Przepraszam ze wchodzę z boku ale mam takie pytane - czy w ogóle możliwe jest ze rytuał 'działa' przez tak dlugi czas bez żadnych widocznych zmian? Bo jak to rozumieć, ze coś cały czas 'pracuje' ale nie widac efektów?
Auric05 - a czy ustawiałaś jakieś ramy czasowe przy tym rytuale? Czy to był rytuał otwarty, bez określonego czasu działania?
Szczerze? Nie ustawiałam żadnych ram. Zrobiłam i zostawiłam. Chyba właśnie to jest problem, który tutaj wszyscy po kolei mi uświadamiacie.
No to już wiadomo skond to poczucie zawieszenia. Jak nie ma kotwicy czasowej to intencja nie wie kiedy sie skończyć, wisi. Ja też kiedyś tak robiłem i miałem dokładnie to samo - niby nic, a niby coś jest. Trzeba to zamknąć i przy nowym od razu ustawić kiedy ma sie skończyć albo jaki znak będzie oznaczał koniec.
Dyzio, dokładnie to samo mnie spotkało rok temu. Brak kotwicy to jak zostawienie otwartego okna zimą - niby nic, ale coś cały czas ciągnie. Auric05, to że sama do tego doszłaś przez tę rozmowę, to jest już połowa roboty. Teraz pytanie co dalej - chcesz zamknąć ten rytuał w sensie formalnym, czy czujesz że wystarczy podjąć decyzję wewnętrznie?
Szczerze to nie wiem. Myślałam że podjęcie decyzji wystarczy, ale ta rozmowa mnie trochę rozchwiała w tym przekonaniu. Florka wcześniej mówiła o rytuale zamknięcia - czy to musi być coś skomplikowanego, czy wystarczy coś prostego?
Nie musi być nic skomplikowanego. Zamknięcie może być naprawdę minimalistyczne - wystarczy świadome działanie z intencją zakończenia. Cosmia zrobiła coś prostego i zadziałało. Ja kiedyś zamykałam przez spalenie kawałka papieru z imieniem, kiedyś przez zakopanie, kiedyś przez zwykłe powiedzenie na głos że to się kończy. Forma jest drugorzędna, chodzi o to żeby psychicznie przekroczyć jakiś próg.
Przepraszam że znowu z boku - ale jak już sie zamknie stary rytuał, to nowy można zaczać od razu? Czy trzeba odczeakć jakiś czas?
To jest dobre pytanie i trochę mnie niepokoi, bo faktycznie - nie mam żadnego punktu odniesienia. Jak miałabym to ocenić? Może właśnie dlatego to tak trudne, że nie ma żadnego wyraźnego sygnału.
U mnie było tak, że po zamknięciu poczułam coś w rodzaju ulgi. Nie dramatycznej, po prostu lżej. Ale to indywidualne i nie każdy tak odbiera. Auric05, a czy ty w ogóle pamiętasz jak się czułaś tuż po tym rytuale, zaraz po wykonaniu? Czy było jakieś poczucie 'zrobione' czy od razu ta zawieszoność?
Hmm. Chyba od początku coś mnie gryzło, ale wtedy myślałam że to zwykła niepewność. Teraz jak patrzę wstecz to może to była właśnie ta brakująca kotwica - jakby rytuał nie miał gdzie 'wylądować'.
Dokladnie tak to opisujesz, brak wyladowania. Ja mam takie skojarzenie z samolotem który krąży nad lotniskiem bo nie dostał zgody na lądowanie - paliwo się kończy a on wisi w powietrzu. Intencja bez ramy czasowej jest taka sama, nie wie kiedy skończyc misję.
A czy można dodać kotwicę po fakcie? Czyli jakby uzupełnić stary rytuał o ramy czasowe, zamiast go całkowicie zamykać? Pytam bo mam podobną sytuację do Auric05 i zastanawiałam się nad tym.
Wracając do Auric05 - masz już jakiś pomysł co zrobisz? Bo rozmowa trochę poszła w różne strony i chciałam sprawdzić czy coś z tego jest dla ciebie użyteczne, czy bardziej namieszaliśmy.
Zdecydowanie coś z tego wyciągam. Myślę że zrobię to zamknięcie, coś prostego jak mówiła Cosmia i Florka. I przy nowym od razu ustawię ramy. Tylko teraz mam pytanie - czy jest jakiś moment który lepiej nadaje się do takiego zamknięcia? Księżyc, dzień tygodnia, cokolwiek?
Księżyc zanikający to klasyczny moment na zamknięcia i kończenie spraw - wiele tradycji to stosuje i ma to sens energetycznie. Ale szczerze? Jak masz gotowość wewnętrzną teraz, to nie czekaj tygodniami na idealny moment, bo ta gotowość może minąć. Dobry moment to często ten kiedy jesteś zdecydowana.
No i szczerze, co najgorszego może się stać przy zamknięciu rytuału? Że nie zadziała? Wtedy po prostu masz sytuację jak przed zamknięciem. Nie ma żadnego 'błędnego' zamknięcia które coś pogorszy. To nie jest operacja chirurgiczna.
Ja mam takie wrażenie ze w ogule przy rytuałach miłosnych jest więcej obaw niż przy innych. Jakby ludziom sie wydawało że tu łatwiej coś zepsuć. Auric05, masz to samo poczucie że to trudniejsze do zamknięcia właśnie dlatego że chodzi o uczucia?
Trochę tak, choć nie umiem powiedzieć czy to racjonalne. Chyba właśnie przez to że jest osobista stawka - jak rytuał zdrowotny coś nie zadziała, to nie boli tak samo jak jak emocje są zamieszane. Może dlatego bardziej się boję pomyłki.
To co opisujesz to właściwie klasyczna sytuacja - emocjonalne zaangażowanie sprawia że wszystko wydaje się bardziej ryzykowne niż jest. Widziałam to przy odczytach tarotowych, ludzie się bardziej spinają na pytaniach o miłość niż o pracę, chociaż mechanizm jest podobny.
Ale zaraz - to znaczy że jak Auric05 jest teraz przestraszona tym zamknięciem, to może lepiej żeby poczekała aż się trochę uspokoi? Czy to jest ten moment o którym mówi Znachorka, że gotowość może minąć?
Chyba nie ma jednej odpowiedzi. Jak ktoś sie boi bo w ogule nie chce zamykać, to jedno. A jak sie boi bo zależy mu żeby zrobić dobrze, to coś zupełnie innego. Te dwa leki wyglądają tak samo ale maja inne źrodło.
Mój strach jest bardziej z tej drugiej kategorii chyba. Chcę zamknąć, po prostu nie chcę czegoś pominąć. Dobra, postanowione - nie czekam na pełnię bo to jeszcze dość daleko. Znajdę swój moment w ciągu kilku dni.
A jak juz zamkniesz to dasz znac jak poszlo? Naprawdę ciekawe jak to wyjdzie bo ta cała rozmowa dala mi dużo do myslenia o moim własnym rytuale który też wisi od jakiegoś czasu.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie może głupie - czy zamknięcie rytuału to w ogóle jest jakaś uznanaza praktykami tradycja, czy każdy to robi po swojemu? Gdzieś się uczyłam że rytuał po prostu wygasa sam, że nic nie trzeba robić.
I właśnie ta różnica jest ważna przy pytaniu Auric05 - bo jak jej rytuał nie miał naturalnego punktu końcowego, to zamknięcie faktycznie ma sens. Ale jak ktoś np. robił rytuał ze świecą do końca, to ta świeca była tym zamknięciem i nie ma czego domykać.
A jak juz mowa o nowym rytuale - Auric05, to ten nowy miałby być o tej samej osobie, bo tak rozumiem z początku wątku? Bo jeśli tak, to to jest chyba jeszcze jeden argument żeby najpierw porządnie zamknąć, nie tylko energetycznie ale też żeby samej mieć jasność co chcesz inaczej zrobić tym razem.
