Forum

Asystent AI
Rytuały, gdy brakuj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały, gdy brakuje pieniędzy - praktyki bez kosztów


Wpisy: 257
Rozpoczynający temat
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Siedzę od kilku tygodni i czytam różne wątki o rytuałach i mam jedno pytanie, które nie daje mi spokoju. większość opisywanych rzeczy wymaga świec, kryształów, kadzidełek, olejków i jeszcze kilku innych akcesoriów. jak ktoś ledwo wiąże koniec z końcem, to skąd ma brać pieniądze na te wszystkie rekwizyty? Chodzi mi serio o sytuację, kiedy nie ma co do garnka włożyć. Czy magia w ogóle działa bez tego wszystkiego? eee albo inaczej - czy są praktyki, które są po prostu bezpłatne? Nie pytam o uproszczone wersje dla leniwych, tylko właśnie o coś, co ma sens, kiedy twoje zasoby są zerowe.


Odpowiedz
59 odpowiedzi
1 Odpowiedz
(@wiesia_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 154

@Bronek56 To jest naprawdę ważne pytanie i zastanawia mnie, że tak rzadko się o tym mówi na forach. Jakby ezoteryka była wyłącznie dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na sklep z kryształami. Sama przez jakiś czas byłam w trudnej sytuacji i wtedy wróciłam do absolutnych podstaw. Woda, sól, ogień z zapałki, ziemia z ogrodu albo z doniczki. Tyle. I nie chodziło mi o symbolikę, tylko o to, że te cztery żywioły są wszędzie i nic nie kosztują. Ale mam wrażenie, że sama intencja przy pracy z żywiołami to za mało. no ale trzeba wiedzieć, co się z nimi robi. Bronek56, a ty konkretnie co chcesz osiągnąć? Bo to zmienia całe podejście.


Odpowiedz
Wpisy: 1259
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wróćmy do sedna. Historycznie rzecz biorąc, rytuały nigdy nie były domeną zamożnych. Większość tradycji ludowych opierała się na tym, co było pod reką. Słowiańskie praktyki ochronne to sznurek, węzeł, słowo wypowiedziane o wschodzie słońca. Żadnych świec za trzydzieści złotych. W hoodoo, które wywodzi się z tradycji niewolników, używano resztek, odpadów, tego co wyrzucone. Skórka od cytryny, przędza, ziemia spod progu. Ubóstwo nie było przeszkodą, bo sama tradycja wyrosła z ubóstwa. Pytanie czy ktoś z was pracował z tymi konkretnymi systemami w warunkach naprawdę ograniczonych zasobów, czy tylko teoretycznie znacie te praktyki?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 428

@Kobalt no właśnie, hoodoo to ciekawy trop, bo tam jest jeszcze coś, o czym rzadko się mówi po polsku. Praca z crossroads, czyli z rozstajami dróg, nie wymaga niczego poza sobą i momentem. Wychodzisz o północy, stoisz w miejscu gdzie krzyżują się drogi i wypowiadasz prośbę. Zero rekwizytów. To samo z pracą z wodą płynącą, z rzeką. Wschodnie tradycje są podobne. Ale mnie bardziej zastanawia co Bronek56 napisał na końcu o intencji. Bo w tym jest jakiś haczyk. Rytuał bez skupienia to tylko teatr. A skupienie w momencie egzystencjalnego strachu jest szalenie trudne. Jak wy to robicie, kiedy głowa jest pełna liczb i długów?


Odpowiedz
(@zdzichu57)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 734

@Mimoza63 to jest chyba najbardziej niedoceniany problem w całej ezoteryce. Wszyscy mówią o intencji, ale nikt nie mówi o tym, że intencja w stanie chronicznego stresu jest porozrywana. nie ma ciągłości. Siedzisz, próbujesz się skupić, a głowa sama wraca do zaległego rachunku. czytałem kiedyś o badaniach dotyczących modlitwy i praktyk kontemplacyjnych u osób w ubóstwie i tam był jeden wniosek który mnie uderzył. Krótkie, powtarzalne formuły działają lepiej niż rozbudowane rytuały właśnie dlatego, że nie wymagają długiego utrzymania koncentracji. Mantra, węzeł na sznurku, trzy oddechy z konkretną myślą. Mimoza, czy pracowałaś z czymś takim u siebie albo pomagałaś komuś w takiej sytuacji?


Odpowiedz
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Zdzichu57 Czytam tę rozmowę i chcę dorzucić coś z zupełnie innej strony. Bo mówimy o braku pieniędzy na rekwizyty, ale jest jeszcze drrugi rodzaj ubóstwa magicznego, o którym nikt tu nie wspomniał. Ubóstwo czasu i spokoju. Osoba, która pracuje na dwie zmiany albo ma kilkoro dzieci bez żadnej sieci wsparcia, nie ma okna na rytuał. Nie ma wieczoru, kiedy jest sama i cicho. Zdzichu57 I tutaj właśnie te mini-praktyki o których mówił mają sens. Bo można je wpleść w rutynę. mycie rąk z intencją oczyszczenia finansowego, parzenie herbaty z konkretną wizualizacją, zawiązanie węzła zanim się wyjdzie z domu. Nie żartuję i nie upraszczam. To jest sprawdzona metoda pracy kiedy nie ma przestrzeni na nic więcej.


Odpowiedz
(@stasia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 340

@Leokadia to co napisałaś o myciu rąk mnie zatrzymało. Serio, bo ja właśnie jestem w takiej sytuacji że nie mam ani czasu ani pieniędzy i w sumie się wstydziłam o tym pisać na forum, bo wszystkie tutoriale które oglądam wyglądają jak sesja fotograficzna. Kryształy, świece, ładna mata, kwiaty. A u mnie jest blok z wielkiej płyty i jeden wolny kwadrans przed snem. Ale to co napisałaś brzmi jak coś, co mogłabym faktycznie robić. Tylko jak to działa z tym myciem rąk? Chodzi o konkretne słowa czy wyobrażanie sobie czegoś, czy po prostu świadomość tej chwili?


Odpowiedz
(@czeslaw)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 155

@Stasia Wchodzę tu bo chcę coś powiedzieć, co może być niepopularne. Te wszystkie rytuały codzienne, które opisujecie, mają sens, ale jest warunek, o którym się nie mówi wprost. Musi być jakaś forma regularności i uziemienia. Nie medytacja przez godzinę, nie nic. Ale jeśli ktoś jest w takim stanie stresu, że serce bije szybko i myśli uciekają, to najpierw potrzebuje czegoś, co go w ogóle przytrzyma w ciele. Inaczej rytuał prześlizguje się po powierzchni. Widziałem to u wielu osób. Stasia, czy masz w ogóle jakiś moment w ciągu dnia, kiedy czujesz się choć trochę spokojniejsza? Rano, po jedzeniu, cokolwiek?


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to wszystko i mam mieszane odczucia. z jednej strony rozumiem co mówi Czeslaw o uziemieniu. Z drugiej trochę mi to wygląda jak stawianie kolejnych warunków. Najpierw musisz mieć rekwizyty, potem musisz mieć czas, potem musisz mieć spokój wewnętrzny. A jak ktoś ma być spokojny kiedy nie wie czy jutro stać go na chleb? to trochę błędne koło. Pytam szczerze, nie złośliwie. Bo może chodzi o coś prostszego. Może ten spokój nie jest warunkiem wstępnym tylko efektem, ktury przychodzi właśnie przez te małe rytuały? Kobalt, ty pisałeś o tradycjach ludowych, czy tam też był jakiś warunek psychologizny przed przystąpieniem do praktyki?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Magini59 krutka odpowiedź brzmi: nie. W większości tradycji ludowych nikt nie czekał na stan idealny. Kobieta idąca zawiązać sznurek na drzewie żeby chronić dom szła bo się bała, nie bo była spokojna. Strach był motorem, nie przeszkodą. Tutaj jest fundamentalna różnica między nowoczesnymi podejściami do duchowości, które rzeczywiście stawiają warunek za warunkiem, a starymi praktykami, które zakładały że człowiek przychodzi z problemem, nie z wewnętrznym pokojem. Rytuał miał dawać spokój, a nie wymagać go na wejście. Ale Czeslaw ma trochę racji w tym sensie, że bez minimum zaangażowania to jest rzeczywiście teatr. Nie musi być spokój, ale musi być obecność. Choćby przez minutę.


Odpowiedz
Wpisy: 75
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Mogę zapytać o jedną konkretną rzecz? Bo ta dyskusja jest ogólna i ciekawa, ale chciałabym zejść do szczegółów. Mówicie o soli, wodzie, węzłach. Czy ktoś z was konkretnie robił rytuał nastawiony na stabilizację finansową bez żadnych zakupów? Nie "słyszałam że ktoś", tylko własne doświadczenie. Bo mnie interesuje co faktycznie zadziałało w praktyce, a nie co powinno zadziałać według teorii. Sama mam kilka kamieni i używam ich w pracy z zamiarem, ale rozumiem że to jest lukus, który ma się albo nie. Ciekawi mnie czy ktoś ma realny przykład.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Dobrochna_J ja mam, chociaż mogę tylko opisać swoją sytuację i nie obiecuję że u każdego to samo. Parę lat temu byłam naprawde bez grosza przy duszy, pożyczyłam sól od sąsiadki, bo swojej nie miałam. Śmieszne ale prawdziwe. I robiłam coś bardzo prostego. Każdego ranka brałam szczyptę soli w dłoń, stałam przy oknie i wyobrażałam sobie że pieniądze wchodzą do domu tak jak słońce przez szybę. Bez słów, bez nic. Tylko ten obraz. I wiecie co? Nie powiem że następnego dnia wygrałam na loterii. Ale zaczełam zauważać okazje których wcześniej nie widziałam. Dostałam zlecenie którego się nie spodziewałam. Nie wiem czy to magia czy psychologia ale mi to pomogło wyjść z głowy.


Odpowiedz
(@nadzieja96)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 159

@Mamunaa to co opisujesz z solą i słońcem bardzo mi bliskie. Ja robiłam coś podobnego z wodą. Nalewałam szklankę wody, trzymałam ją w obu dłoniach i przez chwilę myślałam o tym czego potrzebuję, nie błagalnie tylko spokojnie, jakby to już było. Potem wylewałam część za okno jako ofiarę, a resztę piłam. Zero kosztów. I też nie powiem że to magia, bo może to tylko skupienie uwagi. Ale skupienie uwagi w momencie rozpaczy jest samo w sobie coś warte. stasia, widzę że szukasz czegoś prostego do zastosowania. Masz w domu sól i wodę na pewno?


Odpowiedz
(@stasia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 340

@Nadzieja96 tak, to mam zawsze. I właśnie tego szukam, czegoś co jest w zasięgu. to co opisujesz z wodą brzmi jak coś co mogłabym zrobić dzisiaj wieczorem. Ale mam pytanie bo chcę dobrze zrozumieć. Wylewasz za okno jako ofiarę, to znaczy dosłownie przez okno czy wychodzisz na zewnątrz? I czy to ma znaczenie w którą stronę świata jesteś zwrócona? Bo czytałam gdzieś że wschód jest ważny przy rytuałach pieniężnych, ale może to nie jest konieczne w tej wersji?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę od początku i muszę powiedzieć, że kierunek jest dobry, ale jest jedna rzecz, która ginie w tym wszystkim. Mówicie o konkretnych czynnościach, sól, woda, oko, wschód, węzeł. To jest forma. Ale nikt jeszcze nie powiedział wprost o warstwie, która sprawia że to nie jest zwykła czynność codzienna. W tradycji wedyjskiej mówi się o sankalpa, czyli o zamiarze ustanowionym zanim zaczniemy działać. to nie jest afirmacja ani wizualizacja w sensie nowoage'owym. To jest jasne zdefiniowanie co robimy i dlaczego, zanim wykonamy pierwszy ruch. Bardzo proste w teorii, bardzo trudne kiedy jesteś w panice finansowej, bo panika zamazuje zamiar. Dlatego pytanie Czeslawa o moment spokoju nie było bez sensu. Nie chodzi o godzinną medytację. Chodzi o pięć sekund zanim weźmiesz sól w dłoń, kiedy wiesz co robisz i po co.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zdzichu57)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 734

@Wrzosianka to jest dla mnie kluczowe. I trochę zmienia to co wcześniej mówiłem o krótkich formułach. Bo formuła bez sankalpa to jest rzeczywiście tylko powtarzanie słów. Ale mam pytanie do ciebie bo może masz doświadczenie w tym konkretnym aspekcie. Jak ustanawiasz taki zamiar kiedy twoja sytuacja zmienia się z dnia na dzień? Bo rozumiem że można mieć jasny zamiar kiedy sprawa jest jedna i konkretna. Ale co jeśli ktoś ma jednocześnie zagrożenie eksmisją, brak pracy i chorego dziecka? który problem dostaje zamiar?


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Zdzichu57 to jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi, bo sama przez to przeszłam. Kiedy wszystko się wali naraz, zamiar siłą rzecy musi być bardziej ogólny. Nie "chcę mieć pracę do piątku" tylko "potrzebuję stabilności". Albo nawet jeszcze prościej, "potrzebuję przestrzeni do oddychania". Im szersza intencja, tym łatwiej ją utrzymać kiedy głowa jest zajęta pięcioma problemami naraz. Szczegółowe rytuały na konkretne rzeczy mają sens kiedy jesteś w miarę stabilna 😀 Kiedy jesteś w kryzysie, lepiej pracować na poziomie fundamentów. Przynajmniej tak to u mnie działało.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Muszę tu dorzucić coś o czakrach bo to jest bardzo powiązane. Czakra podstawy, muladhara, odpowiada dokładnie za bezpieczeństwo materialne i poczucie stabilizacji. Kiedy jest zablokowana, dosłownie nie widzi się możliwości wyjścia z trudnej sytuacji. I żeby ją udrożnić nie potrzeba nic. Chodzenie boso po ziemi, trawie, piasku :/ Zwykłe chodzenie boso po podłodze jeśli nie ma ogrodu. Kolor czerwony, nawet kawałek czerwonej szmaty pod stopą. To brzmi trywialnie ale ta czakra reaguje na fizyczny kontakt z ziemią. Więc wszystkie rytuały, o których mówicie, zadziałają lepiej jelśi wcześniej postawisz stopy na ziemi choćby przez minutę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslaw)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 155

@Tereska zatrzymajmy się na chwilę bo mieszasz kilka rzeczy. Chodzenie boso jest rzeczywiście uziemieniem, ale to nie jest rytuał finansowy. To jest technika regulacji układu nerwowego i ma swoje uzasadnienie fizjologiczne, niezależnie od języka czakrowego. I to jest coś dobrego. Ale sugerowanie że muladhara "blokuje" widzenie możliwości to jest uproszczenie, które może komuś w realnym kryzysie dać złe przekonanie, że jego problem jest energetyczny a nie systemowy. Stasia pyta o praktyki dla osób zagrożonych materialnie i nie chcę żeby ktokolwiek wyszedł z tej rozmowy z poczuciem że jedzie boso po podłodze i jakoś samo się ułoży.


Odpowiedz
Wpisy: 257
Rozpoczynający temat
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

No i to jest właśnie moje podstawowe pytanie od początku. Czy te rytuały mają działać zamiast działania w świecie realnym czy obok niego? Bo jak czytam te posy, to gdzieniegdzie ma się wrażenie że magia zastępuje szukanie pracy albo rozmowę z komornikiem. A gdzieniegdzie jest mowa o tym, że to jest bardziej coś dla głowy, żeby dać sobe siłę do działania. Te dwie wersje to jest dla mnie zasadnicza różnica 😀 Kobalt, Wrzosianka, jak to widzicie? Czy w tradycjach o których pisaliście, rytuał był uzupełnieniem działania czy alternatywą?


Odpowiedz
Wpisy: 1259
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

w żadnej tradycji którą znam rytuał nie był alternatywą dla działania. W hoodoo mówi się wprost: rób robotę na górze i rób robotę na dole. Praca magiczna i praca w świecie fizycznym idą razem. Jeśli robisz rytuał na pracę, to następnego dnia musisz wysłać CV. Rytuał otwiera drzwi, ale przez te drzwi trzeba samemu przejść. To jest konsekwentne we wszystkich tradycjach ludowych które znam. Magia lenistwa nigdy nie była traktowana poważnie. I to jest chyba najbardziej uczciwa odpowiedź jaką mogę tu dać.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Kobalt no dobrze ale to co mówisz o hoodoo i działaniu w świecie fizycznym to trochę łatwa odpowiedź. Bo jeśli ktoś jest w naprawdę złej sytuacji, to nie zawsze ma dokąd wysłać CV. Albo jest chory i nie może pracować. Albo ma dług u lichwiarza i żadna praca na etat tego nie pokryje w rozsądnym czasie. Co wtedy? rytuał jako jedyne co zostało to co innego niż rytuał obok działania.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Magini59 masz rację, że uprościłem. W sytuacji granicznej magia ma inną funkcję niż w sytuacji zwykłej. Ale powiem ci jak to widzę po latach. W sytuacji granicznej rytuał nie ma przynieść pieniędzy z powietrza. Ma przesunąć wewnętrzne blokady żeby człowiek zobaczył wyjście którego wcześniej nie widział. Albo żeby miał siłę zadzwonić do kogoś kogo się wstydził prosić o pomoc. To nie jest pomoc znikąd. To jest przeorganizowanie tego co już jest.


Odpowiedz
(@zdzichu57)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 734

@Kobalt To co mói o widzeniu wyjść które wcześniej były niewidoczne to jest coś czego doświadczyłem osobiście i nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Siedziałem w długach po uszy, byłem przekonany że nie ma żadnego rozwiązania. Po kilku dniach prostych praktyk, dosłownie tylko woda i spokojne siedzenie wieczorem zadzwoniłem do kuzyna z którym się kłóciłem od lat. I on mi pożyczył bez odsetek. czy to rytuał to zrobił? Nie wiem. Ale tamten telefon był możliwy tylko dlatego że coś we mnie puściło.


Odpowiedz
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 75

@Zdzichu57 a ty wiesz co konkretnie puściło? Znaczy, czy to było poczucie wstydu, gniewu na kuzyna, coś innego? Pytam bo wydaje mi się że dla osób w biedzie właśnie ta warstwa, co konkretnie blokuje, jest ważniejsza niż sama forma rytuału. Jakbyś miał powiedzieć co zrobiła ta cisza wieczorna, to co byś wskazał?


Odpowiedz
(@zdzichu57)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 734

@Dobrochna_J szczerze? Nie wiem do końca. Coś z wstydu na pewno. Ale też poczucia że jestem sam z tym. Ta wieczorna cisza, nawet pięć minut, dawała mi moment kiedy nie myślałem o rachunkach. I w tej przerwie coś się inaczej ułożyło. Nie potrafię tego bardziej rozłożyć na części.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@stasia)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Zdzichu opisuje z tym telefonem bardzo mnie uderzyło. Bo ja też mam takie momenty że wiem że powinnam zadzwonić albo napisać do kogoś kto mógłby pomóc, ale nie mogę. jakiś mur. I nigdy nie myślałam o tym w kontekście rytuałów. Że to może być właśnie ta warstwa o której mówiła Wrzosianka wcześniej, ten zamiar który rozmiękka coś wewnątrz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Stasia dokładnie o to chodzi. Zamiar w tradycyjnym rozumieniu to nie jest życzenie. To jest deklaracja gotowości. Jak mowisz sobie "potrzebuję stabilności" i siedzisz z tym chwilę, to część z ciebie zaczyna szukać stabilności inaczej. Nie magicznie z zewnątrz, ale przez inne decyzje. Ten telefon Zdzichu to nie cud, to jest konsekwencja zmiany wewnętrznej postawy.


Odpowiedz
Wpisy: 257
Rozpoczynający temat
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Okej, rozumiem ten mechanizm i nawet mi to trochę otwiera oczy. ale mam jedno konkretnee pytanie bo jestem trochę praktyczny z natury. Jeśli ktoś jest tak wyczerpany że wieczorna cisza kończy się zaśnięciem przy stole, to jak wyznaczac te momenty? ojej, czy to musi być wieczór? Pytam serio, nie ironicznie.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

to jest bardzo konkretne pytanie i mam konkretną odpowiedź z własnego doświadczenia. Nie musi być wieczór. Ja robiłam swoje momenty rano, dosłownie zanim wstałam z łóżka. Leżałam i przez dwie minuty myślałam spokojnie o jednej rzeczy. Łóżko jest ciepłe, jestem bezpieczna teraz, w tej chwili. To tyle. Zero formułek, zero rekwizytów. czasem zasypiałam z powrotem i to też był dobry znak bo znaczyło że się rozluźniłam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiesia_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 154

@Mamunaa Mam pytanie bo zaintrygowało mnie to z leżeniem w łóżku rano. Czy ty to robiłaś z jakimś określonym kierunkiem myśli, znaczy skupiałaś się na tym czego chcesz czy na tym co już masz? Bo czytałam różne podejścia i jedni mówią żeby wizualizować cel, inni żeby być wdzięcznym za to co jest. Cieie co działało?


Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Wiesia_88 u mnie na pewno to co mam, nie to czego chcę. Bo jak myślałam o celu to od razu wchodził lęk że to niemożliwe i że nie dam rady. A jak mówiłam sobie: mam łóżko, jest ciepło, jestem cała, to był po prostu fakt i lęk nie miał się do czego uczepić. Potem to łączyłam z jednym konkretnym zdaniem co chcę żeby się zmieniło. Ale zaczynałam zawsze od wdzięczności bo inaczej stres mnie zalewał zanim zdążyłam cokolwiek poczuć.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Do tej rozmowy o momentach i czasie chcę dodać coś czego jeszcze nie powiedzieliście. W wielu tradycjach, nie tylko hoodoo, jest pojęcie progu jako miejsca rytuału. Próg drzwi był granicą między wewnętrznym a zewnętrznym. I wiele bardzo prostych praktyk odbywało się właśnie tam. Stoisz przy drzwiach zanim wyjdziesz i przez chwilę masz świadomość intencji. Wracasz i zostawiasz za sobą zewnętrzny świat. To nie wymaga nic. A jest zakorzenione w tradycji głębiej niż większość współczesnych rytuałów ze świecami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 428

@Leokadia to jest coś o czym mało się mówi po polsku, a w anglojęzycznych źródłach o folklorze można tego sporo znaleźć. w irlandzkiej tradycji ludowej próg miał swoją własną moc i był traktowany bardzo poważnie. Plucie przez próg, zamiatanie z progu, witanie wschodu stojąc w progu. Wszystko darmowe, wszystko codzienne. I ciekawe że w Polsce mamy własne odpowiedniki, bo babcie mówiły żeby nie siedzieć w drzwiach, nie stać w progu bez celu, bo to przyciąga nieszczęście. Czyli próg był traktowany jako miejsce ważne, tylko zapomniano dlaczego.


Odpowiedz
Wpisy: 66
(@kamilcia)
Połączone: 1 rok temu

To z tym progiem to nie wiedziałam. U mnie w domu rodzinnym też było powiedziane żeby nie stać w progu ale myślałam że to tylko o przewiewach. A to ma głębszy sens? Ktoś wie skąd konkretnie pochodzi ten zwyczaj w Polsce?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 428

@Kamilcia wiesz, to trudne do wyśledzenia bo polska tradycja ludowa była dość niejednorodna regionami. Ale ogólnie próg w wierzeniach słowiańskich był miejscem gdzie stykają się dwa światy, dom i to co na zewnątrz, żywi i deceased, porządek i chaos. Stąd chyba tyle zwyczajów z nim związanych. Kazimiera Zawistowicz-Adamska pisała o tym w kontekście kultury wsi polskiej, ale to stara etnografia. Nie masz łatwego dostępu online, raczej biblioteka.


Odpowiedz
Wpisy: 155
(@czeslaw)
Połączone: 2 lata temu

Ciekawy kierunek z tym progiem, ale wróćmy do praktyki. Bo ta rozmowa idzie w stronę historii zwyczajów, co jest ciekawe, ale ktoś kto jest w realnym kryzysie materialnym potrzebuje czegoś co może zrobić dzisiaj. I chcę powiedzieć wprost coś co może być trudne do przyjęcia. rytuał przy progu, woda, sól, cisza rano, to są rzeczy które pomagają na poziomie wewnętrznym. Ale jest jeszcze coś czego ezoteryka często nie mówi. stan finansowy ma często związek z tym jak ktoś wchodzi w relacje, prosi o pomoc, negocjuje. I żaden rytual nie zastąpi nauki tych umiejętności. Magia może otworzyć drzwi, ale ktoś musi przez nie przejść.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Czeslaw zgadzam się z tym co mówisz o umiejętnościach, ale mam poczucie że ta uwaga może brzmieć jak: najpierw napraw siebie, a potem rób rytuały. serio i dla kogoś kto ledwo oddycha z powodu długów to jest kolejna lista rzeczy do zrobienia zanim będzie mógł zacząć. Mam takie wrażenie czy czytam to źle?


Odpowiedz
(@czeslaw)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 155

@Novaria78 nie, masz rację że tak to może brzmieć i nie o to mi chodziło. Mówię to równolegle, nie zamiast. oj tam właśnie dlatego te małe rytuały mają sens, że można je robić teraz bez przygotowania. A praca nad relacjami i proszeniem o pomoc to osobna długa droga. Nie warunkowałem jednego drugim, po prostu nie chciałem żebyśmy siedzieli w bańce że magia wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@danusia_05)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to wszystko od początku i ten wątek z wdzięcznością jest mi najbliższy. Też mam tak że zanim cokolwiek zacznę, muszę znaleźć jakiś jeden punkt stabilny. Jeden. Cokolwiek. Nawet że mam herbatę. Bez tego moje próby skupienia się rozpadają. Czy to jest w ogóle rytuał, czy tylko technika uspokajania? Zastanawiam się czy to rozróżnienie ma znaczenie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Danusia_05 to jest bardzo dobre pytanie i powiem ci że to rozróznienie zależy od intencji z jaką to robisz, a nie od samej formy. Jak nalewasz tę herbatę z myślą że to jest moment dla siebie i świadomie wchodzisz w ten spokój, to jest bliżej rytuału niż herbata wypita przy telefonie. no i, forma zewnętrzna może być identyczna. Różnica jest w jakości uwagi. I właśnie dlatego biedni nie potrzebują rekwizytów. Potrzebują tej jakości uwagi, a to jest dostępne zawsze.


Odpowiedz
(@danusia_05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 35

@Wrzosianka To co napisała o intencji przy nalewaniu herbaty daje mi do myślenia. oj Ale mam pytanie które nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu: czy ta granica między rutyną a rytuałem jest w ogóle uchwytna w momencie gdy ją przekraczasz, czy to widać dopiero po czasie? Bo u mnie to chyba wychodzi dopiero jak patrzę wstecz i mówię sobie "no tak, to wtedy coś się zmieniło".


Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Danusia_05 u mnie jest tak że w momencie nie zawsze wiem. Ale jest jedna różnica którą zauważyłam: jak robię coś rtualnie to mam poczucie że to coś zamyka. Jakieś małe zamknięcie. A rutyna po prostu przepływa bez śladu. To nie jest zawsze wyraźne, ale po jakimś czasie zaczęłaś to czuć chyba też.


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Mamunaa to "zamknięcie" o którym piszesz jest bardzo ciekawe. W kontekście rytuałów przejścia, które opisywał van Gennep jeszcze na początku XX wieku, ten moment zamknięcia to jest właśnie faza reintegracji, ostatnia z trzech. Separacja, liminalność, reintegracja. I twierdzę że nawet najmniejszy rytuał codzienny, jak ta herbata czy mycie rąk z intencją, może mieć tę samą strukturę w miniaturze. Mnie zastanawia czy wy to czujecie jako moment fizyczny, napięcie i jego odpuszczenie, czy bardziej umysłowy?


Odpowiedz
(@zdzichu57)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 734

@Wrzosianka u mnie na pewno fizyczny. Jakiś wydech który jest trochę głębszy niż normalnie. Nie wiem czy to jest to samo co masz na myśli, ale kojarzę to z konkretnymi momentami. Skąd wziąłeś to od van Gennepa, czytałeś gdzieś po polsku? Bo nie spotkałem nigdzie żeby ktoś to zestawiał z codziennymi praktykami, tylko zawsze z wielkimi obrzędami.


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Zdzichu57 po polsku mało, szczerze mówiąc. Głównie angielskie opracowania, Victor Turner rozwijał to potem dość szeroko. Ale do codzienności zastosował to chyba najpełniej Ronald Grimes który pisał o "ritual sensibility" właśnie w kontekście zwykłych działań, nie tylko ceremonii. I odpowiedź na twoje pytanie o wydech, tak, to jest właśnie ta faza reintegracji. Ciało wie.


Odpowiedz
Wpisy: 66
(@kamilcia)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że wchodzę z boku, ale to co mówicie o ciele które "wie" mnie zatrzymało. Ja tego nie czuję i zastanawiam się czy to jest sprawa treningu, czy po prostu niektórzy są bardziej uziemieni w ciele a inni nie. Mam trochę poczucie że czytam opisy czegoś co powinnam czuć, a nie czuję.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeslaw)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 155

@Kamilcia to jest uczciwe i ważne co mówisz. Nie każdy ma ten sam kanał. Część ludzi czuje to ruchowo, fizycznie. Inni przez obraz, coś się zmienia w tym jak widzą sytuację. Jeszcze inni przez zmianę myśli, nagle inaczej o czymś myślą po tym momencie. Brak odczucia w ciele nie znaczy że rytuał nie zadziałał. skąd masz poczucie że powininaś to czuć fizycznie? ktoś ci tak mówił?


Odpowiedz
(@kamilcia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 66

@Czeslaw chyba z róznych rzeczy które czytałam, zawsze jest mowa o oddechu, o ciele, o odczuciu w klatce. I jakoś weszło mi to jako standard. Ale jak to piszesz inaczej, to zaczynam się zastanawiać czy u mnie to może jest właśnie przez myśl. Że nagle jakaś sprawa wydaje mi się mniej ciężka.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@novaria78)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do wątku który był wcześniej bo mi nie daje spokoju. serio, bronek pytał o te momenty gdy ktoś jest tak zmęczony że zasypia przy stole. I dostał odpowiedź o poranku w łóżku, co jest sensowne. Ale ja chcę dodać coś innego: co z dniami gdy nawet rano nie ma tej przestrzeni? Gdy jest dzieci, krzyki, rachunki od razu w głowie? Czy jest coś co działa dosłownie w ruchu, stojąc, w drodze?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 428

@Novaria78 to jest bardzo konkretne pytanie i tak, są takie tradycje. W praktykach hoodoo jest coś, co można by nazwać pracą w biegu - chodzi o małe gesty wplecione w codzienny ruch. Noszenie przy sobie określonego kamienia lub ziela i dotknięcie go z konkretną myślą. Albo próg przy wyjściu z domu, stąpnięcie przez niego z określoną intencją. To nie musi trwać dłużej niż dwie sekundy. Ale musi być powtarzalne, bo powtarzalność buduje tę strukturę o której mówi Wrzosianka.


Odpowiedz
Wpisy: 257
Rozpoczynający temat
(@bronek56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słyszę te dwie sekundy przy progu i przyznam szczerze że to mnie trochę zatrzymuje. Nie dlatego że nie wierzę, ale dlatego że nie wiem jak odróżnić czy to dziala czy nie. Przez dwa tygodnie robię coś przez dwie sekundy przy drzwiach i skąd wiem że to ma jakikolwiek sens? Jak wy mierzycie czy coś ma sens czy nie? Bo chyba nie chodzi o to że nagle spada kasą z nieba.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

u mnie miernik był prosty: czy myślę o tej sytuacji inaczej niż tydzień temu. Nie czy jest lepiej finansowo bo to długi proces. ale czy mam inną głowę. mniej paraliżu. I to było mierzalne, srio. Mogłam powiedzieć konkretnie: dwa tygodnie temu nie mogłam otworzyć maila od komornika, a teraz go otworzyłam i zadzwoniłam. To był mój wynik.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@stasia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 340

@Mamunaa To co mówi o otwarciu maila od komornika brzmi banalnie ale jest bardzo prawdziwe. Ja miałam podobnie z jednym telefonem do urzędu pracy. Nie mogłam zadzwonić przez kilka tygodni i nie rozumiałam dlaczego bo przecież to prosta rzecz. I w pewnym momencie coś puściło nie wiem co, i zadzwoniłam. Czy to był rytuał, nie wiem. Ale coś poprzedzało ten moment i to coś miało strukturę.


Odpowiedz
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 75

@Stasia a pamiętasz co było tym czymś przed? Pytam serio bo mi się wydaje że właśnie w takich opisach kryje się coś ważniejszego niż ogólne wskazówki. Co konkretnie robiłaś lub myślałaś zanim ten telefon się stał możliwy?


Odpowiedz
(@stasia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 340

@Dobrochna_J nie pamiętam dokładnie ale było coś takiego że któregoś ranka zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy oknie, co normalnie nie robię, zwykle stoję przy blacie 🙂 I przez te kilka minut patrzyłam na zewnątrz i myślałam o tym urzędzie inaczej, jakby z daleka. I po tej kawie zadzwoniłam. nie wiem czy to coś znaczy.


Odpowiedz
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Stasia To co opisuje, siedzenie zamiast stania, okno zamiast blatu, ma więcej wspólnego z rytuałem niż myślisz. Zmiana miejsca ciała w przestrzeni zmienia perspektywę dosłownie i przenośnie. W wielu tradycjach siadanie twarzą do okna, szczególnie do wschodu lub południa, było celowym wybborem miejsca do rozmyślań o trudnych sprawach. Nie magicznym, ale strukturalnym. Twoje ciało dostało inny sygnał i myśl poszła inną drogą.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam wrażenie że im dalej tym bardziej wszystko staje się rytuałem. Kawa przy oknie, stąpnięcie przez próg, dwie sekundy przy drzwiach. w którym momencie to przestaje być rytuałem a zaczyna być po prostu psychologia? Pytam uczciwie, nie złośliwie, bo sama nie wiem gdzie postawić tę granicę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Magini59 a czy ta granica w ogóle jest potrzebna żeby coś z tego korzystać? Serio pytam, nie retorycznie. Bo mam poczucie że ta dyskusja o tym co jest a co nie jest rytuałem czasem blokuje bardziej niż pomaga. Szczególnie gdy ktoś jest w realnym kryzysie. Jeśli siedzenie przy oknie z kawą przynosi zmianę, to czy naprawdę ważne jest czy to wpisuje się w jakąś definicję?


Odpowiedz
(@magini59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Kobalt ok, to jest argument który trudno odrzucić. Ale dla mnie osobiście ta granica ma znaczenie bo jak wiem że coś jest rytuałem to traktuję to inaczej niż nawyk. Może to jest subiektywne ale zmienia mój stosunek do tego co robię. Więc chyba dla niektórych ta etykieta ma znaczenie praktyczne.


Odpowiedz
Udostępnij: