Mam inne pytanie do całej rozmowy — czy ktoś tu kiedyś świadomie odpuścił rytuał dlatego że uznał, że to nie jest właściwy moment dla tej drugiej osoby? I jak potem wyglądała ta relacja? Bo bardzo dużo tu teorii, ale mało konkretów z życia.
Ja raz odpuściłem i nic sie nie zmieniło. Tzn. relacja była taka sama, ale ja miałem spokojniejszą głowę. Nie wiem czy to rytuał czy jego brak coś zmienił, ale ten spokój był realny.
A masz jakiś kontakt z nim teraz? Pytam bo zastanawiam się czy ta obserwacja którą opisałaś wcześniej — to szukanie sygnałów — jest czymś co robiłaś też przed rytuałem, czy to pojawiło się po?
Szczerze? Chyba trochę i przed, i po. Ale po to jakby się nasiliło. Trudno mi to oddzielić od tego że ogólnie bardzo mi na nim zależy.
I to jest właśnie problem z oceną — kiedy jesteś emocjonalnie zaangażowana, wszystko co robisz jest naładowane tą energią. Rytuał, brak rytuału, obserwacja, nieobserwowanie. Nie da się tego łatwo rozplątać.
Dokładnie to chciałam powiedzieć. Sama siebie pytałam kiedyś — czy on coś czuje dlatego że ktoś coś robił, czy dlatego że ja byłam w takim stanie napięcia, że to się jakoś udzielało w kontaktach. Nie wiem do dziś.
No i to jest moim zdaniem bardziej realne niż jakiekolwiek wibracje imienia. To psychologia, nie magia. Chociaż magia chyba na psychologię też wpływa, więc może to jedno.
W numerologii zresztą imię to nie jest abstrakcja — to jest wzorzec który nosi w sobie człowiek od urodzenia. Aktywowanie go w rytuale może wzmocnić to napięcie które jest w tej osobie, niekoniecznie przyciągając ją do ciebie.
To jest przynajmniej uczciwa odpowiedź. Wolę 'nie wiem co dokładnie' niż pewność bez podstaw. A wracając do Kaplanki — co ty teraz chcesz zrobić? Czy cokolwiek z tym rytuałem, czy z samą relacją?
Nie wiem. Chyba właśnie dlatego tu siedzę i czytam. Mam wrażenie że zrobiłam coś czego skutków nie rozumiem i nie wiem czy cofnąć, dokończyć czy zostawić jak jest.
Jeśli masz takie poczucie zawieszenia, to z mojego doświadczenia lepiej jest zamknąć rytuał świadomie niż go zostawiać otwartym. Nie musisz go cofać ani kontynuować — możesz go po prostu zakończyć intencją. Powiedzieć sobie że oddajesz to z powrotem. To nie jest wyrok na relację, to jest porządkowanie własnej przestrzeni.
Ja też chcę wiedzieć. Bo jak zaczęłam coś i nie skończyłam, to zawsze zastanawiałam się czy to leży tak gdzieś i działa samo, czy po prostu wygasło.
A to zamknięcie — czy ono wpływa też na tę drugą osobę? Znaczy, jeśli coś do niej poszło, to to zamknięcie to odwoła?
To zamknięcie nie działa jak cofnięcie. Jeśli coś poszło, to poszło. Ale zamknięcie sprawia że przestajesz to utrzymywać swoją energią. Wyobraź sobie że trzymałaś cały czas zapalną zapałkę — zamknięcie to jej zgaszenie. Co było, było, ale nie dokładasz dalej do ognia.
Ale zaraz, zaraz. Czyli każdy kto myśli o kimś bez przerwy robi mu rytuał? To chyba trochę za daleko idące.
Mam wrażenie że ta rozmowa trochę się oddala od pierwotnego pytania Kaplanki. Bo ona nie pytała tylko o zamknięcie, ale o to czy rytuał robiony na kogoś zagubionego emocjonalnie w ogóle był dobrym pomysłem. I to wciąż wisi w powietrzu.
A co dokładnie rozumiesz przez 'taki stan'? Bo myślę że różnie to może wyglądać. Ktoś może być chwilowo rozbity po rozstaniu, a ktoś inny może mieć poważniejsze problemy. To ma znaczenie dla tego o czym rozmawiamy.
Z perspektywy pracy energetycznej osoba w kryzysie ma mocno zaburzone pole. I teraz pytanie — czy rytuał miłosny trafia wtedy do tej osoby w ogóle? Bo jeśli jej pole jest chaotyczne, to sygnał może się po prostu zagubić albo co gorsza zostać zinterpretowany jako coś innego niż zamierzałaś.
Albo po prostu potrzebował przestrzeni niezależnie od czegolwiek. Korelacja to nie przyczyna. Tyle razy słyszymy o rytuałach i zaraz widzimy jakiś efekt i myślimy że to związek. Może tak jest, może nie.
Ale jak w takim razie w ogóle ocenić czy rytuał zadziałał, skoro nie ma żadnego pewnego sposobu żeby odróżnić efekt rytuału od przypadkowego zbiegu okoliczności?
I wracając do etyki — bo to chyba sedno tego wątku — jak oceniasz teraz, Kaplanka, tę decyzję? Nie pytam o efekty, tylko o sam wybór. Gdybyś wiedziała wtedy to co wiesz teraz, zrobiłabyś to samo?
Szczerze? Chyba nie. Nie dlatego że myślę że mu zaszkodziłam. Ale dlatego że teraz widzę że robiłam to z miejsca bardzo dużej desperacji i to samo w sobie już mi mówi że nie byłam gotowa. Chciałam żeby coś przejęło ode mnie odpowiedzialność za to jak ta relacja się potoczy.
To co powiedziałaś Kaplanka o desperacji — to jest chyba najuczciwsza odpowiedź jaką można dać w takim wątku. Bo większość osób tutaj by powiedziała 'zadziałało' albo 'nie zadziałało' i na tym by się skończyło. A ty mówisz że problem był w miejscu z którego to wyszło, nie w samym rytuale. To jest zupełnie inne postawienie sprawy.
I właśnie dlatego moim zdaniem etyka rytuałów miłosnych to nie jest kwestia techniki. To jest kwestia tego, co siedzi w człowieku który je robi. Bo można zrobić wszystko idealnie pod względem formy i nadal zrobić coś nie tak — właśnie dlatego że wewnętrznie byłaś w nie tym miejscu co trzeba.
Mam pytanie do Kaplanki, bo to mnie zatrzymało. Powiedziałaś że chciałaś żeby coś przejęło odpowiedzialność za relację. Czy to znaczy że sama nie wierzyłaś że ta relacja ma szansę bez zewnętrznej ingerencji?
Ej ale chwila, bo tu robi się trochę za bardzo terapeutycznie. Nie każdy robi rytuał z absolutnie czystą głową i pozytywnym nastawieniem. Większość ludzi robi to właśnie dlatego że jest jej źle i nie ma innych opcji. Czy to znaczy że nikt w kryzysie nie powinien nic robić?
Z energetycznego punktu widzenia to nie jest taki prosty rachunek. Człowiek w przebudowie wewnętrznej ma inne priorytety energetyczne niż przyciąganie kogoś do siebie. To nie znaczy że rytuał automatycznie zaszkodzi, ale że efekt będzie odłożony albo zniekształcony. Sama to widziałam nie raz.
