Forum

Asystent AI
Co robić, gdy wspól...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co robić, gdy wspólny rytuał z partnerem staje się pretekstem do konfliktu

Strona 1 / 3

Wpisy: 456
Rozpoczynający temat
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do tych, którzy praktykują z partnerem lub partnerką - jak sobie radzicie z tym, że rytuał, który miał być czymś wspólnym, zamienia się w kłótnię o to, kto robi coś nie tak? U mnie wygląda to tak: zapalamy świece, zaczynamy, a po chwili jedno z nas zwraca uwagę drugiemu na coś, potem to drugie się broni, i zamiast skupienia mamy awanturę o kolejność kroków albo o to, czy świeca powinna być tu czy tam. I tak za każdym razem. Zastanawiam się, czy to jest jakiś sygnał, że nie powinniśmy tego robić razem, czy może po prostu problem organizacyjny, który da się jakoś rozwiązać.


Odpowiedz
118 odpowiedzi
Wpisy: 376
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

To brzmi bardzo znajomo serio. My z moją siostrą próbowałyśmy robić razem rytuały oczyszczające i skończyło się prawie tak samo - ona twierdziła, że kierunek okadzania jest nieważny, ja się upierałam przy swoim, skończyło się wymówkami i ciszą przez kilka dni. Więc to nie jest tylko sprawa partnerów romantycznych, po prostu wspólne rytuały z kimkolwiek bliskim potrafią wywlec na wierzch napięcia, których na co dzień nie widać.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Kierunek okadzania nieważny? Serio? Przepraszam, że wchodzę, ale to jest akurat sprawa, która ma znaczenie w zależności od tradycji, więc nie dziwię się, że był spór. Ale wracając do sedna - myślę, że problem często leży nie w samym rytuale, tylko w tym, że dwie osoby przyszły do niego z dwóch różnych źródeł i żadna z nich tego wcześniej nie postawiła jasno. Jedna wyczytała jedno, druga drugie, i każda uważa swoją wersję za jedyną słuszną.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Dumortieryt94 ale to trochę uproszczenie, nie? Bo można wcześniej omówić każdy szczegół i tak w trakcie coś pójdzie inaczej i znowu będzie spięcie. Znam to z własnego doświadczenia. Myślę, że część problemu leży w tym, że rytuał ma być przestrzenią gdzie się odpuszcza kontrolę, a jeśli jedna osoba jest nastawiona na pilnowanie, czy druga robi wszystko zgodnie z planem, to w ogole nie ma warunkuw do wejścia w jakikolwiek stan skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 450
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

A jak wy w ogóle ustalaliście, co będziecie robić? Bo ja się zastanawiam, czy to nie jest kwestia tego, że brakuje kogoś, kto prowadzi, i kogoś, kto idzie za prowadzącym. Jak obie osoby chcą jednocześnie decydować o przebiegu, to jest przepis na konflikt, niezależnie czy to rytuał czy wspólne gotowanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Iwetka mieliśmy ustaloną kolejność, ale właśnie w trakcie to się sypało. Jedno zaczynało improwizować, drugie reagowało na to korektą, i potem już nie było powrotu. Pytanie, czy to problem z improwizacją jako taką, czy z tym, że żadne z nas nie ufa drugiemu wystarczająco, żeby puścić kontrolę.


Odpowiedz
Wpisy: 425
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

To zaufanie to jest chyba klucz. W tradycjach, gdzie rytuały są przekazywane w grupie albo parze, zazwyczaj jest wyraźny podział ról, i to nie jest kwestia hierarchii dla samej hierarchii, tylko właśnie po to, żeby każda osoba wiedziała, co do niej należy i nie wchodziła w przestrzeń drugiej. Jak się to zaburzy, energia całego działania idzie w kierunek konfliktu, a nie w to, co miało być intencją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Wrozbita a jak to praktycznie rozwiązać, kiedy obie osoby mają podobne doświadczenie i żadna nie jest naturalnym liderem tego konkretnego działania? no bo jeśli jedna z nich poczuje, że jest tylko wykonawcą a nie partnerem, to to też nie jest dobre, co nie?


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Ja bym się zastanowiła jeszcze nad inną rzeczą - czy te kłótnie wybuchają zawsze w tym samym momencie rytuału? Bo jeśli tak, to może to nie jest przypadek i warto przyjrzeć się, co się wtedy dzieje energetycznie albo jakie napięcie tkwi akurat w tym fragmencie. Nie mówię, że to rozwiązanie, ale to ciekawy trop.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 166

@Geomantka_E to jest dobra obserwacja, ale zakłada, że obie osoby są na tyle śwwiadome, żeby to po fakcie przeanalizować bez nowej kłótni 🙂 Mnie bardziej ciekawi, co się dzieje zanim jeszcze zaczniecie - czy jest jakaś forma wspólnego wyciszenia przed rytuałem, czy wchodzicie w to z biegu?


Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Selena97 szczerze? różnie. Czasem jest jakas chwila ciszy, czasem wchodzimy wprost z normalnego życia, gdzie jeszcze przed chwilą rozmawialiśmy o rachunkach albo o czymś przyziemnym. i mam wrażenie, że właśnie te drugie sytuacje są gorsze. o matko, Ale nie chcę traktować tego jako wymówki, bo to nie tłumaczy tego że jedno zaczyna poprawiać drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz o wchodzeniu z biegu - to naprawdę ma znaczenie rytuał bez żadnego progu wejścia to trochę jak próba medytacji przy włączonym telewizorze. Ciało jest, głowa jest gdzie indziej. I wtedy wszelkie drobne rozbieżności zamiast przejść niezauważone, stają się źródłem irytacji, bo nerwy są na wierzchu. Nie wiem, czy to was dotyczy, ale pytam - czy te kłótnie są merytoryczne, tzn. naprawdę chodzi o technikę, czy raczej wyglądają jak coś, co czeka na pretekst?


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@hipolit54)
Połączone: 8 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam takie wrażenie, że czasem rytuał po prostu wyciąga na powierzchnię to, co i tak tam było. Że to nie rytuał jest przyczyną, tylko sposobnością. Może brzmi banalnie, ale mi się to potwierdziło w praktyce - jak coś leżało między mną a drugą osobą i nie było powiedziane, to przy pierwszym wspólnym działaniu wymagającym skupienia i synchronizacji wychodziło błykawicznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 363

@Hipolit54 tylko że to tworzy trochę błędne koło, nie? Bo jeśli za każdym razem kończy się kłótnią, to rytuał zaczyna być kojarzony z napięciem, i już samo jego rozpoczęcie uruchamia jakis tryb obronny w obu osobach. I potem kłótnia jest właściwie gwarantowana zanim jeszcze cokolwiek pójdzie nie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie to miałem na myśli wcześniej. Warunkowanie. Mózg zapamiętuje, że ten kontekst = konfrontacja, i już jest gotowy na atak albo obronę, zanim jeszcze dojdzie do jakiegoś konkretnego błędu. I tu żadna technika rytualna nie pomoże, bo problem jest warstwę niżej.


Odpowiedz
Wpisy: 201
 Rena
(@rena)
Połączone: 1 rok temu

A wy w ogóle rozmawiacie o tym poza rytuałem? Bo mam wrażenie, że z tego co tu opisujecie, to jest coś, co wymaga zwykłej rozmowy między ludźmi, a nie szukania rozwiązań wewnątrz samego rytuału. to że ktoś poprawia kogoś w trakcie - to jest zachowanie, które ma jakiś powód, i ten powód jest gdzieś w relacji, nie w technice magicznej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Rena rozmawiamy, ale jakoś ta rozmowa nigdy nie sięga wystarczająco głęboko. Kończymy na ustaleniach technicznych - okej, tym razem ty prowadzisz, ja nie wchodzę. I przez chwilę to działa, a potem i tak coś wybucha. Może masz rację, że problem jest gdzie indziej 🙁 Tylko że to dosyć niewygodna myśl.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Znam kilka par, które próbowały praktykować razem i dla większości z nich to po prostu nie działa długoterminowo jako coś regularnego. Nie dlatego, że są złymi partnerami albo słabymi praktykami, ale dlatego, że rytuał jest bardzo osobistym aktem i wchodzenie w to razem wymaga pewnego rodzaju synchronizacji, która albo jest, albo jej nie ma. Niektórzy rozwiązują to tak, że robią rytuały osobno, a razem np. przygotowują przestrzeń albo siedzą po zakończeniu i dzielą się tym, co poczuli.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Eleonorka56 to ciekawe rozwiązanie, ale czy nie traci się wtedy czegoś z samej idei wspólnego rytuału? Mam na myśli, że niektóre rzeczy po prostu zakładają udział dwóch osób jednocześnie, nie każda z osobna.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

To zależy od celu. Jeśli rytuał ma wzmacniać więź jako taką, to ma sens robić go razem, ale wtedy trzeba być gotowym na to, że pokaże słabe punkty tej więzi. Jeśli celem jest coś innego, np. oczyszczenie intencja dotycząca czegoś konkretnego - to może spokojnie być robione równolegle, każde z własnym skupieniem. siła niekoniecznie płynie z bycia w jednym pokoju w tym samym momencie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Dumortieryt94 właściwie to co napisałaś o celu rytuału to mnie trochę zatrzymało. Bo my często przed samym rytuałem w ogóle nie rozmawiamy o tym, po co to robimy. Każda osoba ma jakieś tam własne wyobrażenie, co ma się z tego wziąć, i te wyobrażenia się rozmijają. I potem jeedno poprawia drugie, bo naprawdę wierzy, że robi dobrze - tylko że robi dobrze pod kątem swojego celu, nie wspólnego.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@hipolit54)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest zresztą coś, o czym chyba za mało się mówi - że wspólny rytuał naprawdę wymaga wspólnej intencji, a nie tylko wspólnej obecności fizycznej. Można stać obok siebie i robić te same gesty, ale mentalnie być w zupełnie różnych miejscach 😉 I wtedy każde "poprawienie" jest de facto ingerencją w czyjś osobisty proces, co w naturalny sposób budzi opór.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Rena
(@rena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Hipolit54 ale jak to w praktyce sprawdzić, że jesteście na tym samym poziomie intencji? Mam na myśli, że można przed rytuałem powiedzieć "robimy to w intencji X" i każde z was kiwa głową, a i tak każde rozumie to po swojemu. To chyba nie jest coś, co można w pełni uzgodnić słowami?


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Szczerze, to właśnie dlatego w niektórych tradycjach przed wspólnym rytuałem jest coś w rodzaju wspólnej wizualizacji albo synchronizacji oddechu - żeby fizycznie wejść w podobny stan, nie tylko intelektualnie uzgodnić temat. Słowa są za cienkie na to co potrzeba.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 363

@Sigilmistrz05 mówiłeś o synchronizacji oddechu - to naprawdę robi różnicę? Pytam bez ironii, bo mi to brzmi trochę jak coś, co można szybko zbyć jako "no tak, oddychamy razem i już wszystko gra". Zastanawiam się, czy to nie jest bardziej rytuał przed rytuałem, który sam w sobie też może stać się polem do konfliktu, jak jedna osoba wejdzie w to za wolno albo za szybko.


Odpowiedz
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Wandzisia wiesz co, msz trochę racje. Sam miałem sytuację gdzie próba wyciszenia przed właściwym działaniem stała się bardziej stresująca niż sam rytuał, bo partner ciągle zerkał czy już "jestem gotowy". więc to nie jest złoty środek dla każdej pary. Ale kiedy wychodzi naturalnie, naprawdę zmienia jakość tego, co potem.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Ciekawi mnie jeszcze jedno - czy te kłótnie dotyczą formy, czy treści? Bo to są dwa różne problemy. Kłótnia o to, czy świeca ma stać po lewej czy po prawej, to co innego niż kłótnia o to, czy w ogóle intencja jest właściwa. To pierwsze to kwestia umowy, to drugie to już coś głębszego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Selena97 w naszym przypadku zazwyczaj zacczyna się od formy, ale szybko przechodzi w treść. To znaczy: zaczyna się od "dlaczego zmieniłeś kolejność", a kończy na "w ogóle nie rozumiesz, po co to robimy". I to jest właśnie ten moment, w którym już nie ma powrotu do rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co opisujesz brzmi jak eskalacja, która ma swój własny rytm 🙂 I ciekawe, że akurat jeśli chodzi o rytuału ta eskalacja jest tak szybka - może właśnie dlatego, że rytuał już i tak angażuje emocjonalnie więc próg, po którym coś zaczyna boleć, jest niższy niż w zwykłej rozmowie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Bernadetka93 to jest dobra obserwacja i myślę, że jest w tym sporo prawdy. Rytuał otwiera coś, co normalnie jest przykryte codziennością. I to nie jest coś złego samego w sobie - ale jeśli wchodzisz w ten stan z kimś, kto też jest otwarty, i nagle pojawia się tarcie, to uderza mocniej niż w neutralnym kontekście. pytanie tylko, czy da się to jakoś obrócić na korzyść zamiast uciekać od tego tematu.


Odpowiedz
Wpisy: 450
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Zastanawia mnie jedno - czy próbowaliście kiedykolwiek po prostu zatrzymać rytuał w połowie, kiedy czuliście, że napięcie rośnie? oj tam Nie kłócić się, nie poprawiać, tylko po prostu powiedzieć "stop, coś tu nie gra, wróćmy do tego kiedy indziej"? Ciekawi mnie, czy to w ogóle jest opcja, którą bierzecie pod uwagę, czy jest jakiś opór przed przerywaniem czegoś, co się już zaczęło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Iwetka próbowałem raz. Powiedziałem że przerywamy, że to nie ma sensu w tym stanie. I wywołało to jeszcze większą kłótnie, bo padło oskarżenie, że "uciekam od problemu". Więc tak, teoretycznie to jest opcja, ale praktycznie wymaga zgody obu stron na to, że przerywanie nie jest porażką. a ta zgoda nie jest oczywista.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

To co mówisz o przerywaniu - to jest akurat coś, co w różnych tradycjach jest traktowane bardzo różnie. W niektórych podejściach niedokończony rytuał jest po prostu niedokończonym rytuałem, nic się nie stało, można wrócić. W innych jest przekonanie że otwarcie czegoś zobowiązuje do zamknięcia. I jeśli oboje macie inne podejście do tej kwestii, to już samo w sobie jest potencjalne pole do konfliktu - jeszcze zanim pojawi się jakakolwiek konkretna różnica zdań.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 425

@Eleonorka56 i to jest właśnie ten moment, gdzie wychodziłoby, ile podstawowych założeń nie zostało nigdy przegadanych. o matko nie chodzi o to, kto ma rację w kwestii przerywania rytuału - chodzi o to, że obie osoby mogą funkcjonować z zupełnie różnymi mapami tego, jak to w ogóle działa. I dopóki się nie rozmijają, wszystko się wydaje spójne.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Dokładnie. I to jest trochę jak odkrycie, że każde z was grało przez lata w tę samą grę, ale z innymi zasadami, których nigdy nie wyłożyło na stół, bo zakładało, że zasady są oczywiste. Rytuał to po prostu moment, kiedy te zasady nagle muszą zadziałać jednocześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 149
(@naparstnica78)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i mam pytanie, może głupie, ale - czy w ogóle da się te "mapy" uzgodnić? Bo rozumiem, że można porozmawiać przed rytuałem o intencji, o formie, o tym, kto prowadzi. Ale jeśli chodzi o coś tak fundamentalnego jak "czy przerywanie jest w porządku" albo "jak rozumiemy cel tego działania" - to jest rozmowa, która może trwać godzinami i nadal nie dać pełnego porozumienia. Skąd wiecie, że naprawdę jesteście na tej samej stronie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Naparstnica78 nie dacie rady tego w pełni uzgodnić. I myślę, że to jest właśnie punkt, który wielu par omija - szukanie pełnego porozumienia zamiast akceptacji, że różnice będą, ale można uzgodnić, jak się z nimi obchodzić. To jest coś innego niż bycie "na tej samej stronie".


Odpowiedz
Wpisy: 363
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Tylko że to też wymaga dość dojrzałości emocjonalnej, żeby nie traktować różnicy jako zagrożenia. a jak się jest w środku rytuału, który coś otwiera, to ta dojrzałość bywa trudno dostępna. mam wrażenie, że problem, o którym tutaj rozmawiamy, ma więcej warstw niż na początku wyglądało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Wandzisia no właśnie. I zastanawiam się, czy to nie jest trochę tak, że rytuał staje się pretekstem do konfliktów, które i tak by się pojawiły, tylko przy innych okolicznościach. ojej to znaczy - czy gdyby usunąć rytuał z równania, te same napięcia nie znajdowałyby sobie innego wyjścia?


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@hipolit54)
Połączone: 8 miesięcy temu

Chyba tak. Tylko że przzy gotowaniu obiadu albo przy układaniu ikei te napięcia jakoś można zbagatelizować i pójść dalej. Rytuał nie pozwala na bagatelizowanie bo za bardzo angażuje. I to jest jednocześnie jego wartość i problem jeśli chodzi o pary.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

To co Hipolit napisał na końcu - o bagatelizowaniu przy ikei - jakoś zostało ze mną. Bo właśnie to jest ta różnica, prawda? Przy składaniu mebli możesz powiedzieć "trudno, skręciliśmy do góry nogami, poprawimy" i w sumie na tym koniec. A w rytuale nie masz opcji "trudno, to bez znaczenia". Wszystko ma znaczenie, albo przynajmniej tak się zakłada. I to jest właśnie ten ciężar.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Selena97 i to jest też powód, dla którego wiele par w ogóle nie próbuje robić rytualów razem - nie dlatego, że nie chcą, tylko dlatego, że intuicyjnie czują, że to może być za dużo. I morze mają rację. Nie każda relacja i nie każdy moment w relacji jest na to gotowy.


Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Eleonorka56 ale to brzmi trochę jak "jeśli może być trudno, to nie próbuj". Rozumiem skąd to idzie, tylko zastanawiam się, czy taka logika nie kończy się tym, że nigdy się nie zaczyna, bo zawsze można znaleźć powód, żeby poczekać na lepszy moment.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie. I to jest trochę pułapka - bo gotowość do wspólnego rytuału to nie jest stan do którego się dochodzi samo z siebie. Jeśli nie próbujesz, nie wiesz, czy jesteście gotowi, czy nie. Tylko że próba ma swoją cenę, jeśli coś pójdzie nie tak.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Dumortieryt94 no i właśnie to jest ten krąg, w którym trochę siedzę. Nie próbujesz - nie wiesz. Próbujesz - jest ryzyko, że właśnie ten rytuał stanie się kolejnym punktem zapalnym. Pytanie, które mnie trochę gryzie: czy da się to w ogóle ćwiczyć stopniowo? Czy jest coś, co jest mniej angażujące emocjonalnie, żeby zobaczyć, jak to w ogóle działa między dwojgiem ludzi?


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

myślę, że tak ale to wymaga innego postawienia sprawy. Zamiast robić od razu coś, co niesie dużą intencję - zapalenie świecy na urodziny z jakimś zamysłem, wspólna chwila skupienia przy nowie księżyca, cokolwiek. chodzi o to, żeby zobaczyć, czy potraficie razem stać w tym saamym miejscu przez kilka minut bez potrzeby korygowania się nawzajem. Jeśli tak, to już jest coś.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
 Rena
(@rena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Sigilmistrz05 ale to też zakłada, że oboje traktujecie "małe gesty" jako część praktyki a nie jako nic nieznaczące. no i, bo jeśli jedno z was podchodzi do tego serio, a drugie myśli, że to tylko "miły wieczór ze świeczką", to różnica w oczekiwaniach i tak się pojawi, tylko trochę później.


Odpowiedz
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 363

@Rena To co mówi jest ważne, bo to chyba jeden z tych momentów, gdzie widać, że problem nie zaczyna się w rytuale. Zaczyna się dużo wcześniej, w tym, jak każde z was definiuje, co w ogóle robicie. I rytuał tylko to wyciąga na wierzch.


Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Wandzisia a z drugiej strony - czy to jest naprawdę problem, że rytuał to wyciąga? Może to jest właśnie jego rola? Nie mówię, że kłótnia jest dobra, ale samo pokazanie różnicy to może być coś, z czym można pracować. Trochę jak test, który się przeprowadza nie po to, żeby kogoś oblać, tylko żeby wiedzieć, co jest do zrobienia.


Odpowiedz
(@naparstnica78)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Bernadetka93 to brzmi logicznie, ale mam wątpliwość - co jeśli rytuał wyciąga rzeczy, których nie da się szybko przepracować? Tzn. jeśli po każdym wspólnym rytuale macie kłótnię, to w pewnym momencie sam rytuał staje się skojarzony ze stresem. I to jest problem sam w sobie, niezależnie od tego, co kłótnia "wyciągnęła".


Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Naparstnica78 to jest bardzo konkretna obserwacja. W psychologii byłoby to coś w rodzaju warunkowania - rytuał przestaje być tym, czym miał być, bo nałożył się na niego ładunek negatywnych skojarzeń. I tutaj mam pytanie do Swiatowida - czy tak jest? Czy samo przygotowanie do rytuału już wywołuje u ciebie jakieś napięcie, zanim cokolwiek się jeszcze wydarzy?


Odpowiedz
Wpisy: 456
Rozpoczynający temat
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Tak. Dokładnie tak. Jeszcze nic się nie zaczęło, a już czuję coś w rodzaju czujności - jakby część mnie skanowała, co może pójść nie tak, zamiast po prostu być w tym, co robimy. eee, i nie wiiem, czy to jest moje, czy to jest reakcja na coś, co powtarzało się wystarczająco wiele razy, żeby stało się schematem 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujesz - ta czujność przed - to jest coś, co znam z zupełnie innego kontekstu, ale mechanizm jest podobny. Jak zaczynasz praktykę z głową pełną "co jeśli coś pójdzie nie tak", to często właśnie to się realizuje, bo nie jesteś w stanie wejść w żaden spokojniejszy stan. Nie mówię, że to twoja wina, bo to działa automatycznie. Ale to jest coś, co można spróbować zauważyć zanim się zacznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 166

@Geomantka_E tylko jak to zauważyć w praktyce? Tzn. rozumiem co mówisz, ale między "wiem, że jestem spięty" a "potrafię to zmienić przed rytuałem" jest spora przepaść. Szczególnie jeśli partner też jest w jkaimś napięciu i to się nakręca wzajemnie.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: