Wie. Powiedziałam jej wcześniej, jeszcze przed rytuałem. Reakcja była... neutralna. Nie odpychająca, ale nie taka jakiej bym chciała. I chyba właśnie ta neutralność sprawiła że sięgnęłam po rytuał - jakby nie mając odpowiedzi normalną drogą, szukałam jej inaczej.
To co Elzuchna pisze o tej neutralności - rozumiem to aż za dobrze. To jest chyba jeden z najtrudniejszych stanów, bo nie masz czego się uchwycić. Ani wyraźnej odmowy, ani wyraźnego zaproszenia. I wtedy człowiek szuka czegoś co da mu jakiś ruch w tej sprawie. Mnie to doprowadziło do podobnych decyzji.
Wracając do Elzuchny i tego co teraz - ona już jest po tej zmianie wewnętrznej, przynajmniej częściowej. Napisała że rozumie więcej o sobie niż przed rytuałem. Czy to nie znaczy że ten rytuał jednak zadziałał, tylko wolniej i w inną stronę? I że teraz właśnie jest ten moment kiedy zmiana zewnętrzna mogłaby mieć grunt?
Dobrze to ujęłaś, Elzuchna. I to jest właśnie ta odpowiedź na tytuł wątku, do której doszłaś sama - nie przez to że ktoś ci to powiedział, tylko przez całą tę rozmowę. Rytuał zadziałał, tylko nie tam gdzie chciałaś. To się zdarza częściej niż się ludziom wydaje, a mało kto wraca żeby o tym napisać.
Mietowa dotknęła czegoś ważnego i powiem szczerze - jak zaczęłam ten wątek, to też szukałam potwierdzenia że to co zrobiłam miało sens. Że 'zadziała'. Teraz jak czytam od początku, to widzę że zadawałam pytania w taki sposób żeby dostać konkretną odpowiedź. Może to jest właśnie ta niska motywacja w czystej postaci - nie desperacja, ale szukanie kogoś kto powie ci to co chcesz usłyszeć.
Elzuchna to jest bardzo uczciwe co właśnie napisałaś. I ciekawe, bo niewielu ludzi przyznaje się do tego wprost, że pytanie było z góry ukierunkowane. Ale mam do ciebie pytanie - i nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz - czy teraz, po tej rozmowie, masz inne pytanie? Nie o rytuał, tylko w ogóle o tę sytuację.
Zastanawiam się czy w ogóle da się zrobić rytuał miłosny z miejsca gdzie nie ma żadnego ładunku emocjonalnego - bo żeby w ogóle chcieć robić rytuał, to musisz coś czuć do tej osoby, prawda? A silne uczucie prawie zawsze miesza się z jakimś lękiem, nadzieją, potrzebą. Czy w takim razie 'czysta motywacja' w rytuałach miłosnych to w ogóle możliwa rzecz, czy to zawsze tylko teoria?
