Dziękuję za to rozróżnienie, bo naprawdę mi to dużo wyjaśniło. Chciałam zapytać czy jeśli wykonuję prosty rytuał samodzielnie wymyślony, to mam po prostu wybrać liczbę, która dla mnie coś znaczy i trzymać się jej?
Ciekawe, bo nie pomyślałam że to może działać tak subiektywnie. Czy to znaczy, że dla każdej osoby ta sama liczba może mieć inne działanie w rytuале?
Ja mam pytanie trochę z boku, ale chyba ważne. Czy ktoś z was robił kiedyś ten sam rytuał raz z pełnym skupieniem przez np. 9 dni, a raz byle jak przez te same 9 dni? I był jakis roznica w efekcie? Bo ciekawi mnie czy to liczba czy jakość każdego powtórzenia bardziej liczy.
U mnie tak, ale nie wiem czy to jest zasada ogólna. To jest moje doświadczenie, nie doktryna. I znowu, zależy od tego, co rytuał ma robić i jaka logika za nim stoi. Przy rytuałach gdzie chodzi o budowanie narastającej energii przez kolejne dni, jakość każdego dnia może być ważniejsza niż sama liczba. Ale mogę się mylić.
Czytam tę rozmowę od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Skoro liczba powtórzeń w rytuałach miłosnych pochodzi z różnych miejsc, często niepowiązanych ze sobą, to czy jest jakiś schemat który faktycznie pojawia się w większości tradycji? Czy zawsze jest inaczej?
Nie wiem czy przypadkowe, ale jest jeszcze jeden kąt do tego. Ludzki mózg ma pewne naturalne preferencje numeryczne. Trójki i siódemki są bardziej zapamiętywalnym wzorcem niż na przykład czwórki czy ósemki i to zostało dosyć dobrze zbadane w psychologii poznawczej. Więc może te tradycje trafiały na te liczby nie dlatego, że działają magicznie, ale dlatego, że łatwo się je zapamiętuje i powtarza? To by tłumaczyło konwergencję bez konieczności zakładania wspólnego źródła.
No właśnie, bo to jakby powiedzieć że placebo nie działa, bo wiemy dlaczego działa. A ono dalej działa, nawet jak wiesz że to placebo, co jest trochę absurdalne samo w sobie.
Dobra, ale wracajac do tych liczb w różnych tradycjach. Czy ktos z was robiłą kiedyś rytuał z liczba której nie rozumiala, bo tak bylo w instrukcji, i porownywała z rytuałem gdzie ta liczba miała dla niej osobiste znaczenie? Ciekawi mnie to praktycznie, nie teoria.
To może w takim razie liczba nie jest tak naprawdę ważna, tylko to, że w ogóle masz jakąś liczbę i jej przestrzegasz? Jakby sam fakt posiadania struktury jest ważniejszy niż to, co konkretnie ta struktura mówi?
To jest chyba jeden z trafniejszych wniosków z całej tej rozmowy i nie padł od kogoś kto zna wszystkie tradycje, tylko od kogoś kto po prostu logicznie patrzy na to co wszyscy tu powiedzieli. Struktura jako taka daje coś do czego można się odnieść, punkt wyjścia i punkt zakończenia. Bez tego rytuał to po prostu myślenie życzeniowe bez formy.
To zależy od tego w jakim modelu działasz. Jeśli zakładasz, że rytuał działa przez wewnętrzny stan, to jedenastka bez znaczenia mało pomaga. Jeśli zakładasz że działa przez samą strukturę i powtórzenie, to może być wystarczające. Ale uczciwie, nikt tu nie wie tego na pewno i każdy kto powie ci inaczej, trochę fantazjuje.
Bardzo dziękuję za tę dyskusję, bo naprawdę dużo mi tu rozjaśniło. Ale mam jeszcze jedno pytanie, trochę praktyczne. Jeśli wybieram liczbę powtórzeń dla swojego rytuału i chcę żeby miała jakieś znaczenie, to czy jest gdzieś lista co konkretne liczby znaczą w różnych tradycjach? Bo chciałabym wybrać świadomie, nie na chybił trafił.
I do tego dochodzi jeszcze numerologia chaldejska, która działa zupełnie inaczej niż pitagorejska. W chaldejskiej litery i liczby mają inne przypisania i siódemka to nie to samo co w pitagorejskiej. Więc zanim wybierzesz cokolwiek, warto wiedzieć z jakiego systemu korzystasz, bo inaczej łączysz rzeczy, które są niekompatybilne.
A jak ktos nie ma ochoty zagłebiąc sie w numerologie to moze po prostu powierzyć losowi? Serio pytam, nie ironicznie. Może losowa liczba tez ma swoje miejsce, bo brakuje tu woli, nie struktury?
Właśnie sie zastanawiam nad czymś. Czy mówilismy tu głownie o rytuałach robionych samodzielnie? Bo jak ktos idzie do kogos i płaci za rytuał, to ta osoba już podjęła decyzję co do liczby powtórzeń. I ty jako zleceniodawca nie masz na to wpływu. Czy wtedy ta liczba 'działa' na ciebie tak samo jeśli nie wiesz dlaczego taka a nie inna?
Czekajcie, bo tu wchodzi coś, o czym mało się mówi. Jak robię rytuał dla kogoś, to zazwyczaj pytam tę osobę o kilka rzeczy, daty, imiona, czasem o to jak długo trwa sytuacja. I te dane wpływają na to jak buduję cały rytuał, też numerycznie. Więc zleceniodawca ma pośredni wpływ na liczbę, nawet jeśli nie decyduje wprost.
Jak to czytam, to mam wrażenie że sprawa jest bardziej skomplikowana niż myślałem na początku tego wątku. Myślałem, że chodzi o to czy siedem jest lepsze od trzech, a tu nagle pytamy czy w ogóle musisz wiedzieć o liczbie żeby miała znaczenie. To trochę jak z lekarstwem, nie musisz rozumieć chemii żeby działało?
Właśnie, to porównanie z lekiem jest ciekawe, ale kuleje w jednym miejscu. Lek działa biochemicznie niezależnie od twojej wiedzy. A tu zakładamy, że rytuał działa przez jakiś mechanizm, który nie jest biochemiczny. I wtedy pytanie czy świadomość jest częścią mechanizmu staje się zasadnicze, a nie marginalne.
A mozna zapyatc, bo nie jestem pewna, czy w tradycjach szamańskich na przykłąd rytuały były robione dla całych społeczności? Bo jeśli tak, to większość tych ludzi nie znała numerologii rytuału i jakoś to działało, przynajmniej według tych tradycji. Może to coś mowi o tej świadomości?
To znaczy że samo wiedzenie że coś się dzieje już jest jakimś wkładem? Nawet jeśli nie znasz liczby, to jeśli wiesz że ktoś robi dla ciebie rytuał, to czy to zmienia coś w mechanizmie?
No właśnie to mnie ciekawi, bo znam osoby które zamawiały rytuały i nie były informowane w ogóle o szczegółach. Zadana miała tylko wierzyć że coś się dzieje. I podobno dzialalo, przynajmniej według nich. Ale nie wiem jak to odróznić od efektu oczekiwania.
A zastanawialiście się nad tym, że może liczba powtórzeń ma inne znaczenie w zależności od tego czy rytuał jest jednorazowy czy cykliczny? Chodzi mi o to, że trzy powtórzenia w jednej sesji to co innego niż rytuał robiony przez trzy kolejne dni, nawet jeśli suma jest taka sama.
Dokładnie. W grimoire'ach, szczególnie tych z XVII i XVIII wieku, bardzo często masz podany czas między powtórzeniami i jest to celowe, nie ozdobnik. Czasem godzina, czasem doba, czasem tydzień. To jest część przepisu, nie wskazówka orientacyjna.
Przepraszam że wchodzę, ale chciałam zapytać, bo nie znam sie na rytuałach tak bardzo. Jeśli np. wykonam rytuał miłosny i powiem słowa trzy razy w jednej chwili, a potem mam poczucie że powinnam powtórzyć, to czy powtarzanie niszczy ten pierwszy rytuał? Czy to coś nowego?
No właśnie, bo ja robiłam raz cykl siedmiodniowy i w połowie coś mi wypadło. Zrobiłam przerwę i wróciłam po kilku dniach z nowym nastawieniem. Efekt był, więc chyba przerwa nie wszystko zepsułą. Chociaż nie wiem czy to przez rytuał czy przez inne okoliczności.
Słuchajcie, to mnie zaciekawia od strony czysto praktycznej. Jeśli przerwa potrafi zepsuć cykl, to chyba liczba powtórzeń nie jest jedynym parametrem. Czas między nimi jest równie istotny? Tzn. że nie chodzi o samo 'trzy razy' tylko o 'trzy razy w określonym rytmie'?
Właśnie o to mi chodziło jak pisałam wcześniej o cyklach. Liczba bez rytmu to trochę jak przepis bez temperatury pieczenia. Możesz mieć wszystkie składniki i proporcje i wyjdzie coś innego niż chciałeś.
