a nie jest ryzykowne, że rytuał zamknięcia możemy sobie robić kiedy chcemy i nie zależy od drugiej osoby? bo w terapii często się dochodzi do tego, że to nie jest zamknięte bo czekasz na coś od tej drugiej strony, na przeprosiny, wyjaśnienie. a rytuał to obchodzi całkowicie?
to jak w ogóle poznać, że jest się gotowym na taki rytuał zamknięcia? bo jak to posłucham to mam wrażenie, że można zrobić za wcześnie i to się obróci, a za późno to już niepotrzebnie
To nie jest tak prosta kalkulacja. Czas w terapii nie jest miarą efektywności, bo ktoś może być na terapii trzy lata i kręcić się w kółko, a ktoś inny po kilku miesiącach naprawdę coś przesunąć. I tak samo z rytuałem, bo przeprowadzony mechanicznie bez żadnego wewnętrznego przygotowania może być piękny wizualnie i nic z niego nie wynika
mi sie wydaje że to pytanie o czas zdradza trochę chęć żeby to było szybko, i rozumiem to bo sama tak miałam, że chciałam żeby już było po, żeby już nie bolało. ale jedno i drugie pracuje swoim rytmem i nie da sie tego przyśpieszyć na siłe
a czy to re-authoring może zadziałać bez świadomości że się go przeprowadza? bo mam koleżankę która paliła listy i zdjęcia po rozstaniu, bez żadnego ezoterycznego kontekstu, po prostu ze złości, i mówiła że potem było jej lżej. czy to liczy jako rytuał?
ale jest różnica między czymś zrobionym impulsywnie a czymś zaplanowanym. jak ktoś pali ze złości to jest wyrzucenie emocji, a jak zapalasz świecę, masz intencję, może jakiś tekst który wypowiadasz, to jest coś innego, nie? czy to nie jest właśnie ten element który łączy to z terapią, gdzie też nie chodzi o spontaniczność tylko o świadome przepracowanie
chciałam zapytać coś innego, bo ten wątek z cezurą mnie uderza. czy ktoś z was przeprowadzał rytuał zamknięcia relacji razem z terapeutą? nie chodzi mi o to, że terapeuta to zlecił, tylko że wiedział i jakoś to wbudowaliście w sesje?
To nie jest odosobnione, bo terapia systemowa też ma swoje quasi-rytuały, na przykład pusta krzesło w którym wyobrażasz sobie kogoś i rozmawiasz, albo ustawianie figurek reprezentujących rodzinę w konstelatach. Linia między metodą terapeutyczną a rytuałem jest znacznie cieńsza niż nam się wydaje gdy patrzymy z zewnątrz.
tak! ustawianie rodziny to jest właściwie rytuał, nigdy tak o tym nie myślałam. i to tez jest ciekawe ze to jest akceptowane jako metoda terapeutyczna a gdybyś powiedziała że robisz rytuał ze świecami i figurkami reprezentującymi rodzinę to byłoby podejrzane dla wielu psychologów
No i tu jest sęk, bo Hellinger jest bardzo kontrowersyjny w środowisku psychologicznym właśnie dlatego. Część terapeutów konstelacje traktuje jako metodę pracy z wyobraźnią i systemem rodzinnym, a część odcięła się od niego zupełnie przez te metafizyczne założenia i przez etyczne wątpliwości co do jego pracy z ofiarami przemocy. Więc to nie jest taki gładki przykład integracji.
ej ale tu coraz bardziej wychodzimy poza rytuały miłosne, czy konstelacje rodzinne w ogóle mają związek z tym wątkiem?
Mają, bo dużo relacji miłosnych ma korzenie w dynamice rodzinnej i praca przy rozstaniu często sięga właśnie tam. Zresztą wątek od początku kręci się wokół tego czy rytuały i terapia mogą działać razem, i konstelacje to jeden z najciekawszych przykładów miejsca gdzie te dwie tradycje de facto się spotkały, z całą swoją niejednoznacznością.
a wracając do pytania Bursztynki o przeprowadzanie rytuału razem z terapeutą, to mnie ciekawi coś innego. czy gdybyś powiedziała terapeucie że chcesz przeprowadzić rytuał zamknięcia samodzielnie, to jak myślicie, który terapeuta mógłby to zablokować lub zniechęcać?
to zależy co rozumiesz przez terapeutę jungowskiego, bo to nie jest jednolita szkoła. część z nich jest bardzo kliniczna i racjonalna, część faktycznie bardziej otwarta na ten wymiar symboliczny. ale nie idealizowałabym Junga, bo on też miał swoje mroczne strony i jego podejście do pewnych tematów było co najmniej problematyczne
wracam do pytania Lawendowej bo mnie ono nadal trapi. ona pytała który terapeuta mógłby zniechęcić do rytuału. i myślę że kluczowe jest słowo 'zniechęcić', bo to co innego niż 'zapytać po co'. zniechęcić to aktywne podważenie czegoś ważnego dla klienta. i to byłoby chyba naruszenie jednej z podstawowych zasad terapeutycznych, nie?
magiczne myślenie w sensie klinicznym to termin z konkretnym znaczeniem, chodzi o przekonanie że myśl lub gest bezpośrednio wpływa na rzeczywistość poza łańcuchem przyczynowym. ale używanie tego określenia jako skrótowego komentarza do czyjejś praktyki rytualnej to jest duże uproszczenie. to trochę jak mówić że każda modlitwa to magiczne myślenie.
placebo to jednak nie to samo, placebo działa bo myślisz że bierzesz lek, a rytuał działa przez co dokładnie? pytam szczerze bo nie jestem pewna czy to ta sama mechanika. w placebie jest element oczekiwania na efekt zewnętrzny, a w rytuale bardziej chodzi chyba o zmianę wewnętrzną?
