Mam taki dylemat i nie mogę znaleźć jednoznacznej odpowiedzi nigdzie. Chodzi o to, czy zestawy runiczne można komuś podarować, czy powinny być wybrane przez osobę, która będzie z nimi pracować. Pytam, bo siostra powiedziała, że chce mi kupić zestaw na urodziny i nie wiem jak jej to wyjaśnić - czy to w ogóle problem, czy to jeden z tych mitów, które krążą w środowisku. Słyszałam różne wersje i już nie wiem co myśleć.
To jest temat, przy którym zawsze się kłócą różne szkoły. Sama zaczęłam od zestawu dostarczonego mi przez mamę i nigdy nie miałam z tym problemu. Ale znam osoby, które twierdzą, że runy muszą być wybrane osobiście, bo inaczej 'nie trafiają' do właściciela. Skąd ta idea w ogóle pochodzi? Nie pamiętam żeby miała mocne zakorzenienie w źródłach historycznych.
Zatrzymajmy się chwilę. Koncepcja 'energii wpisanej w przedmiot przez kupującego' to bardzo młoda idea, popularna głównie od lat 80. przez ruch New Age. Nie ma jej ani w Eddach, ani w sagach. Nie mówię, że jest bez wartości dla praktyki - ale warto wiedzieć, skąd pochodzi, zanim traktujemy to jako regułę.
Mam wrażenie, że to poszło razem z popularyzacją run w kręgach wicca i neopogańskich w latach 70-80. Ralph Blum dużo namieszał swoją książką i wydaje mi się, że sporo tych zasad pochodzi właśnie z tamtego okresu. Ale nie jestem pewna, kto konkretnie to zapoczątkował.
Pracuję z kamieniami od długiego czasu i mogę powiedzieć tyle: każdy przedmiot, z którym pracujemy, wymaga oswojenia, niezależnie od tego skąd pochodzi. Zestaw od siostry to nie 'cudza energia' - to gest intencji i troski. Myślę, że to ma znaczenie, ale nie jako przeszkoda, raczej odwrotnie.
A ja mam pytanko bo może głupie ale - jak właśnie robisz to oczyszcanie run przed uzyciem? Bo słyszałam o soli, o dymieniu, o wodzie, i nie wiem co lepsze dla kamynnych. Sorki za pytanie nie na temat 🙂
Materiał ma znaczenie dla pracy z runami, ale nie w kontekście tego, czy można je podarować. To dwie oddzielne kwestie. Drewno, kamień, kość - każdy materiał ma inne właściwości w pracy rytualnej. Natomiast to, czy zestaw dostałaś w prezencie czy kupiłaś sama, nie zmienia tych właściwości.
Zdecydowanie warto zapytać o materiał. Sama bym chciała wiedzieć, że dostanę coś, z czym będę pracować, a nie coś co trafi na półkę bo nie czuję połączenia z konkretnym kamieniem. To nie romantyku z prezentu, to po prostu praktyczne.
No dobra ale mnie interesuje czysto praktycznie - skoro runy dostane w prezencie są ok, to czy takie same odczyty z nich wychodzą co z kupionymi samemu? Bo po co ta cała dyskusja jeśli efekt jest taki sam? Czy ktoś to w ogóle porównywał jakoś?
A wracając do mojego konkretnego pytania - siostra już chce to zamówić i pyta mnie o preferencje materiałowe. Widzę, że większość z was przychyla się do tego, że prezent jest okej. Ale czy ktoś ma doświadczenie właśnie z kamieniami vs drewnem w kontekście oswajania się z nowym zestawem? Bo mój obecny drewniany zżył się ze mną dość szybko.
Kamienie mają zupełnie inne 'tempo' niż drewno, jeśli mam to tak ująć. Drewno jest ciepłe, organiczne, wchłania szybciej. Kamień wymaga więcej cierpliwości, ale jest też bardziej stabilny w pracy. Pytanie do ciebie - jakich kamieni dotyczyłby ten zestaw, bo to też robi różnicę.
Labradoryt to ciekawy wybór do run. Czytałam, że jest dość intensywny energetycznie. Ale mam pytanie - czy przy zestawach runicznych materiał kamienia w ogóle wpływa na interpretację, czy to czysto kwestia 'odczucia' podczas pracy?
Mam notatki z kilku źródeł i w żadnym nie spotkałam się z tym, żeby konkretny kamień był przypisany do run jako systemu. Są systemy, gdzie łączy się runy z kamieniami, ale to już całkiem osobna tradycja. Czy to nie byłoby mieszanie dwóch różnych praktyk?
Żeby doprecyzować - historycznie runy były ryte w kamieniu, drewnie, kości, metalu - co było pod ręką. Nie ma żadnych wytycznych dotyczących 'właściwego' materiału do wróżenia. To jest całkowicie współczesna konwencja.
A przepraszam że się wtrące ale - labradoryt to ten taki mieni się zielono-niebieskao? Bo moja mama ma taki i mowie jej że mogłaby go użyc do czegoś, tylko nie wiem za bardzo do czego. Sorki że nie na temat 🙂
Ja mam może głupie pytanie, ale nie rozumiem jednej rzeczy - skoro runy to alfabet, to czy w takim razie to nie jest tak, jakbyśmy dyskutowali o tym, czy ktoś może nam podarować długopis? Gdzie tu jest ten magiczny element, o który chodzi?
To w sumie piękna puenta dla tego wątku, choć pewnie będziemy gadać dalej 🙂 Mnie zostało jeszcze pytanie w głowie - czy ktoś z was miał doświadczenie, że odczyt zrobiony cudzymi runami wypadł jakoś inaczej niż z własnymi? Nie teorię, ale konkretne doświadczenie?
Ta kwestia jest trudna do wyizolowania, bo nigdy nie pracujesz w tych samych warunkach dwa razy. Ale z mojego doświadczenia z kamieniami ogólnie - przedmiot, który był długo w czyjejś przestrzeni, ma inną 'barwę'. Nie mówiłabym że przeszkadza, ale jest wyczuwalna.
No właśnie, i to mnie z kolei przywołuje do mojego konkretnego przypadku. Jeśli dostanę runy od siostry, to wiem, że to nowe, nieużywane. Więc ta kwestia 'cudzej energii' w zasadzie odpada. Zostaje tylko pytanie, czy sama je wybrałam.
No dobrze, ale serio - ktoś wcześniej pisał, że intencja jest kluczowa. To po co w ogóle rozdrabniamy się na materiał, historię, kto kupił? Albo to działa bo masz intencję, albo nie działa i cały ten system to po prostu rozmyślanie.
Wracam do labradorytów, bo nie dałam sobie spokoju z tym pytaniem. Czytałam, że labradoryt ma związek z intuicją i przenikaniem zasłon. Czy to nie byłoby akurat sensowne do run, które też są jakimś 'wglądem'? Czy to naciągane?
Dokładnie to. Nie istnieje żaden historyczny związek między konkretnymi kamieniami a praktyką runiczną. To jest współczesna synteza, często krzyżująca się z tradycją wicca albo szeroko pojętą magią chaosu. Nic złego w tym, ale warto to rozróżniać.
Właściwie mnie to nie przeraża - raczej wyzwala. Jeśli nie ma twardej zasady, to mogę wybrać to, co mi po prostu bardziej odpowiada. A labradoryt ciągnie mnie estetycznie i ta jego wielobarwność jakoś współgra z tym, jak ja odczuwam runy - że jeden znak może znaczyć wiele rzeczy naraz.
Właśnie to jest w tej pracy najważniejsze - że twój własny rezonans z przedmiotem jest prawdziwszym przewodnikiem niż jakiś zewnętrzny przepis. To co opisujesz, ta wielobarwność labradorytów jako metafora wieloznaczności run, jest bardzo piękne i jak najbardziej uzasadnione jako podstawa wyboru.
A czy w ogóle samo pakowanie i wysyłka pocztą wpływa na stan run? Mam na myśli - leżą w pudle przez kilka dni, w transporcie, wśród dziesiątek innych przesyłek. Czy to jest coś, o czym się myśli przy takich prezentach?
A jak w ogóle się czyści runy? Przepraszam za podstawowe pytanie, ale skoro i tak jesteśmy przy tym temacie to może mi ktoś powiedzieć jakie są opcje? Bo słyszałam o dymieniu, ale kamień chyba nie znosi wilgoci, więc co z labradorytem?
Siostra jest życzliwa, ale kompletnie poza tematem. Gdybym jej nie powiedziała dokładnie czego szukam, kupiłaby mi pewnie coś z Empiku z napisem 'RUNY' na okładce. Dlatego właśnie myślę, że wyślę jej link do konkretnego zestawu. Ale to z kolei powoduje, że to prawie jakbym kupiła sobie sama, tyle że jej rękami.
