I właśnie tu wracamy do sedna tematu tego wątku - czy coś się traci, gdy prezent jest tak bardzo 'nakierowany'. Bo z jednej strony to jest twój wybór, z drugiej ktoś inny to jednak kupuje, pakuje, wysyła z jakimś uczuciem. Czy to uczucie siostry, nawet bez rozumienia co robi, może mieć jakieś znaczenie?
Jeśli można tu wejść z innej strony - historycznie runy były wycinane przez tego, kto ich używał. Sam proces tworzenia był częścią praktyki. Prezent gotowych run to w zasadzie całkiem współczesny pomysł. Nie znaczy że zły, ale warto mieć świadomość, że to tradycja, którą sami tworzymy.
To brzmi jak zdrowe podejście. A właściwie jestem ciekawa jednej rzeczy jeszcze - czy planowałaś zaczekać z pierwszym użyciem do jakiegoś konkretnego momentu? Nów, pełnia, coś innego? Czy od razu po czyszczeniu?
No dobra ale skoro już ustaliliśmy że dużo z tego to syntezy - to po co w ogóle trzymać się jakichkolwiek zasad? Czemu nie czytać run w południe albo w środę bo lubię środy?
To niesamowite właściwie, że ta informacja o środzie brzmi sensownie właśnie dlatego, że ma historyczne uzasadnienie, a nie jest 'bo ktoś tak poczuł'. Widzę różnicę, o której mówił Leopold. Ale wracając do Petronelki - czy pełnia ma dla ciebie osobiste znaczenie, czy to bardziej konwencja?
Uczciwie? Trochę jedno i drugie. Pełnia zawsze wydawała mi się dobrym momentem na nowe początki - może to zupełnie subiektywne, ale tworzę wtedy jakiś intencjonalny nastrój. Właśnie o to mi chodzi - że to jest mój rytuał, niekoniecznie 'starożytny'.
I właściwie to jest odpowiedź na większość pytań w tym wątku, nie? Że prezent od siostry, czyszczenie, wyczucie czasu - to wszystko jest o tym, żeby stworzyć własny, świadomy kontakt z zestawem. Sposób może być różny, ale intencja za nim jest ważna.
Przepraszam że wchodzę w to jeszcze raz, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - tzn. można używać run, które dostało się w prezencie i nie ma żadnego 'skażenia' od osoby, która je kupiła, jeśli odpowiednio się je oczyści? Pytam bo serio nie wiedziałam co o tym myśleć na początku tej rozmowy.
a ja mam pytanie bo cały czas siedze i czytam - czy ktoś tu w ogóle dostał runy w prezencie i jak poszło? bo mamy dużo teorii ale chcialabym wiedziec co było w praktyce u konkretnych ludzi
Ja bym tu była ostrożna z przenoszeniem kategorii z litoterapii na runologię, bo to naprawdę różne systemy. Runy wyrzeźbione w obsydianie to nie to samo co obsydian jako kamień terapeutyczny. Forma ma znaczenie. Chociaż... rozumiem intuicję, żeby szukać wspólnego mianownika.
ale to wlasnie jest ciekawe co mówisz - ze to siedzenie i patrzenie tez bylo 'wejsciem'. jak to poczulas? ze cos sie 'zamknelo' czy ze po prostu zaczelas i tyle?
To jest właśnie to, o czym myślę w kontekście zestawu od siostry. Nie szukam rytuału inicjacyjnego z przewodnikiem krok po kroku. Szukam czegoś, co nada temu sens w moim rozumieniu. I chyba właśnie dostałam odpowiedź - może wystarczy usiąść i posiedzieć z nimi.
I wiesz co, to jest zdrowsze podejście niż kupowanie kolejnego zestawu 'własnoręcznie wybranego' tylko dlatego, że ktoś w internecie napisał, że tak trzeba. Wybór zestawu to też nie jest gwarancja niczego - widziałam ludzi, którzy sami kupili i nadal nie mogli 'wejść' w kontakt z runami przez pół roku.
Ale skąd wiadomo, że to nie jest po prostu... brak talentu do run? Mówię serio, nie złośliwie. Może niektórym to po prostu nie idzie niezależnie od zestawu i rytuałów?
To uczciwe pytanie. W historycznych źródłach dotyczących wróżbiarstwa w ogóle - nie tylko run - zawsze była jakaś forma selekcji lub predyspozycji. Niekoniecznie 'talent' w nowoczesnym rozumieniu, ale pewna otwartość na konkretny system. Nie każdy system pasuje do każdego i to jest całkowicie uzasadnione.
