Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób kt...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób które mają zaburzenie powiązania - budowanie więzi


Wpisy: 314
Rozpoczynający temat
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Nie wiem, czy dobrze trafiłam z tematem do kategorii rytuały, ale coś mi podpowiada, że tak. Mam pytanie do osób, które pracowały z energią więzi albo po prostu z tym, co psycholodzy nazywają przywiązaniem. Mam koleżankę, która otwarcie mówi, że nie potrafi się przywiązać do ludzi. Rozstania jej nie bolą, bliskie relacje ją nużą po pewnym czasie, nawet z rodziną trzyma dystans. Ona sama twierdzi, że to nie jest w porządku, że chciałaby inaczej. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakieś podejście rytualne, które mogłoby tu cokolwiek zmienić. Nie mówię o żadnych rytuałach miłosnych, bardziej o pracy z energią serca, więzią w ogóle. Czy ktoś sie tym zajmował?


Odpowiedz
66 odpowiedzi
Wpisy: 945
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest temat, który rzadko pojawia się w tym kontekście, a powinien częściej. Zaburzenia przywiązania mają swoje odzwierciedlenie w czakrach, szczególnie w czakrze serca, ale też w splecie słonecznym, który odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i tożsamości w relacji z innymi. Zanim jednak ktokolwiek skoczy w rytuały, chciałabym zapytać o kilka rzeczy. Czy ta osoba ma świadomość skąd to pochodzi? Bo praca energetyczna bez jakiegokolwiek fundamentu w zrozumieniu wzorca daje połowiczne efekty. Rytuał może otworzyć, ale jeśli nie ma za nim gotowości na zmianę, to wraca sie do punktu wyjścia. 😉


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Stefcia04 Dokładnie to samo myślę. Sama pracowałam jakiś czas temu z czakrą serca i to nie był jeden wieczór ze świecą. Musiałam wcześniej bardzo uczciwie popatrzeć na to, gdzie te blokady siedzą. Ale mam pytanie do Ciebie, bo Ty lepiej rozumiesz ten temat. Czy splot słoneczny w tym kontekście to sprawa pierwszorzędna, czy raczej zaczynasz od serca? Bo ja kiedyś pracowałam od serca i miałam wrażenie, że otwieram coś, do czego inne warstwy jeszcze nie były gotowe. 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Trochę bym to jednak popatrzył od innej strony. Zaburzenie przywiązania, szczególnie typ unikający, to coś, co ma bardzo konkretne korzenie w dzieciństwie i układzie nerwowym. Nie mówię, że rytuały nie mają tu nic do powiedzenia, ale zastanawiam się, jak to konkretnie miałoby działać. Czy chodzi o zmianę przekonań poprzez symboliczne gesty? Czy o pracę z podświadomością przez powtarzalność? Bo rytuał z definicji jest powtarzalny i właśnie przez to moze odciskać ślad. Ktoś tu ma jakieś konkretne doświadczenia, a nie tylko teorię?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Pracowałam z osobami, które miały dokładnie to, co opisujesz. I powiem szczerze, że nie istnieje jeden rytuał, który to naprawi. Ale istnieje cos, co ja nazywam praktyką więzi, czyli regularne, świadome czynności rytualne nakierowane na budowanie kontaktu, najpierw z samym sobą, potem z innymi. Jedną z metod, którą stosuję, jest codzienny rytuał przy lustrze, oparty na idei pracy z lustrem, ale rozbudowany o elementy intencji i wizualizacji konkretnej relacji. Inna rzecz to praca z symbolami więzi, na przykład warkocze, węzły, sploty. Wiele kultur używało tego do oznaczania i wzmacniania połączeń między ludźmi. Nie mówię, że to szybkie. To jest praca na miesiące.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Nastka Węzły mnie tu zatrzymały. Bo to jest temat, który ma naprawdę starą tradycję, różne kultury, różne znaczenia. W magii wedyjskiej niti, czyli nitki i węzły, były używane zarówno do wiązania jak i uwalniania. W kontekście przywiązania to ciekawe, bo paradoksalnie osoba z tym problemem może potrzebować obu, najpierw symbolicznego uwolnienia od czegoś, co blokowało, a potem tkania czegoś nowego. Pytanie do Ciebie, bo mam wrażenie, że masz tu praktyczne doświadczenie. Czy te rytuały z węzłami robisz solo czy z udziałem tej osoby?


Odpowiedz
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Awenturynka00 Zwykle zaczyna się od pracy solo, bo osoba musi sama przejść przez pierwszą warstwę. Węzeł zawiązany samodzielnie, z konkretną intencją, na przykład: "zawiązuję gotowość na kontakt", ma inną jakość niż coś zrobionego na pokaz albo pod wpływem chwili. Potem, kiedy jest trochę więcej otwartości, można wprowadzać elementy wspólne. Ale to wymaga czasu. I tutaj wracam do pytania Kasjana, bo on miał rację że kluczowa jest powtarzalność. Właśnie to odróżnia rytuał od jednorazowego gestu. Codzienne, małe gesty rytualne budują nowy wzorzec neurologiczny dosłownie.


Odpowiedz
(@radgost)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 165

@Nastka. Zatrzymuję się przy tym, co napisała Wzorzec neurologiczny. To jest coś, co ma pokrycie w neuronauce - nawyki i powtarzalność zmieniają połączenia w mózgu. Ale czy rytuał to robi lepiej niż zwykłe ćwiczenie behawioralne? Szczerze pytam, bo mam wrażenie, że to jest pytanie o to, czy sama symbolika coś dodaje, czy liczy się tylko regularność. Bo jeśli tylko regularność, to i codzienne zapisywanie w dzienniku zrobi swoje. 😉


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Radgost A dlaczego jedno wyklucza drugie? Symbolika nie działa zamiast regularności, tylko przez regularnosc. Rytuał działa właśnie dlatego, że łączy oba. Masz intencję, masz formę, masz powtórzenie. Dziennik może być rytuałem, jeśli jest prowadzony z intencją. Bez niej to tylko notatki. Myślę, że to co ty opisujesz jako "zwykłe ćwiczenie" i rytuał to w praktyce bywa to samo, różni je tylko warstwa znaczenia, którą w to wkładamy.


Odpowiedz
Wpisy: 314
Rozpoczynający temat
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wróćcie na chwilę do tej osoby, o której pisałam na początku. Ona nie jest typem, który będzie co rano stał przy lustrze i powtarzał afirmacje. To nie jej styl. Bardziej potrzebuje czegoś, co ma konkretną formę, coś fizycznego, namacalnego. Czy takie rzeczy jak praca z kamieniami, z przedmiotami, z elementami natury, mogą wejść w to, o czym mówicie? 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

no kamienie to akurat temat, który znam dość dobrze. Przy pracy z więzią i otwartością na relacje często wymienia się różaniec, ale też malachit i morganit. Malachit jest dość agresywny energetycznie, sam z siebie wywołuje procesy, do których trzeba być gotowym. morganit natomiast jest łagodniejszy i często opisywany jako kamień, który pomaga otworzyć się na miłość w szerokim sensie, nie romantyczną konkretnie, ale gotowość na bliskość. Ale mam pytanie, bo to ważne, czy ta koleżanka sama chce spróbować, czy to Ty szukasz czegoś, co możesz jej podsunąć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Anastazy07 Ona wie, że szukam, i jest otwarta. Nie narzucam jej niczego. sama mi powiedziała, że chciałaby cos zmienić, tylko nie wie jak. Terapia była, pomaga częściowo, ale ona czuje, że brakuje jej jeszcze czegoś innego, jakiejś warstwy, której psycholog nie dotknął. 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co mówisz o tej "innej warstwie" jest ważne. Dużo osób, które pracowały z zaburzeniem przywiązania terapeutycznie, opisuje, że rozumieją intelektualnie skąd to pochodzi, ale ciało nadal reaguje po staremu. I właśnie tu rytuał może wejść, bo angażuje ciało, nie tylko głowę. Praca z ogniem, z wodą, z ziemią, to nie jest metafora. To jest dosłowne zaangażowanie zmysłów w nową historię, którą opowiadamy sobie o sobie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Awenturynka00 To mnie zastanawia. Mówisz o ciele i zmysłach. Czy znasz jakieś konkretne rytuały z żywiołem wody, które działają tu dobrze? Bo woda w wielu tradycjach jest żywiołem emocji i relacji. Sama ostatnio pracowałam z kąpielami rytualnymi, ale bardziej w kontekście oczyszczenia, nie budowania więzi.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

hmm..., kąpiel rytualna przy zaburzeniu przywiazania ma sens, ale nie jako jednorazowe oczyszczenie. Bardziej jako rytuał przejścia, który powtarza się w określonych momentach. W tradycji słowiańskiej woda była medium łączenia, nie tylko oczyszczania. Obmywanie rąk przed spotkaniem z kimś bliskim, picie ze wspólnego naczynia, to były gesty, które miały konkretne znaczenie społeczne. Można to przenieść na pracę indywidualną, na przykład rytuał obmycia dłoni z intencją bycia gotowym na dotyk, na obecność drugiej osoby. Brzmi prosto, ale powtarzane regularnie działa na zmianę nastawienia ciała.


Odpowiedz
Wpisy: 59
(@sigilia67)
Połączone: 2 lata temu

Czytam i mam jedno pytanie, bo jestem tu trochę z boku. Czy to, co opisujecie, to jest coś, co osoba może robić sama, w domu, bez prowadzenia kogoś z zewnątrz? Bo mam wrażenie, że tu zaczyna się robić dość zaawansowane i zastanawiam się, czy samodzielna praca jest w ogóle bezpieczna przy czymś tak delikatnym jak zaburzenia przywiązania.


Odpowiedz
23 Odpowiedzi
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Sigilia67 Dobre pytanie i ważne. Praca z prostymi rytuałami, kamień, intencja, woda, jest bezpieczna samodzielnie. Rytuały, które mocniej zagłębiają się w blokady, np. praca z genealogią rodzinną, z przodkami, z traumą więzi, powinny być robione z kimś doświadczonym. Granica jest wtedy, gdy zaczynasz wchodzić w emocje, które cię przytłaczają, albo gdy cokolwiek zaczyna przypominać obsesję. Sama praca przy lustrze, przy wodzie, z kamieniem, to nie jest ryzykowne.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Nastka Wspomniałaś, o genealogii i przodkach. To mnie zatrzymało. Zaburzenie przywiązania bardzo często jest transmitowane pokoleniowo. Babcia, która nie umiała kochać, bo jej matka też nie umiała, i tak dalej. Są tradycje, które mają rytuały właśnie do pracy z tymi liniami. Wiem, że w podejściu systemowym do magii mówi się o tym sporo. Czy to ma sens w tym kontekście? I jak wogóle taki rytuał mógłby wyglądać?


Odpowiedz
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Kasjan Praca z liniami rodzinnymi jest jak najbardziej uzasadniona. W praktyce wiele szkół magicznych, szczególnie tych, które wywodzą się z tradycji animistycznych albo szamanicznych, zakłada, że pewne wzorce są "dziedziczone" na poziomie energetycznym, nie tylko genetycznym. Rytuał przepracowania linii może polegać na prostym uznaniu, co przyszło od przodków, i symbolicznym wyborze, co się zatrzymuje. Palenie pisanego intencjonalnie papieru, zakopywanie, oddawanie wodzie. Ale ostrzegam, to co Sigilia67 słusznie zauważyła, przy takich rytuałach warto mieć kogoś, kto pomoże postawić intencję bez dramatyzowania. Bo łatwo wpaść w narrację, że jesteś ofiarą wszystkich swoich prababć, i to ci nie pomoże.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Awenturynka00 Wracam do tego wątku z przodkami, bo coś ważnego powiedziała, ale urwało się. Jeśli zaburzenie przywiązania jest dziedziczone pokoleniowo, a wiemy z psychologii, że wzorce więzi przekazują się przez minimum trzy generacje, to pytanie jest takie: czy rytuał pracy z liniami rodzinnymi adresuje właśnie ten poziom, czy działa bardziej symbolicznie na osobę, która go wykonuje? Bo to nie jest to samo. Ktoś tu pracował z tym konkretnie? nie teorią, ale praktyką?


Odpowiedz
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Kasjan To zależy od tradycji, z której rytuał pochodzi. W praktykach szamanicznych, szczególnie w podejściu Sandra Ingerman i jej pracy z odzyskiwaniem duszy, zakłada się, że możesz dosłownie cofnąć się do momentu, gdzie wzorzec się zaczął, i tam przeprowadzić zmianę. To nie jest praca symboliczna w sensie "potrzymam kamień i pomyślę o babci". To jest praca, w której intencja i stan zmieniają coś na poziomie, którego nie widzimy. Ja sama nie jestem w stanie powiedzieć, co tam "naprawdę" się dzieje, ale widziałam efekty. Twoje pytanie jest słuszne, bo różnica między symbolicznym a rzeczywistym działaniem rytuału to nie jest prosta sprawa.


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Kasjan To rozróżnienie, które robi, jest ważne i trochę mnie denerwuje, że tak rzadko się o tym mówi wprost. Bo część ludzi robi rytuał i myśli, że zmiana wydarzy się sama. A praca z liniami rodzinnymi, jeśli jest poważna, wymaga żebyś najpierw wiedziała, co w tej linii jest. Nie wystarczy zapalić świecę i zaprosić przodków. Trzeba wiedzieć, kogo zapraszasz i co chcesz od nich. To nie jest kwestia poziomu wtajemniczenia, tylko po prostu przygotowania. Florka53, a ta osoba, o której piszesz, czy ona ma jakieś informacje o swojej rodzinie? Bo to by dużo mówiło o tym, od czego zacząć.


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Stefcia04, ona wie trochę. Wie, że jej mama miała podobne trudności i że babcia była bardzo chłodna emocjonalnie. Dalej nie sięga, bo nie ma kontaktu z tą częścią rodziny. Ale właśnie to jest interesujące, że sama o tym mówi, rozumie skąd to pochodzi, ale jak mówi Awenturynka, ciało reaguje po staremu. Mam poczucie, że rytuał z przodkami mógłby być trafiony, ale boję się zaproponować coś, do czego sama nie mam w tej chwili narzędzi, żeby ją przeprowadzić. I teraz pytanie do Nastki albo Awenturynki: czy są jakieś bezpieczne formy tej pracy, które ktoś może zrobić sam?


Odpowiedz
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Florka53, tak, są. Ale chcę najpierw zapytać o jedną rzecz. Ta osoba, czy ona ma tendencję do dysocjacji, do "wychodzenia z siebie" podczas emocjonalnych momentów? Bo to zmienia dobór formy. Praca z przodkami potrafi uruchomić bardzo stary materiał i jeśli ktoś ma ten mechanizm obronny, potrzebuje innego zakotwiczenia podczas rytuału. Nie mówię, żeby ją przestraszyć, tylko żeby dopasować. Jeśli jest raczej "zamrożona emocjonalnie" niż "wylatująca", to można spokojnie zacząć od prostego rytuału obecności przy stole, z symbolicznym miejscem dla przodków.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Nastka Co masz na mysli przez "zakotwiczenie"? Pytam, bo słyszałam to słowo w różnych kontekstach i nie zawsze rozumiem tak samo. Czy chodzi o fizyczny kontakt, ciężar w rękach, coś z oddechem? Pracuję z ciałem dość regularnie i ciekawi mnie, jak to wygląda w kontekście rytuałów więzi.


Odpowiedz
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Irenka.1 Dokładnie to, co wymieniasz. Ciężar kamienia w dłoni, stopy na podłodze, ewentualnie zapach, który kojarzy się z bezpieczeństwem. Chodzi o to, żeby podczas pracy, która dotyka głębokich warstw, układ nerwowy miał punkt odniesienia: jestem tu, teraz, bezpiecznie. Bez tego rytuał może stać się kolejnym doświadczeniem przytłoczenia, a nie uzdrowienia. W praktyce to wygląda tak, że przed właściwą pracą spędzasz kilka minut tylko na tym. Czujesz podłogę. Słyszysz dźwięki w pokoju. Dopiero potem otwierasz intencję.


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

Wracam do morganitu, bo wcześniej urwało mi się na tym. Przy zaburzeniu przywiązania jedną z rzeczy które obserwowałem, jest to, że osoba intuicyjnie odpycha kamień, który mógłby jej pomoc. Morganit bywa odczuwany jako "za miękki", "za ckliwy". To też jest informacja. @Florka53, wspominałaś, że ta osoba potrzebuje czegoś namacalnego. Wiesz moze, czy ona reaguje na kamienie w ogóle? Niektórzy po prostu nie czują nic i to też nie jest blokada, tylko inna droga wejścia. 😉


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Anastazy07 hmm tu akurat mam inne zdanie. nie wiem tego. Nie rozmawiałyśmy o kamieniach konkretnie. Ale to, co mówisz o odpychaniu, brzmi bardzo znajomo w jej kontekście. ona generalnie odrzuca rzeczy, które są kojarzone z "delikatnością". nie wiem czy to obronność, czy po prostu styl. Morganit brzmi jak coś, co ona sama by odrzuciła z automatu. Może coś bardziej neutralnego energetycznie byłoby lepszym wejściem?


Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 174

Zaczepiłem się o ten temat bo pracuję z przedmiotami od lat. I mogę powiedzieć jedno: dla mnie ważniejsza niż sam kamień jest historia obiektu i intencja nadana podczas jego "aktywacji". Mam kilka przedmiotów, które towarzyszą mi przy pracy z relacjami, i żaden z nich nie jest ładny ani szczególnie znany. Jeden to kawałek szkła morskiego, który znalazłem. Ale to, co w niego włożyłem przez lata uwagi, jest dla mnie ważniejsze niż właściwości minerału. @Florka53, może w tym kierunku pójść z tą osobą? Nie kupować czegoś gotowego, tylko znaleźć coś, co już ma dla niej znaczenie?


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Bogumil.ka To jest świetny trop. Ona jest typem, który raczej znajdzie coś niż kupi, jeśli to ma mieć dla niej wagę. Mam wrażenie, że kupiony gotowy przedmiot byłby dla niej zbyt przypadkowy. A znaleziony może mieć już jakiś ladunek. Nie pomyślałam o tym wcześniej.


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Bogumil.ka To, co mówi, jest jednym z ważniejszych elementów tej całej rozmowy i trochę żałuję, że pojawiło się tak późno. Przedmiot znaleziony versus kupiony to nie jest kwestia estetyki. Chodzi o to, że w momencie znalezienia jest jakaś forma spotkania. Osoba z zaburzeniem przywiązania, która z definicji ma trudnosc z inicjowaniem więzi, może przez taki przedmiot poćwiczyć dokładnie to, co jej sprawia trudność: bycie otwartą na coś, co wychodzi naprzeciw. Brzmi jak dygresja, ale dla mnie to jest sedno.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Stefcia04 Mam pytanie do Ciebie, bo to, co napisałaś, mnie zatrzymało. Mówisz o "przedmiocie, który wychodzi naprzeciw". Czy to nie jest trochę projektowanie? Czyli to my decydujemy, że coś "wyszło naprzeciw", bo zwróciliśmy uwagę. Nie kwestionuję efektu, który może być realny, ale zastanawia mnie, co tak naprawdę robi rytuał w tym przypadku: czy zmienia coś "na zewnątrz", czy głównie zmienia narrację osoby o sobie? Bo jeśli to drugie, to jest to nadal wartościowe, tylko działanie jest gdzie indziej.


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Kasjan A te dwa warianty się wykluczają? Zmiana narracji o sobie to jest realna zmiana. Układ nerwowy nie rozróżnia między "obiektywnym zdarzeniem" a "głęboko przeżytym symbolem". Jeśli osoba z zaburzeniem przywiązania po raz pierwszy czuje, że coś się do niej zwróciło, i to przeżycie jest fizyczne, obecne, powtarzalne, to coś w niej się przestawia. Czy to jest "na zewnątrz" czy "w narracji", dla mnie to pytanie jest trochę bez sensu, bo w pracy z rytuałem ta granica po prostu nie istnieje.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Stefcia04 Nie mówię, że się wykluczają. Mówię, że warto odróżniać mechanizm od efektu. jesli efekt jest realny, to super. Ale jeśli mówimy komuś, że znaleziony kamień "wybrał go", to bierzemy odpowiedzialność za to, jak ta osoba będzie potem interpretować inne zdarzenia. I tu mam pytanie do ciebie albo do Nastki: jak wy pilnujecie, żeby ta narracja nie przerodziła się w coś, co sprawia że człowiek szuka znaków zamiast działać?


Odpowiedz
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Kasjan To jest pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od osoby. Natomiast z mojej praktyki wynika, że ryzyko "szukania znaków zamiast działania" jest realne, ale zwykle pojawia się tam, gdzie rytuał zastępuje relację terapeutyczną, a nie ją uzupełnia. Jeśli ktoś ma grunt pod nogami i wie, po co wykonuje daną czynność, to nawet silna symbolika nie rozmywa mu rzeczywistości. Natomiast przy poważnym zaburzeniu przywiązania ten grunt bywa chwiejny i wtedy naprawdę nie powinno sie zostawiać osoby samej z rytuałem. 😉


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Nastka To co mówi o gruncie pod nogami trochę mnie zatrzymało. Bo z jednej strony rozumiem to jako metaforę, z drugiej zastanawiam się, czy jest jakiś konkretny sygnał, który daje ci znać, że ktoś ma ten grunt czy nie. Czy to jest coś, co widać po tym, jak mówi o sobie? Czy raczej po tym, jak reaguje na pracę? 🙂


Odpowiedz
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Irenka.1 Obydwa. Ale najczęściej po tym, jak reaguje na pracę. Osoba bez gruntu ma tendencję do intensywnego przeżycia podczas sesji albo rytuału, a potem się "ulatnia", nie ma zakotwiczenia w tym, co się wydarzyło. Nie może powiedzieć: zrobiłam X i teraz czuję Y. Jest bardziej: coś się stało, ale nie wiem co. To sygnał, że praca z symboliką jest jeszcze przedwczesna.


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

Czytam to i myślę o tej osobie, o której piszę od początku. Ona ma tendencję do intensywnych przeżyć, po których nic nie zostaje. Opisywała mi coś takiego w odniesieniu do relacji: że jest moment bliskości, a potem jakby wszystko wyparowuje i trzeba zaczynać od zera. @Nastka To brzmi podobnie do tego, co mówi o pracy z symboliką. Czy to oznacza, że rytuał w jej przypadku musi mieć bardzo konkretne zakończenie? Dosłownie: herbata, zamknięcie drzwi, coś namacalnego?


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Kasjan Wracając do twojego pytania, bo chcę dopowiedzieć jedną rzecz. Pilnowanie tej granicy to nie jest tylko kwestia doboru słów przy rytuale. To jest też kwestia tego, co człowiek robi po. Czy wraca do relacji, do ciała, do codzienności. Rytuał, który nie ma żadnego zaczepu w zwykłym życiu, faktycznie może wciągnąć w spiralę szukania znaczeń. Ale taki, który kończy się czymś bardzo prostym i codziennym, jak herbata, wyjście na spacer, cokolwiek, łatwiej trzyma w rzeczywistości.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Doszedłem tu późno, ale mam swoje trzy grosze. Pracowałem z runami w kontekście więzi i chcę powiedzieć, że dwie runy są tu często wymieniane: Gebo, czyli dar i wymiana, która symbolizuje dawanie i przyjmowanie w równowadze, i Othala, czyli dziedzictwo i korzenie. Othala jest ciekawa właśnie przy tym, o czym piszecie bo można ją rozumieć jako dziedzictwo, które można wybrać albo odłożyć. Rytuał medytacyjny z Othalą, z pytaniem, co z linii rodzinnej chcę zatrzymać, a czego nie, może być dobrym punktem wyjścia. Nie wymaga dużo, tylko spokój i gotowość na to, co wyjdzie. 😀


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@danielka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Runolog Nigdy nie myślałam o Othali w tym kontekście. Kojarzyła mi się bardziej z majątkiem, domem. Ale to, co mówisz o wyborze dziedzictwa, bardzo do mnie trafia. Mam pytanie, czy pracujesz z runą fizycznie, rysujesz ją, nosisz, czy bardziej jako symbol do medytacji?


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Danielka Fizycznie i jako symbol jednocześnie. Rysuję ją, ale też wycinam z drewna i trzymam przy sobie przez jakiś czas. Chodzi o to, żeby ciało ją czuło, nie tylko głowa wiedziała, że "mam teraz intencję". Ale z Othalą jest jeden haczyk, który warto mieć z tyłu głowy, choć to nie FAQ, więc nie chcę tego spłaszczać: ona potrafi najpierw wyciągnąć na wierzch to, czego nie chcesz widzieć. Jakby przed budowaniem musiało przyjść rozebranie. Danielka, a ty w ogóle pracowałaś z runami fizycznie, czy raczej czytałaś o nich? 😀


Odpowiedz
(@danielka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Runolog Tylko czytałam. I właśnie dlatego pytam, bo mam wrażenie, że coś mi umyka kiedy to jest tylko teoria. To co mówisz o Othali i tym "rozebraniu" trochę mnie zatrzymało. Bo moja pierwsza myśl była: no to może niekoniecznie zaczynać od niej, jeśli ktoś już jest w trudnym miejscu. Ale z drugiej strony może właśnie wtedy to ma sens? Nie wiem, pytam szczerze.


Odpowiedz
Wpisy: 59
(@sigilia67)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i próbuję to poukładać. Więc jeśli dobrze rozumiem, bezpieczny punkt startowy to: kamień, woda, prosta intencja, ciało obecne. Praca z przodkami to kolejny etap i wymaga większego przygotowania. Dobrze to ogarniam, czy upraszczam za bardzo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Sigilia67 Nie upraszczasz, ale jedno uzupełnienie. "Bezpieczny" nie znaczy "płytki". Nawet prosta praca z intencją i kamieniem może poruszyć dużo, jeśli ktoś jest gotowy. Nie ma tu sztywnej drabinki. Chodzi raczej o to, żeby dobierac formę do stanu osoby, a nie do hierarchii trudności. Ale tak, generalnie kierunek masz dobry.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

ehh, obsydian gdzieś tu padał wcześniej i to może być trafniejsze. Albo labradoryt, który nie jest oczywisty, ale przy pracy z wzorcami z dzieciństwa bywa zaskakująco dobry. Nie "miękki" ale pracuje z tym, co niewidoczne. Tyle że labradoryt to juz coś, co warto mieć w rękach, żeby ocenić. Ona mogłaby poprostu wejsc do sklepu z kamieniami i zobaczyć, co ją zatrzyma. To też może być rytuał w pewnym sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 165
(@radgost)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to, co piszecie o labradorytach i obsydianach i za każdym razem mam ten sam dylemat. To znaczy rozumiem, że ludzie mają z tym doświadczenia, nie kwestionuję. ale zastanawia mnie, czy to co czujemy przy kamieniach to jest coś specyficznego dla danego minerału, czy raczej coś, co sami wnosimy. Bo jeśli to drugie, to może nie ma znaczenia, który kamień, tylko że w ogóle jest jakiś fizyczny przedmiot z intencja. Ktoś próbował to sprawdzić, dajmy na to, biorąc kamień, nie wiedząc, jaki to jest?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Radgost Tak, i to jest sensowne pytanie. Część praktyków litoterapii mówi, że intencja i uwaga robią więcej niż "właściwości minerału". Inni twierdzą, że to nieprawda i że ślepe testy pokazują różnice w odczuciach. Nie znam badań, które by to rozstrzygały, bo tego raczej nie da się dobrze zmierzyć. Ale powiem ci, co obserwuję: kiedy ktoś bierze kamień bez wiedzy o nim i opisuje co czuje, a potem dowiaduje się co to, i to co powiedział pasuje do tradycyjnych "właściwości", to robi wrażenie. Czy to znaczy, że kamień "robi coś sam"? Nie wiem. Może to coś w ciele rozpoznaje, czego umysł jeszcze nie wie.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Tak, i to nie jest detal. To jest być może ważniejsze niż cały rytuał. Zwłaszcza przy tym wzorcu, który opisujesz: intensywność, potem pustka. Zakończenie rytuału powinno być czymś, co angażuje zmysły i sygnalizuje: to się skończyło, jestem tu, wszystko zostaje. Nie musi być długie. Może być dosłownie: zjadłam kawałek czegoś, umyłam ręce, wyszłam za drzwi. Ale musi byc. ^^


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sigilia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 59

@Cesarzyca To co napisała o zmyslach przy zakończeniu ma dla mnie duży sens. Nigdy nie myslalam o tym w ten sposób, że zakończenie jest osobną częścią rytuału, a nie tylko wygaszaniem. Mam pytanie trochę z boku: czy ta zasada dotyczy tylko pracy z zaburzeniem przywiązania, czy generalnie każdego głębszego rytuału?


Odpowiedz
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Sigilia67 Generalnie każdego. Ale przy zwykłej pracy z intencją ciało zwykle samo się reguluje. Przy pracy z traumą lub głębokimi wzorcami ta samoregulacja może nie zadziałać, więc zakończenie trzeba zaprojektować z góry, nie zostawiać przypadkowi.


Odpowiedz
Wpisy: 165
(@radgost)
Połączone: 1 rok temu

Czytam i mam pytanie które może brzmieć naiwnie. skąd wiecie, że to co czujecie podczas rytuału pochodzi z rytuału, a nie po prostu z tego, że skupiliście uwagę na sobie przez dłuższą chwilę? Pytam serio, bo rozmawiamy o zaburzeniu przywiązania i zastanawiam się, czy sam akt skupienia się na sobie przez godzinę nie byłby juz terapeutyczny, niezależnie od symboli. 🙂


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Radgost I masz rację, i nie masz. To znaczy: skupienie uwagi na sobie to jest część mechanizmu. Nikt nie będzie ci mówił, że działa magia niezależnie od człowieka. Ale symbole, struktura, intencja, to nie jest dekoracja. One kierują tę uwagę w konkretne miejsca. Możesz siedzieć przez godzinę z herbatą i gapić się w ścianę, to też jest coś. Ale rytualny kontekst tworzy rodzaj ramy, która pozwala wejść głębiej bez "myślenia o tym". Przynajmniej tyle można powiedzieć bez odwoływania się do czegoś, czego nie da się zmierzyć.


Odpowiedz
(@radgost)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 165

@Awenturynka00 Dobra, tę ramę rozumiem. ale mam jedno dodatkowe pytanie: czy ta rama działa lepiej niż np. praca z terapeutą, który też daje strukturę i kieruje uwagę? Albo inaczej: co rytuał daje, czego terapia nie daje?


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

ojejku, wchodzę w ten wątek, bo to ciekawe pytanie. Z mojego doświadczenia rytuał daje coś, co terapia rzadko oferuje: możliwość zaadresowania czegoś, co nie ma języka. Przy zaburzeniu przywiązania duża część wzorców pochodzi z okresu przed słowami. Terapia werbalna siłą rzeczy pracuje na poziomie, gdzie już jest mowa. Rytuał może wejść wcześniej, przez ciało, obraz, symbol, zapach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 174

@Anastazy07 Dokładnie to. I dodam jeszcze jeden element: rytuał daje sprawczość. W terapii jesteś w dużej mierze w relacji z terapeutą, który prowadzi. W rytuale ty decydujesz, kiedy, co, w jakiej kolejności. Dla osoby z zaburzeniem przywiązania, która ma często silną potrzebę kontroli, to moze byc pierwszy moment, gdzie poczucie wpływu na coś ważnego nie wiąże się z lękiem przed oceną.


Odpowiedz
Wpisy: 314
Rozpoczynający temat
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

ehh, ten punkt o sprawczości i kontroli jest bardzo trafny. Ona naprawdę ma to. Bardzo potrzebuje kontrolować przebieg rzeczy i jednocześnie czuje się fatalnie, gdy ma wrażenie, że coś wymknęło się spod kontroli. Nie pomyślałam o tym, że rytuał może być dla niej przestrzenią, w której kontrola jest czymś dobrym, a nie objawem problemu. To zmienia trochę mój ogląd.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Florka53, to co piszesz o kontroli to ważne, ale jest jedno ale. Jeśli rytuał stanie się kolejnym obszarem kontroli, to może pogłębić izolację zamiast jej pomagać. Pytanie, czy ta osoba jest w stanie czasem odpuścić w trakcie rytuału, pozwolić, żeby coś się wydarzyło. Nie z góry zaplanowanego. Czy to jest dla niej możliwe?


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 314

@Stefcia04 Nie wiem. to jest dobre pytanie i trochę mnie niepokoi, że nie wiem odpowiedzi. Wydaje mi się, że bardzo rzadko. Nawet w rozmowie ma tendencję do pilnowania narracji. 🙂


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Florka53 Wracam do tego, co napisała o pilnowaniu narracji. Mam na to inne słowo: pisanie scenariusza. osoby z pozabezpiecznym wzorcem przywiązania często bardzo wcześnie uczą się, że jeśli nie kontrolują tego, co mówią i jak wyglądają w relacji, coś złego się wydarzy. To nie jest kaprys, to jest wyuczona strategia przeżycia. I jeśli rytuał ma w ogóle dotknąć czegoś głębszego, to musi być przestrzeń, gdzie ten scenariusz nie jest potrzebny. Pytanie do Nastki albo Cesarzycy: jak to zrobić w praktyce? Jak zaprojektować rytuał tak, żeby on sam sygnalizował, że nie trzeba pilnować? 😉


Odpowiedz
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Anastazy07 Przez powtarzalność bez oceny. to znaczy: rytuał nie wymaga, żeby ci się udało. możesz się pomylić w słowach, możesz zapomnieć kolejności, możesz płakać albo nie czuć nic. I nic z tego nie sprawia, że rytuał się nie odbył. To jest coś, czego relacja z człowiekiem nie zawsze daje, bo drugi człowiek reaguje, ocenia, interpretuje. Rytuał nie reaguje. I właśnie to może być pierwsze miejsce, gdzie ktoś z tym wzorcem uczy się, że obecność bez pilnowania siebie jest możliwa.


Odpowiedz
Wpisy: 433
(@jadzia88)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam to od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że rozmowa idzie w stronę psychologii klinicznej. Nie mówię, że to złe, ale ta osoba chyba przede wszystkim potrzebuje terapeuty, a nie rytuału. Przy prawdziwym zaburzeniu przywiązania żaden kamień nie zastąpi pracy z człowiekiem. Nikomu nie wyszło na dobre, że zamiast terapii robił obrzędy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nastka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Jadzia88 Nikt tu nie mówił, że rytuał zastąpi terapię. Mówiliśmy, że może być uzupełnieniem i że pewne rzeczy robi inaczej niż terapia. To nie jest to samo. I trochę irytuje mnie ten odruch, żeby od razu mówić "idź do terapeuty", jakby to zamykało temat. Ludzie łączą różne praktyki, bo mają prawo, i często dobrze na tym wychodzą. 😀


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Jadzia88 Poza tym nie każdy ma dostęp do terapeuty. Albo nie jest jeszcze gotowy na terapię. To też jest realne. Rytuał może być miejscem, które człowiek odwiedza sam, bez konieczności tłumaczenia się komuś drugiemu. I czasem właśnie to jest pierwsze.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Irenka.1 To co napisałaś o gotowości na terapię mnie trochę zatrzymało, bo sam znam kilka osób, które były "gotowe" dopiero po tym, jak zrobiły coś samodzielnie, właśnie takiego małego, prywatnego rytuału, afirmacji, czegokolwiek. Jakby najpierw musiały poczuć, że mogą coś zmienić własnymi rękoma, zanim w ogóle uwierzyły, że ktoś im może pomóc. Nie wiem, czy to jest reguła, ale kilka razy widziałem ten schemat. 😀


Odpowiedz
Wpisy: 314
Rozpoczynający temat
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Czytam to i mam jedno pytanie do siebie, bo nie wiem jak inaczej to sprawdzić: czy ja naprawdę wiem, czy ta osoba chce cokolwiek zmieniać? Piszę tu od początku w trybie "jak jej pomóc", ale ona mnie o to nie prosiła. Rozmawiałyśmy o tym, że trudno jej się przywiązać, ale nie wiem, czy ona traktuje to jako problem do rozwiązania, czy jako swój sposób na życie. I zastanawiam się, czy proponowanie jej rytuału nie byłoby trochę narzucaniem jej mojej interpretacji jej samej.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@cesarzyca)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z ważniejszych pytań w tym wątku. Jeśli ona tego nie definiuje jako problem, to żaden rytuał nie zadziała, bo intencja musi być jej, nie twoja. Możesz jej opowiedzieć, że coś takiego istnieje, możesz podzielić się czym, ale decyzja i motywacja muszą wyjść od niej. Inaczej to staje się kolejną relacją, w której ktoś wie lepiej, czego ona potrzebuje. A to akurat jest dokładnie tym, co ten wzorzec przywiązania zwykle wzmacnia, nie leczy. Choc przyznaję, że sama nie wiem, gdzie dokładnie przebiega granica między zaproszeniem a narzucaniem - i to jest pytanie, które zostawiam otwarte. Może ktoś z Was potrafi je rozstrzygnąć lepiej ode mnie.


Odpowiedz
Udostępnij: