytanie w tym całym wątku. I szczera odpowiedź jest taka, że jeśli ktoś w ogóle tu pisze i pyta czy może nad tym pracować rytualnie, to juz jest w innym miejscu niż ta pełna forma o której mówisz. Samo pytanie jest pęknięciem w murze.


Odpowiedz
Wpisy: 532
Rozpoczynający temat
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

No właśnie, i chyba od tego cały ten wątek się zaczął. Że ktoś pisze - czasem czuję się lepszy od wszystkich, czy mogę nad tym pracować. To już jest świadomość. I może w tym sensie pierwszym rytuałem jest to pytanie samo w sobie, a nie żadna konkretna praktyka. 🙂


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Czesia61 Zatrzymałam się na tym co napisała - że samo pytanie jest rytuałem. Brzmi ładnie, ale mam z tym problem. Bo to trochę jak powiedziec komuś kto przyszedł do lekarza, że już sama wizyta go leczy. Świadomość problemu to nie to samo co praca z nim, nie?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Magini59 Ale nikt chyba nie powiedział że to wystarczy. Chodziło raczej o to, że bez tego punktu wyjścia zadna dalsza praca nie ma sensu. Lekarz też cię nie wyleczy jeśli nie wiesz że jesteś chory albo nie chcesz przyznać że coś jest nie tak.


Odpowiedz
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Magini59 Dokładnie to miałam na myśli, że punkt startowy jest inny niż myślimy. Nie twierdzę że samo pytanie cokolwiek zmienia. Ale jeśli ktoś pyta, to już przekroczył pewien próg. I od tego progu można zacząć projektować praktykę, a nie od zera. 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@jasminowa)
Połączone: 2 lata temu

no ale, a propos intencji - zastanawiam się czy przy pracy z pychą intencja nie powinna być paradoksalnie mniej skupiona na sobie. bo jeśli wychodzę na spacer żeby stać się pokorniejszy, to cały czas jestem w centrum własnego projektu. Może lepiej gdyby intencja brzmiała: idę zobaczyć co jest, a nie: idę się zmienić. 🙁


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Jasminowa To jest serce calego problemu z rytuałami nastawionymi na zmianę siebie. W tradycji zen jest takie powiedzenie, że jak szukasz oświecenia to go nie znajdziesz, a jak przestaniesz szukać to nie wiadomo co znajdziesz. Pycha szczególnie dobrze żyje w środowisku projektow samodoskonalenia. Bo kto jest autorem projektu? Kto ocenia postępy? Ego, zawsze ego. 😉


Odpowiedz
(@lawendowa_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Zengui Ale to brzmi jak pułapka bez wyjścia. Jeśli każda próba zmiany karmi ego, to co w ogóle można zrobić? Siedzieć i nie robić nic? 😛


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Lawendowa_H Nie, chodzi raczej o zmianę orientacji. Robisz, ale bez ciągłego sprawdzania czy już jesteś lepszy. W praktykach kontemplacyjnych mówi się o tym jako o różnicy między działaniem skierowanym ku czemuś a działaniem ktore po prostu jest. Tonglen, o którym tu tyle było, jest właśnie zaprojektowany tak żeby przenieść punkt ciężkości z siebie na kogoś innego. nie robisz tego żeby być pokorny. Robisz to i pokora może przyjść jako efekt uboczny.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Chyba każdy ma tu trochę racji i trochę nie. zostawię to sobie na jakiś czas i zobaczę z czym mi się ułoży 😀


Odpowiedz
Udostępnij: