Mam takie pytanie, bo szukam i nie mogę znaleźć nic konkretnego. Chodzi o osobę, która miała udar i teraz ma porażenie połowicze - z tego co rozumiem, to jest uszkodzenie jednej półkuli mózgu, jedna strona ciała nie działa normalnie. Czy w ogóle można robić na nią rytuał przyciągania? Zastanawiam się, czy stan neurologiczny wpływa jakoś na to, jak energia dociera do człowieka. Bo słyszałem różne opinie i jestem szczerze ciekaw co wy na to.
To jest ciekawe pytanie, bo rzadko ktoś o to pyta wprost. Uszkodzenie mózgu to nie to samo co blokada energetyczna, ale pewne rzeczy warto przemyśleć. Mnie bardziej zastanawia co dokładnie chcesz osiągnąć tym rytuałem - czy chodzi o przyciągnięcie uczuć tej osoby, czy o coś innego? Bo to może zmienić podejście.
O, też mam podobne pytanie od dłuższego czasu! Moja koleżanka miała wypadek i ma problemy neurologiczne i zastanawiałam się dokładnie nad tym samym. Czy ktoś w ogóle miał do czynienia z taką sytuacją?
Ja myślę, że tu jest kilka warstw do rozważenia. Po pierwsze - czysto energetycznie - czy porażenie połowicze w jakiś sposób zmienia pole energetyczne człowieka? Po drugie - i to jest dla mnie ważniejsze - czy osoba z takim uszkodzeniem mózgu ma pełną zdolność do wyrażenia zgody, świadomego odczuwania i przeżywania relacji? Bo rytuał miłosny działa na poziomie emocji i świadomości, nie tylko ciała.
Właśnie to jest kluczowe pytanie - czy pracujemy na poziomie ciała, mózgu, czy duszy. W bioenergoterapii uczyłam się, że ciało ma swoją mapę energetyczną niezależną od układu nerwowego, ale jednocześnie układ nerwowy jest jak antena - jeśli jest uszkodzona, sygnał może docierać inaczej. Nie wiem czy ktoś ma doświadczenie z pracą energetyczną przy takich schorzeniach?
a moze chodzi o to że jak mozg jest uszkodzony to ta osoba po prostu mniej sie broni energetycznie? bo widziałem gdzieś ze osoby po udarach bywają bardziej podatne na sugestie. nie wiem czy to jest etyczne w takim razie
Hm, ale czekajcie - bo chyba nie zawsze porażenie połowicze oznacza zaburzenia poznawcze? Moja sąsiadka miała udar, ma niedowład ręki i nogi, ale jest absolutnie przytomna, świadoma i normalnie rozmawia. Więc może to zależy od przypadku?
Ja podejdę od innej strony. W numerologii i runach mamy koncepcję, że każdy człowiek ma swój własny 'wzorzec' - coś jak sygnatura energetyczna. Uszkodzenie mózgu zmienia funkcjonowanie człowieka, ale czy zmienia tę sygnaturę? Tego nie jestem pewna. Natomiast co do samego rytuału - zawsze pracuję na wibracji imienia i daty urodzenia, a te się nie zmieniają po udarze. Więc teoretycznie można trafić w tę osobę.
Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Pracuję trochę z czakrami i raz miałam do czynienia z osobą po ciężkim urazie głowy - robiłam sesję z jej zgodą i za wiedzą rodziny. To co zaobserwowałam to że pole energetyczne było jakby 'nierówne', jedna strona wyraźnie słabsza. Nie twierdzę że to dowód na cokolwiek, ale takie wrażenie miałam podczas pracy.
Właśnie - i tu wracam do swojego wcześniejszego pytania. Rytuał miłosny zakłada jakąś formę wolnej woli po obu stronach, nawet jeśli działamy jednostronnie. Osoba ma poczuć, zapragnąć, podjąć decyzję. Jeśli jej zdolności decyzyjne są zaburzone - nawet trochę - to czy to co osiągniemy jest prawdziwe? Czy tylko symulacją uczucia wywołaną przez zmiany neurologiczne?
ale przecież rytuały miłosne w ogóle działają na wolę drugiej osoby, więc co za różnica czy jest chora czy nie? i tak 'wpływamy' na kogoś bez jego zgody
Rozumiem ten argument etyczny, ale mam wrażenie że trochę uciekamy od pytania technicznego. Zakładając że osoba jest w pełni świadoma, tylko ma paraliż jednej strony ciała - czy sama fizyczność tego stanu coś zmienia w rytualne? Bo mnie to bardziej interesuje.
no to dobra, zostańmy przy tym. Jeśli osoba jest świadoma, myśląca, tylko ma niedowład - to w zasadzie nie widzę powodu, żeby rytuał miał nie działać. Ciało to tylko jeden poziom. Czy ktoś ma odmienne zdanie?
A ja mam inne pytanie - czy ktoś zastanawiał się, po której stronie jest porażenie? Bo w numerologii i w systemach opartych na polarności prawa strona to inny aspekt niż lewa. Prawa kojarzy się z dawaniem, aktywnością, lewa z przyjmowaniem. Jeśli ktoś ma niedowład po prawej, to w kontekście rytuału miłosnego może to coś znaczyć.
Szczerze? Trochę ostrożnie podchodziłbym do mieszania neurologii z teorią polarności energetycznej. Lewa i prawa strona w sensie energetycznym to coś innego niż lewa i prawa półkula mózgu, i znowu coś innego niż strona ciała dotknięta porażeniem. Żeby nie mieszać poziomów.
Dobra, żeby nie odpływać za daleko - wróćmy do mojego pytania. Zakładam że ta osoba jest świadoma, rozumie co się wokół niej dzieje, po prostu ma niedowład fizyczny. Czy ktoś w ogóle robił rytuał na kogoś z takim stanem i zauważył coś specyficznego?
Ja wspominałam wcześniej o tej osobie po urazie głowy - ale to nie był rytuał miłosny, więc nie wiem na ile to porównywalne. Natomiast jak pytasz o obserwacje, to powiem że u tej osoby najtrudniej było 'dotrzeć' do strefy głowy i karku. Reszta ciała odbierała pracę normalnie, a góra była jakby odcięta.
No właśnie i chyba tu jest sedno. Rytuał miłosny to nie jest masaż energetyczny, który wymaga sprawnego ciała odbiorcy. Pytanie brzmi raczej - czy uszkodzenie mózgu wpływa na to, jak osoba w ogóle 'przetwarza' intencję skierowaną do niej. Albo czy w ogóle ma to jakiekolwiek znaczenie z punktu widzenia duchowego wymiaru człowieka.
a skąd w ogóle wiadomo że rytuały dzialaą na poziomie mózgu? może omijają mózg całkowicie i trafiają gdzieś indziej
O, to jest pytanie które mnie uderzyło. Czyli może chodzi o to, czy to nadal ta sama 'sygnatura' energetyczna po poważnym uszkodzeniu mózgu? Bo jeśli ta osoba zmieniła się znacząco to może to jest jak inny człowiek?
No ale jak to sprawdzić? Że sygnatura jest ta sama? Bo niby logicznie brzmi, ale jak ty to czujesz w praktyce kiedy robisz rytuał?
Ona wie. Nie ma żadnego problemu ze świadomością ani z rozumieniem. Mówię tylko o niedowładzie fizycznym. Więc nie ma tu kwestii zgody czy braku świadomości.
czy ktoś w ogóle próbował zapytać jakiegoś maga albo kogoś z tradycji voodoo jak oni do tego podchodzą? bo w voodoo chyba jest dużo pracy z ciałem i nie wiem czy nie mają na to jakiś zasad
Ja też nie wiedziałam do niedawna - to są dwie różne rzeczy! Hoodoo to taka ludowa magia z południa USA, a voodoo to religia. Dziękuję Elzbietka że to rozróżniłaś, naprawdę pomocne.
No dobra ale wróćmy do Erazma, bo trochę odpłynęliśmy. Hoodoo, voodoo - to interesujące tło, ale jego pytanie jest konkretne. Elzbietka, skoro mówisz że w rytuałach miłosnych ciało docelowej osoby nie jest bezpośrednio zaangażowane - to na czym właściwie opiera się mechanizm? Bo rozumiem że na intencji i sygnaturze osoby, ale jak to konkretnie wygląda?
o, to mi sie podoba to porównanie z kopertą 🙂 ale jak ty to rozumisz - jesli adres jest np troche uszkodzony, to czy list dojdzie? bo porażenie to trochę jak zniszczona koperta?
ale co jesli ryutał wymaga od tej osoby jakichs dzialań? jak ona ma np zapalić świeczkę albo coś zrobić w domu, a nie może przez ten niedowład?
