Pięć dni to niezbyt długo i to akurat dobrze, bo nie zdążyło się to rozciągnąć. Ale powiedziałaś, że myślisz o tym cały czas i to jest właśnie to, o czym mówiłam wcześniej. Powtarzanie rytuału nie jest kwestią terminu, tylko kwestią tego, czy jesteś w stanie podejść do tego spokojnie, bez tego napięcia 'muszę to naprawić'. Bo jak wchodzisz z taką energią, to niezależnie od tekstu efekt jest inny.
Dziękuję że to rozwijasz, bo mnie to też ciekawi. Czyli rozumiem, że stan wewnętrzny przed rytuałem jest ważniejszy niż samo poprawne przeczytanie tekstu? Czy to działa jakoś hierarchicznie, najpierw stan, potem słowa?
Ale czy to nie trochę wymówka dla tych, którym rytuał nie zadziałał? Czyli zawsze można powiedzieć, że stan emocjonalny był zły i dlatego nie wyszło. Jak to w ogóle sprawdzić?
Dobra, ale czy to nie jest za bardzo komplikowanie czegoś prostego? Lada.x przerwała czytanie, chce wiedzieć czy powtórzyć. Odpowiedź brzmi tak czy nie, a nie wykład o Złotym Świcie. Nie atakuję, po prostu mam wrażenie że gubimy sedno.
Trochę się tu na boku kręcę, ale chcę dodać coś do tej dyskusji o stanie emocjonalnym. Jak ja powtarzałam mój rytuał po tej nieszczęsnej przerwie, to celowo czekałam aż poczuję, że nie chcę 'naprawić', tylko po prostu zrobić. I to była różnica, którą dość wyraźnie czułam. Czy to znaczy że zadziałało? Nie wiem. Ale samo podejście było inne.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś innym. Cały czas mówimy o tym jak naprawić sytuację po błędzie. Ale czy ktoś wie, jak wygląda rytuał miłosny, w którym od początku jest zaplanowane co zrobić przy pomyłce? Czy takie w ogóle istnieją, z instrukcją awaryjną wbudowaną?
Dobra, po tej rozmowie jedno wiem na pewno, że zanim znowu coś zacznę, to wolę poszukać czegoś z porządniejszym opisem albo zapytać kogoś kto zna tradycję. To jest chyba największa lekcja z całej tej historii.
A czy jest jakieś miejsce gdzie takie pełniejsze opisy można znaleźć? Nie blog z listą świec, tylko coś z faktycznym kontekstem? Pytam bo sama szukałam i trafiałam zawsze na takie same skrócone wersje.
A czy te archiwalne wersje są czytelne dla kogoś, kto nie zna kontekstu tradycji? Bo pamiętam jak próbowałam czytać coś z Key of Solomon i połowy nie rozumiałam, bo brakowało mi tła.
Bardzo dziękuję za te wskazówki, to są źródła których sama nigdy bym nie znalazła. Ale mam pytanie do całej tej dyskusji, trochę z powrotem do podstaw. Mówiłyśmy dużo o stanie emocjonalnym i tekście, ale czy ktoś wie co w ogóle decyduje że rytuał miłosny jest 'skończony'? Znaczy, czy to jest ostatnie słowo zaklęcia, czy coś fizycznego jak zgaszenie świecy, czy coś innego?
To trochę absurdalne, że ludzie robią rytuały bez wiedzy co w ogóle znaczy 'koniec'. Jak ma nie działać jak ktoś nie wie kiedy skończył?
I dlatego pierwsza rzecz którą ja robię zanim sięgnę po jakikolwiek tekst rytualny, to patrzę czy jest tam w ogóle wzmianka o tym jak rytuał się kończy. Nie mówię o tradycji ani źródle, tylko o tej jednej kwestii. Jeśli jej nie ma, to traktuję taki opis jako niekompletny.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku. Czy jeśli ktoś np. powie zaklęcie do końca, ale był totalnie rozproszony przez telefon albo coś, to jest gorzej niż jak ktoś przerwał ale był skupiony przez całą tę pierwszą część?
A czy te dwa błędy mogą się nałożyć? Np. ktoś był rozproszony i przy okazji przerwał tekst w połowie. Czy to jest wtedy suma problemów, czy może jeden dominuje?
Dziękuję, że to tak wyjaśniłaś. Właśnie to rozróżnienie między błędem formy a błędem treści, jak to Mandragorka nazwała, wydaje mi się naprawdę użyteczne. Mam pytanie do tego, czy jest jakaś tradycja która mówi wyraźnie jak długo czekać po takim podwójnym błędzie zanim można zacząć od nowa?
To pytanie o sygnał gotowości jest ciekawe, bo w praktyce onirycznej, którą znam lepiej niż ceremonialną, taki sygnał często przychodzi przez sny. Jeśli po nieudanym lub przerwanym rytuale masz sny które są nieposortowane albo w kółko wracają do podobnych obrazów, to jest wskazówka że coś jest nadal otwarte. Nie wiem czy to samo dotyczy rytuałów miłosnych, ale intuicyjnie wydaje mi się że mechanizm może być podobny.
Mam pytanie, bo ta rozmowa o snach i sygnałach gotowości trochę mnie gubi. To wszystko jest subiektywne i każdy zobaczy w snach to co chce zobaczyć. Jak to w ogóle jest sprawdzalne?
To jest jedno z najuczciwszych pytań jakie można zadać w tym kontekście i nie ma na nie prostej odpowiedzi. W literaturze magicznej, szczególnie tej XX-wiecznej jak Crowley czy późniejszy Regardie, pojawia się coś co można by nazwać testem rezultatu, czyli sprawdzasz czy coś faktycznie zmieniło się w zewnętrznej rzeczywistości, nie tylko w tym jak się czujesz. Ale to też nie jest idealne kryterium.
Słyszę tę rozmowę i wracam myślami do swojego pierwotnego pytania. Zaczęłam od tego że nie doczytałam zaklęcia do końca, a teraz rozmawiamy o sprawdzalności magii i snach. To ciekawe gdzie zaszła dyskusja, ale mam wrażenie że nadal nie wiem co konkretnie powinnam była zrobić zaraz po tym przerwaniu. Czy jest jakaś procedura, cokolwiek co uznaje się za sensowne na tę chwilę bezpośrednio po?
Czyli to gaszenie świec to nie jest tylko estetyczny gest, tylko ma jakieś znaczenie jako element struktury? Nigdy bym na to nie wpadła, bo zawsze myślałam że to tylko kwestia bezpieczeństwa.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo to jest dokładnie coś czego szukałam od początku tej dyskusji. Mam jeszcze jedno pytanie, może trochę z innej strony. Czy jest różnica między przerwaniem z powodu rozproszenia, a przerwaniem z powodu zewnętrznego zakłócenia, np. ktoś zadzwonił albo wszedł do pokoju? Czy intencja przerwania ma znaczenie?
To jest ciekawe pytanie i myślę że odpowiedź zależy od tego jak patrzysz na strukturę rytuału. Jeśli traktujesz tekst jako nośnik intencji, to nieważne czy cię ktoś przerwał czy sama straciłaś skupienie, efekt jest podobny. Ale jeśli traktujesz rytuał jako przestrzeń którą się otwiera i zamyka, to nagłe wtargnięcie z zewnątrz jest innym rodzajem naruszenia niż wewnętrzny błąd.
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i jako osoba która raczej patrzy na wpływ planet niż na rytuały, mam pytanie może naiwne. Czy ta idea otwierania i zamykania przestrzeni ma jakiś związek z momentem w czasie kiedy rytuał jest wykonywany? Tzn. czy przerwanie w złym momencie astrologicznym jest gorsze niż przerwanie w neutralnym?
To pytanie Mistrala o czas rytuału i planety zostało bez odpowiedzi i mnie też zastanawia. Bo jeśli przestrzeń się otwiera i zamyka, to czy ma znaczenie o której godzinie to się stało? Tzn. czy przerwanie rytuału podczas Saturna w jakimś trudnym aspekcie to jest gorszy wariant niż przerwanie podczas np. Wenus w dobrym miejscu?
To jest pytanie które łączy dwie różne tradycje i trzeba uważać żeby ich nie mieszać. Astrologia rytualna istnieje i tak, wybór czasu ma znaczenie dla mocy intencji, ale mechanizm przerwania działa niezależnie od tego. Innymi słowy, zły aspekt planetarny nie sprawi że przerwanie jest bardziej niebezpieczne, ale może sprawić że cały rytuał był od początku trudniejszy.
Szczerze? Nie spotkałam się z żadnym systemem który by to opisywał. Większość podejść zakłada że przerwanie jest incydentem, a nie czymś co planujesz z wyprzedzeniem. Jeśli planujesz przerwanie, to może raczej rozważ nie zaczynanie.
Okej ale wróćmy do mojej sytuacji bo chyba trochę zeszłyśmy w bok. Rozumiem że trzeba zamknąć po przerwaniu, rozumiem że sny mogą coś sygnalizować, ale mam konkretny dylemat. Robiłam rytuał na zbliżenie z konkretną osobą i urwałam w połowie tekstu. Zaklęcie miało dwie zwrotki i doczytałam pierwszą. Teraz zastanawiam się czy to co zrobiłam ma w ogóle jakiś efekt, czy jest całkowicie puste, czy może jest jakiś efekt częściowy którego nie rozumiem.
