Mam taką sytuację i nie wiem za bardzo co o tym myśleć. Robiłam rytuał na przyciągnięcie konkretnej osoby jakieś sześć tygodni temu - i rzeczywiście coś drgnęło, bo ta osoba zaczęła się odzywać, jest jakiś kontakt, ale to jeszcze nie to, o co mi chodziło. Tzn. jest ruch, ale nie ma jeszcze pełnego efektu. I teraz zastanawiam się, czy w ogóle można zrobić coś kolejnego, skoro tamten rytuał jeszcze 'chodzi'. Słyszałam różne rzeczy - że można, że nie można, że to zależy od systemu - i szczerze to się pogubiłam. Czy ktoś miał coś podobnego? Jak wy do tego podchodzicie?
To jest jedno z tych pytań, które nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich, bo naprawdę dużo zależy od tego, co dokładnie robiłaś i w jakim systemie. Ale żeby nie zostawiać cię z niczym - generalnie istnieje kilka różnych podejść. Pierwsze mówi, że robienie kolejnego rytuału w tej samej intencji to jakby wysyłanie sprzecznych sygnałów - jeden jeszcze 'idzie', a ty już puszczasz drugi. Drugie podejście jest takie, że jeśli pierwszy rytuał przyniósł częściowy efekt, to znaczy, że zadziałał, ale nie do końca i można go wzmocnić albo uzupełnić. Trzecie - że to dwa zupełnie osobne działania i jedno nie wyklucza drugiego. Powiedz mi więcej o tym, co robiłaś - jaki był charakter rytuału? Bo to naprawdę zmienia odpowiedź.
A ja zawsze myślałam, że jak rytuał działa, to znaczy, że jest 'zajęty' i nie powinno się go ruszać. Tak mi kiedyś mówiła jedna osoba, że to jak przerywanie gotowania w połowie. Ale po tym, co piszesz, Florko, to chyba nie jest takie proste?
To porównanie z gotowaniem jest trochę mylące, bo rytuał to nie jest zamknięty proces z czasem oczekiwania. Zależy od intencji, od formy, od tego, jak był skonstruowany. Są rytuały, które są jednorazowym impulsem - i po - a są takie, które działają falami albo wymagają wzmocnienia w kolejnych cyklach. Np. przy pracy z księżycem część tradycji zakłada, że każdy nów to osobna okazja do wzmocnienia tej samej intencji i nikt tego nie nazywa 'zakłócaniem'.
To jest ważna różnica - czy rytuał był zamknięty, czy nie. Jeśli nie ma jasnego zamknięcia, to siłą rzeczy coś po nim zostaje w przestrzeni, ale to nie znaczy, że blokuje cokolwiek. Sama kilka razy robiłam drugi rytuał, zanim poprzedni 'się skończy' i nie zauważyłam, żeby się wzajemnie niszczyły. Ale to były różne podejścia do tej samej intencji, nie ta sama forma powtórzona.
Przy pracy z Wenus kluczowy jest cykl planety, nie nasze poczucie, że 'rytuał trwa'. Wenus ma swoje retrogradacje i okresy, kiedy jej energia działa mocniej lub słabiej w konkretnych obszarach. Jeśli robiłaś rytuał, gdy Wenus była w dobrej pozycji, a teraz jest np. w fazie bliskiej retrogradacji albo w znaku nieprzychylnym miłości, to nakładanie kolejnego może nie przynieść tego, czego oczekujesz - albo co gorzej, wymieszać energie.
Szczerze to nie do końca rozumiem tej całej logiki z zakłócaniem. Tzn. skąd w ogóle pochodzi przekonanie, że dwa rytuały mogą się 'zderzać'? To brzmi jak coś, co ktoś kiedyś wymyślił i się rozeszło. Czy jest jakiś konkretny powód, żeby tak myśleć, czy to bardziej takie poczucie?
To jest naprawdę dobre pytanie i rzadko ktoś je zadaje. Koncepcja 'zderzających się rytuałów' pojawia się w niektórych tradycjach hoodoo, gdzie mówi się o 'crossing your own work' - czyli o tym, że nowa praca może kolidować z poprzednią, jeśli obie działają na tej samej osobie i w tym samym czasie. Ale to nie jest zasada uniwersalna - to specyficzne podejście systemowe, które ma sens w kontekście konkretnej tradycji magicznej. Poza nią to już tylko opinia.
Czyli to raczej zależy od systemu, z którym pracujesz, a nie jest jakąś regułą przyrodniczą - dobrze rozumiem?
Tak, dokładnie. I dlatego pytanie 'czy można zrobić nowy' naprawdę nie ma jednej odpowiedzi bez kontekstu. W hoodoo raczej się dokańcza albo zamyka poprzednią pracę przed nową. W podejściu chaosmagicznym w ogóle nie ma takiego pojęcia - każdy rytuał to osobny akt. W tradycji wicca praca z cyklem księżyca jest ciągłym procesem i naturalnie się nakłada.
A co z intuicją w tym wszystkim? Pytam serio - bo mam wrażenie, że czasem ludzie tak bardzo szukają reguły, że przestają słuchać siebie. Jak coś czujesz, że nie jest skończone, to może po prostu jest niezakończone i sam rytuał ci o tym mówi. Auric05, ty jak to czujesz, że on 'jeszcze działa' - to jest jakieś konkretne odczucie, czy raczej widzisz ten ruch zewnętrzny i stąd wnioskujesz?
niedokońćzone zdanie - to dobre określenie. mi się raz zdarzyło podobnie, zrobiłem rytuał i coś zaskoczyło ale tylko na pół. czekałem dość długo i nic więcej nie szło. w końcu zrobiłem drugi, trochę inaczej skonstruowany, i dopiero wtedy wszystko się domknęło. nie wiem czy to był przypadek ale tak mi wyszło
mi też się zdarzyło coś takiego. zrobiłem rytuał i czekałem, czekałem, a tu nic. potem sie okazało że za wcześnie to uciąłem i powinienem był coś dołożyc a nie robić od nowa. trudno to ocenić z zewnątrz czy to 'ten sam' czy nowy
a jak już zrobisz drugi to co z pierwszym - można go jakoś zakończyć 'oficjalnie' czy po prostu odpuszczasz? bo mnie zastanawia czy nie powinno się najpierw domknąć tego co było
Sama sobie czasem robię takie zamknięcia - coś prostego, jak podziękowanie za to co już przyszło i uwolnienie reszty. Nie zawsze, ale jak mam poczucie, że coś wisi w powietrzu, to to pomaga. Nie wiem czy to 'konieczne' z jakiejś mistycznej przyczyny, ale psychologicznie na pewno coś oczyszcza.
No właśnie, tego się trochę obawiam. Że jak coś zamknę, to przerywam to, co jeszcze idzie. Z drugiej strony ten 'ruch' to nie jest to, na czym mi zależy - kontakt jest, ale nie taki, jakiego chcę. Więc nie wiem czy to działa, czy działa połowicznie, czy w ogóle idzie w złą stronę.
A skąd w ogóle można wiedzieć, czy rytuał 'się zamknął'? Serio pytam, bo to brzmi jakby rytuały miały jakiś własny czas trwania, ale nikt nie mówi jak to poznać. Czy to jest po prostu subiektywne odczucie, czy jest jakiś znak?
mi sie wydaje ze po prostu jak sie przestanie myśleć o rytuale cały czas to on sie zamknął 🙂 tzn. jak już puścisz i nie analizujesz co dwa dni czy zadziałało - to właśnie wtedy może zadziałać. ale to łatwiej powiedzieć niż zrobić
Właśnie. To jest mój problem - nie jestem w stanie 'zapomnieć', bo ta osoba jest w moim życiu i widzę ją regularnie. To nie jest intencja abstrakcyjna, tylko bardzo konkretna i obecna.
I to jest jeden z powodów, dla których rytuały na kogoś z bliskiego otoczenia są trudniejsze do oceny - bo nie ma wyraźnej linii między tym, co 'przyniósł rytuał', a tym, co i tak by się wydarzyło przez zwykłą bliskość. Ale to nie zmienia pytania o drugi rytuał.
A właśnie - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie zrobił drugi rytuał i potem się zastanawiał, który zadziałał? Bo jak masz dwa otwarte, to jak w ogóle cokolwiek wnioskujesz?
miałem taka sytuację, ze zrobiłem dwa z rzędu, dosłownie tydzień po tygodniu i potem efekty przyszły ale naprawde nie wiedziałem który. moze oba, moze jeden. nie da sie tego rozdzielić
No ale Auric05 chyba nie robi tego po to, żeby analizować co zadziałało - tylko dlatego, że czuje, że pierwszy nie dał tego co chciała. Więc pytanie 'który zadziałał' jest trochę nie na miejscu, jeśli pierwszy nie przyniósł tego, na czym zależy.
To symbolicznie zamknąć - co masz na myśli konkretnie? Czy masz jakiś pomysł jak to zrobić, czy szukasz sugestii? Bo to może być naprawdę prosta forma, dosłownie jedno działanie.
ja też mam podobne pytanie do Auric05 - bo jestem w analogicznej sytuacji i też nie wiem co z tym zrobić. Zrobiłam rytuał kilka tygodni temu i coś się ruszyło ale urwało. Zastanawiam się czy to oznacza koniec czy tylko pauzę.
pauza to dobre słowo. mi sie kilka razy wydawało że nic sie nie dzieje i rezygnowałem, a potem po jakimś czasie wszystko wróciło samo z siebie. nie zawsze cisza oznacza koniec
No dobra, skoro kilka osób pyta jak to symbolicznie zamknąć - mam pewien pomysł, ale nie wiem czy to nie jest zbyt uproszczone. Myślałam o tym żeby po prostu spalić kartkę z intencją z pierwszego rytuału. Pisałam ją na początku, mam gdzieś schowaną. Czy to ma jakiś sens jako zamknięcie, czy to bardziej gest niż cokolwiek innego?
