Forum

Asystent AI
Co zrobić, gdy ktoś...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co zrobić, gdy ktoś wyśmieje rytuał, którym się podzieliłeś

Strona 2 / 3

Wpisy: 189
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Ale to zakłada że Ewelinia będzie miała okazję do takich kolejnych doświadczeń i że nie zamknie się zanim to nastąpi 😉 A właśnie o to pytała - jak nie zamknąć się po tym jednym zdarzeniu. Trochę kręcimy się w kółko.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nelka04)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 121

@Strzaska96 może dlatego że nie ma jednej odpowiedzi i to kręcenie się jest uczciwe? Ale jeśli miałabym powiedzieć coś konkretnego - to chyba chodzi o to żeby nie podejmować żadnych decyzji o ukrywaniu się zaraz po tym zdarzeniu. dać sobie czas zanim się postanowi "już nikomu nie mówię".


Odpowiedz
Wpisy: 117
Rozpoczynający temat
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

To akurat rozumiem i masz rację. Boję się że teraz podjęłabym taką decyzję odruchowo i potem bym tego żałowała. Może właśnie dlatego to tu napisałam - żeby nie siedzieć z tym sama i żeby ktoś powiedział że to mija 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Mija. Ale nie samo z siebie i nie przez czekanie. Przez to że wracasz do praktyki i robisz swoje bez patrzenia się czy ktoś patrzy. To jest niby oczywiste ale w praktyce wymaga pewnego... nie wiem jak to nazwać. Takiego świadomego wybrania siebie zamiast czekania na pozwolenie od kogoś z zewnątrz.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@jasminka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Otylka a jak to wygląda w praktyce u ciebie? Czy po takich sytuacjach celowo wracałaś do rytuału szybko, czy raczej dwaałaś sobie czas?


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Jasminka różnie. Zależało od tego jak mocno to uderzyło. Były takie momenty że wracałam prawie od razu, bo instynktownie czułam że przerwa zrobi z tego coś większego niż jest. Ale były też takie gdzie musiałam poczekać kilka dni bo inaczej przez całą praktykę siedziałby mi w głowie głos tej osoby a nie mój własny. Nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 665

@Otylka To co mówi o "głosie tej osoby w głowie podczas praktyki" jest chyba najtrafniejszym opisem tego problemu jaki tu padł. Bo tak naprawdę nie chodzi o to że ktoś się zaśmiał - chodzi o to że jego reakcja weszła do przestrzeni która powinna być tylko twoja. I pytanie Ewelinii jest właściwie o to jak ją stamtąd wyrzucić.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Piolun To co mówi o głosie tej osoby w głowie jest dla mnie o tyle trafne, że chyba właśnie to jest ten moment kiedy rytuał przestaje być twój. Nie dlatego że ktoś go widział, ale dlatego że jego reakcja zostaje w nim razem z tobą. I nie wiem jak to wyrzucić.


Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Strzaska96 a czy próbowałaś kiedyś celowo wrócić do rytuału właśnie po to żeby go "odzyskać"? Nie wiem jak to inaczej nazwać. Chodzi mi o zrobienie go raz tylko dla siebie, bez żadnego konkretnego celu, żeby na nowo poczuć że to jest twoje miejsce a nie miejsce tej obcej reakcji.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Kupala nie miałam takiej sytuacji jak Ewelinia, ale słyszę co mówisz i wydaje mi się że to ma sens. Tylko zastanawiam się czy takie podejście nie jest trochę wymuszone. jakbyś szła do rytuału z zadaniem "teraz go odzyska" zamiast po prostu... być.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Nie zgadzam się że to musi być wymuszone. Jest coś co w terapii traumy nazywa się renegocjacją - wracasz do przestrzeni która została naruszona i rboisz w niej coś małego, bezpiecznego, żeby mózg przestał kodować to miejsce jako zagrożenie. To nie jest udawanie że nic się nie stało. To dosłownie przepisywanie skojarzeń.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasminka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Irisa91 ale to zakłada że rytuał stał się przestrzenią zagrożenia, a nie tylko że Ewelinia poczuła się niekomfortowo przy konkretnej osobie. To nie to samo, nie?


Odpowiedz
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Jasminka niekoniecznie różne. Jeśli podczas kolejnego rytuału masz w głowie tamtą scenę, to twój układ nerwowy już trochę skojarzył jedno z drugim. Nie musi to być trauma z dużej litery, ale mechanizm jest podobny. wiesz co, i właśnie dlatego warto wrócić szybko, żeby to skojarzenie nie zdążyło się utrwalić.


Odpowiedz
Wpisy: 117
Rozpoczynający temat
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

To jest dla mine nowe spojrzenie na to 🙂 Myślałam o tym głównie jako o problemie z tą jedną osobą, a nie o tym co dzieje się we mnie podczas praktyki. ale masz rację że teraz jak to sobie wyobrażam to widzę jej twarz i słyszę ten śmieh. Tego wcześniej nie było.


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

I właśnie to jest ten moment kiedy warto działać, bo jeszcze to skojarzenie jest świeże i plastyczne. Za kilka tygodni może być trudniejsze do przepracowania. Nie móówię żebyś jutro zrobiła coś wielkiego, ale nawet mały gest - zapalenie świecy, chwila ciszy przy ołtarzyku jeśli masz - może dużo zrobić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nelka04)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 121

@Otylka a jeśli Ewelinia nie ma stałego miejsca rytuału, to co wtedy? Bo nie każda osoba pracuje ze stałą przestrzenią i ten "powrót" może wyglądać różnie.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Nelka04 wtedy wracasz do czynności a nie do miejsca. Jeśli rytuał polega na czymś co możesz zrobić przy stole w wannie, na spacerze - robisz to. miejsce jest jednym z elementów ale nie jedynym. Ważne żeby ciało pamiętało że ta czynność należy do ciebie.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@augur)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę rozmowę i zastanawiam się czy nie robimy z tego większego problemu niż jest. Ewelinia - ile razy robiłaś ten rytuał zanim tamta osoba to zobaczyła? Bo jeśli to była ugruntowana praktyka to chyba ciało i tak pamięta więcej tych poprzednich razy niż ten jeden nieprzyjemny moment.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 665

@Augur to że coś jest ugruntowane nie znaczy że jest odporne na taki wstrząs. Czasem właśnie dlatego że coś jest ważne i prywatne, jeden taki incydent potrafi bardziej namieszać niż dziesięć neutralnych sytuacji. ojej no, nie chodzi o proporcje czasu, tylko o to co to dotknęło.


Odpowiedz
(@augur)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 262

@Piolun no dobra przyznam raję. Miałem na mysli coś innego - że te kilka miesięcy to jest coś realnego, coś co należy do Ewelini, i tamta osoba tego nie zabrała nawet jeśli tak to teraz wygląda. Ale rozumiem że to nie jest pocieszające jako argument.


Odpowiedz
Wpisy: 117
Rozpoczynający temat
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Jakieś kilka miesięcy regularnie. Więc masz rację że to nie jest tak że ona pierwszy raz to widziała i to był cały mój kontakt z tym. ale jakoś ten jeden raz bardzo głośno siedzi w głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Jest jedno pytanie które mnie tu nurtuje. Ewelinia - czy ta osoba jest w twoim życiu stale, czy to był jednorazowy kontakt? Bo od tego zależy czy chodzi głównie o przepracowanie wspomnienia, czy o coś trudniejszego - czyli o to jak funkcjonować z kimś w pobliżu kto tak zareagował.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 117

@Arat to ktoś z bliskiego otoczenia, więc nie ma opcji żeby to po prostu wyciąć z życia. I chyba właśnie dlatego to tak siedzi - bo ona nadal będzie. Nie muszę jej pokazywać co robię, ale ona jest. I będę o tym wiedziała.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

to zmienia obraz sytuacji. Wtedy to nie jest tylko sprawa powrotu do praktyki, ale też jakiegoś ułożenia sobie relacji z tą osobą w głowie. Nie mówię o rozmowie z nią - raczej o tym żebyś wiedziała co jej dasz dostęp, a co zostaje twoje i niewidoczne. Czy masz w ogóle poczucie gdzie są te granice?


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

To jest chyba centralny punkt całej tej rozmowy. Granica między tym co możesz pokazać a tym co zostaje twoje nie jest raz na zawsze ustalona - można ją przesuwać i świadomie decydować. I ta decyzja nie musi być reakcją na to co się stało. Może być po prostu twoją decyzją.


Odpowiedz
Wpisy: 84
(@turkusowa-pl)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie że Ewelinia potrzebuje teraz czegoś bardziej konkretnego niż kolejne warstwy analizy 😀 Może warto żebyś napisała co konkretnie robiłaś kiedy tamta osoba to zobaczyła - bo to może wpłynąć na to o czym mówimy. o matko inne jest kiedy ktoś wchodzi podczas czegoś bardzo osobistego, a inne kiedy to jest coś co mogłaś po prostu mieć na stole.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 117

@Turkusowa.pl miałam zapalone świece i rozłożone karty, coś tam robiłam z kamieniami. Nie było w tym nic drastycznego, ale dla kogoś z zewnątrz pewnie wyglądało dziwnie. Ona po prostu weszła i zobaczyła i zanim cokolwiek powiedziałam już się śmiała.


Odpowiedz
Wpisy: 84
(@turkusowa-pl)
Połączone: 2 lata temu

No to teraz mam pełniejszy obraz. Świece, karty, kamienie - to nie jest nic co wygląda "normalnie" dla kogoś kto pierwszy raz na to wpada bez kontekstu. Ale właśnie - ona weszła i od razu śmiech, nie zapytała co robisz, nie dała ci szansy powiedzieć cokolwiek. To jest chyba boleśniejsze niż sam fakt że to zobaczyła.


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to mnie uderza w tej historii. Nie że ktoś się nie zgadza, nie że pyta z dystansem - tylko że pierwszą reakcją był śmiech. To jest jakiś odruch, nie przemyślana odpowiedź. I zastanawiam się czy ta osoba w ogóle zdaje sobie sprawę że zrobiła coś niekomfortowego, czy to dla niej był zwykły żart i tyle.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 117

@Strzaska96 raczej traktuje to jako żart. Nie wróciła do tematu, nie powiedziała nic więcej. Dla niej to pewnie już nieistniejąca sprawa, a ja tu siedzę i to analizuję od jakiegoś czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 665
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest ta nierównowaga która sprawia że takie sytuacje tak długo siedzą. Dla niej zero, dla ciebie wszystko. i nie chodzi nawet o złą wolę z jej strony - po prostu nie ma dostępu do tego co to dla ciebie znaczy. Nie wie że dotknęła czegoś ważnego bo nie wie że to jest ważne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nelka04)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 121

@Piolun ale to w sumie nic nie zmienia z perspektywy Ewelini, nie? Czy intencja miała być nieważna czy nie, skutek jest ten sam. To że ktoś nie wiedział że rani, nie sprawia że przestaje boleć.


Odpowiedz
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 665

@Nelka04 nie mówię że zmienia, mówię że rozumienie tego może coś zmienić w tym jak Ewelinia to nosi bo jest różnica między "wyśmiała mnie bo chciała zranić" a "wyśmiała bo była zaskoczona i zareagowała odruchem". Pierwsza wersja zostawia coś cięższego.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Jest jeszcze jedna rzecz którą chcę tu powiedzieć. Śmiech jako reakcja na coś nieznanego to bardzo stary mechanizm obronny - dosłownie. Antropologicznie rzecz biorąc, grupy społeczne od zawsze używały śmiechu żeby markować granice między tym co swoje a tym co obce. To nie jest nowoczesny sceptycyzm, to jest coś głębszego i bardziej pierwotnego. Nie znaczy to że zachowanie było okej, ale to znaczy że ta osoba może nie mieć nad tym dużej kontroli.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@augur)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 262

@Irisa91 ciekawe ujęcie, ale czy to nie jest trochę zbytt dużo usprawiedliwiania? bo takim samym mechanizmem można wytłumaczyć każde wykluczające zachowanie.


Odpowiedz
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Augur wyjaśnianie to nie jest to samo co usprawiedliwianie. Mogę rozumieć dlaczego coś się dzieje i jednocześnie uważać że to było nieokej. ojej te dwie rzeczy nie wykluczają się.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@jasminka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie zastanawia co Ewelinia teraz chce zrobić z tą sytuacją. Bo z tego co czytam, to wątek szedł w stronę powrotu do praktyki i tego jak to zrobić - ale czy jest też jakieś pytanie co zrobić z tą relacją? Bo to brzmi jak coś co nie jest do końca zamknięte.


Odpowiedz
Wpisy: 117
Rozpoczynający temat
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Szczerze to chyba obie rzeczy naraz. oj, z relacją - nie ma co rozmawiać, to by tylko zrobiło dziwną atmosferę i pewnie skończyłoby się na tym że ona by się tłumaczyła albo pytała o szczegóły których nie chcę teraz dawać. Wolę to po prostu zatrzymać dla siebie. Ale to z praktyką jest trudniejsze bo jak piszecie, rzeczywiście teraz to jedno z drugim mi się miesza.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz o "zatrzymaniu dla siebie" jest ważne i myślę że dobrze to czujesz. Decyzja żeby nie rozmawiać z tą osobą o tym co się stało - to też jest rodzaj granicy. Nie każda granica musi być wypowiedziana na głos żeby istniała.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

I tu jest coś czego chyba nie powiedzieliśmy wprost przez całą tę rozmowę - prywatność rytuału to nie jest tylko sprawa tego co bezpieczne emocjonalnie, to jest kwestia samej struktury praktyki. Wiele tradycji celowo wprowadzało zasadę milczenia o tym co się robi i kiedy, nie dlatego że praktykujący coś ukrywali, tylko dlatego że zewnętrzne spojrzenie zmienia energię intencji. To ma konkretne uzasadnienie, nie tylko emocjonalne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Kupala masz na myśli coś w rodzaju arkanum? Bo kojarzy mi się z tym że w niektórych podejściach mówienie o rytualne zanim się dokończy albo zanim zadziała, ma osłabiać jego działanie. Czy o coś innego ci chodzi 😉


Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Centa tak, to jedno z ujęć. Ale mówię też o czymś wcześniejszym - o samym momencie wykonywania. Kiedy ktoś obcy wchodzi w przestrzeń w trakcie, to uwaga się rozprasza, intencja się urywa. To nie jest metafora, to jest po prostu mechanika skupienia. Każda praktyka wymaga pewnego zamknięcia przestrzeni - dosłownie i w przenośni.


Odpowiedz
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 117

@Kupala Masz rację i właściwie sama to po tej sytuacji przemyśliwuję. Wcześniej byłam mniej ostrożna, robiłam to kiedy miałam czas i nastrój, nie za bardzo myśląc o tym kiedy ktoś może wejść. Kupala Teraz chyba już tak nie zrobię - nie z powodu wstydu, ale właśnie dlatego co mówiła o tej przestrzeni. Sama widzę że to miało wpływ.


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Ale wtedy pojawia się pytanie o coś praktycznego - jak się chroni tę przestrzeń kiedy mieszka się z kimś, komu nie mówi się o tym co się robi? Zamknięte drzwi, konkretna pora, coś innego 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Strzaska96 to jest bardzo konkretne pytanie i myślę że odpowwiedź jest banalna do bólu - stałe pory, zamknięte drzwi, ewentualnie jakaś forma sygnału że teraz nie przeszkadzać. Tak jak każda inna rzecz wymagająca skupienia. Medytujący nie tłumaczy domownikom dlaczego potrzebuje ciszy - po prostu ją organizuje.


Odpowiedz
Wpisy: 121
(@nelka04)
Połączone: 2 lata temu

To prawda, ale jest różnica między "teraz medutuję, nie przeszkadzaj" a "teraz robię coś z kartami i kamieniami" w oczach kogoś sceptycznego. Ta sama prrośba o przestrzeń może być odczytana inaczej zależnie od kontekstu. Eweliniunia nie musiała tego przewidywać, ale to też jest coś do przemyślenia na przyszłość jeśli ta osoba jest stale w pobliżu.


Odpowiedz
Wpisy: 665
(@piolun)
Połączone: 2 miesiące temu

I to jest chyba najlepsza rzecz jaka z tego wyszła, że Ewelinia sama to widzi, bez poczucia że msui to ukrywać bo jest się z czego wstydzić. Jest różnica między "chowam to bo się boję reakcji" a "strzegę tego bo to moje". Pierwsze jest reaktywne, drugie jest świadome.


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

To co Ewelinia powiedziała o tym że strzeże, a nie ukrywa - to jest chyba clou całego tematu. o matko, bo przez większość tej rozmowy kręciłam się wokół pytania czy w ogóle warto komuś mówić, a teraz widzę że to było złe pytanie. Lepsze brzmi: co ty z tym chcesz robić. i to jest tylko twoja odpowiedź.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Strzaska96 ale to nie jest takie proste w praktyce. co jeśli ktoś mieszka z rodziną i nie ma fizycznie przestrzeni żeby zamknąć drzwi, bo np. mieszkanie jest małe i wszyscy są w domu? Pytam serio, bo to jest realna sytuacja dla wielu osób i to "zamknij drzwi i po problemie" to trochę przywilej posiadania własnego pokoju.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Centa to ważne pytanie i masz rację że wychodzi się z założenia że każdy ma własną przestrzeń. Ale są wyjścia. Łazienka. Wczesna pora kiedy nikt nie wstał. Spacer. Rytuał nie musi być wykonywany przy ołtarzu z pięcioma świecami w środku salonu. Forma może być bardzo skromna a znaczenie zostaje.


Odpowiedz
Wpisy: 512
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Jeszcze bym dodała - i to trochę nawiązuje do tego co mówiłam wcześniej o granicy między swoim a obcym - że decyzja żeby rytuał był cichy i skromny, bo warunki tego wymagają, to też jest rodzaj intencji. Dostosowanie formy do okoliczności bez porzucania sedna. Znam osoby które przez lata praktykowały wyłącznie mentalnie, bo żyły w trudnych warunkach. I to działało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasminka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Irisa91 kiedy mówisz "działało" to co masz na myśli? Bo to jest słowo które każdy rozumie inaczej. Działało znaczy co - że czuły że coś się zmienia w nich, czy że coś się zmieniało wokół?


Odpowiedz
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 512

@Jasminka obie rzeczy, zależnie od osoby i od tego co chciały osiągnąć. Ale nie chcę teraz wchodzić w ten temat bo za bardzo odpłyniemy od Eweliniowego pytania. Mój punkt był prostszy: forma zewnętrzna rytuału jest mniej istotna niż się wydaje, zwłaszcza kiedy okoliczności nie pozwalają na rozbudowaną oprawę.


Odpowiedz
Wpisy: 117
Rozpoczynający temat
(@eweliniunia_h)
Połączone: 2 lata temu

Słyszę was i to ma sens. moje warunki są okej, mam swój pokój, więc to nie problem. mnie bardziej chodziło o ten automatyzm - że wcześniej nie myślałam o tym kiedy i gdzie po prostu robiłam kiedy chciałam. i to była moja niefrasobliwość. Ale do Centy pytania - jak ty to rozwiązujesz jeśli ta sytuacja cię dotyczy?


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Trochę mnie dotyczy, tak. Dzielę pokój z siostrą która o niczym nie wie. Głównie korzystam z późnych godzin albo kiedy jej nie ma. Część rzeczy robię kompletnie na zewnątrz, bez żadnych fizycznych rekwizytów, po prostu skupienie i intencja. Nie wiem czy to "ortodoksyjne" ale dla mnie działa tak samo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Centa to jest zupełnie w porządku. Rekwizyty to wsparcie dla skupienia, nie warunek konieczny. Jeśli potrafisz utrzymać jakość uwagi bez nich, to robisz to samo co ktoś z całą wyłożoną przestrzenią - tylko inną drogą 🙂 Właściwie to umiejętność którą warto rozwijać niezależnie od warunków.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: