Spalenie intencji to dość klasyczna forma zamknięcia i wcale nie jest uproszczona - chodzi o to, żeby ciało i umysł dostały wyraźny sygnał, że coś się kończy. Pytanie tylko, czy chcesz to robić z zamiarem całkowitego zakończenia, czy z zamiarem 'oddaję to i zostawiam przestrzeń na nowe'. To dwie różne intencje przy tym samym działaniu.
A czy jak się spali intencję, to rytuał automatycznie przestaje działać? Serio pytam bo nie wiem jak to rozumieć - czy to jest umowne, czy ma jakieś fizyczne przełożenie na to, co się wcześniej uruchomiło.
mnie sie wydaje ze w takiej sytuacji wcale nie chodzi o odpuszczenie tej osoby tylko o odpuszczenie wyniku. tzn dalej możesz chciec żeby coś się wydarzyło, ale przestajesz się kurczowo trzymać konkretnego scenariusza. nie wiem czy to pomaga ale ja tak to rozumiem
Ale jak niby oderwać się od wyniku przy czymś, na czym tak bardzo ci zależy? To brzmi jak coś, co jest łatwe w teorii. Auric05 - czy ty w ogóle czujesz, że potrafisz to zrobić teraz, czy to jeszcze za wcześnie?
Szczerze? Nie. Jeszcze za wcześnie. Dlatego właśnie zastanawiam się czy w ogóle robić cokolwiek teraz. Bo czuję się jakbym stała w środku czegoś niedokończonego i nie wiem czy ruszać naprzód, czy dać temu więcej czasu. Pierwszego rytuału nie czuję jako zakończonego, a drugiego robić w tym stanie chyba nie ma sensu.
To jest akurat bardzo uczciwa samoocena. I moim zdaniem ważniejsza niż decyzja o konkretnym rytuale - jeśli sama czujesz, że nie jesteś gotowa, to nowy rytuał zrobiony na siłę prawdopodobnie nic nie zmieni. To nie jest kwestia techniki, tylko gotowości.
Ale skąd właściwie wiadomo kiedy jest ta 'gotowość'? To brzmi jak coś bardzo subiektywnego. Czy jest jakiś znak, że można zacząć od nowa, czy to zawsze intuicja?
zgadzam sie z Runiką. jak robiłem w takim stanie to zawsze był misz-masz emocjonalny i potem efekty tez były chaotyczne. a jak miałem moment spokoju, nawet krotki, to intencja była czysta i to bylo czuć. trudno to wytłumaczyc ale jest róznica
Dokładnie, nie chodzi o brak emocji. Chodzi raczej o to, żeby emocja nie była sterownikiem działania - możesz coś czuć intensywnie, ale działać z miejsca decyzji, nie z miejsca paniki. To jest różnica między 'chcę, żeby to się stało i robię rytuał' a 'muszę to naprawić teraz albo coś się wydarzy'. Drugie jest już działaniem z lęku.
No i właśnie - moje pytanie do Auric05 i do wszystkich generalnie: czy jak już wiesz, że działasz z lęku, to lepiej w ogóle nie robić rytuału, czy można jakoś pracować nad tym żeby zmienić tę energię przed rytuałem?
Można, i niektórzy właśnie tak robią - najpierw jakaś forma pracy z emocjami, oczyszczenie, ewentualnie medytacja nad intencją przez kilka dni przed samym rytuałem. To nie jest żadna magia, po prostu dajesz sobie czas na to żeby wejść w lepszy stan. Tylko że nie każdy ma cierpliwość do takiego procesu, szczególnie jak emocje są świeże.
To jest chyba ten moment kiedy powinam poczekać, a nie natychmiast szukać kolejnej metody. Myślę że mam odpowiedź na swoje pytanie - na razie żadnego nowego rytuału, najpierw zobaczyć co się wydarzy ze starym. Ale ten wątek i tak pomógł mi poukładać sobie dużo rzeczy w głowie, serio.
a jak już zdecydujesz że czas na nowy - to czy jest jakaś zasada co do pory roku albo fazy księżyca że np. nie łącz różnych pór? pytam bo gdzieś czytałam że kalendarz też ma znaczenie przy miłosnych i nie wiem ile w tym jest prawdy
Zostanę, Wahadlarka65, jak najbardziej. Chyba ten wątek jakoś działa na mnie inaczej niż myślałam - zaczęłam od pytania technicznego, a skończyłam na czymś zupełnie innym. I to dobrze. Dziękuję wszystkim za to, co tutaj napisaliście.
To ciekawe, że tak to opisujesz - że zaczęłaś od techniki, a skończyłaś gdzie indziej. Myślę, że to dość typowe dla takich rozmów. Ktoś pyta o zasadę, a naprawdę chodzi o coś zupełnie innego, co jest pod spodem.
Ale czy naprawdę tak jest zawsze? Że za każdym pytaniem o technikę kryje się coś emocjonalnego? Może ktoś po prostu chce wiedzieć jak to działa i tyle - bez głębszego podtekstu.
no i to jest chyba sedno - ze pytanie o technikę jest często pytaniem o to czy jest nadzieja. takie zamaskowane. przynajmniej ja tak miałem, jak zadawałem podobne pytania.
To nie jest ani dobre ani złe, to jest po prostu ludzkie. Pytanie tylko czy forum ezoteryczne jest dobrym miejscem na szukanie takiej odpowiedzi. Chodzi mi o to, że rytuał nie odpowie na pytanie 'czy jest nadzieja' - to już jest praca zupełnie innego rodzaju.
Tak, i to chyba było najsilniejsze. Sama intencja i skupienie się na niej przez te kilka dni - to zmieniło coś w tym jak myślę o tej sytuacji. Nie wiem czy 'zadziałało' na zewnątrz, ale wewnętrznie było przesunięcie. I to może jest właśnie powód, dla którego nie chcę tego zaburzyć nowym rytuałem - bo tamto jeszcze trwa.
A czy to nie jest właśnie argument za tym, żeby jednak poczekać? Skoro sama czujesz że tamto trwa - to dodawanie czegoś nowego brzmi trochę jak próba przyspieszenia czegoś, co ma swoje tempo.
Powiem inaczej - energia intencji nie jest zegarkiem, który tyka. Jeśli coś uruchomiłaś i masz poczucie że to działa, to to poczucie jest właśnie informacją. Gorzej kiedy ktoś nie ma żadnego poczucia i udaje że ma - wtedy można się zgubić.
To jest stare pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Część tradycji właśnie tak to opisuje - że operator jest częścią układu, a nie tylko wysyłającym sygnał. Ale to nie zmniejsza znaczenia rytuału, tylko zmienia gdzie szukasz sprawczości.
To teraz mam pytanie - jeśli operator jest ciągle zmienną, to jak się ma do tego pomysł żeby 'odpuścić i puścić rytuał wolno'? Bo z jednej strony mówi się żeby nie obsesyjnie śledzić, a z drugiej mówicie że twój stan ciągle wpływa. Jak to pogodzić?
To jest bardzo konkretne pytanie i myślę że odpowiedź zależy od tego, kiedy to rozpoznajesz. Bo jedno to rozpoznać lęk zanim zaczniesz - i wtedy faktycznie warto się zatrzymać. Drugie to zauważyć go w środku rytuału, co jest bardziej skomplikowane. Czy u ciebie to pojawia się już na etapie przygotowania czy dopiero w trakcie?
To co opisujesz - że w połowie czujesz że to już nie jest intencja - to jest według mnie ważna informacja. Nie błąd, tylko informacja. Pytanie co z nią robisz. Bo jeśli kończysz rytuał przez inercję, bo 'skoro już zaczęłam', to ta energia jest zupełnie inna niż gdybyś weszła z czystą intencją od początku.
Ale skąd wiadomo co jest lękiem a co jest po prostu intensywną emocją? Bo jak robię coś co mi na czymś zależy, to zawsze jest jakaś doza napięcia. Czy każde napięcie w rytuale to już zły znak?
u mnie to sie zawsze rozróżnia tym że jak jest lęk to mam potrzebe żeby zaraz sprawdzić czy działa - sms, telefon, spojrzenie na profil. a jak jest prawdziwa intencja to mi sie nie spieszy. nie wiem czy to moje i miałem tak zawsze czy to jest jakiś ważniejszy mechanizm
