Mam taki problem i nie wiem jak go ugryźć. Trafiłam na opis rytuału oczyszczającego, który wymaga białego szałwii (sage) i konkretnego gatunku cedru - nie tego zwykłego, co leci w kadzidłach, tylko cedr wirginijski, Juniperus virginiana. Nigdzie w Polsce tego nie ma w sprzedaży jako surowiec do rytuałów. W sklepach ezoterycznych jest albo szałwia pospolita ogrodowa, albo jakieś mixy, gdzie nawet nie wiadomo co jest w środku. Zastanawiam się czy w takim przypadku po prostu szukać zamiennika, czy lepiej poczekać i zamówić z zagranicy, albo może w ogóle rytuał traci sens bez oryginalnych składników? Znacie się na tym?
To zależy w dużej mierze od tego skąd pochodzi ten rytuał i w jakim systemie działa. Biała szałwia to tradycja rdzennych Amerykanów, smudging - tam naprawdę ma znaczenie konkretny gatunek, bo chodzi o Salvia apiana, nie byle jaką szałwię z ogródka. Natomiast jeśli ktoś przepisał ten rytuał i wrzucił do książki jako "uniwersalny", to niekoniecznie trzyma się oryginalnych założeń. Skąd pochodzi ta instrukcja którą masz?
Sprawa jest bardziej złożona niż się wydaje. W tradycjach rdzennych Amerykanów biała szałwia jest jednym z czterech świętych roślin, obok cedru, słodkiej trawy i tytoniu. Każda z nih ma inne przypisanie i inne działanie w kontekście ceremonialnym. Cedrus virginiana jest używany głównie jako element ochronny i zakorzeniony - jego dym ma inaczej ukierunkowane działnaie niż np. żywica. Natomiast żywica sosnowa z sosny zwyczajnej, Pinus sylvestris, którą bez problemu możesz zebrac samodzielnie, ma bardzo zbliżony profil w europejskich tradycjach oczyszczających. Pytanie tylko czy chcesz robić rytuał w tamtym systemie, czy możesz go przenieść w coś, co ma korzenie tu.
Właśnie mam zapisane w notatnikach kilka podejść do tego tematu bo sama się tym zajmowałam. W tradycji hoodoo na przykład zamienniki są wbudowane w system od samego początku - tam jest coś, co nazywa się "doctrine of signatures", czyli rośliny o podobnym wyglądzie, zapachu lub właściwościach mogą spełniać podobną funkcję. oj, to nie jest wymysł nowożytnych praktyków, to stara zasada. Natomiast w systemach ceremonialnych, szczególnie rdzennych, jest odwrotne podejście - substytut może po prostu nie zadziałać albo co gorsza zostać odebrany jako brak szacunku dla tradycji.
Szczerze? Trochę sceptycznie podchodzę do całego założenia, że bez konkretnej rośliny z konkretnego miejsca na świecie "coś nie zadziała". Bo to by oznaczało, że przez ostatnie tysiące lat Europejczycy nie mogli przeprowadzać żadnych skutecznych rytuałów oczyszczających, bo nie mieli dostępu do białej szałwii. Jakoś mi to nie leży.
No właśnie. I tu jest sedno, które umyka w tej rozmowie. Ksawera pyta co zrobić gdy nie ma składnika, ale właściwie wcześniej warto zadać sobie pytanie: czy ten konkretny rytuał z tej konkretnej tradycji jest w ogóle tym czego szukam? Bo jeśli chodzi o oczyszczenie przestrzeni, to mamy w Europie całkiem bogatą bazę. Juniper communis, czyli jałowiec pospolity, był od wieków używany do okadzania w tradycjach słowiańskich, bałtyjskich, germańskich. I rośnie w Polsce.
Zasada jest prosta - intencja jest ważniejsza niż składnik. Składniki to tylko nośniki energii, więc jeśli wiesz co chcesz osiągnąć i skupisz się na tym, to zamiennik zadziała równie dobrze. W świecie ezoterycznym substytucje są standardem.
Zresztą nawet w ramach jednej tradycji są substytucje lepsze i gorsze. W grimuarach ceremonialnych, takich jak Key of Solomon, jest wiele miejsc gdzie podano alternatywy - i to nie dlatego, że intencja wystarczy, ale dlatego, że autorzy rozumieli, że praktyk może nie mieć dostępu do wszystkiego. Kwestia jest taka żeby wiedzieć jaka jest FUNKCJA danego składnika, a nie tylko jego nazwa. Czy cedr w tym rytuale służy jako element ochronny, czy jako "brama", czy oczyszczający? Od tego zależy co może go zastąpić.
No to tu jest problem z samą książką, nie z rytuałem. oj tam, dobra dokumentacja praktyki zawsze powinna tłumaczyć funkcję składnika. jeśli tego nie ma, to albo autor sam nie wiedział dlaczego, albo napisał dla kogoś kto już to wie. Cedr wirginijski w tradycjach rdzennoamerykańskich to przede wszystkim ochrona - jego zapach jest uważany za odstraszający negatywne energie i duchy. Masz w Polsce jałowiec, który w słowiańskich i bałtyjskich tradycjach pełnił identyczną funkcję i jest znacznie bardziej "zakorzeniony" tutaj geograficznie.
Też się spotkałam z tym problemem, tyle że u mnie było inaczej - rytuał wymagał ziemi z konkretnego miejsca, cmentarza w stanie Luizjana. Tak dosłownie. W hoodoo duzo pracuje się z ziemią z konkretnych lokacji każda ma inne właściwości. To jest coś czego po prostu nie zamówisz przez internet i żaden zamiennik tego nie zastąpi jeden do jednego. W tamtym przypadku zdecydowałam się szukać lokalnego odpowiednika - ziemi z miejsca o podobnym "charakterze". Nie weim czy to był dobry wybór, ale innego nie miałam.
To co Monisia opisuje jest bardzo bliskie temu co słyszałam o genius loci - duchach miejsca. W wielu tradycjach europejskich uważano, że rytuał powinien być zakorzeniony w konkretnym miejscu geograficznym i tamtejszych siłach. Przenoszenie elementów z drugiego końca świata bez kontaktu z lokalnymi odpowiednikami może po prostu "nie trafić w rejestr" tego miejsca. To nie jest argument przeciwko zagranicznym systemom, ale argument za tym żeby szukać lokalnych mostów.
Dobra, to wychodzi mi z tej rozmowy taki kierunek: zamiast kombinować z zamówieniem przez internet, poszukaj lokalnego odpowiednika który pełni tę samą funkcję. Jałowiec do ochrony żywica sosnowa do oczyszczenia. Mam to rozumieć tak?
Mam wrażenie że ta rozmowa doszła do miejsca, gdzie każdy mówi trochę coś innego i trochę to samo. Ksawera pyta o konkretną zasadę, ale chyba nie ma jednej zasady - jest kilka różnych podejść i każde z nich działa inaczej w zależności od tradycji. Jałowiec do ochrony, sosnowa żywica do oczyszczenia - tak, to jest jeden z możliwych kierunków, ale tylko jeśli rytuał pochodzi z kręgu europejskiego albo północnoamerykańskiego. Jeśli instrukcja jest np. z cajun magic albo hoodoo, to logika zamienników jest inna 🙂
Mój rytuał ma świece konkretny dzień tygodnia, zioła i jedno zdanie o "oczyszczeniu przestrzeni przed nowym początkiem". Brzmi jak folk magic tak?
Dzień tygodnia to już sygnał systemowy. W tradycji europejskiej każdy dzień ma swojego patrona planetarnego - poniedziałek to Księżyc, wtorek Mars, środa Merkury i tak dalej. Jeśli rytuał mówi konkretnie o dniu, to autor zakładał tę logikę nawet jeśli jej nie wyjaśnił. serio A jeśli mamy planetarny dzień, to mamy jakiś fundament ceremonialny albo przynajmniej folk magic z tym wpływem. Jaki to dzień?
Cedr na środę Merkurego to nieoczywiste połączenie, przyznam szczerze. Cedr jest tradycyjnie kojarzony z ochroną, oczyszczeniem, ale też z bogami słonecznymi i nieśmiertelnością - w tradycji śródziemnomorskiej był drzewem Artemidy i Afrodyty, nie Merkurego. To mnie zastanawia czy autor naprawdę wiedział co łączy, czy po prostu zebrał składniki które mu "pasowały" i wyszło coś hybrydowego.
Może niekoniecznie trzeba szukać idealnego dopasowania planet do roślin. W wielu tradycjach praktycznych te przypisania są płynne i zmieniały się przez wieki. Różne ziołoleczniki podawały różne planety dla tej samej rośliny.
Mam tu Culpepera otwartego akurat - on cedr przypisuje do Słońca, nie do Merkurego. Agrippa w "De Occulta Philosophia" pisze o cedrze przy ochronie przed złymi duchami, ale bez konkretnego planetarnego przypisania w tym fragmencie. Więc te systemy naprawdę się różnią między sobą i to nie jest kwestia nowożytnych autorów którzy "nie wiedzą" - historyczne źródła też nie są jednolite.
I to jest właśnie clue. Ksawera - jeśli cedr w tym rytuale służy oczyszczeniu przestrzeni, to pytanie nie brzmi "czy mam ten konkretny gatunek", tylko "co w tym rytuale ma oczyszczać". Jeśli to zapach, to jałowiec, sosna albo nawet kadzidło żywiczne zadziałają podobnie. no dobra, jeśli to symbolika drzewa wiecznotrwałego, to może każde drzewo iglaste. Jeśli to duchowa ochrona, to verbena albo hyzop mają długą europejską historię w tym kontekście.
Hyzop to ciekawy trop. W Biblii jest użyty do oczyszczenia - Psalm 51, "oczyść mnie hyzopem" - i dlatego przeszedł do europejskiej magii ludowej jako zioło oczyszczające niezależnie od tradycji z której rytuał pochodzi. eh to jeden z tych składników któe są dość uniwersalne bo mają mocne zakorzenienie kulturowe na tym kontynencie.
oj tam a hyzop jest w Polsce do zdobycia? Pytam serio, bo to zioło które widuję czasem w sklepach ze zdrową żywnością ale nie wiem czy to ta sama roślina.
Właściwie to jest dobra obserwacja - że szukamy zamiennika dla czegoś niedostępnego, a obok mamy rzeczy które są dostępne, mają długą historię w rytuale i nikt o nich nie mówi bo brzmią mniej "egzotycznie". Hyzop, werbena, dziurawiec, krwawnik - to wszystko jest na wyciągnięcie ręki i ma solidne zaplecze w europejskiej magii ludowej.
To jest pytanie które nie ma krótkiej odpowiedzi, ale spróbuje ją skrócić: szukasz po trzeech liniach. Pierwsza - historia danej rośliny w rytuale, czyli co o niej pisali dawni autorzy i w jakim kontekście. Druga - właściwości zmysłowe: zapach, barwa, smak - te były podstawą w wielu tradycjach do określenia "charakteru" rośliny 🙂 Trzecia - to co Bernadetka wspomniała wcześniej, doctrine of signatures, czyli wygląd sugeruje zastosowanie. Łącząc te trzy rzeczy można dość do sensownej odpowiedzi nawet bez źródłowej instrukcji.
Dobra, ale jak właściwie wygląda ta pierwsza linia w praktyce - historia rośliny w rytuale? Bo Arnold napisał że szukasz po trzech liniach, ale to brzmi jak "idź do biblioteki i przeczytaj wszystko". Skąd wiadomo które źródło jest wiarygodne, a które to XIX-wieczna kompilacja na odwal?
Okej, ale wracam do mojego problemu praktycznego - mam rytuał na środę z cedrem wirginijskim i zrozumiałam już że to jest Słońce u Culpepera, a nie Merkury. I co z tym zrobić? Zostać przy cedrze mimo że nie pasuje planetarnie, znaleźć zamiennik który pasuje do Merkurego, czy uznać że funkcja oczyszczająca jest ważniejsza niż planeta?
To jest dokładnie pytanie które powinna sobie zadać. I myślę że odpowiedź zależy od tego czym jest dla niej ten rytuał - czy ma być jak przepis kucharski który trzeba wykonać dokładnie, czy jak rozumienie czegoś od środka.
Właśnie miałam to napisać - że Merkury jest bogiem granic i przejść, a wejście w nowy etap to typowy "próg". Więc nawet jeśli cedr jest słoneczny, intencja rytuału wpisuje się w merkuryjną logikę środy. Miałam coś podobnego ze swoim własnym rytuałem, w którym używałam lawendy na wtorek. Lawenda jest księżycowa według większości źródeł, wtorek jest marsjański. I przez długi czas się z tym gryzłam. W końcu uznałam że skoro intencja dotyczyła ukojenia napięcia, a Marsem próbowałam to napięcie wyrazić a nie eskalować, to lawenda na Marsa miała swój wewnętrzny sens.
