Zaczęłam ostatnio czytać o biofeedbacku i jakoś samo mi się to skojarzyło z rytuałami miłosnymi. Bo no, skoro ciało reaguje na stres, emocje, skupienie — to dlaczego nie miałoby też dawać sygnałów podczas rytuału? Nie wiem czy to ma sens, ale mam wrażenie, że jak coś naprawdę 'działa', to czuję to fizycznie. Coś jakby ciepło w klatce, albo dziwna lekkość po zakończeniu. I zastanawiam się czy to jest w ogóle mierzalne, albo czy ktoś to kiedyś próbował świadomie obserwować. Może jestem w tym wątku sama, bo brzmi dość dziwnie 🙂
Nie brzmi dziwnie, to jest jedno z ciekawszych pytań jakie tu widziałem od dawna. Biofeedback to technika, która faktycznie mierzy m.in. opór skóry, tętno, temperaturę ciała, aktywność mięśniową — i wszystkie te parametry zmieniają się przy silnych stanach emocjonalnych. W medytacji to jest dobrze zbadane. Kwestia czy rytuał miłosny angażuje ten sam mechanizm — i tu mam zdanie, że tak, ale nie dlatego, że 'magia działa', tylko dlatego, że rytuał to struktura, która wciąga uwagę i emocje. A to jest coś, co ciało absolutnie odczyta. Pytanie brzmi dla mnie inaczej: czy te sygnały fizyczne mówią nam o skuteczności rytuału, czy raczej o tym, że byliśmy w nim naprawdę obecni?
Poczekajcie, bo trochę mieszacie ze sobą dwie rzeczy. Biofeedback jako metoda to aktywne monitorowanie sygnałów ciała i uczenie się nimi sterować. Tu by chodziło raczej o pasywną obserwację własnych reakcji, bez urządzenia i bez sprzężenia zwrotnego. To nie jest biofeedback w technicznym sensie. Zresztą sam temat jest ciekawy — ale jak chcecie rozmawiać o cieleśnych sygnałach jako wskaźnikach, to może warto ustalić co rozumiecie przez 'działanie' rytuału. Bo to robi ogromną różnicę dla całej dyskusji.
Ja się zastanawiam nad czymś innym. Skoro ciało reaguje, to czy można to odwrócić — czyli celowo wywołać odpowiedni stan ciała przed rytuałem, żeby był skuteczniejszy? Jak na trening wchodzisz rozgrzany, to lepiej idzie. Może to samo z rytuałem? Tylko co by to miało być — oddychanie, muzyka, coś innego?
O, dobre pytanie! Ja mam wrażenie że przy świadomym oddechu przed rytuałem rzeczywiście coś się zmienia. Nie wiem jak to opisać, ale jest jakieś wyciszenie, a potem jak zaczynam właściwy rytuał to skupienie przychodzi samo. Nigdy nie myślałam o tym w kategoriach biofeedbacku, ale teraz jak czytam ten wątek to zaczynam łączyć kropki. Dziękuję że to napisałaś Tunia, naprawdę otwierasz mi oczy 🙂
Dorzucę jeszcze jeden wątek bo myślę że pasuje. Istnieje coś takiego jak interocepcja — zdolność do odczuwania wewnętrznych stanów ciała. Ludzie z wyższą interocepją lepiej rozpoznają swoje emocje, lepiej reagują na stres. I co ciekawe, u osób regularnie medytujących interocepcja jest wyraźnie lepsza — to widać w badaniach fMRI na wyspie mózgu. Jeśli ktoś praktykuje rytuały z uwagą i regularnie, to może po prostu lepiej 'słyszy' sygnały ciała — i dlatego ma wrażenie, że coś czuje. To niekoniecznie oznacza działanie rytuału na zewnątrz, ale oznacza realną zmianę wewnętrzną.
Ale właśnie to jest chyba kluczowe. Bo jak rytuał coś zmienia w nas, to zmienia też to jak reagujemy na świat. Czyli jednak 'działa', tylko nie tak jak sobie wyobrażamy — nie że coś spada z nieba, tylko że my sami zaczynamy inaczej wysyłać sygnały. Inne ciało, inna mowa, inne decyzje. I to otoczenie odbiera. Mam koleżankę która zrobiła rytuał i potem twierdziła, że ta osoba do niej wróciła przez rytuał — a ja patrząc z boku widziałam, że po rytuale zaczęła się zachowywać zupełnie inaczej wobec tej osoby. Spokojniej, bez desperacji.
No ale tu chodzi o efekt końcowy nie? Mnie szczerze trochę mdli od tych psychologicznych interpretacji. Jeśli rytuał działa tylko dlatego że zmienia moje myśli, to po co w ogóle robić rytuał, skoro mogę pójść do terapeuty. Rozumiem że ciało reaguje, ok, ale po co ta cała symbolika, świeczki, planety — jeśli to tylko autosugestia?
Czytam ten wątek i mam pytanie może naiwne, ale: czy te sygnały fizyczne podczas rytuału mogą być fałszywe? Znaczy — czuję drżenie i ciepło, ale rytuał nic nie zmienia w rzeczywistości. Czy są jakieś sygnały, które bardziej wiarygodnie wskazują że coś się 'dzieje', a nie że po prostu jestem naburmuszony emocjami?
Trochę się gubię w tym wątku ale jedno mnie uderzyło — że możemy obserwować ciało podczas rytuału i to coś znaczy. Jak konkretnie to robić? Czy to jest po prostu uważność na oddech i puls, czy jest jakaś technika?
O, to brzmi do ogarnięcia. Ale jak dużo czasu dać na ten skan przed? Bo jak za długo siedzę i czekam na jakieś odczucia to zaczynam wymyślać, jakby mózg chciał coś poczuć na siłę.
Dobra ale wracam do tego co mnie dalej uwiera. Gadamy o tym jak ciało reaguje, jakie stany mózgu, skan przed rytuałem — ale czy ktokolwiek tutaj sprawdzał potem czy rytuał faktycznie przyniósł efekt i czy te fizyczne sygnały w ogóle się z tym pokryły? Bo to brzmi trochę jak mierzenie temperatury wody bez sprawdzenia czy herbata jest gorąca.
Ale mnie to właśnie od początku zastanawia — bo jak ja robiłam rytuał to po kilku dniach byłam przekonana że czuję jakąś zmianę w całej sytuacji, jakby coś się ruszyło. I wtedy myślę: czy to rytuał zadziałał, czy to ja zaczełam inaczej patrzeć, bo się na to nastawiłam? I nie wiem jak to rozróżnić.
To rozróżnienie może nie być możliwe i wcale nie musi być konieczne. Stara praktyka znachorska — nie ta ezoteryczna nowoodkryta, ale etnograficzna — zakładała że uzdrowienie następuje przez zmianę narracji. Zmienisz to jak coś opisujesz, zmienisz to jak na to reagujesz. Ciało idzie za tym. Nie jest to psychologizowanie, to był po prostu opis mechanizmu.
Ja jednak uważam że redukowanie rytuału do narracji to trochę uproszczenie. Są elementy których sama zmiana myślenia nie tłumaczy — jak to że dwie osoby niezależnie doświadczają podobnych fizycznych odczuć podczas tego samego typu rytuału, bez wcześniejszej rozmowy o tym. To nie jest tylko historia którą sobie opowiadamy.
Właśnie o to chodzi, że nie trzeba wybierać jednej interpretacji. Przy ostatnim rytuał który robiłam czułam takie wyraźne ciepło w dłoniach, niemal jak pieczenie. I mogę to tłumaczyć napływem krwi przez skupienie, ok. Ale dla mnie to też był sygnał że coś się dzieje. Obie te rzeczy mogą być prawdziwe naraz.
Trochę mi to przypomina pytanie o to co było pierwsze. Czy skupienie wywołuje ciepło i wtedy czujesz że coś się dzieje, czy czujesz że coś się dzieje i dlatego się skupiasz. Bo jak siadam do rytuału z przekonaniem że nic nie wychodzi, to nawet jak mam ciepło to ignoruję. A jak siadam z otwartością to to samo ciepło wydaje się ważne. Więc co tu jest sygnałem a co interpretacją?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Dadzboga albo Reny — czy jest jakaś różnica między tym co ciało sygnalizuje przy rytuałach miłosnych a przy innych? Bo intuicyjnie wydaje mi się że tu może być więcej napięcia emocjonalnego i to może zaburzać sygnały.
No ale to nie oznacza że mamy machnąć ręką i powiedzieć 'wszystko jest subiektywne, nie da się nic sprawdzić'. Musi być jakiś sposób żeby przynajmniej częściowo to zweryfikować.
I tu muszę powiedzieć szczerze — nie ma prostej odpowiedzi. Sygnały ciała podczas rytuału mogą powiedzieć ci kilka rzeczy: jak głęboki był twój stan skupienia, jak bardzo angażowałaś się emocjonalnie, jak reagował twój układ nerwowy na bodźce. To są informacje o procesie. Natomiast czy ten proces przełożył się na coś zewnętrznego — tego ciało ci nie powie. I żaden biofeedback ci tego nie powie. To nie jest ograniczenie metody, to jest ograniczenie samego pytania.
Właśnie dlatego w niektórych tradycjach intensywność doświadczenia fizycznego traktuje się jako wskaźnik jakości rytuału. Niekoniecznie gwarancję efektu, ale wskaźnik. Jak czujesz że coś przepłynęło, że ciało zareagowało wyraźnie, to jest sygnał że byłaś 'tam' naprawdę, a nie że odpłynęłaś myślami gdzieś indziej.
Nie wiedziałam że to ma aż takie fizjologiczne podłoże. Tzn. słyszałam o tych układach przy okazji medytacji, ale nie łączyłam tego z rytuałami. Więc jak dobrze rozumiem — stan ciała może nam coś mówić o tym czy jesteśmy 'we właściwym trybie' do rytuału, tak?
A mi przyszło do głowy inne pytanie — czy ktoś z was prowadzi jakieś notatki po rytuałach? Bo to by chyba jedyna sensowna metoda do zebrania własnych danych. Nie obiektywna, ale przynajmniej twoja. Żeby nie porównywać jednego wspomnienia z innym tylko mieć jakiś zapis.
Właśnie dlatego pytałam o notatki, bo sama zaczęłam to robić po jednym rytuale i po jakimś czasie zauważyłam pewien wzorzec. Jak zapisywałam co czułam fizycznie i co potem się wydarzyło, to okazało się że te rytuały gdzie miałam to ciepło w rękach i spokój w klatce — po których cokolwiek się działo — miały też jedno wspólne: byłam zupełnie niespieszona. Tam gdzie się śpieszyłam albo byłam rozkojarzona, zero. Ale nie wiem czy to przypadek czy coś.
To rozróżnienie które Fabianek robi jest ważne bo odpowiedź jest prawdopodobnie inna zależnie od tego jak patrzysz na mechanizm. Jeśli traktujesz rytuał jako pracę z własną psychiką i energią, pośpiech przeszkadza bo nie wchodzisz w odpowiedni stan. Jeśli traktujesz go jako coś działającego 'na zewnątrz', to masz problem bo nie ma dobrego modelu wyjaśniającego dlaczego twój pośpiech miałby cokolwiek zmieniać w innej osobie. Chyba że przyjmiesz model gdzie twój stan jest przekaźnikiem.
W bioenergoterapii to jest akurat mocno dyskutowane. Część szkół mówi że stan własny terapeuty jest kluczowy, inne twierdzą że to kwestia intencji niezależnej od stanu fizjologicznego. Ale tu mamy ten sam problem co w rytuałach — brak możliwości kontroli. Nie ma jak sprawdzić który element zadziałał.
Właśnie. I tu dochodzimy do punktu który mnie trochę irytuje w tej dyskusji — szukamy metody weryfikacji dla czegoś co z definicji opiera się na nieweryfikowalnych założeniach. To nie jest zarzut wobec praktyki, ale wobec pytania. Może lepszym pytaniem byłoby: co mi te sygnały ciała mówią o mnie, nie o skuteczności?
