Forum

Asystent AI
Co robić, gdy wspól...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co robić, gdy wspólny rytuał z partnerem staje się pretekstem do konfliktu

Strona 2 / 3

Wpisy: 425
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

I tutaj właśnie wróciłbym do pytania o to, czy ktoś w tej parze w ogóle prowadzi. Nie w sensie "kto ma rację", ale kto w danym momencie ma wziąć odpowiedzialność za przestrzeń. Jeśli oboje wchodzicie naładowani i żadne nie wzięło na siebie tego, żeby najpierw ustabilizować cokolwiek, to rytuał zaczyna się zanim się zaczyna, i to po złej stronie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hipolit54)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Wrozbita to ciekawe, bo to zakłada, że ktoś musi być "gotowy wcześniej". A co jeśli akurat tego dnia oboje macie ciężko? Czy to znaczy, że w ogóle odpuszczacie, czy że jeden z was poświęca swój stan, zeby to drugie mogło wejść spokojniej? Bo to już brzmi jak nierówność.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest naprawdę dobre pytanie, Hipolit, i myślę, że nie ma na nie jednej odpowiedzi. Znam pary, które mają prostą zasadę - jeśli oboje nie są w stanie, nie robią. Ale znam też takich, gdzie jeden z partnerów świadomie "trzyma przestrzeń", bo to jest jego naturalna rola w tej parze. I to drugie nie jest złe, jeśli jest na to zgoda.


Odpowiedz
Wpisy: 450
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Właśnie - jeśli jest na to zgoda. To jest klucz do całej tej rozmowy chyba. Ile rzeczy, które tu omawiamy, sprowadza się do tego, czy coś zostało uzgodnione wprost, czy każde zakłada, że to jest oczywiste i nie trzeba tego mówić.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Iwetka no i to jest trochę smutne, że te rzeczy muszą być mówione. bo jak zaczynasz mówić wprost "więc teraz ty trzymasz przestrzeń, tak?", to wychodzi z tego jakiś protokół, a nie coś wspólnego. Rozumiem, że to konieczne, ale jakoś zabiera mi to coś.


Odpowiedz
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 363

@Bernadetka93 a może to jest po prostu jeden z tych momentów, gdzie idealizacja wspólnej praktyki spotyka się z tym jak relacje naprawdę działają? Tzn. w wyobraźni robicie razem coś płynnego i bez słów. W praktyce - ktoś musi to poukładać, i lepiej zrobić to przed niż w trakcie.


Odpowiedz
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Wandzisia no tak, tylko że to "lepiej przed niż w trakcie" zakłada, że oboje macie tę samą wolę do poukładania. A co jeśli jeden z partnerów uważa, że uzgadnianie tego wprost jest właśnie oznaką, że coś nie działa? Znam takie podejście. "Jak musimy o tym rozmawiać, to coś jest nie tak". I wtedy samo zaproponowanie rozmowy przed rytuałem staje się konfliktogenne.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo konkretny problem i myślę, że tu leży dużo tych kłótni, które opisuje Swiatowid. Nie w samym rytuale, ale w tym, że jedno z nich chce meta-rozmowy, a drugie interpretuje to jako brak zaufania albo nadmierne komplikowanie. Właściwie to ciekawe, bo rytuał ma być przestrzenią, gdzie nie musisz kontrolować - a poprzedzająca go rozmowa "co robimy i jak" uruchamia dokładnie tryb kontroli.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Rena
(@rena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Dumortieryt94 ale czy da się to jakoś rozdzielić? Tzn. rozmowa logistyczna - kto co robi, kiedy, w jakiej kolejności - kontra rozmowa o intencji. Bo może problem polega na tym, że te dwie rzeczy są robione naraz i się mieszają, i jedno chce gadać o tym, czy świeczka ma być po lewej czy prawej, a drugie już jest w przestrzeni i właśnie z tego rodzi się tarcie.


Odpowiedz
Wpisy: 456
Rozpoczynający temat
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

To jest dokładnie to. serio - to jest to zdanie, które opisuje połowę naszych kłótni. Jedno jest już "w tym", a drugie jeszcze układa parametry. I nie ma winnego, bo obie postawy są uzasadnione, tylko że są kompletnie niekompatybilne w danej chwili.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

I tu jest jeszcze jeden element, o którym się tu nie mówiło - tempo wchodzenia w stan. Niektórzy ludzie potrzebują dużo czasu i konkretnych kroków, żeby w ogóle przestać myśleć analitycznie. Inni wchodzą błyskawicznie, przez intencję, oddech, jedno zdanie. Jeśli w parze macie różne progi, to ten wolniejszy zawsze będzie "za późno" albo "za mało", a ten szybszy - "po co to wszystko gadamy".


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hipolit54)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Eleonorka56 i jak to w ogóle rozpoznać u siebie, że się jest tym "szybkim" albo "wolnym"? Bo wydaje mi się, że większość ludzi po prostu nie ma pojęcia, jak długo potrzebuje, żeby się przestawić - i dopiero konflikt im to pokazuje.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Myślę, że to się pokazuje nie tylko w rytuale, ale ogólnie w tym, jak ktoś wchodzi w skupienie. Czy medytacja zajmuje ci dziesięć minut ciągłego rozpraszania się, zanim coś się uspokoi - czy wchodzisz od razu? Jeśli z reguły potrzebujesz czasu, to i przy rytuale będziesz potrzebować buforowej przestrzeni. Tylko że większość ludzi tego o sobie nie wie, dopóki ktoś im nie przerwie w połowie drogi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@selena97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 166

@Geomantka_E to w takim razie pytanie do Swiatowida - czy wy w ogóle wiecie, ktore z was jest które? no ale, Bo jeśli nie, to może połowa tych kłótni wynika nie z różnicy wartości, tylko z różnicy biologii rytmu skupienia i oboje myślicie, że to ta druga osoba coś robi źle.


Odpowiedz
Wpisy: 456
Rozpoczynający temat
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Szczerze - nie wiem. I to jest chyba jedno z tych pytań, które powinienem sobie zadać znacznie wcześniej. Bo rzeczywiście jest tak, że ja mam poczucie, że jestem gotowy szybko a partnerka jakby potrzebuje dłużej - i być może to właśnie ta różnica generuje w mnie niecierpliwość, której sam sobie nie przypisuję.


Odpowiedz
Wpisy: 363
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

I ta niecierpliwość pewnie jest czuć, nawet jeśli nie powiedziana. To jedna z tych rzeczy, które wychodzą właśnie w rytuale, bo w zwykłej rozmowie można to przykryć słowami, a tu nie ma gdzie się schować.


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dokładnie. Rytuał bardzo mocno eksponuje wszystko, co zwykle tłumimy albo omijamy. To nie jest tak, że rytuał tworzy problem - on go wydobywa. Tylko że to może być bardzo twarde doświadczenie, jeśli nie ma się gotowości, żeby to przyjąć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@naparstnica78)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Bernadetka93 ale to też zakłada pewien poziom bezpieczeństwa w relacji, żeby "wydobycie" nie skończyło się na tym, że jedno z was czuje się zaatakowane, a nie zobaczone. Bo jak nie ma tego bezpieczeństwa, to samo wydobycie staje się kolejnym powodem do zamknięcia się.


Odpowiedz
Wpisy: 450
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

To bardzo ważny punkt. Pracowałam z osobami, które miały dokładnie ten schemat - rytuał jako lustro, które pokazuje za dużo naraz, i zamiast otwarcia dochodziło do odruchowego zamknięcia. Myślę, że to nie jest sprawa złej woli, tylko że mózg interpretuje taką ekspozycję jako zagrożenie i broni się tak jak umie.


Odpowiedz
Wpisy: 425
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

I dlatego to, o czym mówiłem wcześniej - kto trzyma przestrzeń - jest tak ważne. Nie chodzi o hierarchię, ale o to, że ktoś musi być w stanie nie bronić się w danym momencie i trzymać stabilność dla dwojga. Jeśli oboje są w trybie obronnym, to żaden rytuał nie zadziała tak jak powinien.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tojadek81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Wrozbita a jak to wygląda, gdy role się zmieniają? Tzn. raz ona trzyma przestrzeń, raz ty - czy to jest w ogóle możliiwe do wypracowania, czy wymaga dużej świadomości od obojga, żeby wiedzieć, kto ma dziś więcej zasobów 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 425
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wymaga. I szczerość też. Tzn. ktoś musi być w stanie powiedzieć "dziś nie mam tego" bez poczucia, że zawodzi. Bo jeśli przyznanie się do tego, że nie masz dziś siły na trzymanie przestrzeni, jest interpretowane jako słabość albo wymówka - to nikt tego nie powie i oboje będziecie udawać, że jest inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@elzbietkaa)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek jest ciekawy, bo w tradycjach, gdzie rytuały są praktykowane wspólnotowo, jest zazwyczaj jasno określona rola osoby prowadzącej i jej obowiązki - właśnie między innymi to, żebby wchodziła w przestrzeń jao ostatnia i wychodziła jako pierwsza, żeby utrzymać ramę dla reszty. W parze nie ma struktury, która to wymusza, więc te role muszą być wypracowane świadomie. Bez tego każde z was działa według własnego wewnętrznego skryptu i zdziwienie, że się nie pokrywają.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Elzbietkaa to bardzo konkretne ujęcie. tylko mam pytanie - czy przenoszenie logiki z praktyki wspólnotowej na pracę w parze nie jest trochę za dużym przeskokiem? Bo w grupie jest anonimowość ról, a w parze wszystko jest osobiste i ładunek emocjonalny jest zupełnie inny.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@elzbietkaa)
Połączone: 2 lata temu

Przeskok jst, masz rację. ale myślę, że samo założenie - że ktoś musi świadomie przyjąć odpowiedzialność za przestrzeń, a nie oczekiwać, że to będzie automatyczne - jest przenośne. Nie chodzi o kopiowanie struktury, tylko o to, żeby w ogóle mieć świadomość, że ta rola istnieje i ktoś ją musi pełnić.


Odpowiedz
Wpisy: 456
Rozpoczynający temat
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę rozmowę i trochę zaczynam widzieć, że mój problem nie jest wyjątkowy - ale też nie jest prosty. dużo tu warstw: różne tempo wchodzenia, kwestia bezpieczeństwa, nieświadoma niecierpliwość, brak uzgodnionej struktury. i nie wiem, od czego zacząć. czy jest jakaś rozsądna kolejność, od której można by to poskładać?


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Swiatowid, a co gdybyś zaczął nie od tego, co jest największym problemem, tylko od tego, co już działa? Tzn. jest jakiś element tego rytuału który przebiega bez tarć? Bo jeśli tak, to może właśnie tam jest klucz - co sprawia, że akurat ten fragment nie generuje napięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 363
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To ciekawe podejście, ale mam wrażenie, że przy takim poziomie napięcia jak opisuje Swiatowid, trudno w ogóle dostrzec to, co działa, bo uwaga idzie automatycznie na to, co nie działa. To trochę jak z bólem - jak coś boli, to nie czujesz co jest OK.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Wandzisia masz rację, że automatycznie idę do problemu. Ale jak teraz myślę - jest jeden fragment, który zawsze przebiega spokojnie. Zapalamy świece razem i to nigdy nie jest moment konfliktu. Dopiero potem, gdy zaczyna się właściwa część, pojawia się napięcie. Nie wiem co to mówi o nas, ale jest.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

To akurat sporo mówi. zapalanie świec to czynność fizyczna, konkretna oboje wiecie co robicie i kiedy koniec. Nie ma pola do interpretacji. a właściwa część rytuału jest już bardziej otwarta - i tam właśnie wchodzzi różnica w tempie, oczekiwaniach, rozumieniu "poprawności". Czyli napięcie nie dotyczy samego rytuału jako takiego, tylko tej jego części, która nie ma jasnych granic.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Rena
(@rena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Sigilmistrz05 to jest bardzo konkretne spostrzeżenie. Jak słyszę "zapalanie świec nigdy nie jest problemem" - to od razu myślę, że może warto by całą resztę spróbować rozpisać równie konkretnie. Nie na zasadzie skryptu, który zabija spontaniczność, tylko checklisty z grubsza - co po czym, kto co inicjuje. I zobaczyć, czy samo to zmniejsza napięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Tylko że nie każdy rytuał da się rozpisać bez utraty czegoś istotnego. Są takie, które naprawdę wymagają elastyczności i reagowania na to, co się pojawia. Jeśli zbyt mocno ustrukturyzujesz, możesz skończyć z idealnie wykonywaną formą i kompletnie pustą treścią.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Dumortieryt94 ale to chyba zależy od typu rytuału, nie? Są takie, które z założenia mają stałą liturgie i tam struktura nie niszczy treści bo treść jest właśnie w precyzyjnym powtórzeniu. I są takie, które żyją z improwizacji. Problem Swiatowida brzmi tak, jakby on i jego partnerka mieli niezgodność co do tego, który typ właśnie robią.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

I to jest być może najbardziej podstawowy problem w całej tej historii - oboje myślą, że robią ten sam rytuał, a de facto robią dwa różne. ona robi jeden, on robi drugi, tylko przy wspólnym stole i ze wspólnymi świecami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tojadek81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Eleonorka56 to brzmi jak coś, co powinno być powiedziane wprost przed, a nie dyskutowane w trakcie albo po. ale mam pytanie - jak w ogóle wychodzi ta rozmowa "czym dla ciebie jest ten rytuał"? Czy takie pytanie w ogóle jest możliwe do zadania partnerowi bez tego, żeby brzmiało jak przesłuchanie albo test?


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Myślę, że sposób, w jaki się to pyta, robi całą różnicę. Jeśli pytasz "czym dla ciebie jest ten rytuał" tuż przed albo zaraz po konflikcie, to brzmi jak zarzut. Ale jeśli to pytanie pojawia się zupełnie poza kontekstem rytuału, przy kawie, po jakimś czasie - to jest po prostu rozmowa. Forma i moment mają tu dużo do powiedzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 450
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

I jeszcze jedno - takie pytanie często spotyka się z odpowiedzią "no, tak samo jak ty", bo ludzie zakładają oczywistość. Trzeba by pójść dalej i zapytać o konkretne odczucia, o to co jest ważne, co irytuje, co chciałoby się zmienić. I to niekoniecznie jako jednorazowa rozmowa, bo przy pierwszym podejściu i tak wyjdą tylko powierzchniowe odpowiedzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Iwetka To co opisuje - że przy pierwszym podejściu wyjdą powierzchniowe odpowiedzi - to jest właśnie nasz problem w pełnej krasie. Rozmawialiśmy o tym. Ale rozmawialiśmy po kłótni, więc każda odpowiedź była tak naprawdę częścią obrony albo krytyką. Nie rozmawialiśmy o tym na luzie.


Odpowiedz
Wpisy: 363
(@wandzisia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest coś, co słyszę dość często od osób, które ćwiczą cokolwiek razem - nie tylko rytuały, ale też medytację, jogę, nawet wspólne gotowanie wg przepisu. eh, że rozmowa po konflikcie nie jest rozmową o praktyce, tylko rozmową o konflikcie przebraną za rozmowę o praktyce. I te dwie rzeczy trzeba bardzo świadomie rozdzielić, bo inaczej każda próba "omówienia" kończy się kolejną rundą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hipolit54)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 100

@Wandzisia a jak się je rozdziela w praktyce? Bo to co mówisz brzmi sensownie, ale mam wrażenie, że to łatwiej powiedzieć niż zrobić, szczególnie gdy obie osoby mają jeszcze świeże emocje.


Odpowiedz
Wpisy: 425
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Jeden ze sposobów, który znam z praktyki - dosłowne wyznaczenie czasu i miejsca na tę rozmowę, ale z konkrettnym warunkiem: nie zaczyna się jej wcześniej niż kilka godzin po samym zdarzeniu. To daje czas, żeby emocja trochę opadła i można było mówić o tym, co się wydarzyło, a nie o tym, co się czuje teraz w tym miejscu. Nie jest to metoda niezawodna, ale zmienia dynamikę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Rena
(@rena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Wrozbita kilka godzin to brzmi jak minimum. Zastanawiam się, czy nie warto by w ogóle ustalić coś na zasadzie - ten wieczór jest tylko na rytuał, rozmowa o tym co nie wyszło następnego dnia. Żeby sam wieczór rytuału nie kończył się seansem analizowania błędów.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@elzbietkaa)
Połączone: 2 lata temu

W wielu tradycjach jest coś, co można by opisać jako czas sakralny i czas powrotu. Czas sakralny kończy się konkretnym działaniem - zamknięciem przestrzeni, podziękowaniem, jakimś fizycznym gestem. I dopiero po nim jesteś "z powrotem". Jeśli kłótnia zaczyna się zanim to zamknięcie nastąpi, to tak naprawdę zaczyna się w środku rytuału, co jest o wiele bardziej destrukcyjne niż ta sama kłótnia godzinę później. To nie jest tylko symbolika - to kwestia tego, co pamięć kojarzy z tym czasem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Elzbietkaa o tym zamknięciu przestrzeni jeszcze nie było mowy w tym wątku i to jest ważne uzupełnienie. Bo jeśli nie ma wyraźnego końca, to konflikt może wejść w sam środek i retroaktywnie zabarwić wszystko, co było przed nim. I kolejnym razem już samo przygotowanie do rytuału będzie niosło ładunek z poprzedniej kłótni.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

To jest właśnie to, co sprawia, że takie kłótnie mają tendencję do narastania z każdą kolejną sesją. Każda nowa stoi na fundamencie poprzedniej. I nawet jeśli partnerzy czują się pojednani w codziennym życiu, to ten ładunek jest gdzieś skumulowany i czeka na odpowiedni kontekst, żeby wyjść.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: