Ale czy da się naprawdę oddzielić te dwie rzeczy? Mam wrażenie, że jak się wróży bez kontekstu, to jest to trochę jak granie w szachy bez znajomości strategii - można poruszyć figury, ale nie wiadomo, po co. Runy mają całą mitologię za sobą, czy nie traci się za dużo, pomijając to?
Słucham tej rozmowy od początku i mam takie wrażenie, że ciągle krąży wokół jednego pytania, którego nikt nie zadał wprost: ile czasu trzeba, żeby naprawdę zacząć rozumieć runy, a nie tylko je odczytywać z klucza? Bo to chyba różnica, o której mówicie przez cały czas.
Stosowałam i tak, i nie. Zależy od reguły, którą sobie ustalasz. Przez jakiś czas losowałam co rano jedną runę i prowadziłam notatki, co się wydarzyło w ciągu dnia. Dopiero po kilku miesiącach zaczęłam widzieć wzorce, które były moje, a nie z podręcznika. To nie jest szybka metoda i nie każdemu będzie odpowiadać, ale dla mnie to działało lepiej niż czytanie.
Prowadzę dziennik i zapisuję: runa, kontekst losowania, co się wydarzyło, co odczułem. Przy każdym wpisie zaznaczam też, z jakiego opracowania korzystam danego dnia, bo właśnie testuję różne podejścia. Widzę, że niektóre runy wyraźnie inaczej 'zachowują się' w zależności od tego, czy interpretuję przez Aswynna czy przez prostsze polskie źródło. Nie wiem, czy to system czy moje nastawienie - i tego nie mogę rozstrzygnąć bez dłuższej próby.
To co opisujesz to metodologiczny problem, który rozwiązuje tylko czas i ilość danych. Ale jest jeden skrót - spróbuj przez jakiś czas pracować tylko z jednym opracowaniem, bez mieszania. Nawet jeśli to nie jest 'najlepsze', to daje ci czysty punkt odniesienia. Potem możesz wrócić do porównań i będziesz wiedzieć, od czego odróżniasz.
To ciekawe, bo Ezoteryk opisuje metodę, w której celowo porównuje opracowania równolegle - i też widzi wzorce. Czy to znaczy, że są dwie drogi i obie działają, czy że Ezoteryk jeszcze nie wie, że się gubi?
To uczciwe podejście. Jedno pytanie do eksperymentu: czy zapisujesz też, kiedy wynik wróżby był dla ciebie niezrozumiały? Bo to jest ważna dana - może się okazać, że przy jednym opracowaniu masz więcej 'nie wiem co z tym zrobić', a przy innym rzadziej.
Słucham tej rozmowy o dziennikach i mam pytanie trochę z boku: czy wy prowadzicie te notatki ręcznie czy cyfrowo? Bo słyszałam, że przy pracy z runami papier ma znaczenie, ale nie wiem, czy to opinia magiczna, czy praktyczna.
A wracając do kwestii zestawów z różnych krajów, która była na początku - czy ktoś próbował faktycznie pracować z zestawem z konkretnej tradycji regionalnej, powiedzmy anglosaskim Futhorkiem zamiast Elder Futhark, i porównywał to z praktyką? Bo dużo mówimy o opracowaniach, ale zestaw to też wybór systemu.
To co mówi Szaman o mapowaniu to ważna obserwacja. Dotyczy zresztą nie tylko przeskoku między systemami runicznymi, ale też między różnymi szkołami interpretacji Elder Futhark. Większość zestawów sprzedawanych w Polsce idzie za Ásatrú albo za Blumem - i to są dwa różne języki opisu tych samych symboli.
To jest trochę niepokojące, jeśli o tym myślę. Znaczy - wchodzisz z założeniem, że 'runy to runy', a tu się okazuje, że kartka w środku zestawu może zadecydować o tym, jak będziesz myśleć o symbolach przez lata. Czy da się to cofnąć, jak już masz te pierwsze skojarzenia zakorzenione?
A ja bym zapytała o coś konkretnego, bo ta rozmowa robi się bardzo teoretyczna: ktoś tu próbował kiedyś kupić zestaw bez żadnych materiałów, po prostu same runy, i samemu dobierać opracowanie? Czy takie zestawy w ogóle są dostępne, czy zawsze coś do nich dokładają?
Wracając do wątku zestawów bez materiałów - mam takie drewniane runy od stolarza z Mazur, który robi je na zamówienie. Zero kartek, zero wyjaśnień. I powiem szczerze: to był dobry punkt startowy właśnie dlatego, że musiałam sama sięgnąć po opracowanie i zdecydować, co chcę czytać. Ale pytanie do tych, którzy mówią o 'resetowaniu' - czy to można w ogóle zrobić w trakcie pracy, czy trzeba zrobić przerwę?
To co mówi Leopold trochę mi przewraca myślenie. Bo jeśli to wszystko są nowożytne rekonstrukcje, to po co w ogóle rozróżniamy zestawy 'z tradycją' od tych 'bez tradycji'? Każdy zestaw kupisz z nowożytną interpretacją, różnica jest tylko w tym, która nowożytna interpretacja.
Słucham tej rozmowy o źródłach historycznych i trochę mi to miesza w głowie w dobrym sensie. Ale mam wrażenie, że gubimy wątek zestawów z różnych krajów. Czy zestawy skandynawskie, które są sprzedawane jako 'bardziej autentyczne', opierają się na tych poematach runicznych, o których mówi Leopold, czy też na tych samych nowożytnych kluczach co polskie?
Właśnie to 'zostawiam otwarte' mnie uderzyło. Mam wrażenie, że większość osób na tym forum, które naprawdę długo pracują z runami, mówi podobnie - nie twierdzą, że wiedzą, czy to działa magicznie czy psychologicznie. Czy to jest znak dojrzałości w tej praktyce, czy raczej że po prostu nie wiadomo?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i jedno pytanie nie daje mi spokoju: jeśli kupię zestaw w Polsce z kluczem od Bluma, potem przeczytam poematy runiczne, potem sięgnę po opracowanie oparte na Ásatrú - i zacznę mieszać - to czy runy w ogóle będą działać, cokolwiek przez to rozumiemy?
Mam pytanie trochę z boku tej dyskusji o systemach i źródłach: czy ktoś z was próbował pracować z runami, nie wiedząc nic o żadnej szkole, po prostu intuicyjnie? I czy takie podejście ma w ogóle sens, czy to jest droga donikąd bez jakiegoś oparcia?
To mnie zastanawia - jeśli sprzedawca zestawu pisze ogólnie 'oparty na tradycji nordyckiej', to czy to w ogóle coś znaczy? Czy to nie jest właśnie to, o czym mówił Zielarz - marketing bez pokrycia?
Nie wiedziałem, że można tak po prostu zapytać sprzedawcę o źródła - to naprawdę dobry pomysł. Ale mam pytanie do Zielarza albo Leopolda - czy jest jakiś sposób na rozpoznanie, że klucz interpretacyjny do zestawu jest oparty na Blumie a nie na poematach? Coś co widać w samym tekście?
Ale czy to nie jest problem z większością systemów wróżebnych? Tarot też ma historię, której znaczna część to XIX-wieczne rekonstrukcje. Karty kabalistyczne, astrologiczne... Czy to znaczy, że wszystko jest 'fałszywe'? Czy może chodzi tylko o to, żeby wiedzieć, z czym się pracuje?
Wracam do pytania o zestawy z różnych krajów, bo trochę zeszliśmy w stronę ogólną. Praktycznie patrząc - czy ktoś z was miał doświadczenie z zestawami ze Skandynawii kontra zestawy produkowane w Polsce lub Niemczech? Czy jest jakaś odczuwalna różnica w pracy, pomijając kwestie historyczności klucza?
Mam dwa zestawy - jeden kupiony w sklepie w Norwegii, drugi krajowy z ceramiki. Klucze bardzo podobne, obydwa z tym samym językiem 'przełomu i nowych początków' przy Fehu i tak dalej. Różnica, którą odczułam, jest w samym materiale i wadze. Drewniane runy z Norwegii leżą inaczej w dłoni niż ceramiczne. Czy to wpłynęło na pracę - nie wiem, ale na komfort zdecydowanie.
Przy drewnianych jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt nie mówił - z czasem chwytasz na nich ślady dotyku, trochę się ścierają. Czy to ma znaczenie w interpretacji, że zestaw 'pracuje' razem z tobą przez lata? Mój jest już kilkuletni i wygląda zupełnie inaczej niż nowy.
To jest dobre pytanie i zastanawiam się nad tym sama. Myślę, że trudno to odróżnić 'w praktyce odczytu' jako takiego - bo intencja jest ta sama, rozłożenie run jest to samo. Ale mam wrażenie, że kiedy sięgam po swój stary zestaw, jest jakiś rytm w tym, że znam każdą runę z widoku, wiem, która jest trochę wyblakła, która ma wgniecenie. Czy to wpływa na interpretację, czy tylko na skupienie - nie jestem pewna.
Wracam do kwestii zestawów z różnych krajów, bo to jest właśnie coś, co chciałem rozgryźć w tym wątku. Czy ten 'kontakt z materiałem', o którym mówi Majka i Gienia, jest jakoś inaczej postrzegany w zestawach ze Skandynawii niż u nas? Tzn. czy tam jest jakaś tradycja 'oswajania' zestawu, czy to też nowoczesny wymysł?
Nie ma na to historycznych źródeł w znaczeniu rytuałów inicjacji zestawu. To co współcześnie bywa nazywane 'konsekrowaniem' run jest w dużej mierze analogią do praktyk z innych systemów - np. z tarota. Czy to złe? Nie, ale warto wiedzieć, że nie wynika z germańskiej starożytności.
