To jest bardzo konkretne pytanie i dobrze że wróciłaś do tego punktu. Mam wrażenie że w tej dyskusji krążyliśmy wokół teorii, a ty masz przed sobą realny problem. Pierwsza zwrotka osobno, bez drugiej, to jest pytanie o to czy ona coś znaczy bez kontekstu całości. Czy pamiętasz co było w tej drugiej zwrotce? Co ona robiła inaczej?
Czekajcie, to brzmi jak coś ważnego. Czyli ta pierwsza zwrotka to była intencja bez adresu? Czy ona w ogóle trafiła gdziekolwiek czy tylko zawisła?
To jest pytanie które słyszę często i odpowiedź jest nudna bo brzmi 'to zależy'. Od systemu w którym pracujesz, od tego jak precyzyjna była intencja w pierwszej części i od tego co towarzyszyło rytuałowi. Jeśli przez całą pierwszą zwrotkę miałaś konkretną osobę bardzo wyraźnie w głowie, to jest mniejsze ryzyko niż gdy byłaś rozmyta.
Ale jak niby można być 'rozmytą' robiąc rytuał na konkretną osobę? To nie ma sensu. Jeśli myślisz o konkretnym człowieku, to myślisz o konkretnym człowieku.
Okej ale Lada.x chyba wiedziała czego chce skoro robiła rytuał, nie? Czy ta cała rozmowa o rozmytości intencji to nie trochę zakładanie z góry że coś zrobiła źle?
Mogę powiedzieć że podczas pierwszej zwrotki byłam skupiona, wiedziałam o kogo chodzi i czego chcę. Przerwałam bo usłyszałam hałas za oknem i wystraszyłam się, nie dlatego że zgubiłam wątek. Czy to coś zmienia?
Poczekajcie, bo rozumiem teorię, ale mam pytanie do Lada.x. Czy po tym jak się wystraszyłaś i przerwałaś, zrobiłaś jakiekolwiek zamknięcie? Cokolwiek, nawet intuicyjnie? Czy po prostu zostałaś z tym co było i tyle?
Żeby odpowiedzieć na pytanie Forsycji - nie, nie zrobiłam żadnego zamknięcia. Wystraszyłam się tego hałasu, urwałam w połowie zdania, dosłownie, i po prostu... wstałam i wyszłam z pokoju. Nawet nie zdmuchnęłam świecy od razu, zrobiłam to może po piętnastu minutach jak wróciłam. Nie wiedziałam wtedy że zamknięcie jest w ogóle czymś istotnym.
No to mamy pełniejszy obraz. Świeca dogorywała sama przez kwadrans, nie było żadnego zamknięcia, i mamy pierwszą zwrotkę bez drugiej. To nie jest jakaś katastrofa, ale to jest otwarta sytuacja w kilku warstwach jednocześnie. Magicystka, jak to widzisz od strony praktycznej? Bo ja mam pewne podejście do tego z perspektywy snów i energii resztkowej, ale tu chyba potrzeba kogoś kto patrzy na to od strony samego rytuału.
To ma znaczenie. Zgaszenie świecy w trakcie rytuału, który jest już i tak przerwany, to kolejna warstwa niedokończenia. Niektóre tradycje mówią żeby nigdy nie gasić świecy ręcznie podczas rytuału, tylko dmuchać albo używać gasidła, ale to jest szczegół techniczny. Ważniejsze jest to że masz teraz sytuację gdzie ani zaklęcie, ani świeca, ani intencja nie zostały domknięte. Czy po tym wszystkim zauważyłaś coś konkretnego w relacji z tą osobą? Jakąkolwiek zmianę, nieważne w którą stronę?
Poczekajcie, bo ja mam pytanie może naiwne, ale szczerze nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli intencja była konkretna podczas pierwszej zwrotki i ta osoba się potem odezwała, to czy nie można powiedzieć że zadziałało, tylko niekompletnie? Czym się różni 'zadziałało niekompletnie' od 'nie zadziałało'?
To jest dobre pytanie i nie jest naiwne. Różnica jest w trwałości i w tym co dzieje się dalej. Kontakt z pretekstu po niekompletnym rytuale to może być chwilowe poruszenie energii, ale bez zakotwiczenia ta osoba 'wchodzi i wychodzi' bo nie ma nic co by trzymało intencję. Dlatego Lada.x mówi o kilku dniach kontaktu, a potem znowu cisza. To jest właśnie zachowanie niedomkniętego obiegu.
A to znaczy że Lada.x powinna teraz zrobić ten rytuał od nowa? Czy lepiej najpierw jakoś zamknąć tamto, a potem zacząć świeżo? Bo nie wiem czy te dwie rzeczy można robić jednocześnie albo czy tamto w ogóle wymaga zamknięcia skoro świeca już nie płonie.
Ale chwila, przecież mówiłaś wcześniej że intencja wyszła i była konkretna. Jeśli teraz ją 'zamkniesz', to czy nie cofasz tego co już się zaczęło dziać? Ten kontakt z pretekstu mógł być właśnie efektem, a ty teraz chcesz to anulować?
Okej ale skąd w ogóle wiadomo że ten kontakt był efektem rytuału a nie po prostu tym że ta osoba miała ochotę się odezwać? Lada.x sama powiedziała że nie wie czy to zbieg okoliczności. Jak to w ogóle rozróżnić?
Właśnie, to jest chyba sedno, prawda? Nie tyle teoria o tym co zadziałało, ile co teraz. Lada.x, masz jakiś pomysł co chcesz zrobić dalej? Bo w tej dyskusji jest tyle wątków że sama bym się zgubiła na twoim miejscu.
Szczerze? Chyba chcę zamknąć tamto i zrobić rytuał od nowa, tym razem bez zakłóceń. Ale mam pytanie do Magicystki albo Mistique94 - czy między zamknięciem a nowym rytuałem powinna być jakaś przerwa? Czy mogę to zrobić tego samego wieczoru?
To też mnie ciekawi, bo sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji i robiłam nowe od razu, ale nie wiem czy to był dobry pomysł. Coś mi mówiło żeby poczekać chociaż noc, ale nie miałam konkretnego powodu.
przerwa jest wskazana, przynajmniej jedna noc. Nie dlatego że istnieje jakaś magiczna reguła, ale dlatego że twoja głowa i emocje potrzebują chwili żeby oddzielić jedno od drugiego. Jeśli zrobisz zamknięcie i od razu nowy rytuał, to psychologicznie te dwa działania mogą ci się skleić w jedno i intencja będzie mniej czysta. Jedna noc przerwy to minimum, niektórzy czekają pełen cykl księżycowy, ale to już zależy od podejścia i od tego jak bardzo zależy ci na precyzji.
A wracając do samego tytułu tematu, bo trochę zeszliśmy w konkretny przypadek Lada.x, to chciałam zapytać czy ktoś miał sytuację gdzie zapomniał tekstu zaklęcia, nie urwał z zewnętrznego powodu, tylko po prostu nie pamiętał co dalej? Ciekawi mnie czy to jest traktowane inaczej niż nagłe przerwanie. Bo to by było bardziej przerwanie od wewnątrz niż z zewnątrz.
To zupełnie inne przypadki i dobrze że o to pytasz, bo faktycznie trochę się zlaliśmy w jeden wątek. Przerwa w rytuale z zewnętrznego powodu a zapomnienie tekstu to jest inna sytuacja energetycznie i mentalnie. Kiedy ktoś urywa bo telefon dzwoni, intencja była aktywna i coś ją brutalnie odcięło. Kiedy ktoś zapomina słów, to zazwyczaj jest moment zawahania, zamrożenia, i sam umysł się wyłącza zanim energia zdążyła w pełni wyjść. Nie wiem czy to gorsze czy lepsze, ale podejrzewam że efekt jest inny.
Improwizacja własnymi słowami to ciekawy pomysł, szczerze nie wpadłabym na to. Ale mam pytanie może trochę z boku - czy te zaklęcia w rytuałach miłosnych mają sens jako konkretne słowa, czy to bardziej taka forma skupienia? Bo jeśli to drugie, to własne słowa mogłyby być nawet lepsze niż coś wyuczonego z kartki.
I tu jest sedno większości problemów które się tutaj pojawiają. Rytuał znaleziony losowo online często jest hybrydą kilku tradycji albo wymysłem kogoś kto po prostu ładnie pisze. Wtedy pytanie o to czy zaklęcie musi być wypowiedziane dokładnie traci sens, bo nie ma żadnego systemu za tym. Jedyne co zostaje to twoja intencja i stan skupienia.
A to znaczy że właściwie można sobie powiedzieć własne słowa i będzie tak samo dobrze? Bo jeśli tak, to po co w ogóle szukać gotowych zaklęć.
O, to jest świetna uwaga, bo ja właśnie zauważyłam u siebie że jak jestem bardzo nakręcona emocjonalnie na osobę z rytuału, to mam problem żeby cokolwiek mówić spokojnie, własne słowa tym bardziej. Ten gotowy tekst jest wtedy jak taka szyna - idziesz po niej nawet jak drżysz. Przynajmniej u mnie tak to działa.
A czy zapominanie tekstu w połowie rytuału może być jakimś sygnałem? Nie wiem, znam osoby które mówią że jak im coś nie idzie podczas rytuału to znaczy że nie powinny go robić. Czy to ma jakieś uzasadnienie czy to takie post-hoc tłumaczenie?
Mam pytanie bo czytam ten wątek od początku i nie do końca rozumiem jednej rzeczy. Piszecie że tekst jest rusztowaniem dla intencji, ale jednocześnie że formuły z konkretnych tradycji mają swoje znaczenie. To kiedy tekst jest tylko strukturą a kiedy jest ważny sam w sobie? Jak to rozpoznać przy konkretnym rytuale?
