Właśnie chciałam to samo powiedzieć ale od strony astrologicznej. Jeśli ktoś ma aktualnie ciężkie tranzyty Saturna przez 12 dom albo Neptuna przez 7, to on dosłownie przetwarza coś bardzo głęboko i nie jest dostępny na nowe relacje — i żaden rytuał tego nie przeskoczy, bo to jest jego własna praca ktorą musi przejść.
A czy można w ogóle sprawdzić czyjś horoskop zanim się coś zrobi? Znaczy bez jego wiedzy, na podstawie daty urodzenia? Pytam bo nigdy nie brałam tego pod uwagę przed żadnym rytuałem.
No ale wszyscy tutaj rozmawiają o tym etycznie etycznie etycznie a ja mam wrażenie że zapomnielismy że Kaplanka po prostu chciała żeby ta relacja wróciła. I co z tego teraz wyszło — wiemy? Bo ta cała rozmowa kręci się wokół 'czy powinnaś była' a nie 'co teraz'.
Nic nie wyszło. To znaczy on nadal jest, rozmawiamy, ale nie tak jak bym chciała. Nie wiem czy rytuał miał cokolwiek z tym wspólnego, ani w jedną ani w drugą stronę. Dlatego między innymi zadałam to pytanie — bo siedzę z tym i nie wiem jak to rozumieć.
Przeczytałam cały ten wątek i chcę zapytać o jedną rzecz. Wszyscy mówią o stanie tej osoby docelowej, ale nikt nie zapytał co z Kaplanką. Ona sama mówiła że była w desperacji. Czy robienie rytuału przez kogoś kto też jest w złym miejscu emocjonalnie nie jest podwójnym ryzykiem?
Właśnie o to mi chodziło. Intencja to nie jest jedno zdanie, to jest cały stan w którym jesteś. I te wszystkie warstwy które wymieniasz — strach, złość, wstyd — one nie znikają dlatego że powiedziałaś głośno 'chcę żeby wrócił'. One idą razem z tym.
Ale to znaczy że nikt nigdy nie ma czystej intencji? Bo każdy kto robi rytuał miłosny jest w jakimś emocjonalnym nieładzie, inaczej by po prostu z tą osobą porozmawiał. Czy wy w ogóle wierzycie że da się zrobić coś takiego ze spokojnej głowy?
Nie chodzi o to żeby nie mieć emocji. Chodzi o to żeby wiedzieć które emocje prowadzą. Możesz robić rytuał z bólu i mimo wszystko mieć w sobie jakiś rdzeń spokoju — przekonanie że chcesz dobra, nie kontroli. A możesz robić go z pozoru spokojnie ale napędzać strachem tak głęboko że sam tego nie czujesz.
No ale jak ktokolwiek ma to od siebie odróżnić w środku kryzysu? Serio pytam bo to brzmi jak coś co da się zobaczyć tylko z zewnątrz albo dopiero po czasie.
A co zrobiłaś z tym Diabłem? Przerwałaś czy mimo wszystko kontynuowałaś?
Chciałam zapytać bo mnie to nurtuje od początku tego wątku — czy jest jakiś moment w którym po prostu nie powinnaś robić rytuału na kogoś? Nie dlatego że nie wypada, tylko dlatego że naprawdę może bardziej skomplikować sytuację niż cokolwiek rozwiązać?
Wiem że ma Byka, więcej szczegółów nie znam. Czemu pytasz?
Bo Byk to Wenus jako domowy władca i Wenus aktualnie ma dość ciekawy przebieg przez niższe znaki, co może oznaczać że taka osoba jest teraz bardziej zamknięta na emocjonalne bodźce z zewnątrz. To nie jest wyrok, ale to coś co warto wziąć pod uwagę przy ocenie momentu. Jeśli Wenus transytuje przez trudne miejsce w jego układzie, to rytuał może trafić w ścianę.
Uważam że samo określenie znaku słonecznego to za mało żeby oceniać aktualny stan energetyczny, bo ascendent i pozycja Wenus natywnej też mają znaczenie. Bez pełnego horoskopu to jest trochę zgadywanie. Ale zgadzam się z Perydotką że moment ma znaczenie — to nie jest wróżenie z fusów, to jest po prostu sprawdzanie warunków przed działaniem.
To jest celne. Ja przez długi czas myślałam że jedna osoba w moim życiu jest całkowicie zamknięta i niedostępna. A potem okazało się że to ja byłam tak bardzo skupiona na swoich oczekiwaniach że nie widziałam żadnych sygnałów które wysyłała. Więc to pytanie o stan osoby docelowej zaczyna się chyba od pytania o własne postrzeganie.
I właśnie to jest chyba najtrudniejsze w całej tej sytuacji — odróżnienie tego co widzisz naprawdę od tego co dopowiadasz. Jak długo ją znasz? Bo mi się wydaje że im krótszy czas, tym bardziej skłonni jesteśmy wypełniać luki naszą własną historią.
To ciekawy trop ale mam wrażenie że Kaplanka sama już sobie zadaje to pytanie od początku tego wątku, tylko może nie wprost. Ta niepewność czy rytuał pomoże czy pogorszy — to często wynika właśnie z tego że sami nie jesteśmy pewni co tak naprawdę widzimy w tej drugiej osobie.
Ale jak w ogóle rozkleić taką narrację? Pytam serio bo słyszę to już kilka razy w tym wątku — że trzeba się zatrzymać, sprawdzić intencje, wrócić do siebie. Tylko jak to wygląda w praktyce, bo brzmi trochę jak coś bardzo ogólnego.
No ale to brzmi jak terapia, nie jak przygotowanie do rytuału. Nie żebuję sie tu z nikm, tylko serio — czy to nie jest trochę wymówka żeby w ogóle nic nie robić? Bo zawsze można powiedzieć że najpierw trzeba przepracować, potem jeszcze raz sprawdzić, i tak w kółko.
A co jeśli ten chaos jest stały i nigdy nie odpuszcza? Bo niektórzy są w trudnym miejscu przez miesiące, nie przez tydzień. Czy wtedy po prostu już nie robisz nic?
