A jak to wygląda od strony praktycznej, to rozróżnienie? Bo jeśli robię rytuał żeby być bardziej atrakcyjna, pewna siebie, zauważalna, to efektem ubocznym i tak może być to, że konkretna osoba zacznie zwracać na mnie uwagę. Gdzie się kończy praca na sobie a zaczyna wpływanie na kogoś?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że to co opisujecie jako praca na sobie to jest właściwie coś co ludzie robili od zawsze, tylko bez nazwy. Mój ojciec mówił że pewność siebie przyciąga ludzi jak magnes, nie używał żadnych rytuałów. Czy to nie jest po prostu psychologia ubrana w język ezoteryczny?
Ale mnie zastanawia jedno, bo słucham tej rozmowy od początku i widzę, że wszyscy jakoś naturalnie przesuwają się w stronę pracy na sobie. A ja zaczęłam ten wątek pytając o kogoś konkretnego. Czy to znaczy, że samo pytanie o rytuał na konkretną osobę jest już trochę postawionym nie tak?
to ciekawe, że sama to zauważasz. Myślę, że rozmowa poszła w tym kierunku nie bez powodu, bo większość doświadczeń, które tu opisywano, kończyła się na wniosku że celowanie w kogoś bez jego wiedzy jest albo etycznie problematyczne, albo po prostu mniej skuteczne niż praca na własnej energii. Choć nie wiem czy to odpowiedź na twoje pytanie, czy raczej kolejne pytanie.
Dobra ale co z tą osobą z tytułu, która nic nie wie? Bo my tu rozmawiamy o etyce i energii i pracy na sobie, a tamto pytanie dalej wisi w powietrzu. Czy ktokolwiek tu faktycznie zrobił rytuał skierowany na konkretnego człowieka i może powiedzieć co z tego wyszło? Nie teorię, tylko realne doświadczenie.
