Chyba obie rzeczy na raz. Jak piszę to muszę to poukładać zanim wyślę. Tego nie robię jak myślę sam ze sobą. Tu jest jakiś opór który pomaga.
To jest bardzo trafne spostrzeżenie. Pisanie do innych zmusza do precyzji, której wewnętrzny monolog nie wymaga. To zresztą jeden z powodów dla których różne tradycje każą zapisywać intencje przed rytuałem, nie po.
Miałam podobną sytuację z przedmiotem, który dostałam w darze i który przestał mi służyć. W pożegnaniu wspomniałam właśnie o tej osobie, nie po to żeby ją włączać w rytuał, ale żeby podziękować za to co było. Jakby dwa pożegnania w jednym. Nie wiem czy to jest jakaś reguła, ale mi pomogło.
Ja mam pytanie może trochę z boku. Skoro mowa o tym co zostaje w przedmiocie, to co dzieje się z tym kiedy zestaw oddasz albo zakopiesz? Czy to przepada, czy trafia gdzieś, czy... nie wiem jak to nazwać.
To co mówisz o powrocie jest interesujące z perspektywy symboliki run. Ziemia w tradycjach nordyckich to nie jest grób, to jest przechowanie. Coś wraca do źródła. Nie twierdzę że wiedziałeś o tym świadomie, ale ten wybór jest spójny z tym o czym mówi tradycja.
Mam poczucie że tak. Że jest pełny. Że mogę iść.
Chyba... obydwa naraz? Jakby gotowość była, ale samo działanie jeszcze nie. Tak jak pożegnanie słowne i fizyczne to różne rzeczy. Czuję że jedno już się stało, drugie czeka. I myślę że tak ma być, że jedno bez drugiego byłoby niepełne.
To ma sens i myślę że właśnie o to chodzi z takimi gestami jak zakopanie. Słowa porządkują myśl, ale działanie coś zapieczętowuje. Przynajmniej tak to czuję z własnych doświadczeń. Ciekawe czy po zakopaniu wróci tu z tym co poczuł.
