Zastanawiam się nad czymś, bo ostatnio wyczytałam różne rzeczy i nie do końca wiem, co o tym myśleć. Chodzi mi o materiały do rytuałów miłosnych, a konkretnie o to, czy jest jakaś realna różnica między tym, co się specjalnie kupuje i przygotowuje, a tym, co się znajdzie przypadkowo, np. kamień z drogi, piórko, kawałek kory. Jedni mówią, że znalezione rzeczy mają większą 'siłę', bo los je podrzucił. Inni, że materiały dedykowane są lepsze, bo wiesz, czego używasz, masz nad tym kontrolę. Czy ktoś w ogóle miał doświadczenie z oboma podejściami i zauważył jakąś różnicę?
Temat, który mnie nie pierwszy raz zastanawia. Sama przez lata pracowałam głównie z materiałami kupowanymi, ziołami, świecami, olejkami, wszystko z myślą o konkretnym celu. Ale jakiś czas temu trafiło mi się piórko sroki akurat w momencie, kiedy myślałam o pewnej osobie, i włączyłam je do pracy. Szczerze? Coś było w tym inaczej. Trudno to opisać, ale materiały znalezione mają jakiś inny ciężar, jakby już były nasycone konkretnym momentem. Tylko czy to sugestia własna, czy faktycznie coś realnego, tego nie wiem.
Ja to widzę trochę inaczej. Materiały dedykowane, czyli kupione świadomie pod konkretny cel, mają tę przewagę, że wiesz, co do rytuału wnosisz. Znasz skład świecy, wiesz, że róża była uprawiana pod kątem miłości, możesz dobrać kolor, zapach, wszystko pod intencję. Przy znalezionych rzeczach tej pewności nie ma. Piórko z drogi może być ze stada gołębi z centrum miasta albo z okolic jakiegoś padlinożercy. Brzmi prozaicznie, ale w rytuałach miłosnych kontekst symbolu naprawdę coś zmienia.
Trochę upraszczasz, Niezapominajko. Symbolika owszem, jest nakładana przez pracującego, ale materiały mają też właściwości obiektywne, przynajmniej w tradycji magicznej. Róża to Venus, to Piątek, to konkretne właściwości vibracjyne opisywane w grimoire'ach od wieków. Znalezione materiały mają za to element synchroniczności, i to jest ich wartość, ale tylko jeśli naprawdę były znalezione w znaczącym momencie, nie jeśli po prostu podnosisz wszystko z ziemi i szukasz uzasadnienia.
To pytanie, z którym większość z nas się zmaga, szczerze mówiąc. Ale chcę wrócić do samego tematu, bo myślę, że warto to rozdzielić na dwie rzeczy. Pierwsze: skuteczność samego rytuału. Drugie: twoja relacja z materiałem. Materiały znalezione mają ogromną przewagę w tym drugim aspekcie, bo ty je pamiętasz, możesz do nich wracać myślami, jest konkretna historia. Dedykowane mają przewagę w precyzji symbolicznej. To nie jest albo-albo, to są dwie różne drogi do tego samego.
Właśnie tego mi brakowało w tym wątku, czyli żeby ktoś to tak rozdzielił. Ale mam pytanie praktyczne: czy jeśli ktoś robi rytuał miłosny po raz pierwszy i nie ma żadnych 'znaczących znalezisk', to powinien po prostu iść po materiały dedykowane? Czy brak znalezionego elementu to już jakaś przeszkoda?
Żadna przeszkoda. Zdecydowana większość rytuałów miłosnych w tradycjach europejskich, czy to folk magic, czy magia ceremonialna, opierała się na materiałach zbieranych celowo. Konkretne zioła, konkretny dzień, konkretna faza księżyca. Element 'znaleziony' to raczej dodatek, który wzbogaca, nie warunek konieczny. Sama pracuję głównie z materiałami dobranymi świadomie i nie narzekam na efekty.
Przepraszam, że się wtrącę, bo ja kompletnie z innej strony to oglądam. Czy to nie jest trochę tak, że kiedy coś znajdujesz w znaczącym momencie, to jesteś bardziej skupiona na tej intencji? Bo ja na przykład, jak zaczynam coś planować, to jestem bardziej uważna na otoczenie, więcej rzeczy 'zauważam'. Może te znalezione materiały są efektem większego skupienia, nie jakiejś magii samych przedmiotów?
Czytam to od początku i mam takie pytanie, które mnie dręczy: czy w rytuałach miłosnych, gdzie chodzi o konkretną osobę, w ogóle ma znaczenie, czy materiał był jej, dotykał jej, czy po prostu symbolizuje miłość ogólnie? Bo widziałem różne przepisy, niektóre mówią, że coś musi należeć do tej osoby, inne w ogóle tego nie wymagają.
No i właśnie to pytanie etyczne powinno być pierwsze, zanim w ogóle zaczniemy gadać o tym, który materiał jest 'lepszy'. Widziałam tu, że nikt jeszcze tego nie podniósł wprost. Rytuał miłosny z materiałem osobistym konkretnej osoby to jest wchodzenie w jej wolę. Czy to nie jest ważniejsze niż to, czy znalazłaś piórko, czy kupiłaś różę?
Nie miałam na myśli rytuałów skierowanych na konkretną osobę, bardziej przyciąganie miłości w ogóle, otwieranie się na związek. Może źle sformułowałam temat, przepraszam. Chodzi mi o tę ogólną pracę z energią miłości, nie o nakierowywanie na kogoś.
To dobrze, że to doprecyzowałaś, bo rzeczywiście te dwa konteksty to zupełnie różne rozmowy. Przy przyciąganiu miłości ogólnie materiały znalezione mogą być świetne właśnie dlatego, że są spontaniczne, nieprzewidziane. Masz kamień ze ścieżki, którą szłaś, czując się gotowa na coś nowego. Ten kamień niesie ten konkretny moment. Ale to wymaga pewnej wrażliwości na własne stany emocjonalne, żeby wiedzieć, że to był 'ten' moment, a nie przypadkowy spacer.
A co z fazą księżyca przy zbieraniu takich materiałów? Czy to robi różnicę, czy zbierasz coś w nowiu, a w pełni? Bo przy runach i numerologii daty i fazy mają znaczenie, zastanawiam się, czy przy materiałach do rytuałów miłosnych tak samo.
Okej, ale jak długo to wszystko ma trwać? Czytam i czytam, zbieranie, planowanie, fazy księżyca, a gdzie konkretna odpowiedź na to, co działa szybciej i łatwiej dla kogoś kto nie ma czasu na planowanie tygodniami?
Wróćmy do tego, co mówiła Domicela, bo to ważne doprecyzowanie. Przy przyciąganiu miłości ogólnie, bez konkretnej osoby, to trochę inny typ pracy. Ale mam pytanie: czy w tym kontekście materiały znalezione nie mają tej wady, że są losowe? Czyli trudno powiedzieć, co tak naprawdę przyciągają. Kamień ze ścieżki może mieć jakąś swoją historię, której nie znasz.
Nie, oczyszczenie nie wyrównuje wszystkiego. Oczyszczenie usuwa to, co nazbierało się po drodze, ale nie nadaje materiałowi właściwości. Różowe kamienie po oczyszczeniu nadal są różowe i mają związek z Wenus, a oczyszczony kamień z chodnika nadal jest kamieniem z chodnika. Właściwości zostają, historia energetyczna się czyści. To nie to samo.
Dobra, to może źle to rozumiem, ale wydaje mi się, że wy teraz mówicie o dwóch podejściach do magii w ogóle, a nie tylko o materiałach. Jedno to praca w ustalonym systemie z ustalonymi przypisaniami, a drugie to praca intuicyjna gdzie sam decydujesz co co znaczy. I materiały znalezione pasują bardziej do tego drugiego, a dedykowane do pierwszego?
Domicela, to bardzo dobre ujęcie i mniej więcej tak to widzę. Chociaż nie jest to zero-jedynkowe. Możesz pracować w ustalonym systemie i używać materiałów znalezionych, jeśli to co znalazłaś pasuje do tego systemu. Kamień z chodnika może być kwarcem różowym, który jak najbardziej należy do Wenus. Wtedy znaleziony materiał wchodzi w ustalony system przez bramkę symboliki, nie wbrew niemu.
To mi trochę rozjaśniło. Ale jeszcze wróćmy do faz księżyca, bo to mnie nadal zajmuje. Jeśli znajdziesz coś idealnego, ale w 'złej' fazie, czy to coś psuje? Mam na myśli konkretnie: szukam czegoś do rytuału przyciągającego i nagle widzę ładny kamyk przy rosnącym, ale to ubywający, czy odkładam to i szukam dalej?
To nie jest głupie pytanie, tylko dotyczy czegoś, co różne tradycje rozwiązują inaczej. W podejściu, gdzie materiał ma własną energię niezależnie od ciebie, jest aktywny zawsze. W podejściu, gdzie to ty nadajesz mu znaczenie przez intencję, jest neutralny do momentu rytuału. Wybór perspektywy zmienia odpowiedź na twoje pytanie, Anielko.
Okej, a ja mam jeszcze inne pytanie do tej całej dyskusji o znalezionych versus dedykowanych. Czy ktoś z was robił rytuał przyciągający miłość z czystym sumieniem używając czegoś kupionego na allegro, jakichś gotowych zestawów do rytuałów? Bo widzę, że takie rzeczy sprzedają i zastanawiam się, czy to jeszcze 'dedykowane' w tym sensie, o którym tu mówimy, czy już coś innego.
No właśnie, gotowe zestawy to po co w takim razie istnieją? Skoro i tak musisz z nimi tyle robić samemu, to po co przepłacać za gotowy pakiet? Można kupić osobno te same składniki i wyjdzie taniej i bardziej 'swoje'.
Mam takie pytanie po tym co przeczytałam. Jeśli robiłam rytuał z materiałami ze sklepu i efekty były, to znaczy, że wszystko to z czym tu się kłócicie nie ma aż takiego znaczenia? Nie chcę być nieuprzejma, ale zastanawiam się czy to nie jest trochę teoria oderwana od praktyki.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że wy wszyscy mówicie o tym jakby to była kwestia techniczna, jak w gotowaniu. Odpowiednie składniki, odpowiedni czas, odpowiednie warunki. Ale ja się zawsze zastanawiam czy w rytuałach miłosnych nie chodzi jednak bardziej o to, co czujesz w środku niż co masz na stole. Bo jak ktoś robi rytuał z najdroższymi materiałami świata, ale jest w środku pełen wątpliwości, to jak to ma zadziałać?
I chyba do tego właśnie zmierzałam pytając o ten temat. Zastanawiałam się czy jeśli coś znajdę i mi się spodoba, to mogę tego użyć bez poczucia, że robię rytuał 'gorzej' niż gdybym kupiła dedykowane rzeczy. I z tej rozmowy wynika, że nie ma jednej odpowiedzi, ale też nikt nie powiedział, że znalezione jest z definicji słabsze.
Dobra, ale mam pytanie do tej całej dyskusji bo trochę mi umknęło. Skoro mówimy, że materiały znalezione mogą działać tak samo jak dedykowane, to po co w ogóle istnieją sklepy z materiałami do rytuałów? Serio, nie przekoruję, po prostu chcę zrozumieć czy to nie jest trochę tak, że ktoś na tym zarabia budując przekonanie, że bez różdżki z obsydianu za 80 zł rytuał będzie słabszy?
To jest uczciwe pytanie, ale trochę miesza dwie różne rzeczy. Sklepy z materiałami istnieją bo ludzie cenią sobie wygodę i pewność, że dostaną konkretny materiał o konkretnych właściwościach w tradycji, w której pracują. Nie musisz szukać różowego kwarcu po lesie jeśli wiesz, że chcesz różowego kwarcu. Ale to nie znaczy, że bez niego nie możesz nic zrobić. To bardziej kwestia tego co ci odpowiada, niż kwestia jakości rytuału jako takiego.
