Zastanawiam się nad czymś, bo gdzieś przeczytałem, że niektóre rytuały miłosne trzeba powtarzać przez określoną liczbę dni, najczęściej 7 albo 21, i że właśnie ta liczba ma znaczenie. Ale nigdzie nie mogłem znaleźć sensownego wytłumaczenia, dlaczego akurat tyle. Czy ktoś wie, skąd to się wzięło i czy ta liczba naprawdę coś zmienia, czy to tylko taka konwencja?
Liczby w rytuałach to nie jest przypadek, 7 i 21 mają bardzo długą historię w magii. Siódemka pojawia się praktycznie wszędzie, siedem planet w astrologii klasycznej, siedem dni tygodnia, siedem czakr. Przy rytuałach miłosnych powtarzanie przez 7 dni ma wzmacniać intencję, jakby każde powtórzenie dokładało energię do całości. 21 to po prostu 7 razy 3, a trójka to liczba spełnienia w tradycji hermetycznej.
No tak, ale to nie jest odpowiedź na pytanie czy liczba *zmienia* działanie, tylko skąd ta liczba pochodzi. Mnie zawsze bardziej interesowało, co tak naprawdę robi to powtarzanie. Bo z perspektywy pracy z intencją każde powtórzenie to albo wzmocnienie, albo wręcz rozmycie, jeśli ktoś za pierwszym razem nie był skupiony i powtarza mechanicznie.
Dokładnie to chciałam powiedzieć. W tradycji Hoodoo na przykład świece zapala się przez 7, 9 albo 13 nocy, ale tam chodzi o konkretną symbolikę tych liczb powiązaną z planetami i duchami, nie o samo mnożenie energii. Tymczasem w internecie krąży mnóstwo instrukcji, które mówią 'powtórz 21 razy' bez żadnego uzasadnienia poza tym, że tak gdzieś ktoś napisał. Czy ta liczba zmienia działanie? Zależy od systemu, w którym pracujesz.
Moim zdaniem liczba powtórzeń jest ważna dlatego, że psychologicznie przygotowuje cię do przyjęcia efektu. Jak coś robisz przez 7 dni z rzędu, to po prostu bardziej w to wierzysz niż po jednym razie. I ta wiara robi różnicę, bo intencja musi dojrzeć.
A ja mam pytanie trochę z boku. Czy chodzi o powtarzanie całego rytuału od początku do końca, czy wystarczy np. sama afirmacja albo zapalenie świecy? Bo czytałam różne opisy i jedni piszą, że trzeba wszystko powtarzać dokładnie tak samo, inni że liczy się tylko kluczowy element. I nie wiem co jest tym kluczowym elementem w rytuałach miłosnych.
Wrócę do swojego pytania, bo trochę zgubiłem wątek. Czy ktoś miał tak, że zrobił rytuał raz i zadziałał, albo odwrotnie, powtarzał wielokrotnie i nic? Pytam, bo zastanawiam się czy ta liczba powtórzeń to może tylko taka tradycja, a nie realny wymóg.
Ja miałam tak że zrobiłam jeden rytuał, bez powtarzania, i po kilku dnach coś drgnęło w relacji o której myślałam. Ale nie wiem czy to był rytuał czy zwykły zbieg okolicznośći. Z drugiej strony robiłam raz cały cykl 9-dniowy z różańcem i nic z tego nie wyszło, więc ile powtórzeń to naprawde nie wiem czy kluczowe.
A po ilu dniach normalnie widać jakieś efekty? Bo jak ktoś robi coś przez tydzień to rozumiem, ale jak mam czekać miesiąc to trochę za długo.
Wracając do liczby powtórzeń, bo to jest ciekawszy wątek. Spotkałam się z podejściem, że liczy się nie ile razy powtarzasz, ale jakość skupienia przy każdym powtórzeniu. Jedno bardzo głębokie, świadome wykonanie może mieć więcej wagi niż piętnaście mechanicznych. To jest zresztą zbieżne z tym co mówił Jaromir wcześniej.
No właśnie tu jest pęknięcie między różnymi szkołami. Jedni traktują liczbę jako element symboliczno-energetyczny, drudzy jako wsparcie dla intencji i skupienia. I ciekawi mnie, czy ktoś z was miał realną sytuację, gdzie zmiana liczby powtórzeń zrobiła zauważalną różnicę? Nie teoria, tylko doświadczenie.
Dziękuję za tę rozmowę, bardzo dużo wynoszę. Mam jedno pytanko, czy liczba 3 jest też stosowana przy rytuałach miłosnych, bo słyszałam że trzeba coś trzy razy powiedzieć i to 'zamyka' zamiar?
Zastanawiam się nad czymś innym. Czy jeśli przerwiemy cykl, powiedzmy robimy przez 7 dni i czwartego dnia coś nam przeszkodzi, to trzeba zaczynać od nowa? Gdzieś czytałam że tak, ale nie wiem czy to prawda.
Czytałam gdzieś, że przy przerwaniu cyklu niektórzy wracają do dnia, w którym wystąpiła przerwa, czyli nie zaczynają od zera, tylko powtarzają ten jeden dzień i idą dalej. Nie wiem czy to ma sens, ale brzmi logicznie.
Ja powiem wam co ja robię jak mi coś przerwie cykl. Po prostu zaczynam od nowa i robię jeden dodatkowy dzień na końcu, żeby wyrównać. Nie ma żadnego naukowego uzasadnienia, ale mam poczucie że to zamyka energetycznie to co zostało urwane.
Wracając do sedna tematu, bo ta rozmowa o przerywaniu to ważny wątek, ale chciałam jeszcze powiedzieć coś o samej liczbie powtórzeń. W tradycji solomońskiej, konkretnie w Kluczu Solomona, liczby przy rytuałach są powiązane z konkretną godzinową i planetarną strukturą. Nie chodzi o to żebyś powtórzył siedem razy bo siedem jest ładną liczbą, ale żeby każde z tych powtórzeń przypadało na odpowiednią godzinę planetarną. To zupełnie inne podejście niż sama numerologia liczby.
Okej, ale jeśli ktoś robi normalny, współczesny rytuał bez całej tej struktury planetarnej, to czy ta liczba wciąż ma znaczenie? Bo mam wrażenie że większość ludzi po prostu bierze instrukcję z internetu bez żadnej wiedzy o godzinach planetarnych.
I to jest właśnie pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi. Jedni powiedzą, że bez kontekstu planetarnego liczba to tylko liczba. Drudzy, że intencja i samo powtarzanie mają własną wartość niezależnie od systemu. Ja osobiście uważam, że bez znajomości dlaczego dana liczba jest w danym rytuale, robisz coś trochę na oślep.
Dziękuję za to wyjaśnienie z Kluczem Solomona, bo nie wiedziałam że to tak dokładnie opisane. A czy godziny planetarne są trudne do obliczenia? Bo czytałam że można gdzieś w internecie je sprawdzić.
Pytanko z mojej strony bo trochę się zgubiłam. Czy godziny planetarne to samo co godziny astrologiczne? Bo widziałam obie nazwy i nie wiem czy to jedno i to samo czy to różne rzeczy.
Ale wróćmy do liczb, bo to ciekawsze. Słyszałam o koncepcji, że przy rytuałach miłosnych liczba parzysta to zły pomysł, bo para zakłada równowagę, a nie ruch. Nieparzyste mają zostawiać otwartą przestrzeń na przyjście czegoś nowego. Nie wiem skąd to pochodzi, ale pojawia się w różnych miejscach.
Mam wrażenie, że dużo rzeczy w obiegowych instrukcjach do rytuałów to połączenie fragmentów różnych tradycji bez żadnej myśli przewodniej. Ktoś wziął coś z Hoodoo, coś z tradycji ludowej, coś z New Age i złożył razem w jedną instrukcję. I potem nikt nie wie skąd się wzięły poszczególne elementy, w tym liczby.
To właśnie mnie zastanawia od początku tego wątku. Jak mam odróżnić rytuał z jakąś rzeczywistą tradycją za sobą od czegoś, co ktoś po prostu sklecił? Bo z zewnątrz wyglądają podobnie.
Okej, ale jak mam jako laik ocenić tę 'wewnętrzną spójność'? Nie znam symboliki na tyle, żeby powiedzieć czy świeca pasuje do reszty rytuału czy nie. Mam po prostu uwierzyć na słowo komuś kto twierdzi, że pochodzi to z tradycji X?
Szczerze to ja w pewnym momencie przestałam się tym przejmować. Jeśli rytuał działa, to działa, niezależnie od tego skąd pochodzi. Miałam rytuał, który sama złożyłam z kilku różnych rzeczy i zadziałał lepiej niż niejeden 'tradycyjny'.
Wracając do pytania Protazego o odróżnianie rytuałów, bo to jest naprawdę istotna kwestia przy liczbie powtórzeń. Jeśli nie wiesz skąd pochodzi rytuał, to też nie wiesz dlaczego ma mieć akurat tyle powtórzeń ile ma. I wtedy ta liczba jest faktycznie tylko liczbą, jak mówiliśmy wcześniej.
Ale czy to musi być problem? Znaczy, pytanie w tytule wątku było o to, czy liczba powtórzeń wpływa na działanie. I może odpowiedź jest różna w zależności od tego, czy rozmawiamy o systemie zamkniętym z tradycją za sobą, czy o rytuале składanym na własną rękę.
