Forum

Asystent AI
Rytuały, gdy mieszk...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały, gdy mieszkasz z kimś, kto tego nie akceptuje - dyskretne praktyki

Strona 1 / 2

Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam problem i nie wiem, czy tylko ja tak mam. Mieszkam z partnerem, który traktuje całą tę sferę mojego życia jak dziecinnadę. Nie robi awantur, ale jak widzi świeczkę na stole to pżewraca oczami i rzuca komentarze. Ostatnio jak próbowałam zrobić coś prostego - po prostu siedzieć w ciszy ze swoimi kamieniami - to wszedł, westchnął głośno i wyszedł. To takie pasywne, ale wykańcza. I zastanawiam się, jak wy sobie z tym radzicie, bo domyślam się, że nie jestem jedyną osobą w tej sytuacji.


Odpowiedz
136 odpowiedzi
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Znam to aż za dobrze. U mnie to była przez lata teściowa. Rozwiązałam to tak, że przeniosłam większość rzeczy do sypialni, a w salonie zostawiłam tylko to, co mogło wyglądać jak zwykła dekoracja. Biały kamień? o matko ozdoba. Świeczka? Klimat. Nikt nie pyta, nikt nie komentuje. Trochę to smutne, że trzeba się chować, ale mi to po prostu dało spokój i mogłam robić swoje bez napięcia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 290

@Zawilec To co opisujesz to jest klasyczny dysonans między tym, co ktoś mówi, a tym co robi. I szczerze, nie sądzę, żeby to był problem do rozwiazania przez zmianę miejsca świeczki. Tu chodzi o to, że ta osoba nie szanuje czegoś, co dla ciebie jest ważne - niekoniecznie dlatego, że to ezoteryka, ale dlatego, że generalnie bagatelizuje twoją sferę prywatną. Zawilec Ale rozumiem, że nie każdy chce robić z tego temat na terapię, więc jak już podchodzić do tego praktycznie - to co powiedziała ma sens. Wtopienie w tło.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ja mam trochę inne podejście do tego tematu. Czy wy próbowałyście w ogóle rozmawiać z partnerami o tym, czym to dla was jest? Nie od strony "to działa", bo to od razu zamyka rozmowę u sceptycznej osoby, ale od strony tego, co to wam daje psychicznie. Bo ja miałem podobną sytuację ze znajomym z pracy i jak powiedziałem mu po prostu, że to mój sposób na skupienie i wyciszenie się, to przestał gadać. niekoniecznie uwierzył w cokolwiek, ale przestał kwestionować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Sigilmistrz próbowałam i to jest właśnie problem. On słucha, kiwa głową, a potem jak widzi efekty tej rozmowy, czyli moje rzeczy na półce, to znowu te westchnienia. Jakby ta rozmowa nic nie zmieniła na poziomie codziennym. Mam wrażenie, że on "toleruje" to na poziomie deklaratywnym, ale w praktyce mu to przeszkadza. I nie wiem, czy to w ogóle do rozwiązania bez kompromisu z mojej strony.


Odpowiedz
Wpisy: 64
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

A jak to w ogóle wygląda u was, że partner nie wiedział przez długi czas? Bo ja dopiero zaczynam i zastanawiam się, czy w ogóle mówić w domu. Mam mieszkanie z mamą i ona jest mocno katolicka, więc to trochę inna sytuacja niż partner, ale podobny problem chyba. Boi się że zrobię coś złego albo że to grzechy. Jak wy to tłumaczycie bliskim, żeby chociaż przestali panikować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@znachorka07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 103

@Brygitka_53 mam za sobą dokładnie tę samą sytuację z mamą, choć u mnie chodziło o babcię. I w pewnym momencie stwierdziłam, że nie będę tego tłumaczyć, bo tłumaczenie w kółko to wyczerpujące i i tak nie przynosi efektu. Zamiast tego po prostu zaczęłam robić swoje po cichu. Medytacja wygląda jak siedzenie. Zapalona świeczka wygląda jak zapachowa. Zioła w słoiczkach wyglądają jak kuchnia. I nagle problem zniknął, bo nie było co kwestionować.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam to wszystko i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem potrzebę świętego spokoju z drugiej - te wszystkie strategie ukrywania, kamuflaż, "wtapianie w tło".. nie przeszkadza wam to? Że praktykujecie coś, w co wierzycie, ale jednocześnie udajecie, że tego nie ma? Nie mówię że to złe, po prostu zastanawiam się, jak to psychicznie działa długoterminowo. Sam nie miałem tego problemu, bo mieszkkam sam od lat, ale obserwóję to u znajomych.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Jasiek98 rozumiem ten punkt, ale powiem ci, że z mojego doświadczenia - i obserwowania wielu osób - długoterminowo to zależy od tego, dlaczego ktoś ukrywa 😉 Jeśli ktoś ukrywa ze wstydu, to tak, to niszczy. Ale jeśli ktoś po prostu uznaje, że jego przestrzeń wewnętrzna nie musi być wystawiona na widok publiczny dla wszystkich domowników, to to jest zupełnie inna dynamika. Wielu praktyków tradycyjnych - choćby z kręgu zen czy sufizmu - całość praktyki miało zamkniętą w sobie. Nic nie widać, ale jest.


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Sylweria57 to jest dobre rozróżnienie, przyznam. Nie pomyślałem o tym w ten sposób. Ale mam pytanie - jak rozpoznać tę granicę? eee czyli kiedy to jeszcze jest mój wybór prywatności, a kiedy zaczyna być ukrywanie ze wstydu, które rzeczywiście niszczy?


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

no dorzucę swoje trzy grosze bo widzę, że rozmowa idzie w stronę psychologii, a wolę wrócić do konkretu. Przez lata praktykowałam w warunkach, które były absolutnie niesprzyjające - najpierw rodzice, potem współlokatorki. I to co mi najbardziej pomogło to przesunięcie akcentu z zewnętrzności na wewnętrzność. Nie mówię żeby porzucić przedmioty czy przestrzeń, ale żeby nauczyć się, że rytuał może być bardzo małą, cichą czynnością. Zapalenie jednej świecy. Trzy minuty z herbatą, którą traktujesz inaczej niż zwykłą herbatę. Nikt tego nie widzi, a coś się dzieje.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Nyja64 to mnie trochę uspokaja, bo bałam się, że bez całej "oprawy" to traci sens. Ale jak mówisz o tej herbacie - to jest coś, co mogę sobie wyobrazić. Że nadaję zwykłej czynności inny wymiar intencjonalnie. Tylko - czy intencja wystarczy bez żadnych elementów zewnętrznych? Pytam serio bo nigdy tak nie próbowałam.


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Ninka Intencja to fundament, reszta to nośnik. I zresztą - nawet w tradycjach, gdzie rytuał jest bardzo rozbudowany formalnie, np. w niektórych nurtach szamanizmu syberyjskiego, osoby inicjowane potrafią prowadzić całość w głowie, bez żadnych rekwizytów, bo nauczyły się, że przestrzeń rytualna istnieje najpierw w świadomości. To nie jest uproszczenie, to jest zaawansowanie, o dziwo. Ninka Ale - to wymaga praktyki. Nie wychodzi od razu, szczególnie jeśli byłaś przyzwyczajona do pracy z fizycznymi elementami.


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Ninka To pytanie o substytut jest stare jak praktyka. Różne szkoły różnie na to odpowiadają i szczerze - nie ma tu jednej prawdy. Są nurty, gdzie mówi się wprost, że materia ma właściwości niezależne od intencji praktykującego. Ale są też - i to znaczna część tradycji eklektycznych, ale i niektóre linie szamańskie - gdzie to stan praktykującego jest pierwszorzędny, a materia wspiera, nie konstytuuje. Ninka Mam wrażenie, że ta rozmowa trochę odeszła od pytania Ninki, bo chyba nie pyta "czy substytut działa", tylko "jak to w praktyce zorganizować bez awantury w domu".


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Ja się trochę boję, że ta rozmowa idzie w kierunku "wyrzuć wszystkie rzeczy i medytuj w pustym pokoju", a to nie jest dla każdego. Mnie osobiście bardzo pomaga mieć coś fizycznego. i nie muszę się z tego tułmaczyć. Pytanie jest praktyczne - jak to zorganizować dyskretnie - a nie czy w ogóle potrzebujemy fizycznych elementów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Zawilec dokładnie. Też mam tak, że bez fizycznego punktu skupienia błądzę myślami. Ale czy ktoś próbował zorganizować sobie coś na wzór tego, co w niektórych tradycjach azjatyckich nazywa się małym ołtarzem domowym - tylko tak, żeby wyglądało neutralnie? Słyszałam o kimś, kto miał to schowane w szufladzie i otwierał tylko kiedy miał chwilę dla siebie. Szuflada jako przestrzeń rytualna - brzmi absurdalnie, ale ponoć działało.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Szuflada działa, skrzynka działa, pudełko na górnej półce działa. Znam kilka osób, które miały całą swoją praktykę w pudełku po butach. Otwierasz, masz swoje rzeczy, robisz co masz do zrobienia, zamykasz. Japończycy mają pojęcie ma - czyli znaczącej pustki, przestrzeni między - i można to zastosować tu. Szuflada zamknięta to też jest część rytuału, nie jego brak.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Mnie ciekawi jeden wątek który troche zaginął - co z rytuałami, ktorre wymagają czasu i nie można ich zrobić w 5 minut? bo jakoś nie wyobrażam sobie dłuzszej pracy, nie wiem, ze świecą przez godzine, jak w salonie siedzi partner i ogląda tv. I nie chodzi o kamuflaż tylko o to, że potrzebujemy po prostu fizycznej przestrzeni i czasu sam na sam. o matko, jak to rozwiązujecie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@znachorka07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 103

@Dyzio i tu wchodzi synchronizacja z rytmem domu. Brzmi banalnie, ale u mnie to naprawdę klucz. Wiem, że partner wychodzi na siłownię w określone dni, wiem kiedy ma dłuższe rozmowy przez telefon, wiem kiedy śpi dłużej. to są moje okna. Nie planuję rytuałów na konkretną datę księżycową jak mam pecha i on akurat będzie w domu - planuję na tę datę i kombinuję żeby mieć wtedy spokój. Albo przesuwam o dzień.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

A co ze świecami? Bo to jest największy problem przy dyskretności - zapach, dym, ślady wosku. Mam wrażenie, że to najbardziej zdradliwy element. Sama ostatnio kombinowałam z tym i zastanawiałam się czy zamiast świecy nie używać po prostu lampy z czerwonym żarówką albo czegoś podobnego, żeby był ten element światła, ale bez zapachu i śladu. Czy ktoś tak robił i czy to dla was w ogóle ma sens jako zamiennik?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Gabrysienka50 lampa z czerwoną żarówką jest absolutnie ok. W gruncie rzeczy kolor i jakość światła mają znaczenie, nie to, czy coś się pali. poza tym - są świece bezzapachowe z bardzo małą ilością dymu, parafinowe lub stearynowe, które praktycznie nie zostawiają śladu w powietrzu. I jeszcze jedna rzecz: kominek elektryczny z efektem płomienia, który wiele osób trzyma w domu całkiem nieezoterycznie. Nikt nie pyta, a masz ten element ognia.


Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nyja64 okej, bezzapachowe stearynowe biorę pod uwagę, ale masz rację, że to bardziej kwestia nawyku niż rozwiązania problemu. Mnie bardziej chodzi o to, że świeca to dla mnie element skupienia - nie chodzi o ogień sam w sobie, ale o to, że patrzę na płomień i coś się we mnie uspokaja. Czy ta lampa naprawdę daje podobny efekt, czy to jednak inna jakość skupienia? Bo zastanawiam się, czy to nie jest tak, że przywiązuję się do formy zamiast do istoty.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co Gabrysieńka podnosi jest ważne - to pytanie o substytut kontra oryginalny element. Ja przez długi czas byłem przywiązany do konkretnych składników przy pracy z sigilami i dopiero jak straciłem dostęp do części z nich, bo mieszkałem przez kilka miesięcy u znajomych, odkryłem, że moja praca działała tak samo. Tzn. moje wyniki subiektywne były porównywalne. Co oczywiście nie jest dowodem na nic, ale dało mi do myślenia co tak naprawdę jest nośnikiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Sigilmistrz i to jest właśnie pytanie, na które chyba nikt nie ma twardej odpowiedzi - czy fizyczny element ma znaczenie sam w sobie, czy wyłącznie jako kotwica dla umyssłu? Bo jeśli to drugie, to każdy substytut, który spełnia tę funkcję, powinien być równoważny. Ale jeśli są tradycje mówiące, że materia ma znaczenie - np. przy pracy z konkretnymi metalami czy roślinami - to substytut może nie wystarczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

No tak, dokładnie. Mnie ten wątek filozoficzny jest interesujący, ale w praktyce mam problem bardziej przyziemny - jak mieć te swoje rzeczy, skoro mój partner reaguje westchnieniami nawet na zwykłą świecę zapachową? Ostatnio próbowałam z dyfuzorem olejków jako "elementem spa", co jest taktycznie nieszkodliwe, ale to chyba jest właśnie ten przykład subtytutu dla samego spokoju w domu, nie dlatego że wiem, że działa lepiej.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Dyfuzor to strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o dyskrecję, ale już przy konkretnych olejkach - np. przy pracy z mirą czy benzoesem - zapach może być na tyle charakterystyczny, że ktoś zacznie pytać. Miałam taki moment, że używałam olejku z mirry i partner dosłownie powiedział "czemu u nas pachnie jak w kościele". Co pewnie było nieświadomym trafieniem w sedno, bo właśnie pracowałam nad czymś, co bardzo podobnym sposobem opisywałyby pewne tradycje kościelne. śmiałam się sama z siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Zawilec haha to jest komiczne i jednoczesnie dosc trafne. Ale wracajac do tematu praktycznego - Ninka, czy kombinowałas kiedys z porami? Np wieczor kiedy partner idzie spac wczesniej? Bo u mnie to działa, ze mam po prostu swoje okno pozo w nocy, kiedy dom jest cichy. Nie jest idealnie, bo jestem zmeczony, ale te 20-30 minut jest wtedy naprawde moje.


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Dyzio tak, próbowałam i to działa częściowo. Problem w tym, że jestem rannym ptakiem, a on jest nocnym markiem, więc nasze okna są odwrócone. Rano mam te 40 minut zanim on wstanie i to jest złoto. Tylko że rytuały związane z konkretną fazą dnia - np. coś co wolałabym robić wieczorem - są wtedy trudniejsze do przesunięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 103
(@znachorka07)
Połączone: 2 lata temu

ehh, z fazami dnia jest tak, że większość tradycji mówi o tym jeśli chodzi o preferencji, nie konieczności. Tzn. wieczór jest kojarzony z pewnym typem pracy bo naturalnie zmienia się rytm człowieka, jest ciemniej, cisza - ale to nie jest zasada beezwzględna. Pytanie co konkretnie robisz wieczorami, bo może część z tego da się przenieść na rano z podobnym efektem jeśli dobrze przygotujesz przestrzeń.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś próbował w ogóle budować przestrzeń mentalną zamiast fizycznej? Czytałam o czymś takim jak pokój magiczny w wyobraźni - czyli miejsce, do którego wracasz w medytacji, które jest zawsze twoje, nikt go nie widzi, nie ma go jak zniszczyć ani skomentować. Nie wiem jak to działa w praktyce, bo sama jeszcze nie próbowałam, ale intuicyjnie czuję, że to mogłoby być odpowiedź na te wszystkie problemy z fizycznymi elementami.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Klatwa to jest technika, która ma swoje miejsce w tradycji i naprawdę działa dla wielu osób. W hermetyzmie istnieje coś określanego jako "templum mentis" - wyobrażona świątynia, do której wchodzisz intencjonalnie. Ale - i to ważne zastrzeżenie - to nie jest coś, co można zbudować od razu. Wymaga regularnej pracy nad jakością wyobraźni aktywnej i utrzymania koncentracji. Dla kogoś, kto nie ma tego wyćwiczonego, praca bez fizycznych punktów skupienia bywa po prostu mniej precyzyjna, nie dlatego że niemożliwa.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Sylweria57 "hermetyzm i templum mentis" - o tym słyszę po raz pierwszy, możesz powiedzieć więcej skąd to pochodzi? Bo nie chcę mieszać rzeczy z różnych tradycji nie rozumiejąc skąd każda z nich się wywodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ciekawe, że rozmowa tak naturalnie przeszła od "jak ukryć świecę" do "czy w ogóle potrzebujesz fizycznych rzeczy" bo to jest w gruncie rzeczy pytanie o to, czym jest rytuał - czy to forma czy treść. I mam wrażenie, że to pytanie jest ważniejsze niż kwestia dyskrecji. Choć rozumiem, że dla Ninki to jest pytanie bardzo praktyczne, nie filozoficzne.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Jasiek, ale to nie musi być jedno albo drugie. Praktyka rytualna to nie jest wybór między formą a treścią - to jest coś, co się buduje przez oba naraz. Znam osoby, które latami robiły rytuały "w głowie" bo nie miały wyjścia i były z nich zadowolone. Znam też takie, które potrzebowały fizycznych elementów żeby w ogóle wejść w odpowiedni stan. Nikt z zewnątrz nie powie Nince co dla niej działa lepiej.


Odpowiedz
Wpisy: 64
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę o świecach, olejkach, pudełkach i przestrzeniach mentalnych i trochę mi kręci się w głowie. mam pytanie podstawowe - czy jest jakiś sposób, żeby w ogóle zorientować się co dla mnie będzie działać, zanim zacznę próbować wszystkiego po kolei? Bo mam wrażenie, że zaczynając od zera, mogę długo błądzić między różnymi podejściami.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Brygitka_53 szczera odpowiedź: trochę błądzenia jest nieuniknione i to nie jest zły znak. eh Ale możesz sobie skrócić tę drogę obserwując, co już w codziennym życiu naturalnie cię skupia. Jeśli masz tendencję do tego, że przy zapalonej lampce wieczorem jesteś spokojniejsza niż przy fluorescencji - to jest wskazówka. Jeśli trzymasz jakiś przedmiot kiedy się stresujesz - to też. Rytuał często wyrasta z czegoś, co już robisz, tylko nieuświadomionego.


Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nyja64 To co mówi o nieuświadomionych nawykach jest naprawdę trafne. Przypominam sobie, że zanim zaczęłam w ogóle myśleć o rytuałach jako rytuałach, miałam swoje dziwne zwyczaje - zawsze parzyłam herbatę w tej samej kolejności zanim wzięłam się za coś trudnego, zawsze otwierałam okno przy ważnych decyzjach. Potem okazało się, że to były moje kotwice. Więc może nie chodzi o to, żeby zaczynać od gotowych form tylko przyjrzeć się temu, co już jest.


Odpowiedz
Wpisy: 290
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do tematu Ninki - bo widzę, że trochę odpłynęłyśmy - chcę powiedzieć jedną rzecz praktyczną. Dyskrecja działa najlepiej kiedy to, co robisz, jest nierozerwalnie wplecione w coś, co partner już widzi i co nie budzi skojarzeń tzn. jeśli masz zwyczaj chodzenia wieczorem do łazienki na 20 minut i nikt nie pyta dlaczego, to jest twoje okno. Jeśli siedzisz przy herbacie przy stole - to jest twoje okno. Problem pojawia się, kiedy rytuał wymaga czegoś widocznego, co wykracza poza znany schemat.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Felicja84 to jest właśnie sedno. Wszystko, co jest w moim normalnym schemacie, mam spokój. Siadam z herbatą, siedzę przy stole, nikt nie pyta 🙂 Ale jak tylko pojawia się coś, co nie jest "zwykłe" - nawet tylko inny kubek niż zawsze - to już jest sygnał dla partnera, że "coś się dzieje". Jakby był bardzo wyczulony na wszelkie odchylenia od normy. To trochę absurdalne, ale tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

No to macie odpowiedz na wszystko chyba - dyskretnosc to nie chowanie, tylko wtapianie w schemat. I po calej tej rozmowie wydaje mi sie, ze najtrudniejsze jest nie to, jak ukryc swiece, tylko to, ze ktos obserwuje kazde twoje odchylenie od rutyny i to jest duzszy temat niz metody praktykowania.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Dyzio to co napisałeś na końcu jest wedlug mnie clue całej tej rozmowy. bo "wtapianie w schemat" to nie jest tylko technika dyskrecji - to jest w pewnym sensie zmiana sposobu myślenia o tym, czym rytuał w ogóle jest. Jeśli rytuał musi wyglądać jak rytuał, to już z góry zakładasz, że jest czymś odrębnym od reszty życia. a co jeśli nie musi?


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Sigilmistrz, to jest ciekawe co mówisz, ale mam pytanie - czy nie ma tu ryzyka, że przez zbytnie wtapianie zaciera się granica między świadomym działaniem a zwykłą rutyną? Bo mi właśnie zależy na tym, żeby to NIE było tylko zaparzanie herbaty. Żeby był jakiś moment, który ja rozpoznaję jako inny, nawet jeśli nikt wokół tego nie widzi.


Odpowiedz
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 290

@Ninka To co mówi to jest naprawdę ważne rozrożnienie. Wtapianie w schemat jako forma zewnętrzna nie musi oznaczać, że wewnętrznie nie ma granicy. Można zaparzyć herbatę sto razy mechanicznie i raz - zupełnie inaczej, przy czym dla obserwatora oba razy wyglądają identycznie. Pytanie jest o to, co ty robisz w środku, nie o to, co widać.


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Felicja84 ale to wymaga naprawdę dobreo skupienia, nie? Bo jeśli zewnętrzna forma jest taka sama jak zwykle, to skąd umysł wie, że "teraz jest inaczej"? U mnie to zawsze był jakiś sygnał - niekoniecznie fizyczny przedmiot, ale np. inna kolejność czynności, albo konkretny oddech przed. Coś, co mówi: zaczynamy.


Odpowiedz
(@znachorka07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 103

@Runomiraa to jest bardzo dobra obserwacja. Ten sygnał-próg to coś, o czym mówi się w kontekście kotwiczenia w NLP, ale też pojawia się w opisach rytuałów z zupełnie różnych tradycji. no, japończycy mają pojęcie "ma" - przestrzeń między czynnościami, cisza przed działaniem. niekoniecznie widzialny gest, ale coś wewnętrznego co zaznacza przejście. Czy ty masz coś takiego wyrobionego, czy to przyszło samo?


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

To "ma" brzmi interesująco. Czy ktoś wie więcej o tym jak to działa w praktyce, bo szukałam trochę i znalazłam to głównie jeśli chodzi o architektury i teatru nō, niekoniecznie rytuału codziennego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Klatwa w kontekście rytuału "ma" nie jest terminem stricte technicznym, ale idea - że gest nabiera znaczenia przez to, co jest przed nim i po nim, nie przez siebie samą - pojawia się bardzo szeroko. W shinto jest coś zbliżonego przy oczyszczaniu, w niektórych interpretacjach chrześcijańskiej liturgii też, choć tam nikt tego tak nie nazywa. Ale praktycznie: ten wewnętrzny próg to może być dosłownie jeden świadomy oddech albo konkretna myśl. i to jest absolutnie niewidzialne dla partnera.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Okej ale wracając do ziemi - bo troche odplywamy od Nniki i jej partnera - mam pytanie praktyczne. co z sytuacja, kiedy ten "wewnetrzny prog" jest trudny do utrzymania jak ktos siedzi dwa metry obok i ogląda TV? Bo u mnie to nie jest sprawa filozofii tylko dosłownie - czy umiem sie skupic kiedy jest glosno.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Dyzio, dokładnie o to chodzi. Teoretycznie rozumiem koncepcję wewnętrznego progu, ale w praktyce mój poziom skupienia mocno zależy od tego, co się dzieje wokół. Nie jestem mniszką, która medytuje przy autostradzie 🙁 Jak on ogląda coś głośno, to po prostu nie ma przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

To jest bardzo konkretny problem i mam konkretną odpowiedź: słuchawki. Serio. Zakładasz słuchawki - on widzi że "słuchasz muzyki" - ty możesz mieć w nich cokolwiek albo absolutną ciszę, albo dźwięk binauralny który pomaga skupieniu. to jest tak neutralne, że nikt nie zadaje pytań. I daje ci bańkę dźwiękową niezależnie od tego co się dzieje w pokoju 😀


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nyja64 o słuchawkach pomyślałam sama niedawno i to naprawdę działa inaczej niż myślałam. Miałam wrażenie, że to będzie protezy skupienia, ale okazuje się że to po prostu inna forma sygnału przejścia, o którym mówiliśmy. Zakładasz słuchawki - wchodzisz w inny tryb. Fizyczne, ale zupełnie niewinne.


Odpowiedz
Wpisy: 64
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

Słuchawki - nigdy bym na to nie wpadła, a to takie logiczne. ale mam pytanie do Nyi - czy to działa też jeśli ktoś jest wzrokowcem i potrzebuje widzieć jakiś element żeby się skupić? wiesz co bo ja bez czegoś przed oczami mam problem z utrzymaniem koncentracji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Brygitka_53 to zależy co przez "widzieć element" rozumiesz. jeśli chodzi o puunkt fiksacji wzroku - to może być dosłownie wszystko. płomień świecy jest klasyczny, ale równie dobrze działa płomień wirtualny na telefonie, herbata w kubku, wzór na tkaninie. Twój wzrok wie, że skupia się intencjonalnie - to wystarczy. Czy próbowałaś kiedyś z herbatą i obserwowaniem powierzchni w kubku?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Telefon z wirtualnym płomieniem - to brzmi prawie komicznie, ale zastanawiam się czy to nie jest po prostu kolejny przykład tego o czym mówiłyśmy wcześniej, że forma jest kotwicą. herbata, płomień, ekran - jeśli umysł nauczy się tego jako "teraz inne", to funkcjonuje.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zaraz, ale jest tu jakieś napięcie, które chcę nazwać. Z jednej strony mówimy o tym, że wszystko może być sygnałem przejścia - słuchawki, herbata, oddech. Z drugiej - jak wchodzimy w ten poziom "wszystko może być wszystkim", to trochę rozmywa się granica między rytuałem a zwykłą czynnością. i nie muwię, że to złe, ale chcę zapytać: czy ktoś ma poczucie, że ta elastyczność to siła, czy że czegoś przez nią traci?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 217

@Jasiek98 traci się poczucie wyjątkowości, jeśli nie jest ono zakorzenione w czymś wewnętrznym. Ale jeśli jest - to elastyczność formy nic nie odbiera. eee, Problem pojawia się kiedy ktoś myśli że forma sama w sobie tworzy treść. wtedy tak, zmiana formy = utrata czegoś. Ale jeśli treść jest twoja, niezależna od formy, to możesz ją przenosić w różne naczynia.


Odpowiedz
Wpisy: 290
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

no ale, Plejadka powiedziała to lepiej niż ja bym to ujęła. Dodam tylko że widziałam osoby, które miały bardzo rozbudowane, fizyczne rytuały i przy pierwszym prawdziwym wstrząsie życiowym - przeprowadzka, choroba, nowy człowiek w domu - wszystko się posypało, bo nie miały praktyki bez rekwizytów. I osoby, które praktykowały skromnie ale stale, i potrafiły to robić w każdych warunkach. To nie jest argument przeciwko fizycznym elementom, ale argument za tym, żeby nie uzależniać od nich całkowicie.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: