To zależy od tego co rozumiesz przez 'wystarczy'. Jeśli chodzi o symboliczne zamknięcie i odcięcie się od poczucia winy czy współodpowiedzialności za coś co puściłaś - to często rzeczywiście wystarczy jedna dobrze przeprowadzona praca. Ale jeśli poczucie dyskomfortu wraca, to zwykle znaczy że coś nie zostało do końca nazwane albo zaadresowane. Mogę zapytać - czy ty wiesz co dokładnie ci przeszkadza? Sama decyzja, że to zrobiłaś, czy bardziej to że tamta osoba mogła być na to wystawiona bez swojej wiedzy?
To jest naprawdę ważne rozróżnienie które teraz zrobiłaś. Bo to oznacza że twój dyskomfort jest etyczny, nie energetyczny. Że to nie chodzi o jakieś 'resztki' które po tobie zostały, ale o to że czujesz się nie w porządku z decyzją którą podjęłaś. I to nie jest coś co rytuał oczyszczenia rozwiąże w całości. Rytuał może pomóc zamknąć, ale samo poczucie winy czy odpowiedzialności - to jest praca wewnętrzna, nie magiczna.
To jest ciekawy punkt, ale ja bym się tu nie zgodził do końca. Są tradycje które mówią że możliwe jest coś w stylu symbolicznego wzięcia odpowiedzialności i puszczenia. To nie jest tak że cofasz skutek, ale że ty sam przechodzisz przez coś co ma formę rozliczenia. W rytuałach voodoo louisiance na przykład jest coś w stylu pracy odkupieńczej, gdzie nie chodzi o magiczne wymazanie ale o usankcjonowanie intencji że nie chciałeś krzywdy. Nie wiem czy to pasuje tutaj, ale z tego co Elzuchna mówi to może być bliżej tego niż oczyszczenia.
Przepraszam że wchodzę z innym pytaniem, ale właśnie próbuję zrozumieć coś bardziej podstawowego. Mówicie o 'puszczeniu w ruch' - ale czy rytuał miłosny zrobiony z niskiej motywacji, tak jak w tytule tego wątku, w ogóle coś puszcza? Czy nie jest tak że jeśli motywacja była zła albo zdeterminowana poczuciem braku, to praca w ogóle nie zadziała? Bo wtedy cały ten dyskurs o cofaniu jest bezprzedmiotowy.
No i tu wracamy do pytania które zadałem kilkadziesiąt postów temu - jak mierzyć intensywność emocjonalną. Bo można powiedzieć że desperacja jest intensywna, ale można też powiedzieć że jest chaotyczna, a chaos rozmywa intencję. To nie jest tak oczywiste jak to przedstawiasz.
Ja tu widzę że mylimy dwa różne pytania. Jedno to czy niskie pobudki sprawiają że rytuał nie zadziała. Drugie to czy zadziała inaczej, niż się chciało. Z tego co czytałam i słyszałam, to to drugie jest bardziej prawdopodobnym scenariuszem niż pierwsze - nie że praca jest nieważna, ale że przynosi inny rodzaj efektu. Choćby to że zakotwiczyłaś się w tej dynamice zamiast ją rozwiązać.
To co mówi Pandora jest... chyba bliskie prawdy. Czuję się bardziej przywiązana do tej sprawy odkąd zrobiłam rytuał niż byłam przed. Nie wiem czy to przez rytuał czy dlatego że samo zrobienie go sprawiło że zaczęłam myśleć o tym bardziej. Ale efekt jest taki że tkwię w tym bardziej, nie mniej.
Elzuchna to co opisujesz to jest dokładnie ten schemat o którym wspomniała Ludwinia. I to jest odpowiedź na tytułowe pytanie tego wątku moim zdaniem - rytuał zadziałał, tylko skierował energię do wewnątrz, na ciebie, nie na zewnątrz, na tę drugą osobę. Niska motywacja nie zablokowała pracy, ale zmieniła jej kierunek. Czy to brzmi dla ciebie jak coś co ma sens?
Mam notatki z kilku różnych źródeł i ten wzorzec się powtarza - że rytuały robione z lęku albo z poczucia niedoboru częściej wzmacniają stan wewnętrzny osoby wykonującej niż produkują zewnętrzny efekt. Jeden z autorów których czytałem porównywał to do modlitwy błagalnej versus modlitwy z wdzięczności - ta pierwsza utwierdza w przekonaniu o braku, ta druga zakłada że coś już jest. Różny punkt wyjścia, różne efekty.
Elzuchna, slyszysz to wszystko co sie tu mowi - masz jakis kierunek co chcesz zrobic? Bo mnie sie wydaje ze ty juz wiesz odpowiedz, tylko szukasz zgody zeby to wykonac albo cos takiego.
Glozka, masz rację. Chyba wiem co chcę zrobić, tylko bałam się że ktoś powie że to głupie albo że powinnam najpierw coś bardziej formalnego. Chcę po prostu... symbolicznie się z tym rozstać. Nie wiem czy to oczyszczenie, nie wiem czy to ta deklaracja wsteczna o której mówił Adept, ale czuję że potrzebuję zrobić coś co dla mnie osobiście będzie zamknięciem. Czy to w ogóle ma sens bez żadnej konkretnej formy?
Ma sens. Symboliczne zamknięcie nie musi mieć ściśle określonej formy żeby działało na poziomie psychologicznym i - jeśli wierzysz w skuteczność rytuałów - też energetycznym. Są tradycje które mówią że intencja domyka rytuał, bo to ona go otworzyła. Ciekawi mnie tylko jedno - czy masz poczucie że ta sprawa z tą osobą jest już zamknięta w sensie zewnętrznym? Bo to też ma znaczenie dla tego co zrobisz.
Właśnie chciałem o to zapytać. Bo Elzuchna wcześniej pisała że ta relacja w sensie faktycznym się skończyła, ale nie jestem do końca pewien czy dobrze to zrozumiałem. Czy tu chodzi o kogoś kto już nie jest w jej życiu, czy o kogoś kto nadal jest i rytuał miał coś zmienić w tej istniejącej relacji?
To jest ważne co piszesz, bo to oznacza że symboliczne zamknięcie nie dotyczy tylko rytuału, ale tej całej sprawy. I to jest trudniejsze. Bo można zamknąć to co zrobiłaś rytualnie - ale co z tym że ta osoba dalej jest w pobliżu? Jak zamierzasz to rozdzielić?
Wizjoner zadał właśnie to pytanie które mnie też siedziało w głowie. Elzuchna, mam wrażenie że mieszasz dwie sprawy - rozliczenie z samym rytuałem i rozliczenie z uczuciami do tej osoby. To nie jest to samo, prawda? Możesz symbolicznie zamknąć rytuał i dalej mieć te same emocje. Co wtedy?
To co Mniszek pisze jest chyba kluczowe. Zastanawiam się czy jest w ogóle jakiś rytuał który może pomóc rozdzielić te dwie warstwy. Znaczy - jedna to ten konkretny akt który Elzuchna wykonała, a druga to to wszystko co za tym stało. Czy ktoś próbował czegoś co działa osobno na każdą z tych warstw?
Słucham tego i trochę się zastanawiam - czy w tym wątku nie zaczęliśmy zakładać że Elzuchna musi coś zrobić? Ona sama napisała że chce symbolicznie zamknąć, ale może warto dopytać czy to wynika z realnej potrzeby, czy trochę z presji że 'powinno się' jakoś to domknąć rytualnie. Nie każda sprawa wymaga drugiego rytuału.
To co Elzuchna opisuje to klasyczny dylemat między działaniem a niedziałaniem jako odpowiedziami na trudną sytuację. I nie ma tu jednej odpowiedzi. Ale zauważam że przez ten cały wątek pytanie z tytułu - czy rytuał zadziała z niskiej motywacji - przekształciło się w coś innego. Jakby odpowiedź była: zadziałał, tylko skierował się do wewnątrz. I teraz pytanie jest, co z tym zrobić.
Mam tu notatki z paru source'ów które mówią podobnie - że rytuały dotyczące innych osób mają wyższe ryzyko efektu zwrotnego właśnie dlatego że ta druga osoba stanowi coś w rodzaju lustra. Twoje emocje wobec niej wracają przez to że ona istnieje w twoim polu świadomości. Nie wiem czy to dobrze opisuje to co Elzuchna przeżywa, ale pasuje do schematu.
To ciekawy kierunek. Ale wracając do Elzuchny - ona ma teraz wybór między zrobieniem czegoś a niezrobieniem czegoś i chyba nikt tu nie jest w stanie powiedzieć jej co będzie lepsze, bo nie znamy jej na tyle. Może zamiast pytać co robić, warto zapytać jak się czuje kiedy wyobraża sobie że nic nie robi i po prostu zostawia to tak jak jest?
Elzuchna, mowie serio, jak Taurus pisal - co ty czujesz jak sobie to wyobrazasz? Bo ja jak czytam ten watek to mam wrazenie ze ty juz wiesz, tylko sie pytasz innych zeby bylo bezpieczniej podjac decyzje. Mnie tez tak bylo i rozumiem to.
Glozka dobrze mówi, ale ja bym jeszcze dorzuciła jedno pytanie do Elzuchny - niezależnie od tego co zdecydujesz teraz, czy masz kogoś poza forum do kogo możesz z tym pójść? Nie mówię że forum nie wystarczy, ale ta sprawa ma tyle warstw że dobrze mieć kogoś kto zna cię w realu i może siedzieć z tobą przy tym.
Mniszek, mam kogoś bliskiego - nie w sensie że rozumie ezoterykę, ale rozumie mnie. Rozmawiałam z nią o tej osobie, choć nie o samym rytuale. Myślę że pójdę do niej właśnie po to żeby porozmawiać nie o tym co zrobić, tylko o tym dlaczego tak trudno mi to zostawić. Bo chyba na tym polega problem - nie na rytuale.
To brzmi jak dobry kierunek. I tak naprawdę to jest chyba odpowiedź na to pierwotne pytanie z tytułu - czy rytuał zadziała z niskiej motywacji. Zadziałał, tylko nie tak jak chciałaś. Wyciągnął na wierzch to co było ukryte, a nie doprowadził do tego co chciałaś osiągnąć. Czy to nie jest właśnie ta odpowiedź?
Mam inne pytanie, trochę z boku - czy my mówiąc 'niska motywacja' mamy wszyscy to samo na myśli? Bo przez cały wątek ta fraza krąży, ale jak zaczynam się zastanawiać, to nie jestem pewien że każdy rozumie to tak samo. Dla jednych to znaczy działanie z desperacji, dla innych z egoizmu, dla jeszcze innych - działanie bez jasnej intencji. Elzuchna, ty sama jak to rozumiałaś kiedy zaczynałaś ten wątek?
Mietowa pyta o coś co mnie też zastanawia. Bo ta granica między 'smutna intencja' a 'egoistyczna intencja' jest dość płynna. Chcieć żeby ktoś wrócił to nie jest z automatu egoizm, prawda? Ludzie robią rytuały żeby kogoś odzyskać i nikt im tego nie wytyka jako złej motywacji. Co sprawia że w jednym przypadku to jest okej a w drugim nie?
Pandora zadaje dobre pytanie bo ja tez malam podobnie, osoba nie mowila wyraznie ani tak ani nie i to bylo najgorsze. Czlowiek siedzi i interpretuje kazdy sygnal na swoja korzysc. Elzuchna, jak to bylo u ciebie - ta osoba w ogole dawala jakis znak ze wie co czujesz?
