Tutaj wchodzi interesujący aspekt - w tradycjach praktycznyh, nie tekstowych, takichh jak folk magic środkowej Europy, nie ma prawie żadnego przypisania planetarnego do ziółł. jest przypisanie do świętych, do pór roku, do koloru. Lipa jest drzewem Maryi w polskiej tradycji, nie dlatego że księżycowa u Agrippy, tylko że rosła przy kapliczkach. Dziurawiec zbierany na świętgeo Jana ma moc bo czas zbioru go uświęca, nie planeta.
To wyjaśnia bardzo wiele. Wicca jako system powstała w XX wieku i syntetyzuje z Agrippy, z Gardnera, z folkloru brytyjskiego, czasem celtyckiego, trochę ceremonialnej magii Złotego Świtu. Przypisania planetarne w wiccańskich książkach często są wtórne i nie zawsze spójne wewnętrznie 🙂 To nie zarzut wobec tradycji, tylko informacja że nie można traktować takiej książki jak podręcznika z jednym źródłem.
Mam pytanie które pewnie jest naiwne, ale dlaczego w ogóle tak ważne jest żeby składniki rytuału miały spójne planetarne przypisanie? Tzn. jeśli ktoś przez lata robił coś z cedrem na środę i mu działało subiektywnie, to co zmienia fakt że Culpeper by go inaczej skatalogował?
Mam inne doświadczenie z tym tematem. Kilka lat temu kupiłam instrukcję rytuału w której był wymieniony dyptam - Dictamnus albus. To zioło które w Polsce praktycznie nie istnieje w handlu, jest trujące i objęte ochroną. Instrukcja była z tradycji greckiej, gdzie dyptam był poświęcony Artemidzie i używany jako kadzidło wyroczni. Zamiast kombinować z zakupem, przeczytałam o funkcji: dym, wejście w stan graniczny, oczyszczenie przestrzeni. I wzięłam żywicę mastyk - która jest z tradyycji śródziemnomorskiej, kadzielnicowa, ma zbliżoną historię w kontekście świątynnym. Nie twierdzę że to było identyczne, ale intencja rytuału nie ucierpiała.
Jedno i drugie, szczerze. Przeczytałam o dyptam w kilku miejscach i szukałam słów kluczowych: kadzidło wyroczni, granica, dym świątynny 🙂 Mastyk pojawił się w kontekście świątyni Zeusa w Dodonie i używany był też w tradycji islamskiej przy oczyszczeniu przestrzeni. To mi wystarczyło. Intuicja zadziałała na poziomie zapachu - mastyk pachnie żywicznie i czysto, podobnie jak kadzidło, nie podobnie jak cedr. Ale to kwestia gustu.
Mastyk to dobry przykład bo ma naprawdę długą historię dokumentowaną. W "Zosimos z Panopolis" jest wzmianka o żywicach kadzielnych jeśli chodzi o transmutacji i oczyszczenia. Mastyk pojawia się też w Papyri Graecae Magicae - greckich papirusach magicznych z Egiptu, I-IV wiek naszej ery - jako składnik kadzidła przy wzywaniu. To nie jest przypadkowe skojarzenie tylko zakorzenianie w tradycji piśmiennej.
Właśnie o tym myślałam czytając dyskusję o dyptamie - że PGM to jeden z niewielu starożytnych tekstów gdzie ta kwestia jest potraktowana praktycznie a nie tylko symbolicznie. Masz gdzieś konkretne fragmenty które omawiają substituty? Bo mam dostęp do przekładu Betz ale nie zawsze wiem gdzie szukać.
Poczekajcie - to znaczy że w samych źródłach historycznych jest napisane dosłownie "jeśli nie masz X użyj Y"? To zupełnie zmienia moje podejście do tego. Myślałam że to ja coś kombinuję na własną rękę, a tu okazuje się że to jest coś co było standardową praktyką.
Tak, i to w killku tradycjach jednocześnie. Podobne listy zamienników są w średniowiecznych arabskich tekstach o perfumach i kadzidłach, tam się nazywało to mukhtalifat albo po prostu "zamienniki". Autorzy pisali wprost że niektóre składniki są nieosiągalne poza miejscem pochodzenia i że intencja stosowania jest ważniejsza niż dokładność składu.
Mnie tu bardziej zastanawia praktyczna strona tego co Ksawera opisała na początku - bo mamy już sporo informacji o tym że substytucja jest historycznie uzasadniona, ale jak ona ma faktycznie wybrać ten zamiennik dla cedru? Zostajemy przy kwestii funkcji rytuału czy szukamy czegoś co rośnie w Polsce i ma zbliżony charakter botaniczny?
W tekście jest napisane że chodzi o "clearing of stagnant energy before new cycle begins" - więc oczyszczenie ze stagnacji przed nowym początkiem. To jest całkiem konkretna funkcja. hmm, mam teraz szukać czegoś co ma podobne zastosowanie?
Tak, i pod tym kątem masz naprawdę sporo opcji w Polsce. Jałowiec ma bardzo podobne zastosowanie oczyszczające i jest tutaj wszędzie. Piołun też, choć ma inny ciężar - bardziej graniczny niż oczyszczający. Sosna w tradycji słowiańskiej była drzewem łączącym światy, co wiąże się z przejściem między cyklami.
Dokładnie, i jałowiec jest może jeszcze silniejszy jako przykład - okadzanie jałowcem przy choroibe i przy wchodzeniu do noweo etapu jest poświadczone praktycznie w całej środkowej Europie. o matko na wsi w Polsce jeszcze kilkadziesiąt lat temu okadzano nim obejście na wiosnę i przy powrocie bydła z pastwiska.
Jałowiec mogę dostać bez problemu. Ale mam teraz pytanie praktyczne - czy okadzanie jałowcem robię tak samo jak byłoby z cedrem, tzn. taki sam czas, taki sam schemat ruchu? Czy ta różnica w źródle składnika zmienia też sam sposób wykonania?
To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. w PGM substytucja dotyczyła składnika a schemat rytuału pozostawał ten sam. Ale PGM pochodzi z tradycji gdzie sam rytuał był zapisany bardzo dokładnie i traktowany jako nienaruszalny. W tradycji folk magic jakiej używa autorka tej instrukcji - Wicca z elementami folklorystycznymi - schemat jest elastyczny i może się dostosować do składnika.
Czyli w praktyce ona może trzymać się schematu albo go lekko zmodyfikować i oba podejścia są historycznie uzasadnione zależy od tego którą logiką chce się kierować?
Miałam do czynienia z jałowcem w okadzaniu i to prawda - on nie jest subtelny. Jak ktoś robi rytuał w małym pomieszczeniu, to może być za intensywny, szczególnie jeśli cedrem pracuje się w spokojnym, dłuższym rytmie. Ale może to nie jest wada, tylko coś innego.
To trochę brzmi jakby zamiennik zmienił nie tylko składnik ale i charakter samego rytuału. Czy to jest jeszcze ten sam rytuał czy już coś nowego?
To trochę brzmi jakby zamiennik zmienił nie tylko składnik ale i charakter samego rytuału. Czy to jest jeszcze ten sam rytuał czy już coś nowego :/
To zależy od tego jak definiujesz "ten sam rytuał". Jeśli przez identyczność rozumiesz identyczne składniki - to nie, to już nie jest ten sam rytuał. ale jeśli przez identyczność rozumiesz ten sam cel tę samą strukturę i tę samą intencję - to tak. Filozofia tożsamości w tradycjach okultystycznych rzadko opierała się na materialnej identyczności składników.
Myślę że tak, i to jest niedoceniany aspekt zamiany składników. Nie chodzi tylko o to żeby znaleźć coś o podobnej "funkcji magicznej", ale żeby wiedzieć jak ten zamiennik będzie działał na ciebie zmysłowo. Bo jeśli przychodzisz do rytualnej przestrzeni z pewnym oczekiwaniem spokojnego, gęstego dymu i nagle masz coś kłującego w nosie i intensywnego - to może cię to po prostu wyrwać z właściwego skupienia 😉
To jest dobra rada, ale mam pytanie - czy takie "oswajanie" z zamiennikiem jest gdzieś opisane w tradycjach czy to jest bardziej nowoczesny pomysł? pytam bo staram się zrozumieć gdzie kończy się odtwarzanie historycznej praktyki a zaczyna własna adaptacja.
hmm, to ciekawe pytanie, bo w sumie historyczne źródła rzadko opisują proces przygotowania praktyka do nowych składników. Bardziej skupiają się na tym co składnik robi w rytuale niż na tym jak człowiek ma go poznać wcześniej. Ale czy to znaczy że tego nie robiono? Raczej że się tego nie zapisywało.
Dokładnie - większość traktatów to były instrukcje dla kogoś kto już wiedział co robi. Nikomu nie przychodziło do głowy żeby pisać "najpierw powąchaj jałowiec kilka razy zanim go użyjesz ritualnie", bo to byoł oczywiste. jak rzemiosło - terminatorzy uczyli się przez robienie, nie przez czytanie.
I to jest właściwie definicja tego co robi Ksawera w tym wątku - odtwarza wiedzę praktyczną z materiału tekstowego. Starożytni egzorcyści mieli mistrza który im pokazał jak trzymać kadzielnicę. My mamy PGM w formie PDF i pytania na forum.
Przy okazji - Ksawera, wróćmy na chwilę do samego rytuału. Wiesz już że jałowiec pasuje funkcją i że powinnaś się z nim zapoznać zanim go użyjesz. Ale masz też inne elementy z listy których nie możesz dostać? Bo wydaje mi się że skupiliśmy się na cedrze a może jest więcej takich rzeczy.
Woda z żywego źródła w Polsce to nie powinien być problem - wystarczy znaleźć jakieś naturalne źródło albo strumień. no Są aplikacje i mapy do szukania źródlanek. Gorzej z gliną, bo rzeczna glina naprawdę różni się od tej sprzedawanej w sklepach ceramicznych.
