Te wzorce o których Arbogi pisze - sny, drażliwość - to chyba jest coś co można obserwować. Ale kto ma to obserwować? Bo jeśli ktoś jest sam i nie ma kogoś z zewnątrz, to własna perspektywa jest zawsze ograniczona.
Mam pytanie bo czytam i myślę o swojej sytuacji - czy to normalne że po jakimś trudnym rytualne zaczynasz śnić o osobach z przeszłości? Bo ostatnio miałam kilka takich snów i nie wiedziałam czy to związane czy to przypadek
Przy snach po rytuałach mam wrażenie że mój mózg robi w nocy to czego nie zdążył zrobić w dzień. Kilka razy po czymś trudnym śniłam o rzeczach z tym niezwiązanych ale rano budziłam się z takim uczuciem że coś się 'ułożyło'. Trudno to opisać.
To uczucie że coś się ułożyło przez sen - znam je dobrze. I chyba to jest właśnie jeden z sygnałów że integracja idzie w dobrą stronę. Jak budzisz się z poczuciem lekkości a nie ciężkości, to chyba coś działa. Nawet jeśli nie wiesz co.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nigdy nie pisałam ale chcę dodać jedno małe doświadczenie. Miałam raz sytuację gdzie po rytuałe przez kilka nocy śniłam bardzo konkretne rzeczy - niekoniecznie przyjemne - i przez dzień czułam się jakby to były wspomnienia a nie sny. Nie wiedziałam wtedy co z tym zrobić. Teraz jak czytam tę rozmowę to rozumiem że to mogło być właśnie to 'zawieszenie' o którym mówicie. Ale wtedy byłam zagubiona.
To co Eliksiriaa opisuje - że te sny były jak wspomnienia a nie jak sny - to jest coś o czym czytałam w kontekście pracy z traumą przez ciało. Jest takie pojęcie 'traumatic memory intrusion' gdzie materiał nie wraca jako sen narracyjny tylko jako fragment sensoryczny. I chyba właśnie to się czasem dzieje po rytuałach gdzie wchodzimy głęboko - psychika nie segreguje tego jako 'to było wtedy' tylko jako 'to jest teraz'. Stąd to uczucie że wspomnienie jest żywe.
Nefrytka, tak, dokładnie to. Nie śniłam że coś się dzieje - śniłam że TO się dzieje. Jakby nie było dystansu czasowego. I to było dziwne, bo za dnia wiedziałam że to przeszłość ale w nocy ta wiedza gdzieś znikała.
To co Pola opisuje jest zbieżne z tym jak niektóre tradycje szamańskie traktują sny po obrzędach oczyszczenia - pierwszy etap to 'surowe' obrazy, potem stopniowo przekształcają się w metaforyczne. Nie wiem czy to jest zasada czy wzorzec który po prostu bywa obserwowany, ale pojawia się w opisach z różnych kręgów kulturowych.
To 'zależy' jest tutaj kluczowe i myślę że warto go rozwinąć. Bo jeden z problemów w tej dyskusji to że mówimy o rytuałach wywołujących trudne wspomnienia jak o jednorodnym zjawisku. A to może być bardzo różne - rytuał oczyszczający który ruszył coś starego, praca z przodkami która otworzyła konkretną warstwę pamięci rodzinnej, albo rytuał który po prostu trafił na moment kiedy osoba była akurat podatna. Każde z nich może wymagać innego podejścia po.
Arbogi dotknął czegoś ważnego. Mój pierwszy trudny rytuał to było właśnie to trzecie - nie robiłam nic z przodkami ani oczyszczania, po prostu trafiłam w nieodpowiedni moment i coś się otworzyło przez przypadek. I długo myślałam że zrobiłam coś źle, zamiast uznać że to nie był błąd rytuału tylko błąd czasu.
Hela, ale skąd wiesz że to był błąd czasu a nie że rytuał po prostu zadziałał tak jak zadziałać miał? Pytam bo zastanawiam się czy w ogóle można mówić o 'błędzie' jeśli coś się poruszyło - może właśnie o to chodziło.
Ten podział na 'masz zasoby' i 'nie masz zasobów' jest dla mnie największym pytaniem tej dyskusji. Bo skąd masz wiedzieć zanim zaczniesz? Nikt nie wchodzi w rytuał myśląc że jest nieprzygotowany. Przynajmniej nie świadomie.
Ja to rozumiem jako sygnał dla siebie że praca rytualna się skończyła. Nie chodzi o magię jako taką - chodzi o to że ciało i psychika wiedzą że wychodzisz z innego stanu. Bez tego granica między rytuałem a resztą dnia jest rozmyta i materiał emocjonalny może się przelewać dalej.
A co jeśli ktoś nie miał żadnego zamknięcia bo np. nie wiedział że trzeba? Pytam bo ja np. pierwsze rytuały robiłam bez żadnej struktury i zastanawiam się czy to może być powodem że potem było mi dziwnie przez kilka dni
Zamknięcie retroaktywne to coś z czym miałem kontakt i faktycznie ma sens - ale mam pytanie do Anahaty: czy to działa tak samo dobrze jak zamknięcie zrobione bezpośrednio po rytuałe? Bo mam wrażenie że im więcej czasu minie tym materiał bardziej 'rozsiewa się' po psychice i trudniej go zebrać.
Mam pytanie trochę z boku - czy to zamknięcie musi być zgodne z tradycją w której robiony był rytuał? Bo jak mieszam różne elementy to nie wiem czy zamknięcie z jednej tradycji 'pasuje' do rytuału z innej.
Wracam do kwestii złych wspomnień bo chyba trochę odpłynęliśmy w sam temat zamknięcia. Jest jeszcze jedna rzecz której jeszcze nikt nie powiedział wprost: to że rytuał wywołał trudne wspomnienia nie musi oznaczać że coś poszło nie tak z samym rytuałem. Może oznaczać że psychika wybrała właśnie ten moment żeby coś wypchnąć na powierzchnię - bo rytuał stworzył wystarczające poczucie bezpieczeństwa. To jest paradoks którego sama przez długi czas nie rozumiałam.
Nefrytka, to co napisałaś - że rytuał mógł stworzyć przestrzeń bezpieczeństwa właśnie do tego - to dla mnie dużo tłumaczy. Bo mój pierwszy mocny epizod był podczas czegoś bardzo spokojnego, wręcz łagodnego. I właśnie to mnie zaskoczyło. Że nie podczas jakiegoś intensywnego działania tylko podczas czegoś co miało być miękkie.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i zastanawiam się - czy to znaczy że powinno się czekać kilka tygodni zanim się oceni czy rytuał wywołał coś trudnego czy coś pożytecznego? Bo to brzmi jakby nie było żadnego szybkiego sposobu żeby wiedzieć.
Mam wrażenie że w tej rozmowie cały czas oscylujemy między dwoma podejściami: jedno mówi 'daj sobie czas i obserwuj', drugie mówi 'zrób coś aktywnie żeby zamknąć i przetworzyć'. I nie wiem czy jedno wyklucza drugie, ale trochę mnie ten podział zastanawia.
a co znaczy 'kontakt z ziemią' w tym kontekście? chodzi o chodzenie boso, medytacje z ziemią czy coś innego? pytam bo widziałam różne definicje i nie wiem która ma sens po rytuałe
To grounding o którym mówi Anahata ma zresztą odpowiedniki w praktycznie każdej tradycji tylko pod innymi nazwami. W kontekście słowiańskim po obrzędach oczyszczających bardzo często wracano do pracy fizycznej, do kontaktu z codziennością - nie jako ucieczki od tego co się wydarzyło, ale jako sposób żeby to co ruszono zdążyło opaść.
Właśnie to nieoczekiwane wspomnienie jest dla mnie najtrudniejsze w opisie kiedy ktoś pyta co czułam. Bo jak masz konkretny rytuał z konkretnym celem i pojawia się coś z dzieciństwa którego się w ogóle nie spodziewałaś - to jest zderzenie które trudno racjonalizować na bieżąco.
Hela, a co zrobiłaś w tej sytuacji? Czy próbowałaś to zatrzymać, odpuścić, czy jakoś zintegrować zaraz podczas rytuału czy dopiero po?
I jak myślisz - czy dałoby się to w ogóle zatrzymać jeśli już wyszło? Mam wrażenie że w pewnym momencie nie ma odwrotu i jedyna opcja to przejść przez to, ale nie wiem czy to jest moje założenie czy coś w czym jest realna logika.
Kacperek98, to drugie pytanie które zadajesz - o to czy dałoby się to zatrzymać - siedzi mi w głowie odkąd napisałam tamten post. I szczerze: nie wiem czy chciałam to zatrzymać, czy raczej bałam się że nie dam rady przez to przejść. To różne rzeczy. W tej konkretnej sytuacji odpuściłam próbę kontrolowania i pozwoliłam żeby przeszło. Ale czy to był wybór czy po prostu nie miałam innej opcji - do dziś nie potrafię tego rozdzielić.
Hela, a jak to wyglądało 'odpuścić'? Bo ja mam wrażenie że to jedno z tych słów które każdy rozumie inaczej. Dla mnie 'odpuszczanie' to brzmi jak aktywna decyzja, ale opisujesz to jakby to było coś co się wydarzyło, nie co zrobiłaś.
