To co pisze Sauwak jest ważne i chcę dodać jedną rzecz. Ta retrospektywna interpretacja - jak opiszesz sobie po czasie co się wydarzyło - naprawdę ma znaczenie dla tego jak psychika to zakoduje. Nie chodzi o zmyślanie sensu, ale o to żeby nie zostawić doświadczenia jako chaosu bez kontekstu.
Właśnie to Wahadelka.pl porusza coś co mnie nurtuje w tej rozmowie od dłuższego czasu. Cały czas mówimy o tym co robić po, jak interpretować, jak zamknąć. Ale może pierwszym pytaniem powinno być jakim człowiekiem jesteś i jak ty konkretnie przetwarzasz trudne rzeczy - bo to chyba decyduje o tym jakie podejście w ogóle ma dla ciebie sens.
ale jak to sprawdzic u siebie? tzn jak wiedziec czy jestem 'typem który potrzebuje rozumienia' czy raczej 'typem który potrzebuje poczuć i puścić'? nie wiem nawet od czego zacząć żeby to u siebie ocenić
Chcę wrócić do tego co powiedziała Hela o nieoczekiwanym wspomnieniu z dzieciństwa. W słowiańskich obrzędach oczyszczenia bardzo rzadko zakładano że wyjdzie konkretna rzecz. Raczej tworzono warunki i obserwowano co sama psychika albo duchowość wypchnęła. To co wychodziło nieoczekiwanie było często traktowane jako ważniejsze niż to z czym się przychodziło. Nie wiem czy to ma zastosowanie w innych systemach, ale może coś wnosić do dyskusji.
To jest bardzo ciekawe co mówi Perun80 bo chyba właśnie tego brakuje kiedy robi się rytuały samodzielnie. Nie ma tej drugiej osoby która patrzy i może zainterweniować.
Eliksiriaa, zgadzam się i myślę że to jest jeden z realnych problemów praktyki solowej. Można tworzyć różne substytuty - dziennik, kontakt z kimś zaufanym po - ale to nie jest to samo co obecność kogoś kto widzi ciebie w trakcie. Nie dlatego że praktyka solowa jest zła, ale że ma swoje ograniczenia których nie warto udawać że nie istnieją.
A czy ktoś tutaj faktycznie ma taką osobę - nie terapeutę, nie guru, ale kogoś kto jest z nim podczas trudnych rytuałów albo przynajmniej dostępny zaraz po? Bo mam wrażenie że większość z nas robi to jednak zupełnie sama.
Julitka94, ja nie miałam i chyba właśnie to sprawiło że te pierwsze trudne epizody były tak dezorientujące. Teraz mam jedną osobę z którą mogę porozmawiać po i to już zmienia dużo - nawet jeśli ta osoba nie jest z tradycji i po prostu słucha. Ale przez długi czas byłam z tym kompletnie sama i dopiero z perspektywy widzę jak bardzo to utrudniało przetwarzanie.
Hela, a jak znalazłaś tę osobę? Pytam bo sama mam dokładnie ten problem - nie mam nikogo kto by to rozumiał choćby trochę, a tłumaczenie od zera komuś z zewnątrz po trudnym rytuale brzmi jak przepis na nieporozumienie.
Sodalitka86, szczerze? Trochę przez przypadek. Nie szukałam kogoś kto 'rozumie ezoterykę' - szukałam kogoś kto potrafi słuchać bez oceniania i bez natychmiastowego dawania rad. Ta osoba wie o moich praktykach tyle co widzi, nie zna tradycji, nie wie co to rytuał oczyszczenia - ale kiedy mówię że coś wyszło i że to było trudne, po prostu siedzi i słucha. I to wystarczyło. Myślę że przeceniamy czasem potrzebę żeby druga osoba rozumiała kontekst. Czasem ważniejsze jest żeby po prostu była.
Hela, ale czy ta osoba nie pyta co to znaczy, dlaczego to robiłaś, i tak dalej? Bo ja próbowałem rozmawiać z kimś spoza tematu i to się zamieniało w tłumaczenie od podstaw, a po chwili już rozmawiałem o tym czy to w ogóle ma sens, nie o tym co przeżyłem.
To brzmi prosto ale wyobrażam sobie że wymaga dużo zaufania do tej osoby. Nie chodzi tylko o to że nie oceni, ale że w ogóle nie będzie z tym dziwnie - bo jednak mówisz jej o czymś co większość ludzi uzna za co najmniej niecodzienny. Czy ty miałaś już takie zaufanie do tej osoby wcześniej czy ono się zbudowało właśnie przez te rozmowy?
Wchodzę tutaj bo ta kwestia obecności kogoś to coś z czym się mocno identyfikuję. Przez długi czas myślałam że muszę mieć kogoś 'z branży' żeby w ogóle mówić o tym co się dzieje. Okazało się że wystarczyła jedna rozmowa z przyjaciółką która w ogóle nie interesuje się magią, a która po prostu zapytała 'i jak się z tym teraz czujesz?' zamiast 'co to znaczy wg tradycji'. To drugie pytanie mogłabym postawić sobie sama.
a ja nie mam nikogo takiego i nie wiem jak to zbudować od zera. tzn jak powiedzieć komus kto nie wie nic o tych tematach że chce żeby był ze mną po rytuale? to brzmi dziwnie jak się mowi na głos. jak wy to komunikowałyscie bez brznienia jak wariaci?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się czy nie robimy tutaj czegoś ważnego - czyli opisujemy na nowo to co w tradycyjnych kontekstach miała pełnić wspólnota. Ta 'jedna osoba która jest' to jest zubożona wersja czegoś co kiedyś było strukturalne. Nie mówię że to złe - mówię że to symptom braku.
Julitka94 porusza coś ważnego. Myślę że 'jedna osoba' może wystarczyć w wielu przypadkach, ale są sytuacje gdzie to po prostu nie jest wystarczające wsparcie - i mówię to bez oceniania praktyki samodzielnej. Jeśli coś co wychodzi dotyka głębokiej traumy, to ani dziennik ani przyjaciółka która słucha nie zastąpi kogoś z przygotowaniem do pracy z traumą. Nie dlatego że ezoteryka jest zła, ale dlatego że trauma to jest temat na tyle ciężki że zasługuje na poważne wsparcie.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie które może być naiwne, ale - czy ktoś z was celowo wraca do trudnego rytuału, czyli takiego który raz wywołał złe wspomnienia? I jeśli tak, to po co? Zastanawiam się czy to ma sens czy to jest raczej robienie sobie krzywdy.
Mnie bardziej zastanawia co to mówi o samym rytuale - jeśli ten sam rytuał raz jest trudny a raz spokojny, to co właściwie decyduje? My sami w danym momencie, czy coś w samej strukturze rytuału?
