Przyznam że czytam to i trochę mi się miesza. Tzn. rozumiem że intencja jest ważna, że tekst jest ważny, że tradycja jest ważna. Ale jak ktoś robi rytuał po raz pierwszy i zapomina w połowie zaklęcia, to co ma konkretnie zrobić w tej chwili? Zatrzymać się, improwizować, zacząć od nowa?
Słuchajcie, ja mam wrażenie że w moim przypadku to był właśnie ten środek. Nie sam początek, bo czułam że coś szło, a potem się urwało. Teraz bardziej mi zależy na tym nowym rytuale, ale ta rozmowa o zapominaniu przypomniała mi że jak robiłam tamten, to chwilę przed urwaniem się zawahałam przy jednym fragmencie. Nie wiem czy to miało znaczenie.
To zawahanie jest ważnym szczegółem. Mogłaś wtedy stracić ciągłość zanim jeszcze fizycznie przerwałaś. Czyli tamten rytuał mógł mieć dwa punkty zerwania, nie jeden. Ale to nie zmienia tego co planujesz zrobić, po prostu warto żebyś o tym wiedziała idąc w nowy rytuał.
To trudne pytanie, bo nie wiem w jakim stanie emocjonalnym byłaś wracając. Jeśli wróciłaś i byłaś już bardziej wyciszona, to mogło być nawet lepsze niż gdybyś ciągnęła przez to zawahanie na siłę. Ale jeśli wróciłaś żeby po prostu odhaczyć, że dokończyłaś, to prawdopodobnie nie zrobiło to nic w żadną stronę.
Ten przykład z powiedzeniem przez zaciśnięte zęby jest naprawdę dobry, bo to coś rozumiem na poziomie ludzkim, nie magicznym. Ale to rodzi kolejne pytanie - czy rytuał miłosny w ogóle można powtórzyć tego samego dnia? Czy to nie jest tak że jak już raz coś zacząłeś, to druga próba tego dnia jest jakimś nakładaniem się?
To zależy bardzo od struktury rytuału. Jeśli rytuał ma konkretną porę, np. jest powiązany z godziną planetarną albo fazą dnia, powtórzenie poza tym oknem ma już inną jakość. Jeśli nie jest powiązany z niczym konkretnym czasowo, powtórzenie tego samego dnia jest po prostu nowym podejściem do tej samej intencji. Nakładanie to by było gdybyś np. zostawiał rytuał w połowie aktywny i dokładał do niego kolejną warstwę.
