Mam dysleksję i od jakiegoś czasu próbuję ogarnąć różne rytuały, ale czytanie długich instrukcji to dla mnie naprawdę koszmar 🙁 no Litery mi się przestawiają, gubię się w krokach, a potem nie wiem czy zrobiłam coś dobrze czy przekręciłam kolejność zastanawiam się jak inne osoby z podobnym problemem sobie z tym radzą, bo widzę że w tej kategorii jest mnóstwo postów z bardzo szczegółowymi opisami "krok 1, krok 2, krok 3" i dla mnie to jest coraz trudniejsze do ogarnięcia im dłuższa lista. Czy ktoś w ogóle próbowal inaczej podejść do tego tematu? Nie mówię że rytuały trzeba upraszczać do zera, tylko że może istnieje jakiś inny sposób przyswajania ich struktury.
To jest bardzo konkretne pytanie i cieszę się że ktoś w końcu to poruszyl. Rytuały w tradycji zachodniej były przez wieki przekazywane ustnie, nie pisemnie. Grimoire pojawił się stosunkowo późno jako format. Wcześniej mistrz mówił, pokazywał, uczeń patrzył i powtarzał. Więc tak naprawdę wracasz do czegoś starszego niż drukowane instrukcje.
Zdecydowanie lepiej mi idzie jak coś widzę w całości naraz, nie jako listę punktów. jak ktoś rysuje schemat albo nagranie bez komentarza gdziie widać całość sekwencji, to zostaje mi w głowie znacznie lepiej. Ze słuchaniem bywa różnie, bo jak kotś mówi bardzo szybko albo używa dużo trudnych słów, to też gubię wątek. Ale ogólnie audio jest dla mnie łatwiejsze niż tekst. Tylko problem z audiobookami i nagraniami z rytuałami jest taki, że ciężko mi je znaleźć po polsku.
To ciekawy wątek. przeglądałem kiedyś materiały o tradycji słowiańskiej i tam naprawdę sporo obrzędów było zapamiętywanych przez rytm, melodię, konkretne gesty powiązane z konkretnymi słowami. Nie ma żadnego przypadku w tym, że śpiew towarzyszył obrzędom, to był sposób na zapamiętywanie kolejności. Jakbyś miał rytuał który da się zamienić na sekwencję ruchów z jakimś dźwiękiem w tle, to może być po prostu łatwiej go zapamiętać? Pytam bo nie wiem czy to co robisz to jakaś konkretna tradycja czy własna praktyka.
Mnemotechnika to jedno, ale w rytuałach ważna jest też intencja, nie tylko mechaniczne odtworzenie kolejności. gdybyś skupiła się za bardzo na "zapamiętaniu kroków" to możesz stracić ten kontakt z tym co robisz. Chociaż... z drugiej strony jak ktoś gubi się w krokach to chyba też nie jest w pełni obecny więc to dwie strony tego samego problemu.
To co pisze Sigilnik94 ma sens, ale warto też zapytać czym dla Indraphoros jest "zgubienie się". Czy to jest moment niepewności podczas samego rytuału, czy problem zaczyna się już na etapie przygotowania? Bo to są dwa różne miejsca gdzie można szukać wsparcia.
Ten "bug" który opisujesz to własciwie bardzo znany problem nawet poza dysleksją, tylko u Ciebie pewnie mocniej. W medytacji np. jest coś podobnego, bo nadmiar instrukcji może o dziwo utrudniaćć skupienie. Sama czasem myślę że dobra praktyka powinna dać się opisać w trzech zdaniach, a jak nie da, to może jest za skomplikowana na początek albo po prostu źle opisana.
Właśnie. Symbole wizualne moga tu całkowicie zastąpić tekst. Jak rysujesz plan rytuału jako schemat bez słów, tylko kółka, strzałki, obrazki, to lewa półkula odpuszcza i nie próbuje "tłumaczyć" tego na język. Mogłabyś spróbować robić coś w stylu mapy myśli, ale nie słownej, tylko obrazowej. Każdy krok to jeden obraz, nie zdanie.
A to by w ogóle działało? Pytam serio bo nie rozumiem tej logiki, jeśli w rytuałach chodzi też o słowa, zaklęcia itp. to jak obejść to obrazkiem? Może właśnie te słowa są ważne i nie da się ich pominąć?
Słowa mam głównie jako wzmocnienie intencji, nie jako zaklęcia w sensie dosłownym :/ Mogę je sobie powtarzać w głowie albo mówić cicho. To nie jest dla mnie problem. Problem jest z sekwencją działań, co najpierw, co potem, jak długo, co jak idzie inaczej niż planowałam.
Może więc zamiast myśleć o tym jako o "liście kroków" warto spróbować podzielić każdy rytuał na trzy fazy, które są intuicyjnie zrozumiałe cieleśnie, wejście, środek, wyjście. To jest struktura którą ma większość rytuałów niezależnie od tradycji i da się ją poczuć bez czytania. Szczegóły w każdej fazie można dobierać elastycznie.
hmm, ale zaraz, bo mam pytanie do Hilek79, to "wejście, środek, wyjście" rozumiem ogólnie, ale jak ktoś z dysleksją ma zapamiętać co konkretnie wchodzi do każdej fazy? Jeśli rytuał ma np. dziesięć elementów to nadal trzeba gdzieś to mieć. Albo Indraphoros masz jakieś ulubione sposoby zapisywania rzeczy, może obrazkowe notatniki, szkice?
Własny system symboli to jest naprawdę stare podejście, wiele praktykujących tworzyło swoje prywatne alfabety właśnie po to żeby zapisywać rzeczy w sposób osobisty i nie do rozszyfrowania przez osoby postronne. Czytałem że w tradycji cunning folk w Anglii było coś podobnego, osobiste znaki prowadzącego były ważniejsze niż tekst. Brzmi jak coś dla Ciebie.
Radomir, ten wątek z cunning folk jest ciekawy właśnie dlatego, że tamte osoby często działały w izolacji i musiały wypracować własne systemy z konieczności, nie z wyboru. Zastanawia mnie czy Indraphoros próbowała kiedyś podejść do tego od strony dźwiękowej, bo znaki runiczne mają swoje nazwy i każda ma coś w rodzaju fonetycznego charakteru, który można zaśpiewać albo wymrucze bez znajomości zapisu.
Ale jak tworzysz własny język symboli to na początku i tak musisz gdzieś trzymać klucz, co dany symbol oznacza. I czy to nie jest dodatkowa warstwa, którą trzeba zapamiętać zanim w ogóle zaczniesz korzystać z systemu? Pytam bo mam wrażenie że to może działać długoterminowo, ale na początku może być jeszcze trudniej.
Mam tu pewną wątpliwość. jak tworzysz własny alfabet do rytuałów to jest ryzyko że skupisz się na systemie zamiast na samym rytuale. znam osoby które spędzały tygodnie na projektowaniu notatek i nigdy nie przeszły do praktyki. Nie mówię że tak będzie, ale warto to mieć z tyłu głowy.
eh zgadzam się z Sigilnik94. Poza tym u osób z dysleksją sam proces tworzenia wizualnych skojarzeń może być czymś co angażuje inaczej niż czytanie, i to zaangażowanie ma własną wartość. Indraphoros, a powiedz mi, czy jak coś rysujesz to robisz to w trakcie nauki czy po fakcie, jako podsumowanie?
To co opisujesz z rysowaniem po fakcie to trochę jak tworzenie własnego zapisu doświadczenia, nie instrukcji. I zastanawia mnie czy dla Ciebie lepiej działa uczenie się rytuału prez jego przeżycie kilka razy, nawet niedoskonałe, niż przez czytanie o nim. niektóre tradycje w ogóle nie zakładają że cokolwiek wiesz zanim zaczniesz, tylko że uczysz się przez robienie.
Wchodzę trochę z boku bo śledziłam ten wątek od jakiegoś czasu. W tarota też jest ten dylemat, czy uczyć się znaczeń kart z książki czy przez własną intuicję i rysowanie skojarzeń. Większość osób które znam i które dobrze czytają karty zrobiły własne notatki, własne słowniki skojarzeń, często z obrazkami. I to nie jest żaden skrót, to jest po prostu ich wersja nauki. myślę że w rytuałach jest dokładnie tak samo.
To jest ciiekawy trop, ta "oficjalność" rytuałów. Mam wrażenie że dużo osób traktuje rytuały jak przepis który musi być dokładnie przestrzegany, bo inaczej "nie zadziała", i to właśnie wytwarza ten paraliż. Tymczasem w praktyce prywatnej nikt nie przyszedł sprawdzać czy zrobiłaś wszystko w dobrej kolejności.
Chyba właśnie o to mi chodzi, żeby czuć że coś robię świadomie i z intencją, a nie żeby odtwarzać cudzą procedurę. Jeśli mój system symboli i własne notatki mi to dają, to może wystarczy. Chociaż nadal nie wiemm jak podchodzić do tradycji które mają bardzo konkretne wymagania co do formy, bo tam już nie mogę po prostu zastąpić tekstu obrazkiem i uznać że to to samo.
Marlenka63 trafia w sedno 😉 To jest akurat dobrze udokumentowane w badaniach nad tradycją gaelicką, gdzie fileadh, czyli poetycki tradent, przechowywał ogromne illości wiedzy rytualnej w formie pieśni i poematów. Zapis pojawiał się jako kopia, nie jako oryginał. Dla Indraphoros to może być całkiem praktyczna wskazówka, że format dźwiękowy dla rytuałów jest historycznie uzasadniony, nie jest żadnym uproszczeniem.
Nie wiedziałam o tym z tymi runami i śpiewem. Kojarzę że jest coś takiego jak galdr ale nie miałam pojęcia że to jest starsze niż forma pisana. To trochę zmienia to jak o tym myślę, bo miałam z tyłu głowy poczucie że nagrania głosowe albo rytmiczne zapamiętywanie to jest jakaś moja prywatna adaptacja, a tu okazuje się że to może być bliżej pierwotnej formy niż czytanie z kartki.
To jest chyba największa zmiana w myśleniu jaką daje mi ta rozmowa :/ Że moje przeszkody mogą mnie prowadzić do czegoś co jest bliżej żywej praktyki niż praca przez tekst. Nie mówię że to łatwe bo nadal stoi przede mną sprawa tych tradycji które chcę lepiej poznać, ale już nie widzę siebie jako osoby która musi pokonywać dysleksję żeby uprawiać rytuały, tylko jako osobę która musi znaleźć swój format. ciekawe tylko czy jest jakiś sposób na pracę z bardzo obszernymi systemami, jak astrologia rytualna albo kabała, gdzie ilość materiału jest po prostu ogromna.
