To brzmi jak ćwiczenie z terapii, nie z magii. Nie mówię że złe, ale czy naprawdę trzeba to wszystko analizować żeby zrobić rytuał? Pytam szczerze, bo mam wrażenie że im więcej czytam, tym więcej warunków do spełnienia.
Mam wrażenie że część z was traktuje rytuał jak coś co działa niezależnie od osoby wykonującej, jak włączenie przełącznika. A część zakłada, że wykonawca jest kluczowym elementem. To są dwa różne modele i warto wiedzieć z którym się pracuje, bo odpowiedzi na pytanie z tytułu wątku będą inne w zależności od tego co przyjmujesz.
A co jeśli robisz rytuał kilka razy na raz, tzn. kilka dni z rzędu, i pierwszego dnia masz niska motywacje a ostatniego już lepiej? Czy ten ostatni dzień poprawia całość czy to już nie zmienia niczego?
Teraz mam pytanie które może brzmieć głupio, ale napiszę. Czy w ogóle można powiedzieć komuś żeby nie robił rytuału, jeśli jest w złym miejscu? Bo czytam to wszystko i zastanawiam się czy ktoś powinien mi był powiedzieć żebym poczekała zanim to co robiłam zrobiłam.
Właśnie to jest chyba moje główne pytanie od początku tego wątku. Nie tylko czy zadziała, ale co zrobić jeśli już się zrobiło i nie jest się pewną z jakim nastawieniem się to robiło. Czy jest jakiś sposób na cofnięcie intencji albo jej zmianę?
To pytanie Elzuchny o cofnięcie albo zmianę intencji to coś, o czym rzadko się mówi wprost. Większość materiałów skupia się na tym jak zrobić, a nie co zrobić jeśli coś poszło nie tak albo nie jesteśmy pewni co tak naprawdę wnieśliśmy. Mam swoje zdanie, ale ciekawi mnie co inni o tym myślą, bo to nie jest oczywiste.
Zmiana intencji po rytuale to temat, który pojawia się w różnych tradycjach, ale rzadko ktoś to opisuje konkretnie. W praktyce hermetycznej mówi się o tym, że intencja jest jak pieczęć na liście, a sam list już poleciał. Ale to nie znaczy, że nie możesz wysłać kolejnego. Pytanie tylko czy second letter kasuje pierwszą, czy dodaje się do niej.
Czekajcie, wróćmy do pytania Elzuchny. Pyta o konkretne działanie: czy można zmienić intencję po fakcie. Mnie też to interesuje, bo słyszałem o rytuałach oczyszczenia czy anulowania pracy, ale nigdy nie widziałem żadnego spójnego opisu jak to działa mechanicznie.
Tak, o to mi chodzi. Nie o odwrócenie na kogoś, tylko o to czy mogę w jakiś sposób... cofnąć albo zmodyfikować to co już zrobiłam. Bo teraz patrzę na to inaczej i nie jestem pewna czy chcę żeby tamta intencja w ogóle działała.
Jeśli chodzi o tradycje, w których pracowałam, to mówi się o dwóch podejściach. Pierwsze: wykonujesz rytuał zamknięcia, który symbolicznie kończy pracę i oddaje energię ziemi albo ogniowi. Drugie: wykonujesz nową pracę z wyraźną intencją zastąpienia poprzedniej. Oba mają sens wewnętrznie, ale żadne nie jest stuprocentowe, bo nikt nie wie co zostaje po pierwszym rytuale w polu energetycznym, jeśli w ogóle coś zostaje.
A czy ktoś to faktycznie robił? Znaczy zamknięcie własnej wcześniejszej pracy? Ciekawi mnie jak to wygląda od środka, bo brzmi bardzo abstrakcyjnie.
To rozróżnienie między psychologicznym a magicznym efektem pojawia się w tej rozmowie co chwilę i za każdym razem wychodzi na to, że obie strony mają rację. Bo jeśli rytuał działa przez zmianę wewnętrznego stanu, to nie ma sprzeczności. Ale to osobna dyskusja.
To jest chyba sedno. Elzuchna, jak ty to czujesz, czy chodzi ci o to żeby coś się nie zadziało w relacji, czy o to żeby sama uwolniła się od tamtej intencji?
Szczerze to nie rozumiem dlaczego nie można po prostu zrobić nowego rytuału z nową intencją i nie myśleć o tym co było. Czy to nie prostsze niż próbować cofnąć coś co się już zrobiło?
A czy można zrobić rytuał specyficznie na to zeby anulować poprzedni? Takie coś istnieje? Bo czytałam gdzies o wosowej świecy, ze mozna ją potraktowac jako rodzaj 'odcofania' ale nie byłam pewna czy to do tego.
Okej, rozumiem co mówi Astrolożkaa. Czyli to zamknięcie przez ogień to nie jest cofnięcie w sensie magicznym, tylko bardziej... symbolicznie kończysz rozdział? Bo ja czytałam o tym, że jak spalasz coś związanego z intencją, to jakby zwalniasz ją z obiegu. Ale nie wiem czy to moje wyobrażenie ma jakiś sens czy to tylko coś co sobie wmówiłam.
To co opisujesz ma sens w kilku tradycjach. W niektórych nurtach hermetycznych mówi się, że spalenie przedmiotu związanego z pracą działa jak zamknięcie pętli - nie kasuje tego co zrobiłaś, ale zdejmujesz z siebie rolę aktywnego uczestnika tej pracy. Coś przestaje być żywe bo przestajesz to podtrzymywać. Pytanie tylko czy to wystarczy w twoim przypadku, bo to zależy od tego jak bardzo tamta intencja była naładowana emocjonalnie.
Elzuchna, a jak ty to odczuwasz teraz? Czy kiedy myślisz o tamtym rytuale, to czujesz coś konkretnego, czy bardziej masz chłodniejszy stosunek i po prostu wolałabyś że go nie robiłaś?
Szczerze to bardziej to drugie. Nie czuję jakiegoś dużego ładunku, bardziej mam wrażenie że zrobiłam coś z miejsca które teraz oceniam inaczej. Nie wiem, to trudno powiedzieć wprost. Chyba bardziej mi chodzi o to żeby nie mieć poczucia że coś wisi gdzieś w tle i działa bez mojej zgody.
To co mówi Elzuchna o działaniu 'bez swojej zgody' to jest ciekawy punkt. Bo w wielu ujęciach magii intencyjnej zakłada się, że twoja zgoda jest wbudowana w moment kiedy pracę wykonałaś. Ona nie jest potrzebna po fakcie. Więc 'wisi bez mojej zgody' to może być bardziej przekonanie niż rzeczywistość operacyjna.
Czytałem o podobnym podejściu w nowszych opisach ceremonialnych - że odwołanie intencji wymaga podobnej ilości uwagi i skupienia co jej pierwotne zawiązanie. Coś w stylu: jeśli poświęciłeś godzinę na budowanie pracy, to żeby ją formalnie zamknąć też potrzebujesz tej samej obecności, a nie krótkiego gestu. Czy ktoś z was tak to stosował?
Ja bym się tu oderwała od kwestii mechanizmu na chwilę. Elzuchna mówiła wcześniej że chce się upewnić że 'coś nie zadziała w relacji'. Ale czy ona tak naprawdę wie że cokolwiek w tej relacji zaczęło się dziać przez rytuał? Bo to jest założenie, które przechodzimy obok bez weryfikacji.
Prawda jest taka, że nie wiem. Nie wiem co się zmienia przez rytuał a co samo z siebie. Ta osoba nie zachowuje się jakoś inaczej, przynajmniej nie zauważyłam niczego dramatycznego. Bardziej ja się zmieniłam w tym jak o tym myślę. I może właśnie dlatego chcę jakoś to zamknąć, bo sama siebie trochę nie czuję komfortowo z tym co zrobiłam.
To co mówi Elzuchna o dyskomforcie z własną decyzją brzmi dla mnie jak sedno sprawy. Że nie chodzi o skuteczność rytuału tylko o coś w sobie. Czy jest jakiś rytuał który adresuje właśnie tę stronę, znaczy własną relację z tym co się zrobiło?
Ale ja nadal nie rozumiem jak to działa jeśli chcemy i jedno i drugie - i oczyścić siebie i zatrzymać tamten rytuał. Czy te dwie rzeczy idą osobno? Bo jak Elzuchna chce jedno i drugie, to trzeba by robić dwie różne prace?
Elzuchna powiedziała że czuje dyskomfort z tym co zrobiła - to nie brzmi jak ktos kto chce kontynuowac, wiec moze odpowiedz jest prosta i chodzi tu tylko o to osobiste oczyszczenie? Chocia ja tez nie rozumiem dobrze tej roznicy.
Dobra, dziękuję za te odpowiedzi, bo naprawdę dużo mi dały do myślenia. Glozka ma rację że może po prostu chodzi mi o to żeby oczyścić siebie z tego, a nie kombinować z zatrzymywaniem czy cofaniem czegokolwiek. Tylko nadal nie wiem jak to zrobić żeby nie było to coś przypadkowego. Czy to jest coś co się robi raz i wystarczy, czy to bardziej proces?
