A czy ktoś próbował jakoś celowo pracować nad tym żeby te emocje były bardziej spójne przed rytuałem? Pytam serio, bo mam wrażenie że dużo się tu mówi o diagnozowaniu co się stało po fakcie, ale mniej o tym jak to zaplanować.
U mnie podobnie, że planuję jedno a potem w trakcie czuję coś zupełnie innego. Albo zaczyna wychodzić coś czego się nie spodziewałam. I potem zastanawiam się czy to zaburza cały rytuał czy jest jego częścią.
To mnie trochę otwiera oczy. Bo jak teraz myślę o tym co czułam w trakcie, to rzeczywiście wyszło dużo więcej niż chciałam żeby wyszło. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale po prostu w pewnym momencie poczułam coś czego się nie spodziewałam i to było chyba bardziej wyczerpujące niż sama technika.
I właśnie dlatego senność po może być w pewnym sensie ochronna. Ciało mówi 'masz teraz zamknąć oczy i nie analizować tego wszystkiego świadomie'. We śnie integruje się doświadczenia emocjonalne - to nie jest spekulacja, to jest dość dobrze udokumentowane jak działa REM i konsolidacja pamięci emocjonalnej. Może mechanizm jest podobny niezależnie od kontekstu.
No właśnie, bo ja jak przeczytałam tytuł wątku to myślałam że tu będzie o tym jak zmęczenie przeszkadza, a tu wychodzi że może nie przeszkadza. To zupełnie inna rozmowa niż się spodziewałam haha. Ale serio, to ciekawe że może ta senność to nie jest błąd tylko sygnał.
Ale poczekajcie - to jest trochę zbyt łatwe żeby powiedzieć że każdy efekt uboczny jest 'częścią procesu'. Jak boli głowa po za długim siedzeniu przy kompie to nikt nie mówi że to jest integracja. Skąd wiemy że ta senność jest akurat funkcjonalna a nie po prostu zmęczenie?
Ja bym powiedziała że można to odróżnić po tym jak się czujesz kiedy się budzisz. Po zwykłym zmęczeniu wstajesz i dalej myślisz o tych samych sprawach. Po tym rodzaju senności o którym tu mówimy często jest takie poczucie że coś się przesunęło, że patrzysz na to samo trochę inaczej. Chociaż nie wiem czy to zawsze tak jest.
Właśnie, wydaje mi się że ta dyskusja o tym czy senność jest dobra czy zła trochę mija się z celem, bo to chyba zależy od kontekstu. Ważniejsze pytanie jest może takie: kiedy ta senność jest sygnałem że coś poszło dobrze, a kiedy że coś poszło źle albo że się za bardzo forsowałaś?
Śledziłam cały wątek i właśnie tego mi tu brakowało - jak odróżnić jedno od drugiego. Bo czytam to wszystko i mam wrażenie że ta sama senność może oznaczać bardzo różne rzeczy zależnie od osoby i okoliczności. Czy jest jakiś sygnał który raczej wskazuje że to nie jest ok?
Wchodzę w połowie rozmowy, ale właśnie przeczytałem z grubsza cały wątek i mam wrażenie że nikt tu nie poruszył jednej rzeczy. Dużo się mówi o emocjach, o tym co wychodzi podczas rytuału, ale mało o tym co się dzieje z ciałem fizycznie. Znaczy, ja jak robię cokolwiek co wymaga skupienia przez dłuższy czas - czy to rytuał, czy głęboka medytacja - to mam po prostu objawy jak po intensywnym wysiłku mentalnym. Kortyzol, adrenalina, cokolwiek to jest. I mam pytanie do tych którzy czują tę specyficzną senność - czy ona pojawia się od razu czy dopiero po jakimś czasie po zakończeniu?
Ja mam podobnie jak Rdestowa z tym natychmiastowym - dosłownie w kilka minut po zakończeniu. I wiesz co jest dziwne, Astral? Że to zmęczenie nie jest takie jak po, powiedzmy, długim skupieniu na pracy przy komputerze. Tam mam zmęczone oczy, napięcie w karku, rozkojarzenie. Tu jest inaczej - jakby samo centrum, nie wiem jak to nazwać, po prostu mięknie.
No ale tu jest chyba różnica - praca z kartami jest innym rodzajem skupienia niż rytuał miłosny. Tarot to raczej odczytywanie, rytuał to aktywne generowanie czy wysyłanie czegoś na zewnątrz. Przynajmniej tak to rozumiem. Czy to zmęczenie po tych dwóch rzeczach naprawdę jest takie samo, Jowitka?
Wracając do tego co Astral poruszył z opóźnieniem - w kontekście snu i przetwarzania emocjonalnego jest jedna rzecz która mi przyszła do głowy. Jeśli ta senność pojawia się z opóźnieniem, to może to być sygnał że materiał emocjonalny nie został od razu zintegrowany podczas rytuału tylko niejako 'czeka'. I sen który po tym przychodzi może być bardziej intensywny śnienniowo. Ktoś z was pamięta sny po takim opóźnionym zmęczeniu?
Ja mam pytanie trochę z boku tego wszystkiego - czy ktoś tu zauważył różnicę w tym zmęczeniu zależnie od pory w jakiej robi rytuał? Bo słyszałem że wiele tradycji ma konkretne zalecenia co do czasu i zastanawiam się czy to ma jakiś związek z tym jak bardzo potem człowieka 'wali'. U mnie rytuały wieczorne zawsze kończą się tym że idę spać, ale nie wiem czy dlatego że jest wieczór czy dlatego że tak działa.
No i tu jest chyba clue tej całej dyskusji, nie? Że to co my tutaj omawiamy jak jakiś nowy problem do rozwiązania, to może jest po prostu część procesu który był projektowany celowo. A my próbujemy tego unikać albo walczyć z sennością zamiast po prostu iść spać.
Ja chyba właśnie to zrobiłam źle - walczyłam z tą sennością bo myślałam że coś jest nie tak, miałam jeszcze plan na wieczór, chciałam coś zjeść, sprawdzić telefon. I teraz czytając tę dyskusję myślę że może po prostu powinnam była po prostu położyć się od razu. Następnym razem chyba tak zrobię, chociaż zastanawiam się czy to znaczy że powinnam planować rytuały tylko wtedy kiedy mogę od razu potem zasnąć?
Wydaje mi się że tak, przynajmniej na początku. Jak już będziesz miała więcej tych doświadczeń to może będziesz wiedzieć jak twoje ciało reaguje i czy możesz coś robić po. Ale jeśli ta senność jest wyraźna to walczenie z nią brzmi jak zły pomysł z każdego punktu widzenia.
No właśnie, Czarna00 masz rację że można się nakręcić szukając sensów. U mnie ten raz był inny bo nie musiałam szukać - sen był dosłownie o tej osobie i sytuacji, nie symbolicznie. Normalnie mi się to nie zdarza, więc od razu wiedziałam że jest jakiś związek. Ale jakby był bardziej metaforyczny to pewnie bym też nie była pewna.
No właśnie to mnie zastanawia - skoro to jest tak nieregularne jak opisujecie, to trudno powiedzieć czy ta senność ma jakieś znaczenie czy po prostu jest efektem skupienia i może stresu. Zwykłe intensywne skupienie też daje zmęczenie, prawda? Medytacja, skupiona praca twórcza. Nie wiem dlaczego rytuał miałby być tu wyjątkiem.
No i tu jest chyba ważny punkt - bo jak się robi rytuał miłosny to i tak jest w to zaangażowane dużo emocji, żeby nie powiedzieć że to jest jeden z tych bardziej emocjonalnie angażujących rodzajów. Może dlatego zmęczenie jest bardziej odczuwalne niż po robieniu czegoś mniej osobistego. To nie jest tylko skupienie, to jest skupienie na czymś co boli albo czego bardzo chcemy.
To akurat rozumiem. Jak robiłam ten rytuał to byłam w środku bardzo napięta, chociaż na zewnątrz starałam się być spokojna i skupiona. Może to napięcie właśnie zżerało tę energię, a nie sam rytuał jako taki. I potem ta senność to był efekt zwolnienia tego napięcia a nie jakiś magiczny efekt uboczny.
Mam wrażenie że ta dyskusja trochę zakłada że senność to zawsze jest coś do wyjaśnienia albo do uniknięcia. A może po prostu nie ma co z tym walczyć i tyle. Nie każdy efekt uboczny musi mieć głębokie znaczenie - czasem ciało mówi że skończyłeś i czas odpocząć. Koniec.
Dobra ale czy ktoś mógłby powiedzieć coś konkretnego - jeśli ta senność jest bardzo silna czy to znaczy że rytuał był jakiś bardziej skuteczny, intensywny? Czy odwrotnie, że coś poszło nie tak i ciało się broni? Bo sama nie wiem jak to interpretować u siebie.
Właśnie, ja zacząłem robić coś w stylu krótkiej medytacji zanim w ogóle zacznę przygotowania i mam wrażenie że po jest jakoś spokojniej. Ale nie wiem czy to jest efekt placebo czy realna różnica. Ciężko to ocenić samemu na sobie.
A czy to nie jest tak, że jak się zbyt mocno przygotowujesz i nakręcasz przed, to potem jest gorzej? Bo ja za pierwszym razem wchodziłam w to bez żadnego przygotowania i może właśnie dlatego byłam tak napięta. Ale z drugiej strony, przygotowanie które polega na myśleniu o tej osobie przez godzinę przed też chyba nie pomaga.
No ale jest różnica między skupieniem się na celu a nakręcaniem się emocjonalnie. Możesz się przygotować technicznie - zebrać wszystko, oczyścić przestrzeń, uspokoić oddech - bez rozpamiętywania po raz dziesiąty całej relacji z tą osobą. To drugie to jest właśnie to co wyczerpuje, nie samo przygotowanie.
Ja chcę wrócić do tego co Pokrzywka pisała o napięciu - że byłaś napięta w środku ale starałaś się być spokojna na zewnątrz. To mnie uderzyło bo sama tak robię i nigdy nie myślałam że to może być właśnie to co kosztuje. Jakbyś grała dwie role jednocześnie.
