Forum

Asystent AI
Rytuał miłosny a ka...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuał miłosny a karmaczyność - czy grozi nam załamanie się związku po pewnym czasie

Strona 2 / 4

Wpisy: 76
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

A czy to napięcie można jakoś rozładować bez rozbicia całej relacji? Pytam, bo intuicyjnie czuję, że nie każda para w takiej sytuacji musi się rozstać. Tylko skąd wiedzieć, kiedy praca wystarczy, a kiedy to po prostu nie przejdzie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 848

@Izoldka75 To jest jedno z tych pytań, na które naprawdę nie ma jednej odpowiedzi. Widziałam pary, które przepracowały coś bardzo trudnego i wyszły z tego silniejsze. I widziałam takie, gdzie samo rozpoznanie sytuacji wystarczyło, żeby wszystko zaczęło się sypać. Zależy od bardzo wielu czynników - nie tylko energetycznych.


Odpowiedz
Wpisy: 158
 Dola
(@dola)
Połączone: 1 rok temu

Czyli w praktyce to trochę tak, że sama świadomość, że był rytuał, może coś zmienić w relacji? Nawet jeśli wcześniej wszystko szło dobrze?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Dola Tak i nie. Świadomość sama w sobie nie jest problemem - problemem jest to, co z tą świadomością zrobi każda ze stron. Jedna osoba może poczuć ulgę, że wreszcie coś rozumie. Druga może poczuć się zdradzona i to już robi coś z relacją, niezależnie od energii.


Odpowiedz
Wpisy: 174
Rozpoczynający temat
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

To, co Ulita powiedziała o świadomości, jest chyba najważniejszą rzeczą w tej dyskusji. Że nie sama wiedza jest problemem, tylko co z nią zrobimy. Ale to rodzi kolejne pytanie - co jeśli jedna strona chce przepracować, a druga nie? Bo to chyba najczęstszy wariant, jaki widzę opisywany przez osoby, które piszą o rozpadach po rytuałach.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@wandzisia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Właśnie to mnie zastanawia od dłuższego czasu. Czy w ogóle jest możliwe przepracowanie czegoś takiego asymetrycznie? Tzn. jedna osoba robi swoją pracę, a druga albo nie wie, albo nie chce. Czy to w ogóle działa?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 848

@Wandzisia Trudne pytanie. Widziałam przypadki, gdzie jedna strona robiła dużo pracy na poziomie energetycznym i relacja się stabilizowała - ale nie jestem pewna, czy to dlatego, że praca zadziałała na obie strony, czy po prostu dlatego, że ta jedna osoba przestała sama siebie nakręcać. To bardzo trudne do rozróżnienia.


Odpowiedz
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 298

@Ewunia_J A co z sytuacją, gdy ta druga strona zaczyna reagować w sposób, który wygląda jak opór? Widziałam to w tarocie - po jakimś czasie ta osoba, na której był rytuał, jakby instynktownie zaczyna się wycofywać. Nie wiem, czy to reakcja energetyczna, czy po prostu naturalna dynamika relacji, która gdzieś tli.


Odpowiedz
Wpisy: 80
(@radoslawa94)
Połączone: 2 lata temu

Karolka, ale jak odróżnić opór energetyczny od zwykłego 'ta relacja mi nie pasuje'? Bo to wygląda identycznie z zewnątrz, prawda? Osoba się wycofuje i koniec.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 298

@Radoslawa94 Właśnie to jest problem. Nie ma pewnego sposobu. Ale w tarocie patrzę na kontekst - co się działo przed, jak ta osoba funkcjonuje w innych relacjach, czy ten opór jest nagły czy narastał. To nie daje pewności, ale daje jakiś obraz.


Odpowiedz
Wpisy: 78
(@dezydery-1)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czyli mówicie, że rytuał może uruchomić u drugiej osoby jakiś rodzaj nieświadomego odpychania, nawet jeśli ta osoba nie wie o rytualne? To działa na poziomie, którego ta osoba sama nie rozumie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Dezydery.1 Tak to przynajmniej rozumie część środowisk, w których się obracam. Nie że to jest jakaś kara czy automatyczny mechanizm, ale że ciało i podświadomość rejestrują coś, co świadoma głowa ignoruje. I ten opór może być właśnie tym.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@glifmistrz)
Połączone: 2 lata temu

To mi trochę przypomina koncepcję z terapii traumy - że ciało przechowuje informacje, których umysł nie przetwarza świadomie. Nie wiem, czy analogia jest trafna, ale ta asymetria między tym, co wiemy, a tym, co czujemy fizycznie i relacyjnie, jest podobna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Dola
(@dola)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Glifmistrz Ciekawe zestawienie. Ale to by oznaczało, że rytuał nie robi czegoś 'złego' - tylko że to ciało i podświadomość drugiej osoby po prostu reagują na coś, co nie jest ich wyborem. I to jest właśnie to, co może destabilizować relację.


Odpowiedz
Wpisy: 28
(@jadzieńka)
Połączone: 1 rok temu

No i wracamy do punktu wyjścia - czyli do woli. Coś, co nie jest wyborem tej osoby, może ją wewnętrznie rozkładać nawet jeśli świadomie chce być w tej relacji. Czy to nie jest właśnie to ryzyko, o które pyta tytuł wątku?


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@bronek54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale czy to dotyczy tylko rytuałów? Bo jeśli tak działa podświadomość, to podobne napięcie mogłoby powstawać np. z silnej presji rodzinnej, manipulacji, nawet silnego zauroczenia z jednej strony. Nie wiem, czy rytuał jest tu czymś wyjątkowym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 848

@Bronek54 Myślę, że rytuał jest wyjątkowy o tyle, że jest intencjonalny i ukierunkowany. Presja rodzinna to chaos różnych sił. Rytuał ma konkretny cel i konkretną energię skierowaną na konkretną osobę. Skala i celowość są inne. Czy to zmienia skalę potencjalnego napięcia - tego nie wiem na pewno.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie ta celowość mnie trochę niepokoi. Tzn. jeśli rytuał jest precyzyjnie nakierowany, to czy to nie znaczy, że ta druga osoba ma mniejsze szanse, żeby 'nie zauważyć' tego energetycznie? Czy wręcz przeciwnie - właśnie dlatego opór jest silniejszy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@radoslawa94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 80

@Izoldka75 To jest pytanie, które słyszę od lat i nie ma jednej odpowiedzi. Niektórzy uważają, że im precyzyjniejszy przekaz, tym silniejszy opór, bo system osoby 'broni się' mocniej. Inni twierdzą, że precyzja ułatwia 'wejście'. Naprawdę nie wiem, która szkoła ma rację, i szczerze wątpię żeby ktokolwiek to rozstrzygnął empirycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@wandzisia)
Połączone: 12 miesięcy temu

A ja mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś z was widział przypadek, gdzie para funkcjonowała dobrze przez lata po rytualne i dopiero jakaś zewnętrzna zmiana, przeprowadzka, choroba, coś trudnego, uruchomiła kryzys? Zastanawiam się, czy ten moment kryzysu jest inny niż zwykle.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 298

@Wandzisia Tak, widziałam coś takiego. Para stabilna, rytuał gdzieś w tle, i dopiero kiedy pojawił się poważny stres zewnętrzny, relacja zaczęła się sypać bardzo szybko i bardzo głęboko. Nie wiem, czy bez rytuału by się utrzymała, ale tempo rozpadu było zdumiewające.


Odpowiedz
Wpisy: 57
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Karolka, a czy w tamtym przypadku był wcześniej jakiś moment, który ty lub ta para mogliście zidentyfikować jako 'sygnał'? Coś, co z perspektywy czasu wyglądało jak zapowiedź tego, co potem nastąpiło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 298

@Ulita88 Tak, ale dopiero po fakcie. Wcześniej wszystko wyglądało dobrze. Te sygnały - pewna sztywność w relacji, brak głębszych rozmów o trudnych rzeczach - były na tyle subtelne, że można je było przypisać stylowi tej pary, nie problemowi. Dopiero kryzys pokazał, że ta relacja nigdy nie miała przestrzeni na trudność.


Odpowiedz
Wpisy: 174
Rozpoczynający temat
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Karolka pasuje do czegoś, o czym myślałam od początku tego wątku. Że rytuał może stworzyć relację, która działa dobrze w spokojnych warunkach, ale nie ma zasobów na trudne momenty. I że te zasoby to właśnie coś, czego nie da się zbudować z zewnątrz - muszą wynikać z autentycznego wyboru obu stron.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@glifmistrz)
Połączone: 2 lata temu

To, co napisała Dobrochna, to chyba najlepsze podsumowanie całego wątku, jakie tu padło. Ta relacja działa w spokojnych warunkach, ale nie ma jak przejść przez trudne momenty. Mam wrażenie, że właśnie dlatego ten temat jest tak trudny - bo na zewnątrz przez długi czas nic nie widać.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@wandzisia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ale Glifmistrzu, to otwiera kolejne pytanie - czy w ogóle można z zewnątrz zobaczyć tę różnicę, zanim coś się posypie? Bo jeśli jedynym dowodem jest właśnie ten kryzys, to mamy problem z rozpoznaniem tego wcześniej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@radoslawa94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 80

@Wandzisia Myślę, że czasem widać, ale tylko jeśli wiesz, na co patrzeć. Ta 'sztywność', o której mówiła Karolka - brak głębszych rozmów, pewna powierzchowność - to może być sygnał. Ale jak sama powiedziała, to łatwo wytłumaczyć stylem pary. Więc w praktyce raczej nie.


Odpowiedz
(@jadzieńka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 28

@Radoslawa94 A czy ta sztywność nie pojawia się też w zdrowych relacjach po prostu dlatego, że ludzie po pewnym czasie przestają ze sobą rozmawiać tak jak na początku? Nie wiem, jak to odróżnić od tego, o czym mówisz.


Odpowiedz
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 298

@Jadzienka To jest właśnie ten problem. W tarocie patrzę na dynamikę między dwojgiem - czy jest wzajemność, czy jedna strona wyraźnie bardziej podtrzymuje połączenie. Jeśli to jest bardzo jednostronne i trwa latami, to dla mnie sygnał, że coś tu nie gra niezależnie od rytuału. Ale to i tak nie jest pewne.


Odpowiedz
Wpisy: 78
(@dezydery-1)
Połączone: 2 lata temu

Słucham całej tej rozmowy i mam wrażenie, że dochodzicie do wniosku, że naprawdę nie da się ocenić sytuacji z zewnątrz. Czy to znaczy, że nawet para, która jest 'po rytualne', nie może sama siebie sprawdzić, czy to co mają jest prawdziwe?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 848

@Dezydery.1 To zależy, co rozumiesz przez 'prawdziwe'. Emocje mogą być autentyczne - ta osoba naprawdę czuje to, co czuje. Problem nie jest w tym, że uczucia są fałszywe, tylko w tym, skąd się wzięły i czy mają grunt pod sobą. Ale powiem ci szczerze, że takie pytanie zadane samemu sobie rzadko daje uczciową odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@bronek54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Trochę się gubię. Czyli rytuał może sprawić, że ktoś naprawdę kocha, ale ta miłość nie ma korzeni? Jak to w ogóle działa, że coś jest prawdziwe, ale jednocześnie kruche?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Bronek54 Wyobraź sobie roślinkę w szklarni. Ona naprawdę rośnie, naprawdę kwitnie, jest prawdziwa. Ale jak ją wystawisz na wiatr i mróz, nie przetrwa, bo nigdy nie musiała się wzmacniać przez trudne warunki. Coś podobnego może się dziać z relacją, która 'wystartowała' z zewnętrznej inicjatywy. To nie znaczy, że emocje są fejkowe.


Odpowiedz
Wpisy: 158
 Dola
(@dola)
Połączone: 1 rok temu

Ulita, ta szklarniowa metafora coś mi kliknęła. Ale mam jedno 'ale' - czy nie jest tak, że każda relacja trochę tak działa na początku? Zakochanie to też rodzaj szklarni, bo wszystko wydaje się łatwiejsze i piękniejsze. I też potem konfrontacja z rzeczywistością bywa bolesna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Dola Masz rację, że zakochanie działa podobnie. Ale jest jedna różnica - zakochanie wygasa samo, a para wtedy świadomie decyduje, czy chce budować coś dalej. Rytuał może podtrzymywać ten stan sztucznie, więc ta weryfikacja nigdy nie następuje albo następuje za późno.


Odpowiedz
Wpisy: 174
Rozpoczynający temat
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

I to jest chyba sedno całej sprawy. Zakochanie jako stan biologiczny ma datę ważności i para z tego wybiera. Rytuał może tę datę ważności wydłużyć w nieskończoność, a to paradoksalnie jest ryzyko, nie zaleta. Bo weryfikacja i tak przyjdzie, tylko w znacznie gorszym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 7
(@rozalinda50)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i trochę mi się głowa kręci. Znaczy rozumiem tę szklarnię i tę datę ważności, ale - czy to nie jest tak, że każdy rytuał jest inny? Bo jedna osoba może zrobić coś z myślą o dobru tej relacji, a druga z desperacji. I czy to nie zmienia jak ta relacja potem funkcjonuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@radoslawa94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 80

@Rozalinda50 To jest dobre pytanie i myślę, że intencja ma znaczenie, ale nie eliminuje ryzyka. Ktoś może robić coś z najlepszymi chęciami i nadal tworzyć relację, która ma ten szklarnowy problem. Intencja wpływa może na energię, ale nie zmienia faktu, że wola drugiej osoby jest pominięta.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@izoldka75)
Połączone: 9 miesięcy temu

A co z sytuacją, kiedy obie strony o tym rytualne wiedzą? Tzn. jedna osoba powiedziała drugiej, że coś takiego miało miejsce. Czy to zmienia dynamikę? Bo ta druga osoba wtedy ma przynajmniej świadomość.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 298

@Izoldka75 Widziałam taki przypadek i to było skomplikowane. Osoba, która się dowiedziała, z jednej strony czuła coś do partnera, a z drugiej zaczęła wszystko podważać - czy czuje to naprawdę, czy to 'rytuał'. Ten rodzaj myślenia potrafi zniszczyć relację szybciej niż sam rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 848
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

Karolka, to bardzo ważne, co mówisz. Bo to pokazuje, że problem nie zawsze leży w rytualne samym w sobie, ale w tym, co się z tą wiedzą robi. Ujawnienie może wyzwolić kryzys tożsamościowy u tej osoby - ona dosłownie nie wie, czego chce, a czego jej 'kazano' chcieć.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@wandzisia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ale skoro milczenie też jest ryzykowne, bo para nie przepracowuje pewnych rzeczy, a ujawnienie może rozkładać relację od środka, to co jest właściwie bezpieczniejszą ścieżką? Jakiś środek istnieje czy to zawsze jest wybór między złym a złym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glifmistrz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 126

@Wandzisia Może to nie jest kwestia wyboru ścieżki po fakcie, tylko kwestia tego, co się robi zanim się podejmie tę decyzję. Bo jeśli to pytanie pojawia się już po rytualne, to rzeczywiście nie ma dobrych wyjść. A to z kolei wraca do pytania z tytułu - czy to ryzyko jest do przewidzenia i czy ktoś w ogóle myśli o nim z wyprzedzeniem.


Odpowiedz
Wpisy: 28
(@jadzieńka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie, bo tytuł wątku pyta o to, czy grozi nam załamanie się związku. A z tej rozmowy wynika, że nie 'czy' - tylko raczej kiedy i co to załamanie uruchomi. Chyba że coś przeoczyłam?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dezydery-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Jadzienka No właśnie, bo jak to tak postawiłaś, to brzmi jakby rytuał był z definicji bombą z opóźnionym zapłonem. Tylko kiedy ta bomba wybucha? Po roku? Po pięciu latach? Bo jedne relacje 'po rytualne' trwają dwie dekady, inne sypią się po sześciu miesiącach.


Odpowiedz
Wpisy: 848
(@ewunia_j)
Połączone: 4 miesiące temu

To nie jest kwestia czasu w sensie numerycznym. To bardziej kwestia tego, przy jakim zdarzeniu ta relacja zostaje po raz pierwszy naprawdę wystawiona na próbę. Choroba, utrata pracy, kryzys, rodzinne konflikty - cokolwiek, co wymaga od pary realnego współdziałania, a nie tylko bycia razem. I wtedy wychodzi, co jest pod spodem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rozalinda50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 7

@Ewunia_J To znaczy, że pary, które nie mają większych trudności przez długi czas, mogą w ogóle nie zobaczyć tej rysy? I żyć sobie latami bez świadomości, że coś jest nie tak?


Odpowiedz
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Rozalinda50 Tak. I to jest właśnie najbardziej nieoczywisty scenariusz. Bo my zazwyczaj myślimy o kryzysie jako o czymś złym, a tu paradoksalnie pary, które mają spokojne życie, mogą nigdy nie dotrzeć do tego momentu weryfikacji. Dopóki wszystko gra, rytuał trzyma. Ale to nie znaczy, że coś jest zbudowane - to znaczy, że coś nie zostało jeszcze sprawdzone.


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@karolka74)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Ulity, bo mnie to ciekawi od dawna - czy według ciebie rytuał wpływa na oboje jednakowo, czy bardziej na tę osobę, która była jego celem? Bo logika sugeruje, że to ta druga osoba jest 'objęta', ale w praktyce inicjator też może wchodzić w pewną dynamikę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulita88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 57

@Karolka74 Zdecydowanie różnie. Osoba będąca celem rytuału ma zmienioną perspektywę na to, co czuje - jej emocje są niejako ukierunkowane. Ale inicjator często zaczyna obsesyjnie monitorować, czy to działa, czy ta druga osoba zachowuje się 'jak trzeba'. I to samo w sobie może tworzyć toksyczną dynamikę niezależnie od tego, czy rytuał w ogóle zadziałał.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@wandzisia)
Połączone: 12 miesięcy temu

To co mówisz o obserwowaniu, czy to działa - to jest coś, o czym nigdy nie myślałam w tym kontekście. Inicjator wchodzi w rodzaj ciągłej kontroli? I to trwa przez cały związek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@radoslawa94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 80

@Wandzisia Nie zawsze przez cały, ale często długo. Myślę, że to dlatego część osób po jakimś czasie decyduje się na 'cofnięcie' rytuału albo szuka sposobu na jego zneutralizowanie - nie dlatego, że żałują celu, ale dlatego, że same wchodzą w coraz mniej zdrową relację ze swoją własną intencją.


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: